Biografie - wybitni z Podkarpacia

Recenzje, nowości, polecane tytuły

Biografie - wybitni z Podkarpacia

Postprzez lucyna » 7 wrz 2010, o 19:53

Kilka tygodni temu rozmawialiśmy na jednym z For o wyższości zachodu Polski nad wschodem.Ktoś próbował udowodnić tezę, że wschód Polski jest zacofany i zamieszkiwany przez zgoła niedorozwinięte niedojdy. Moim zdaniem warto przypomnieć sobie wielkich związanych z Podkarpaciem. Wbrew pozorom jest ich bardzo wielu. Sama mam kilkanaście biografii wybitnych osobistości, którzy tu urodzili się bądź mieszkali i działali u nas na wielu niwach.
Szukając w pamięci nazwisk wielkich Polaków związanych z naszym regionem przypomniałam sobie o roli gen. Maczka w "udrożnieniu" trasy kolejowej w okolicach Ustrzyk Dolnych w 1918 r. Pamięć ludzka jest zawodna, coś tam wiedziałam na zasadzie, że gdzieś tam dzwonią ale nie wiem w którym kościele więc nie umieściłam jego nazwiska na liście. Wczoraj będąc w sanockim skansenie, w tamtejszej księgarence zauważyłam biografię tego wyjątkowego Polaka. Kosztowała niewiele, więc kupiłam sobie tę ciekawie ilustrowaną książeczkę. Dziś rano zaczęłam ją czytać. Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Zaskoczyło mnie jedno, Generał był związany z Podkarpaciem i z szeroko rozumianymi Bieszczadami. Wychowywał się w Drohobyczu, przebywał u swego wuja w jego majątku w Wielkich Oczach, walczył tu o niepodległość Polski, a potem stacjonował wraz ze swoimi żołnierzami np. w Rzeszowie. Także w okolicy naszego regionu zakończył swój udział w Kampanii Wrześniowej.
Biografia Jerzego Majki "Generał Stanisław Maczek" została wydana przez rzeszowskie wydawnictwo "Libra". Jest najprawdopodobniej częścią większej serii, na wystawie były też książeczki poświęcone m.in. gen. Sikorskiemu (urodził się na Podkarpaciu) i Leopoldowi Lisowi-Kuli. Być może owa seria jest poświęcona wojskowym związanym z naszym regionem. Gdybam, gdyż nie znajduję w internecie zbyt dużo informacji o tych biografiach.
Autor, który jest historykiem specjalizującym się w zagadnieniach wojskowych związanych z XIX i XX -wieczną Małopolską przedstawia w sposób ciekawy aczkolwiek zwięzły losy Generała. Z kart książeczki wyłania się niezwykła postać. "Oddam głos" Jerzemu Majce, tak w e wstępie pisze o gen. Maczku.
"Stanisław Maczek był postacią wyjątkowego formatu. Studiował filozofię i polonistykę, a został zawodowym wojskowym i w mundurze spędził 33 lata swego życia. W wojnach o "niepodległość i granice" wykazał się wielką pomysłowością i walecznością - był pierwszym oficerem WP awansowanym na wyższy stopień przez Naczelnego Wodza na polu bitwy. Dowodził pierwszymi polskimi formacjami pancerno-motorowymi, na czele których walczył w trzech kampaniach na terenie kilku krajów, od pierwszego do ostatniego dnia II wojny światowej. " W nagrodę' pozbawiono go obywatelstwa polskiego i na emigracyjny chleb zarabiać musiał jako sprzedawca i barman. Doczekał się jednak zmian ustrojowych w Polsce i symbolicznego bodaj zadośćuczynienia za doznane krzywdy. Jako jeden z wybitniejszych generałów polskich XX wieku znalazł trwałe miejsce w dziejach polskiego oręża.
Niniejsza praca jest zarysem biografii wojskowej generała. Jej celem jest zwięzłe przedstawienie najważniejszych etapów życia gen. Maczka, wzbogaconych o jego sądy i wypowiedzi.
Tekst zasadniczy uzupełniono o oryginalne cytaty: fragmenty opinii służbowych dotyczących Stanisława Maczka, opinie jego podwładnych, a także fragmenty rozkazów i pism do niego kierowanych."
Jak wspomniałam wcześniej książeczka jest bogato ilustrowana. Są tu także archiwalne fotografie z naszego regionu. Polecam tę biografię Kolegom przewodnikom. Z tego co wiem prawie każdy z nas poszukuje informacji o przebiegu I wojny św. i wojny bolszewicko-polskiej na naszym terenie.

Tytuł: "Generał Stanisław Maczek"
Autor: Jerzy Majka
Wydanie: I
Stron: 109
ISBN: 83-89183-10-2
Wydawnictwo: Libra
Rzeszów 2005

