Aleksander Lew Kostka Napierski

Historia Polski i Świata nie związana z Bieszczadami

Aleksander Lew Kostka Napierski

Postprzez Stały Bywalec » 14 cze 2011, o 08:20

Aleksander Lew Kostka Napierski - dzieje tylko domniemane

Tak mnie ten temat, stanowiący jedną z zagadek w sąsiednim wątku, zafascynował, że pozwolę sobie nakreślić krótki szkic możliwych losów owego syna lub nie-syna królewskiego. Puszczam zatem wodze fantazji, ale trzymając się nielicznych, stwierdzonych faktów historycznych - tych, o których wcześniej napisaliśmy z Pastorem.

Aleksander Napierski vel Szymon Bzowski urodził się pomiędzy 1620 a 1624 rokiem. Władysław Waza był w tym okresie w wieku 25-29 lat. Królem Polski Władysławem IV został dopiero później, bo w 1632 r.

Jeszcze młody ale na pewno już dojrzały królewicz podróżował po Polsce i zawitał do Kostki ze Sztemberku. Ród Kostków był wówczas znany w Rzplitej, w Wielkiej Encyklopedii PWN wymienia się dwóch jego przedstawicieli z tamtych czasów. Czyli nie było nic dziwnego w tym, że możliwy następca tronu gościł w takim właśnie domu, być może nawet często.
I właśnie tam ... miał przygodę. Nawet nie romans, bo romans to osoba dobrze urodzona miewa z kimś też z wyższej sfery. Cały czas miejmy bowiem na względzie społeczne realia XVII w.
Ot, królewicz „zaliczył” jakąś panienkę, a może nawet i nie była ona panną. Może nawet uczynił to tylko jeden raz. Ale za to skutecznie. Nie sądzę, aby to była niewiasta z rodu Kostków, bo wówczas owoc takiego związku stałby się bastardem a nie bękartem. Raczej była to jakaś służąca, uboga szlachcianka, albo nawet i nie szlacheckiego rodu.
I ta dziewczyna zdołała jakoś przekonać swoich chlebodawców, jaki to owoc nosi w łonie. Zapewne pod przysięgą na krucyfiks, jak to wówczas praktykowano. Inne okoliczności, tj. miejsce pobytu domniemanego ojca w „okresie koncepcyjnym”, data porodu, później być może nawet fizyczne podobieństwo, też były poszlakami potwierdzającymi prawdomówność niewiasty.

Królewicz też się o tym dowiedział. Takie sprawy są jednak nawet dziś wstydliwe, a cóż dopiero w XVII w. i przy tak olbrzymiej różnicy pochodzenia społecznego! Zachowano więc ścisłą tajemnicę. Na początku znała ją tylko matka dziecka i wtajemniczone osoby z rodu Kostków, później oczywiście ojciec (królewicz Władysław), a z czasem, po osiągnięciu wieku co najmniej kilkunastu lat, poznał ją także młody Aleksander.

Ojciec potrafił się zachować. Źródła historyczne jednoznacznie wskazują, że Władysław IV był dobrym człowiekiem. Otoczył więc swego naturalnego syna bardzo dyskretną opieką, powierzając ją początkowo rodowi Kostków. Tam syn uzyskał jakieś wykształcenie - na pewno umiał czytać i pisać, które to umiejętności w owych czasach były zarezerwowane raczej jedynie dla osób „dobrze urodzonych” lub stanu duchownego.
Obserwując następnie chłopaka ojciec uznał, że najlepsza dla niego będzie kariera wojskowa. Widocznie do stanu duchownego, drugiego z jedynie możliwych w zaistniałej sytuacji, młodzieniec nie miał predyspozycji.

I tak Aleksander został oficerem. Rzemiosło żołnierskie doskonalił w wojnie trzydziestoletniej w krajach niemieckich. Tytułował się tam „pułkownikiem jazdy polskiej zwanej kozakami”.
W 1646 r., tj. chyba dwa lata przed zakończeniem tej wojny, wraca do kraju. Staje się agentem króla Polski w Szwecji. Jest to na pewno misja niejawna i ważna. Powierzył mu ją albo sam król, albo ktoś z najbliższego królewskiego otoczenia.
Obserwujemy więc cały czas jakąś tajemną opiekę nad kimś, kto jest „niewiadomego pochodzenia”. Kariera oficerska, później ważna choć nieeksponowana służba królewska ...

