W grudniu ub. roku brałam udział w dwudniowym szkoleniu dotyczącym operacji dukielsko-preszowsiej zwanej też kapracko-dukielską. Chciałam sobie utrwalić wiadomości więc rozpoczęłam poszukiwania polskojęzycznej monografii poświęconej ten jednej z najbardziej krwawych w dziejach II wojny św. górskich operacji. Niestety, bibliografia polskojęzyczna jest bardzo skąpa. Tylko kilka książek przeważnie wydanych przed 1989 r. Wśród nich, moim zdaniem, wyróżnia się "Tędy szli ...Operacja Karpacko-Dukielska - retrospekcja 60 lat później". Są to materiały opublikowane jako pokłosie Międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się 29 września 2004 r. Publikacja zawiera referaty dotycząc nie tylko zagadnień militarnych, ale także ciekawe wspomnienia pani Izabelli Szubry, które pozwolę sobie umieścić na końcu postu.
Książka ukazała się dzięki pomocy finansowej Ministerstwa Kultury, jest wydawnictwem Muzeum Historycznego-Pałacu w Dukli. Twarda oprawa, szyta, wzbogacona o wkładkę z barwnymi zdjęciami prezentującymi przede wszystkim muzealne eksponaty i miejsca związane z operacją znjdujące się po polskiej stronie.
Spis treści
Prof.dr hab. Wiesław Wróblewski
Wstęp
Izabella Szubra
Wspomnienie
Doc. PHDR. Jozef Bystricky, CSc.
Kilka uwag w sprawie najnowszej historiografii Operacji Karpacko-Dukielskiej
Doc.dr Andrij Kozyckyj
Operacja Karpacko-Dukielska : z nowej historiografii postsowieckiej
PHDr. Zlatica Zudova-Leskoa, CSc.
Operacja Karpacko-Dukielska w świadomości czechosłowackiego oraz czeskiego społeczeństwa po roku 1989
Dr Andrzej Aksamicki
Karpaty jako teren działań wojennych jesienią 1944 roku
Dr Tomasz Kośmider
Przebieg działań militarnych w południowo-wschodniej Polsce w 1944 roku - wybrane aspekty
Dr Jeremiasz Ślipiec
Wybrane aspekty walk w terenie górzystym na przykładzie Operacji Karpacko-Dukielskiej 1944 roku
Dr Andrzej Olejko
Karpacki szlak -plany i realia użycia 2 Czechosłowackiej Samodzielnej Brygady Powietrzno-Desantowej w Operacji Karpacko-Dukielskiej
Tytuł: "Tędy szli ...Operacja Karpacko-Dukielska - retrospekcja 60 lat później"
Redakcja naukowa: Wiesław Wróblewski
Wydanie: I
Stron: 127 plus wkładka z fotografiami
ISBN: 83-86588-68-3
Wydawnictwo: Ruthenus
Krosno 2004
Izabella Szubra
"Wspomnienia"
1 września 1939 roku, gdy Niemcy wkroczyli do Polski, miałam 4 lata. Pamiętam doskonale ten dzień, ponieważ nad naszymi głowami przeleciały w kierunku Krosna niemieckie samoloty, bombardując Krosno, szczególnie lotnisko; czarne dymy snuły się nad miastem.
Żołnierze niemieccy wkroczyli do Chorkówki, gdzie mieszkałam wraz z rodzicami i trojgiem starszego rodzeństwa. W tym dniu we wczesnych godzinach rannych mama wyjechała po ojca do Krosna, na stację PKP. Wystraszeni aktualną sytuacją wraz z rodzeństwem uciekliśmy do sąsiadów z własnego domu, skąd obserwowaliśmy wojsko niemieckie, które znajdowało się wokół naszego obejścia. Zaczęła się okupacja wraz ze wszystkimi rygorami na co dzień. W 1942 roku rozpoczęłam naukę w szkole podstawowej i już miałam pełną świadomość, że w okolicy działa partyzantka, szczególnie w sąsiedniej miejscowości Bóbrka. Istniało pełne zagrożenie wywózką do Niemiec na roboty przymusowe, a to już dotyczyło mojego starszego rodzeństwa.
Na początku i w połowie 1944 roku Niemcy uciekali w popłochu, a w dniu 8 września 1944 roku do Chorkówki i okolic wkroczyły jednostki Armii Czerwonej. W naszym domu rodzinnym chwilowo zatrzymywali się żołnierze radzieccy, co kilka dni i na krótko, a następnie szli na zachód i południe. W jednym z jesiennych dni przyjechał na koniu żołnierz radziecki, który u nas zakwaterował. Okazało się, że ten młody i wesoły czerwonoarmista pełnił obowiązki doręczyciela poczty dla wojska. Codziennie rano wyjeżdżał, przywoził całą masę listów. Siadał wieczorem przy stole oświetlonym lampą naftową i rozpoczynał ich sortowanie. Ja siedziałam również przy tym stole i obserwowałam bacznie jego czynności. Listy dzielił na dwie grupy, układając je po prawej i po lewej stronie. Po lewej było ich więcej, tak że zaczynało brakować miejsca na stole, więc brał je i wrzucał do płonącego pieca. Ojciec mój, obserwując cały przebieg sortowania, zapytał żołnierza, dlaczego pali te listy. On odpowiedział, że adresaci już nie żyją. Następnie rozpoczynał czytanie pozostałych z prawej strony listów i to już przebiegało dłużej. I znowu niektóre z nich wędrowały na lewo, a następnie były wrzucane do pieca. Widząc zdziwione oczy mojego ojca, nie pytany wyjaśnił: "Bo tu są złe wiadomości od rodzin, a żołnierz nie może o tym wiedzieć". Kilkanaście dni żołnierz przebywał w naszym domu. Wciąż odbywało się sortowanie listów, które codziennie otrzymywał z ojczyzny, z czego zaledwie jedną trzecia doręczał żołnierzom, jadąc na linię frontu w kierunku Dukli.
W kolejnym dniu, jak codziennie rano, wyjechał na linię frontu ze swoimi listami i nie wracał przez dwa dni, aż na trzeci dzień zjawił się, ale bez konia i czapki. Wrócił, ale już nie ten sam człowiek, smutny i przerażony. Konia stracił, bo trafił go pocisk. On sam przeżył, chociaż kula trafiła w czapkę. Powiedział ojcu, że w pobliżu Dukli jest straszne piekło, tysiące zabitych i rannych żołnierzy oraz ogromne ilości zniszczonego sprzętu wojskowego. Okazało się, że chodziło o bitwę na Przełęczy Dukielskiej. Rozmawiali do późnej nocy na ten temat, ponieważ ojciec znał język rosyjski, a następnego dnia pożegnał nas wszystkich ze łzami w oczach i odjechał na front. Wielotygodniowe krwawe walki na pobliskiej dukielszczyźnie odbiły się szerokim echem w naszej okolicy. Uciekinierzy z terenu walk przekazywali ich obraz, opowiadali o ofiarach wśród ludzi cywilnej oraz o zniszczeniach i tak już bardzo ubogich górskich wiosek. Dramat tamtejszej ludności trwał jeszcze wiele lat po wojnie. Pozostałe miny i niewybuchy zbierały krwawe żniwo."