"O niepodległość i granice
Kampania krośnieńska ruszyła najpierw z Sanoka, gdzie połączyła się z ochotnikami z Sanoka i Borysławia (Grupa ppłk. Swobody). Pierwszym sukcesem grupy było opanowanie Ustrzyk Dolnych, a następnie (20 XI 1918 r.) Chyrowa - ważnego węzła kolejowego, w czym duży udział miała kompania por. Maczka. Dalsze ataki w kierunku Sambora zostały przez Ukraińców wstrzymane. W grudniu Chyrów chwilowo utracono, ale niebawem został ponownie odzyskany, wraz z linią kolejową do Przemyśla.
Na początku 1919 r. front na dobre utknął pod Chyrowem. Kompania krośnieńska weszła w skład batalionu strzelców sanockich, który zakwaterowano w słynnym Zakładzie Naukowym oo. Jezuitów. Por. Maczkowi powierzono dowództwo kompanii ciężkich karabinów maszynowych. Był niekwestionowanym "specjalistą od wypadów". Górzysty teren i brak ciągłej linii frontu stwarzały energicznie działającej grupie spore możliwości.
"Jedyną formą ofensywną - napisał S. Maczek - pozostawały wypady. Raczej płytkie, dorywcze, z garstką mych dobranych, uzbrojonych w ręczne granaty, gdyż miałem słabość do tej broni, hukiem i efektem łatwo stwarzającej zaskoczenie. Wypady, by wziąć jeńca, usunąć jakiś dokuczliwy karabin maszynowy, by niepokoić, by udawać siły, których nie było."
Taki popisowy wypad przeprowadził por. Maczek w lutym 1919 r. na odprawie w dowództwie Grupy "Chyrów" gen. Mieczysława Lindego uzyskał zgodę na zorganizowanie wypadku na Smerczynę, gdzie znajdowała się jedna czy dwie haubice ukraińskie, ostrzeliwujące tor kolejowy oraz pociągi w rejonie miejscowości Terło. 18 lutego por. Maczek osobiście poprowadził stuosobową grupę wypadową, która nocą dokonała obejścia górami, niespodziewanie zaatakowała i zdobyła działo. Następnie, wykorzystując powstałe zamieszanie, powróciła główną drogą na stanowiska wyjściowe., prowadząc zdobyczną haubicę, choć planowano tylko jej zniszczenie (opis tej modelowej wręcz akcji został złożony przez S. Maczka w latach dwudziestych w Wojskowym Biurze Historycznym). "
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Słownik biograficzny Żydów z Podkarpackiego"

Postprzez lucyna » 7 wrz 2010, o 21:31

Chciałabym Wam przedstawić książkę Andrzeja Potockiego "Słownik biograficzny Żydów z Podkarpackiego" wydaną przez rzeszowskie wydawnictwo Carpathia. Andrzej Potocki - dziennikarz, autor kilkudziesięciu książek o naszym regionie, twórca legendy /produktu turystycznego zakapiorów od lat zajmuje się ocaleniem pamięci o podkarpackich Żydach, przybliża rzeszy swoich czytelników naszą wspólną historię. Przed chwilą skończyłam przeglądać słownik. Prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się, że aż tak wielu Żydów z naszego województwa weszło do historii, nie tylko naszego kraju. Wśród nich są literaci np. Jerzy Kosiński, Mieczysław Jastrun, Artur Miller - bardziej znany jako mąż Marlin Monroe (jego ojciec urodził się w Radomyślu Wielkim), Isac Singer - laureat nagrody Nobla, filmowcy np. Sam Spigiel - producent "Lawreca z Arabii" i "Afrykańskiej Królowej", naukowcy (tu lista jest długa) z Izydorem Izaakiem Rabim na czele, politycy wojskowi (to z tej książki dowiedziałam się, że blisko związany z naszym regionem Zygmunt Berling był Żydem). Listę sławnych postaci oczywiście można mnożyć.
Sama książka to zbiór suchych faktów, są tu podane podstawowe dane biograficzne. Niekiedy obszerne biografie, innym razem Autor podaje tylko najbardziej istotne fakty z życia danej osoby. Słownik poprzedza interesujący wstęp w którym Autor pokrótce przedstawia nasze wspólne dzieje. Moim zdaniem warto zapoznać się bliżej z polsko-żydowską historią, być może to spowoduje iż inaczej spojrzymy na to co wydarzyło się na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej.
Książka jest starannie wydana, ma twardą okładkę, jest szyta. Moim zdaniem warto sięgnąć po tę książkę, można bowiem poprzez te około 300 biografii spojrzeć na naszą wspólną europejską historię. Być może bardziej odpowiednie słowo brzmiałoby: światową albowiem stąd pochodzili lub tylko tu bywali wicekról Indii, utytułowany tenisista stołowy,światowa królowa kosmetyków itd.

Spis treści
Wstęp
Literaci
Muzycy i tancerze
Plastycy i fotograficy
Teatr i film
Naukowcy
Politycy
Wybitni rabini i cadycy
Żołnierze RP
Inni
Bibliografia
Indeks nazwisk

Tytuł: "Słownik biograficzny Żydów z Podkarpackiego"
Autor: Andrzej Potocki
Wydanie: I
Stron: 108
ISBN: 978-83-62076-24-6
Wydawnictwo: Carpathia http://www.carpathia.net.pl
Rzeszów 2010

O wielkich tego świata jak np. rodzina Rubinsteinów bez problemów można znaleźć multum informacji. Ja chciałabym przedstawić kilka ciekawych postaci o których świat zapomniał. Jako pierwszy wybrałam biogram Alojzego "Alexa" Ehrlicha. Lubię tę postać, bardzo ciekawie i obszernie opowiada o nim nasz Kolega przewodnik i dziennikarz Adam Leń. Tak o nim pisze Potocki - str.95

"Ehrlich Alojzy "Alex" (1.01.1914-7.05 1992) urodzony w Komańczy, pierwszy indywidualny mistrz Polski w tenisie stołowym (dwukrotnie w latach 1934-1935), sześciokrotny medalista mistrzostw świata w tej dyscyplinie. Potrafił rozmawiać w ośmiu językach. Był jednym z pierwszych na świecie trenerów tej dyscypliny sportu.
Zawodnik "Hasmonei" Lwów. Był ćwierćfinalistą mistrzostw świata w 1933 r. oraz srebrnym z lat 1936, 1937 i 1939 r. W roku 1934 znalazł się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych sportowców polskich w plebiscycie "Przeglądu Sportowego". Na początku lat trzydziestych przeniósł się do Francji, ale nadal reprezentował w tenisie stołowym barwy Polski.
W czasie II wojny światowej przez cztery lata był więźniem Auschwitz-Birkenau, potem trafił do obozu w Dachau. Po zakończeniu II wojny światowej zamieszkał w Paryżu i kontynuował karierę zawodniczą w barwach Francji. Dziewięciokrotnie zdobywał tytuł międzynarodowego mistrza tenisa stołowego: Anglii, Francji, Irlandii i Niemiec, oraz trzykrotnie w deblu tytuł mistrza Szwajcarii. Karierę sportową skończył w 1956 r. Zmarł w Paryżu."