Władysław IV, domniemany ojciec Aleksandra, nagle umiera w 1648 r., w wieku 53 lat. W tym czasie „naszą tajemnicę” zna już zapewne więcej osób, prawdopodobnie też przyrodni brat króla i następny król Polski Jan II Kazimierz.
Ale znać to nie znaczy honorować. Czy to decyzja samego Jana Kazimierza, czy też dworska intryga, sprawiają, że młodemu oficerowi nie daje się posłuchania, a wręcz przeciwnie - przepędza się go z królewskiego otoczenia, do którego wcześniej jakiś dostęp jednak miał.

Upokorzenie i zawiedziona ambicja robią swoje. Być może Aleksander, już wprawiony w realizacji tajnych misji, teraz wchodzi w konszachty z Bohdanem Chmielnickim lub księciem Siedmiogrodu Rakoczym. Być może któryś z nich coś mu obiecuje, coś na miarę nieprawego ale jednak królewskiego pochodzenia Aleksandra.
I oto w 1651 r. Aleksander zaczyna organizować chłopski bunt na Podhalu, okupuje Czorsztyn.
Sytuacja jest wtedy dla Polski skrajnie niebezpieczna. Dzieje się to jeszcze przed bitwą pod Beresteczkiem. Wojska koronne na Ukrainie, a tu, w kraju, rebelia, która może się rozwinąć na miarę buntu Chmielnickiego.
Zbrojni (oddział ok. 1000 żołnierzy) biskupa krakowskiego duszą więc tę rebelię w zarodku. Zdobywają Czorsztyn, pojmują Aleksandra i oddają go pod sąd.

Poddany torturom (to w owych czasach norma w sądownictwie) Aleksander wyznaje, czyim jest synem. Sędziowie wpadają w popłoch. Jeśli to prawda, sprawa ta może mieć tzw. ciąg dalszy, z konsekwencjami niewiadomymi także i dla nich. Poza tym, przypominam, jest to rok 1651, jeszcze przed bitwą pod Beresteczkiem. Z dzisiejszej perspektywy możemy tu zauważyć analogię z 1920 r., z dni tuż przed „cudem nad Wisłą”.
Być może i sędziowie kojarzą owo wyznanie dot. „królewskiego” pochodzenia Aleksandra ze znaną im, bo przekazywaną już w tym czasie ustną tradycją, czyli inaczej plotkami.
Dochodzą jednak do wniosku, że jeśli nawet to prawda, to aktualny król Polski chyba położył na Aleksandrze kreskę i nie będzie w przyszłości kruszyć kopii o zdrajcę i bękarta swego przyrodniego brata. Pod warunkiem oczywiście, że ten umrze pod innym imieniem i nazwiskiem.

Poinstruowano więc mistrza (tak wówczas określano kata), aby dokręcił śruby, dołożył drew do ognia, zagotował olej, itp. I tak „zmotywowany” Aleksander Kostka-Napierski wyznał, że w istocie jest Szymonem Bzowskim.
A dnia 18 lipca 1651 r. (niedługo będzie tego 360-ta rocznica) publicznie w Krakowie na pal wbito właśnie Szymona Bzowskiego a nie Aleksandra Władysławowicza Wazę.

Czy było tak? A bo ja wiem?

Zastanawiają mnie jeszcze dwie kwestie.

1. Dlaczego już później, po sądzie i egzekucji, nie zweryfikowano pochodzenia skazańca? Dlaczego nie dotarto do rodu Bzowkich (jeśli był takowy) - chociażby w ramach kontynuacji śledztwa w sprawie zdrady Ojczyzny? Aby poszukać dowodów tej zdrady (np. listów, glejtów od Chmielnickiego czy Rakoczego) oraz zbadać, czy i inni członkowie rodziny nie są przypadkiem w nią zamieszani.

2. I dlaczego tradycja królewskiego pochodzenia Aleksandra Kostki-Napierskiego była tak silna, że i dziś wspomina o niej encyklopedia powszechna? Nie przypuszczam bowiem, aby jedno wyznanie, i to wydobyte na mękach, dało genezę temu przekonaniu, dość powszechnemu wówczas, a i później przekazywanemu z pokolenia na pokolenie.

Władysław IV spoczywa na Wawelu. Jego syn (jeśli to był on) prawdopodobnie w ogóle nie miał pogrzebu w tradycyjnym słowa tego znaczeniu. Zdjęto go z pala i pewnie w nocy zagrzebano gdzieś pod cmentarnym płotem.
Historycy jednak nie uwierzyli w wersję „Szymona Bzowskiego” i dziś piszą o niewiadomym pochodzeniu Aleksandra Lwa Kostki-Napierskiego.