"Fra(nie mam umlautu) nkel Moses (1847-1838) na przełomie XIX/XX, aż do zakończenia I wojny światowej, przez niemal ćwierć wieku sprawował funkcję burmistrza Ustrzyk Dolnych. To jedyny taki przypadek w skali całego województwa podkarpackiego.
Niezależnie od sprawowanej funkcji był kupcem i przedsiębiorcą, który założył pierwszą rafinerię ropy naftowej w Ustrzykach Dolnych".

str. 98
"Kwieciński Józef, neofita, nobilitowany w 1764 r, pierwotnie mieszczanin warszawski pochodzenia żydowskiego zajmujący się wożeniem piasku i cegieł. W 1788 r. podczaszy sanocki. Sfinansował dokończenie budowy kościoła oo. Bernardynów na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Od Ignacego Potockiego kupił pałac w Warszawie. Zbudował okazałą kamienicę na Mariensztacie, w której mieszkał, i obszerne magazyny zbożowe na Solcu. Do kościoła oo. Bernardynów dobudował kaplicę i urządził w niej kryptę dla siebie i swojej rodziny."

str.100
"Salz Sam pochodził z Radomyśla Wielkiego. Studiował malarstwo i historię sztuki na Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. Jeden z najbardziej znanych kolekcjonerów sztuki w Stanach Zjednoczonych. Kolekcjonował i jednocześnie handlował obrazami takich mistrzów jak: Utrillo, Chagall, Cezanne, Degas, Monet, Pissarro, Sisley, van Gogh i Lautrec."

str. 100

"Szoken Liwa (1902-1986), czyli Zofia Gomułkowa, żona Władysława Gomułki, I sekretarza PZPR w latach 1956-1970, urodzonego w Białobrzegach koło Krosna. Pochodziła z żydowskiej biedoty. Już od 1921 r. była aktywnym członkiem Komunistycznej Partii Polski. Gomułke poznała pracując w warszawskiej fabryce zabawek "Płomyk". W 1930 r. urodził im się syn Ryszard (Strzelecki). Na zawarcie oficjalnego małżeństwa zdecydowali się dopiero 21 kwietnia 1951 roku. Zaraz po ślubie aresztowano ich.
W 1945 r. był szefową kadr Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej. W 1956 r., kiedy Gomułka został najważniejszą osobą w państwie, próbowała udzielać się publicznie, pracowała w komisji kontroli partyjnej przy Komitecie Dzielnicowym PZPR Warszawa. Szybko jednak zrezygnowała z aktywności politycznej. Pochowana na cmentarzu Powązkowskim."

I łyżka dziegciu do beczki miodu
"Szojme z Krzeszowa około 1692 r. fałszywie oskarżony o świętokradztwo, po procesie i okrutnych torturach w śledztwie, kiedy nie zgodził się przejść na chrześcijaństwo został powieszony. O jego męczeńskiej śmierci powstała pieśń, napisana przez Szmula ben Dawida z Lublina."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Sanockie biografie"

Postprzez lucyna » 9 wrz 2010, o 05:16

Nie pora na odpoczynek, idę więc dalej wąską drożyną wytyczoną przez najnowszą historię mojego regionu. Dziś chciałabym porozmawiać o książce, którą kupiłam przez przypadek. Byłam w pttekowskiej księgarence w Sanoku, zobaczyłam książkę, której nie miałam w swoich zbiorach więc kupiłam. Byłam troszeczkę niezadowolona, gdy ją przejrzałam.
"Sanockie biografie" Edwarda Zająca, jednego z najbardziej znanych lokalnych historyków wydała Oficyna Wydawnicza Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sanoku w 2009 r. Edward Zając był najpierw założycielem i pracownikiem sanockiego Archiwum Państwowego, a następnie dyrektorem Muzeum Historycznego w Sanoku. Jest współtwórcą ''Rocznika Sanockiego", autorem "Szkiców z dziejów Sanoka", popularyzatorem wiedzy o Królewskim Mieście Sanok.
"Sanockie biografie" to zbiór życiorysów znanych sanoczan, ludzi związanych z Ziemią Sanocką. Warto zapoznać się z biografami osób, które na trwale zapisali się w dziejach nie tylko naszej krainy. Najbardziej znanym sanoczaninem był Zdzisław Beksiński, znany współczesny malarz rozpoznawalny w całej Europie.
Są i biogramy osób szerzej nieznanych, a wartych pamięci.

Spis treści
Bronisław Filipczak (1877-1973) śpiewający notariusz
Jan Bezucha (1908-1976) lekarz społecznik
Tadeusz Trendota (1898-1977) sędzia zesłaniec
Arnold Andrunik (1914-1944) kurier ZWZ-AK
Kazimierz Dańczak (1914-1944) porucznik "Borsuk"
Naftali Scheiner sanocki "Tulik"
Bolesław Czech (1925-1962) konspirator z Zagórza
Roman Ludwik Wajda (1901-1974) budowniczy POSK-u
Stanisław Hes (1899-1956) więzień hitlerowskich katowni
Aleksander Rybicki (1904-1983) twórca sanockiego skansenu
Halina Bilewska-Pawlik (1931-1990) wybitny chirurg
Józef Penar (1909-1994) akwarelista z Klimkówki
Franciszek Malik(1912-2002) "cichociemny)
Marian Teleszczyński (1916-1981) lekarz spadochroniarz
Tadeusz Gołębiowski (1915-2004) w mundurze leśnika
Stanisław Domański (1988-1970) lekarz fececjonista
Michał Leszczyński (1906-1972) marynista
Aleksander Piecuch (1851-1932) mistrz sanockich rzemieślników
Jan Hydzik (1871-1931) założyciel sanockiej drogerii
Antoni Kurka (1887-1935) komendant wojsk polskich w powiecie sanockim
Ród Słuszkiewiczów
Eygeniusz Leopold Słuszkiewicz (1901-1981) orientalista
Edmund Słuszkiewicz (1895-1980) sanocki erudyta
Ród Lipińskich
Ród Beksińskich
Obrońcy Westerplatte z Ziemi Sanockiej
Wrześniowa walka i tułaczka
Bohaterskie sanoczanki

Tytuł: "Sanockie biografie"
Autor: Edward Zając
Wydanie: I
Stron: 147
ISBN: 978-83-61043-09-6
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Miejskiej Biblioteki Publicznej
Sanok 2009


Może na chwilę oddam głos Autorowi.
"Sanockie biografie" Edward Zając
Rozdział " Bohaterskie sanoczanki"
"... Maria Świdrowa (1900-1943) W okresie okupacji była strażniczką w więzieniu Karno-Śledczym w Sanoku, przez które w latach 1939-1944 przeszło około dziesięciu tysięcy więźniów. Jako strażnika Maria Świdrowa była niestrudzona w niesieniu pomocy moralnej i materialnej więźniom. Dostarczała torturowanym i przesłuchiwanym leki, opatrunki, żywność i grypsy. Janina Świdrowa, jej córka, z poświęceniem wypełniała zadania łączniczki między apteką Zuzanny i Stanisława Kawskich, a więzieniem. współpraca ta wzmogła się wraz z przyjęciem obowiązków lekarza więziennego przez dr. Jana Marię Suchomela, który równocześnie był zastępcą Szefa Sanitarnego Komendy Obwodu ZWZ-AK w Sanoku. Niestety, zaangażowani w pomoc strażnicy byli wydawani, prawdopodobnie przez Ukraińców, władzom Niemieckim. Marię Świdrową aresztowało gestapo 12 maja 1942 r. Wywieziono ją do KL Auschwitz, gdzie już z początkiem 1943 r. została zamordowana. Relację o pracy i działalności Marii Świdrowej i jej córki Janiny w aptece Kawskich spisał strażnik więzienny Nestor Kiszka, ps."Neron", zamieszkały w Zagórzu.

Irena Łożańska, harcerka z Zarszyna, siostra sławnego kuriera, Jana Łożańskiego, ps. "Orzeł", który kilkadziesiąt razy przeprowadzał ludzi podziemia na Węgry, a z Węgier przenosił broń i pieniądze dla potrzeb konspiracji. Została zamordowana 16 czerwca 1942 r. we własnym domu w Zarszynie przez Humeniuka i Lindego - gestapowców z Sanoka wraz z innymi Polakami o nieustalonej tożsamości.

Elżbieta Bełza z Wielopola. Żona twórcy zagórskiej konspiracji. Po ucieczce aresztowanego przez hitlerowców z transportu kolejowego Alojzego Bełzy ps. "Alik", Niemcy aresztowali jego żonę, Elżbietę, która przeszła na gestapo ciężkie śledztwo, a następnie wywieziona została do obozu pracy przymusowej w Pustkowie.

Maria Stock (1916-1944) urodziła się we Wiedniu w czasie I wojny światowej, kiedy to mieszkańcy Sanoka ewakuowali się przed inwazją wojsk rosyjskich. Była córką Franciszka Stocka, kapitana armii austriackiej i naturalizowanego Słoweńca, ożenionego z marią Prochaskówną. W niepodległej Polsce Franciszek Stock dosłużył się rangi pułkownika.
Maria Stock podczas okupacji była żołnierzem ZWZ-AK Obwodu "San" w Sanoku, pełniła funkcję łączniczki i kolporterki prasy podziemnej. Jej rodzice jako jedni z pierwszych oddali część domu w Sanoku przy ul. Długiej na noclegi dla osób przekradających się na Węgry.
14 kwietnia 1942 r. na rozkaz sanockiego gestapo aresztowano pułkownikową Marię Stock i jej dwie córki: Annę (zamężna Florkowska) i młodszą - Marię. Kobiety zostały osadzone w sanockim więzieniu. Wkrótce matkę i siostrę Marii Stock zwolniono, jednak ją samą hitlerowcy wywieźli do KL Auschwitz, gdzie w 1944 r. poniosła śmierć."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"KSU rejestracja buntu"

Postprzez lucyna » 31 paź 2010, o 18:04

W tym wątku staram się polecać książki, szczególnie te napisane przez ludzi stąd. Dziś zrobię wyjątek. "KSU rejestracja buntu" napisana przez Krzysztofa Potaczałę jest specyficzną biografią. Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu kartek zaczęłam rechotać, szczególnie spodobało mi się zdanie: "Zapaliły się głowy, zabulgotała w żyłach krew. O tym jest ta opowieść. O grupie dojrzewających za "późnego Gierka" chłopaków, którzy już wkrótce mieli wstrząsnąć skostniałym porządkiem, zburzyć małomiasteczkowy ład i wzbudzić najpierw niepokój, a potem wściekłość komunistycznych służb.". Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po zapoznaniu się z dwoma pierwszymi rozdziałami to ta: tworzenie mitu na siłę. Być może owa kreację kupią fani KSU, być może książka stanie się popularna i zniknie w oka mgnieniu z półek księgarni ale dla mnie, dla miejscowej jest ona po prostu "niestrawna". Nie byłam w stanie jej przeczytać, zakończyłam lekturę po trzech rozdziałach. Nie wrócę do nie. Plusem owej publikacji jest opublikowanie kilku zdjęć i notatek służbowych sporządzonych przez ORMO, protokołów z przesłuchań sporządzonych przez MO i SB, opublikowanie akt dotyczących zespołu. Książka jest poświęcona "bieszczadzkiemu" składowi zespołu i obejmuje okres od 1978 do połowy lat 90-tych.