Dziwne to. Wykształcony oficer wyższego stopnia a nikt w siedemnastowiecznej Rzplitej nie stwierdził, kto to zacz? Nawet po jego haniebnej i głośnej śmierci?
A Aleksandrowi nawet sztuka poetycka była nieobca. Po pierwszej udanej obronie zamku w Czorsztynie napisał wierszyk pt. „Oblężenie gniada Lwiego”.
„Pieszo jedni, na koniech drudzy uciekali,
Tylkoście Lwa daremnie na się rozgniewali”.
Patos iście królewski, nieprawdaż?

Wszystkie materiały źródłowe dające wątłe poszlaki do tego „fantastycznego” tekstu wymieniłem już wcześniej, przy okazji zabawy w odgadywanie osób Władysława IV i Aleksandra Kostki-Napierskiego w sąsiednim wątku tematycznym pt. „Polityka a więzy rodzinne. Ciekawostki głównie historyczne”.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 946
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Aleksander Lew Kostka Napierski

Postprzez Pastor » 16 cze 2011, o 12:59

Aleksander Lew Kostka Napierski. Najmniej kontrowersji wzbudza chyba ten ostatni człon nazwiska - Napierski. Na to nazwisko był wystawiony list przypowiedni, pozwalający na zaciąg na Podhalu. Wcześniej nasz bohater nie używał nazwiska Napierski.List ten był skradziony lub sfałszowany, prawdopodobnie przez rektora Marcina Radockiego (J.K. Haur, Kostka Napierski, buntownik w górach za Krakowem, 1702)
Pozostaje Aleksander Lew Kostka ze Sztemberku lub Aleksander Lew z Wazów. Obie wersje pochodzą od zainteresowanego, obie mogły Mu pomagać!
Zakładam że obie są nieprawdziwe a większość przekazu na temat A.K. Napierskiego to nieco późniejsze legendy.
Właściwie od samego początku zamek w Czorsztynie (wtedy Wronin) miał "czarny pijar". W XVII wieku zaczęła się czarna legenda czorsztyńskich starostów i tenutariuszy (m.in. Pieniążków, Paniowskich, Dembińskich, Sienieńskich, Cikowskich, Baranowskich i Potockich). Zamek zaczęto kojarzyć z przemocą, łamaniem prawa, zdzierstwem, więzieniem i torturami. Przy czym na Podhalu przez wieki kultywowany był przekaz że oto król jest dobry tylko panowie, starostowie i Żydzi-dzierżawcy są źli.
Niewiele później zaczął się rodzić mit o szlachetnych porywach, jakie kierowały Aleksandrem Kostką Napierskim, który miał rzekomo chcieć ulżyć ciężkiej doli chłopów, wysłany przez samego króla. Przedstawiony tu i w sąsiednim wątku skrócony życiorys A.K.N. pozwala na domniemanie że był po prostu awanturnikiem, jakbyśmy dziś Go nazwali "psem wojny".
Prof. Kersten przypuszcza że odezwa B. Chmielnickiego, znaleziona przy Napierskim po Jego pojmaniu, również mogła być fałszywa, natomiast prof. prof. Wieczorkiewicz i Tazbir nie wykluczają że A.K.N. mógł być emisariuszem Chmielnickiego. Powołują się przy tym na przypadek tzw. kaliski, gdzie pojmany emisariusz Chmielnickiego przyznał co miał zrobic i za ile.
W "nakręceniu" legendy A. K. N. pomogły książki Władysława Orkana "Kostka Napierski. Powieść z XVII wieku" i Kazimierza Tetmajera "Maryna z Hrubego" oraz filmu w reżyserii Jana Batorego "Podhale w ogniu"
Blisko 20 lat temu przeczytałem "Sławę i niesławę Kostki Napierskiego" (z serii "Mówią wieki") i jakieś inne opracowania które już nie bardzo pamiętam, dlatego te moje uwagi są bardzo ogólne , słabo udokumentowane i zgoła nienaukowe (najlepszy dowód że na żadne forum naukowe nie zostałem zaproszony).
............................................... Pozdrawiam + Pastor ręką własną
Avatar użytkownika
Pastor
Wyrypator na uchodźstwie
 
Posty: 180
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 23:45


Powrót do Forum historyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.