Spis treści:
Zamiast wstępu
Okruchy przeszłości
Porażeni punk rockiem
Leśne wyprawy, młodzieńcze wybryki
Hymn o Ustrzykach
Skazani tańczą pogo, KSU podbija Kołobrzeg
Na scenie punk, a w piwnicach Lenin
Uleczony kompleks prowincji
Wolna Republika Bieszczad
Publika w ekstazie, gliny wyłączają prąd
A miał być wielki powrót
Kryptonim "Żyletka"
Siczka maszeruje i tworzy przeboje
Płytowy debiut na dziesięciolecie
Konsomoł zaprasza, pilnuje i broni
Punk's Not Dead
Epilog
Dziennik znaleziony na strychu

Tytuł: "KSU rejestracja buntu Opowieść o punk rocku w Bieszczadach"
Autor: Krzysztof Potaczała
Wydanie: I
Stron: 231
ISBN: 978-83-89183-62-0
Wydawnictwo: Libra
Rzeszów 2010

Na koniec jeszcze coś chlapnę o pięknym geście. Zespół lub wydawnictwo podarowało książki z autografem Siczki bieszczadzkim bibliotekom. I za to Im można tylko podziękować.
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"KSU rejestracja buntu"

Postprzez lucyna » 1 lis 2010, o 15:38

W poprzednim poście wspomniałam iż "KSU rejestracja buntu" jest specyficzną opowieścią. Jeden z rozdziałów "Kryptonim "Żyletka" jest moim zdaniem interesujący, są tu opublikowane akta organizacji młodzieżowej występująca pod nazwą PUNK (określenie zaczerpnięte z notatki służbowej ORMO). Fragment tego rozdziału przetoczę za chwilę. Bardzo podobają mi się także wspomnienia członków zespołu i ich znajomych.
Oto kilka z nich:

"Tekst piosenki "Moje Bieszczady" to kwintesencja tego, co w nas się wtedy budziło. Dlatego, podobnie jak brat, poświęciłem się Bieszczadom w sensie ocalenia ich od niepamięci. Z tego powodu powstał lokalny oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami i rocznik historyczny "Bieszczad".
Bohun"

"Operacja "Bieszczady'40" spotkała się, delikatnie mówiąc, z niechęcią miejscowej ludności, zwłaszcza tej bardziej zasiedziałej. Powody były różne. Z jednej strony konieczność wyżywienia kilkunastu tysięcy przybyszów przy narastających brakach w zaopatrzeniu pogłębiała trudności aprowizacyjne trapiące ludność Ustrzyk i okolic. Z drugiej - obecność licznych zastępów młodzieży z jej paramilitarnymi rytuałami w oczywisty sposób kolidowała z ugruntowanym bieszczadzkim genius loci - niepokornym, rozwichrzonym i anarchistycznym.
Jurek Linder"

"Nie cierpieliśmy harcerzyków. Tacy niby grzeczni, a śmiecili gdzie popadnie. Za deptanie trawników w ustrzyckim parku niejeden dostał łańcuchem przez plecy i szpica na dupę. Oni traktowali Bieszczady jak krainę w której wszystko wolno im robić. A dla nas ta kraina była najdroższa, chcieliśmy ją chronić przed harcerzami i przed turystami, czyli stonką. Bo to też była konkurencja w zdobywaniu choćby tak podstawowego artykułu jak papier toaletowy
Siczka"

Właśnie w tych wspomnieniach widzę największą wartość tej publikacji. Są szczere, znakomicie oddają klimaty tamtego okresu i sądzę, że reprezentatywne. Z wielką uwagą przeczytałam je wszystkie. Znajdują się na marginesach książki na szarym tle więc nie ma problemów z ich odnalezieniem.

Fragment podsumowania rozdziału " Kryptonim "Żyletka".
"Sprawa Operacyjnego Sprawdzenia pod kryptonimem "Żyletka" trwała niespełna pięć miesięcy i zakończyła się 25 lipca 1980 r. Podczas działań rozpracowujących nieformalny ruch młodzieżowy w Ustrzykach Dolnych SB i MO wykorzystały dwóch tajnych współpracowników i trzy kontakty operacyjne (na temat tych ostatnich nie ma żadnych danych). W odniesieniu do jednej osoby zastosowano kontrolę korespondencji (kontrolą objęto listy do Bogusława Augustyna). Znajdująca się w oddziale Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie teczka sprawy to jednak tylko fragment dokumentacji dotyczącej KSU i ustrzyckiego środowiska skupionego wokół zespołu.
Brakuje szeregu meldunków składanych przez miejscowych milicjantów, ormowców i esbeków. Część z tych materiałów zniszczono w ówczesnym Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Ustrzykach Dolnych. Nie zachowały się ani dokumenty pisemne ani fotograficzne. [...].
Cytowane powyżej materiały wskazują , ze bezpieka i milicja miały trudności w rozpracowaniu ruchu punk w Ustrzykach Dolnych. W raportach i notatkach służbowych mylono imiona i nazwiska członków KSU i ich przyjaciół, nie potrafiono zgromadzić właściwej wiedzy na temat subkultury punk (zarówno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii), ustalić niektórych faktów (np. w jaki sposób list od ustrzyckich punków dotarł do Radia Wolna Europa), a odpowiedzialnością za różnorakie chuligańskie wybryki obarczano niemal wyłącznie osoby z kręgu KSU.
[...]
Na uwagę zasługuje fakt, ze do rozpracowania punkowego środowiska w Ustrzykach Dolnych zastosowano aż 16 przedsięwzięć operacyjnych - od rozmów ostrzegawczych, profilaktycznych i wychowawczych, po jawne zastraszanie zarówno młodych buntowników spod znaku anarchii i agrafki, jak też ich rodziców. Groźba wydalenia ze szkoły, zablokowania przystąpienia do matury, a także zwolnienie z pracy wiążącego się z "wilczym biletem" była całkiem realna. Nie można w tym kontekście wykluczyć, że bezpieka nie skaptowała na swoje potrzeby kogoś z ówczesnych uczniów szkół średnich, studentów lub ich rodziców robiąc z nich pospolitych konfidentów. Za to faktem jest, iż niektórzy młodzi ludzie nagabywani przez reżimowe służby nie dali się - mimo stwarzanych im na co dzień problemów - zastraszyć. Przetrwali nagonkę i tym samym zachowali twarz.
Zamknięcie "Żyletki" nie oznaczało końca inwigilacji punckrockowego środowiska w Ustrzykach Dolnych. Członkowie KSU i ich wierni sympatycy nękani byli mnij lub bardziej aż do końca PRL-u."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Wincentego Pola bieszczadzkie ścieżki"

Postprzez lucyna » 11 lut 2011, o 09:29

Wincenty Pol, a Bieszczady to temat rzeka znany mi od dzieciństwa. Od małego bowiem byłam katowana informacjami o tym jakim to wielkim człowiekiem był Wincenty Pol, brałam udział w akademiach ku czci i w rajdzie. Efekt tego zdobywania wszelakich wiadomości o poecie jest sprzeczny z założeniami naszych wychowawców i wykładowców. Znielubiłam tę postać, nie cenię jego poezji, nie lubię wysłuchiwać peanów na jego część. Przyswoiłam sobie tylko kilka informacji na jego temat. Z prostej przyczyny: jestem przewodnikiem więc moim obowiązkiem jest wiedzieć kim był, dlaczego przebywała w Kalnicy, co pisał o naszym regionie, jakie były jego związki z Ksawerym Krasickim, w jaki sposób udało mu się uniknąć rzezi w czasie rabacji galicyjskiej, dlaczego nadzorował odbudowę zamku leskiego itd. No i oczywiście kilkakrotnie przeczytałam "Pieśń o ziemi naszej", a obudzona o północy potrafię wyrecytować ten fragment z pamięci:
"Beskidzie graniczny! Beskidzie zielony!
Od Boga pomiędzy narody rzucony!
Coś źródła podzielił na morze, na dwoje,
O, powiedz mi, powiedz! Czy jeszcze twe zdroje
Tak żywo jak dawniej i grają i pienią?"
Nie dziwcie się więc, że tylko i wyłącznie z obowiązku wspomnę o materiałach konferencyjnych "Wincentego Pola bieszczadzkie ścieżki" wydanych w 2009 r. Oczywiście, książki nie kupiłam, przy ostatniej wizycie w naszej wiejskiej bibliotece (dość dobrze zaopatrzonej) zagarnęłam ją do przeczytania. No i prawdę powiedziawszy nie przeczytałam jej, tylko pobieżnie zapoznałam się z nią. Większość artykułów wydała mi się nudna, mało odkrywcza, moje żywsze zainteresowanie tylko wzbudził interesujący wykładzik Edwarda Marszałka "Leśne pasje Wincentego Pola" i w mniejszym stopniu Antoniego Jackowskiego "Zasługi Wincentego Pola dla rozwoju geografii". Na osobną wzmiankę zasługują artykuliki Adama Pola (prawnuk poety) "Chorąży sanocki. Regionalne związki, pamiątki, tropy i poszlaki po Wincentym Polu" i "Mowa Wincentego Pola na uroczystości pośmiertnej Franciszka Xawerego Krasickiego Przyczynek edytorsko-biograficzny". Niewątpliwym plusem tej książki jest to iż właśnie w opublikowano po raz pierwszy tekst tej mowy.
Jak już wcześniej wspomniałam "Wincentego Pola bieszczadzkie ścieżki" to zbiór referatów wygłoszonych w czasie sesji popularnonaukowej, która odbyła się 31 maja 2007 r w Lesku zorganizowanej w okrągłą rocznicę urodzin poety. Referaty wygłosili w większości miejscowi wielcy zainteresowani twórczością Wincentego Pola. Książka jest dość niechlujnie wydana, miękka okładka, klejona, małe, niewyraźne czarnobiałe zdjęcia, format A-5.
Moim zdaniem droga, widziałam ją w księgarni po 38 zł. Raczej nie polecam jej zakupu.

Książka ma i akcent nasz forumowy. Jest tu oblikowane zdjęcie Marcina Sceliny z naszego ponownego przyklejenia tablicy poświęconej Polowi na Łopienniku. Na pierwszym planie PiotrekF z kielnią w dłoni.

Spis treści
Ryszard Paszkiewicz "Zamiast wstępu"
Krzysztof Prajzner "Kalendarium - ważniejsze daty z biografii W. Pola"
Wincenty Pol "Pieśń o ziemi naszej"
Adam Pol "Chorąży sanocki. Regionalne związki, pamiątki, tropy i poszlaki po Wincentym Polu"
Adam Pol "Mowa Wincentego Pola na uroczystości pośmiertnej Franciszka Xawerego Krasickiego Przyczynek edytorsko-biograficzny"
January Poźniak "Po upływie pół wieku, znów wiersz do Wincentego Pola"
Stanisław Orłowski "Związki W. Pola z mieszkańcami Bieszczadów"
Wiesław Próchniak "Śladami Sławnych Piór. O Polu i Bieszczadach słów parę"
Stanisław Żurek "Wincenty Pol patrzy przez okno Białego Dworku"
Antoni Jackowski "Zasługi Wincentego Pola dla rozwoju geografii"
Jan Szelc "Widokówka z Kalnicy'
Krzysztof Prajzner "Wincenty Pol - prekursor ruchu krajoznawczego"
Edward Marszałek "Leśne pasje Wincentego Pola"
Grażyna Połuszejko "Muzeum biograficzne Wincentego Pola"
Janusz Szuber "Schodząc w dolinę"
Krzysztof Prajzner "Kalendarium uroczystości jubileuszowych z okazji 200-lecia urodzin i 135 rocznicy śmierci W. Pola zorganizowanych w latach 2006-2007"
Noty o autorach

Tytuł: "Wincentego Pola bieszczadzkie ścieżki"
Autor:
Wydanie: I
Stron: 221
ISBN: 978-83-928738-0-8
Wydawnictwo: Powiatowa Biblioteka Publiczna w Lesku
Lesko 2009

W książce umieszczono cztery wiersze: Jana Szelca "Widokówka z Kalnicy'", Janusza Szubera "Schodząc w dolinę", Stanisława Żureka "Wincenty Pol patrzy przez okno Białego Dworku" i Januarego Poźniaka "Po upływie pół wieku, znów wiersz do Wincentego Pola" oraz najbardziej znane dzieło Pola "Pieśń o ziemi naszej". W związku z tym przetoczę zamiast fragmentu jakiegoś artykułu dwa wiersze;

Jan Szelc "Widokówka z Kalnicy"

"Marii i Staszkowi Lelkom

Stare drzewa
obdarte z pamięci
i manier

Z pustych obór
do wiaty
wiatr ugorem
po siano

Rój owadów
ze śladami dworku
Wincentego Pola

Gdzie stał obelisk
sklep stoi
a ludzie po wódkę
na zabicie niedzieli

Tylko potok śpiewny
jak zawsze
obmywa z tygodnia

ściągając drogę
do miasta"

January Poźniak "Po upływie pół wieku, znów wiersz do Wincentego Pola"

"Bracie! Gdyśmy byli młodzi,
Tak uczucia w piersiach wrzały,
Jak wód fale przy powodzi,
Gdy uderzą prądem w skały.

Myśl goniła nad obłoki
Do gwiazd siłą orła lotu,
A przez ziemski świat szeroki
Pędem burzy albo grzmotu.

Dziś uczucia wieją mrozem...
Dziś pierś zgliszczem, serce głazem.
Myśl się nie zna z gwiazd obrazem,
A po ziemi czołga płazem.

Z osób przez nas ubóstwianych
Pozostały li szkielety
A o bojach wraz staczanych
Zapomina świat, niestety!

Mchem porosły te mogiły,
Gdzie łzy smutku oko lało,
Pomniki się pochyliły...
Serce wszystko przebolało.

Czas, co ciągle zanik sieje,
Zawezwie nas wkrótce do obu -
Bo skończone nasze dzieje -
By położyć się do grobu.

Po mnie nic nie pozostanie,
Twoje pieśni i wołania
Nie przebrzmią na polskim łanie
Nawet po dniu zmartwychwstania.

Złoczów, 5 kwietnia 1872 r."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Bóbrka koło Soliny - historia i współczesność - śladami Józ

Postprzez lucyna » 28 lut 2011, o 06:56

Pora przedstawić następna książkę o której milczą elektroniczne media. "Bóbrka koło Soliny - historia i współczesność - śladami Józefa Blizińskiego" to mini zarys monograficzny tej popularnej miejscowości połączony z notą biograficzną.
Prawdę powiedziawszy nie wiem co mam o niej powiedzieć. Jest przeciętna do bólu, niezbyt ciekawa, ale też i nie nudna, dość ładnie wydana, w miarę poprawna jeżeli chodzi o prezentowaną wiedzę. Największym jej plusem jest zgromadzenie przez Autorów w jednym miejscu fragmentów korespondencji i cytatów w publikacji dotyczących Bóbrki i Blizińskiego. Bardzo zaciekawiły mnie rozdziały: "Bóbrka w latach 30. XX wieku", "Współcześni o twórczości Blizińskiego",
"Wybór korespondencji"oraz popularyzacja twórczości tego trochę zapomnianego twórcy. Niewiele osób wie, że Józef Bliziński był związany z naszym regionem. Mieszkał przez 12 lat w Bóbrce, to tu niekorzystnie zainwestował pieniądze w poszukiwania ropy naftowej.Tu także prowadził badania etnograficzne. Przyjaźnił się m.in. z Oskarem Kolebrgiem, to dzięki Blizińskiemu ten znany etnograf opisał obyczaje mieszkańców okolicznych wsi. Jego dom nie przetrwał, znajdował się w miejscu obecnie zalanym przez wody Jeziora Myczkowieckiego.
Niewątpliwym minusem jest cena tej książeczki, kilka lat temu zapłaciłam za nią ponad 30 zł. Relacja jakość cena jest tu dla czytelnika bardzo zła.

Spis treści
Wstęp
Z przeszłości
Powstanie Leskie
Bóbrka w latach 30. XX wieku
Z dziejów parafii
Kapliczka pańszczyźniana
Atrakcje turystyczne Bóbrki
Oświata, kultura, działalność społeczna
Józef Bliziński - pisarz i ziemianin
Bliziński w Bóbrce
Współcześni o twórczości Blizińskiego
Wybór korespondencji
Śladami Kolberga
Przyjaciele Józefa Blizińskiego
W okolicy
Informator podręczny
Bibliografia

Tytuł: "Bóbrka koło Soliny - historia i współczesność - śladami Józefa Blizińskiego"
Autor: Jadwiga i Janusz Pypeć
Wydanie: I
Stron: 84
ISBN: 83-7450-028-X
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza "Apla"
Krosno 2006

str. 9-10
"Powstanie leskie
Rozruchy chłopskie w bieszczadzkich wsiach, które wybuchły w 1932 r., przeszły do historii jako tzw. powstanie leskie. Zaczęło się to od próby zorganizowania przez władze, w ramach tzw. święta pracy, bezpłatnych robót przy naprawie drogi w Brzegach Dolnych. Święta pracy miały w tym czasie dość szeroki zasięg, zaś pomysłodawcami byli Potoccy, właściciele Rymanowa. Był to rodzaj pracy społecznej na rzecz własnego środowiska. Podczas świąt budowano drogi, mosty, obiekty użyteczności publicznej, porządkowano poszczególne miejscowości. Nie było na tym tle żadnych nieporozumień czy spięć,ludzie pracowali ochoczo i mieli satysfakcję ze swoich dokonań.
Tymczasem w Brzegach Dolnych agitatorzy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, bazując na nieświadomości chłopów, w większości analfabetów, rozpowszechnili pogłoskę, że bezpłatna praca oznacza ponowne wprowadzenie pańszczyzny. To wywołało wrzenie wśród ludności i manifestacje z udziałem około 300 chłopów uzbrojonych w pałki, drągi, motyki, widły. Interweniowała policja, kilku uczestników manifestacji aresztowano.
Fakt ten spowodował rozszerzenie się fali rozruchów, objęły one ogółem 19 wsi i około 15 tys. chłopów. Doszło do starć w rejonie Łobozewa, Teleśnicy Sannej i Oszwarowej, Ustianowej i Bóbrki. Na stokach Jawora rozegrała się prawdziwa bitwa. Byli zabici i ranni. Ostatecznie, biorące udział w rozruchach wsie spacyfikowano. Wielu mieszkańców aresztowano, a sądy skazały na więzienie przywódców powstania. Walki pochłonęły 6 ofiar śmiertelnych i wielu rannych. W 30 rocznicę powstania odsłonięto w Bóbrce, na wzgórku przy drodze do Soliny, pomnik poświęcony wydarzeniom sprzed lat"

"Bliziński w Bóbrce" str. 35
"Okoliczności osiedlenia się Józefa Blizińskiego w Bóbrce, nie są do końca jasne. Być może zachęcił go do tego szwagier, Konstanty Sokołowski, mieszkający w Posadzie Olchowskiej pod Sanokiem, a będący właścicielem Bóbrki. Zapewne na decyzję Bliżińskiego wpłynęły doświadczenia z gospodarowania na Kujawach, które zbliżyły go do problemów polskiego ludu, folkloru, ukazały, ukazały możliwość spokojnego, sielskiego życia, urozmaiconego pracą twórczą. Tęsknił za wsią i w końcu zamieszkał na niej.
Zygmunt Sarnecki, przyjaciel pisarza, zanotował w swoich wspomnieniach: "W 1876 roku, w lutym przeniósł się Bliziński z Królestwa Polskiego do Galicji i osiadł w Sanockiem, na pogórzu karpackim, gdzie wskutek układów familijnych za należność, jaką w tych stronach żona jego posiadała, nabył około 300 morgów gruntu, wydzielonego wraz z lasem z wsi Bóbrka, upamiętnionej przez Zygmunta Kaczkowskiego jako siedziba Nieczui, bohatera powieści niesłusznie dziś zapomnianych. Na tej przestrzeni nasz znakomity komediopisarz, a bardzo lichy gospodarz, założył nowy folwark, nazwany hipotecznie Bóbrką Blizińską, a wzniósłszy dom mieszkalny na wybranym przez siebie miejscu w prześlicznym położeniu, nad Sanem, z widokiem na Beskid i połoniny, otoczył go ogrodem, sadem i samorodnym parkiem, który ciągle ukształca i przekształca, i zdobi, wycinając lub dosadzając drzewa i krzewy, co stanowi dla niego ulubioną rozrywkę w chwilach wolnych od pracy; tu bowiem jego twórcza wydała najpiękniejsze owoce, tu urodził się "Pan Damazy", jeden z najdoskonalszych utworów literatury dramatycznej."
Kłopoty towarzyszyły Blizińskiemu od momentu nabycia posiadłości. Z braku wpisu hipotecznego, który uzyskał dopiero po kilku latach, nie miał żadnego zabezpieczenia przy ubieganiu się o kredyt, toteż musiał korzystać z lichwiarskich pożyczek. Wędziły go one w długi i w konsekwencji doprowadziły do bankructwa. [...]"
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Poczet starostów sanockich XIV-XVIII w."

Postprzez lucyna » 15 mar 2011, o 09:32

Muzeum Historyczne w Sanoku wydaje ciekawe książki, które niestety nie są promowane, a szkoda. Chciałabym je bliżej przedstawić. Wśród moich ubiegłorocznych zakupów jest ładnie wydana książeczka "Poczet starostów sanockich XIV-XVIII w.". Ostatnio sięgnęłam po nią układając pytania do naszego forumowego konkursu. Lektura to dość przyjemna, bardzo pouczająca i na pewno w sposób znaczący rozszerzająca moją wiedzę o historii Ziemi Sanockiej. Autor przedstawił biografie 25 starostów sanockich, którzy rządzili naszą ziemią przez prawie 400 lat. Wśród nich było wiele osobistości, które na trwałe weszły do historii nie tylko naszej krainy jak chociażby Jerzy Mniszek - ojciec słynnej Maryny czy Mikołaj Wolski. Bardzo ciekawy jest "Wstęp" przybliżający nam urząd starosty, jego fragmenty zacytuję poniżej.
Jak wspomniałam książeczka jest ładnie wydana, twarda oprawa, szyta, bardzo dobrej jakości papier, starannie ilustrowana. Na początku rozdziałów znajdują się herby poszczególnych starostów, niektóre biografie są ozdobione zdjęciami, w tym archiwalnymi, portretami itd. Całość robi bardzo przyjemne wrażenie. Książka została wydana w 75 rocznicę Muzeum Historycznego w Sanoku.
Niewiele informacji o tym wydawnictwie znajduje się w sieci. Poszukując wiadomości natrafiłam na rzecz bardzo dziwną. Na stronie muzeum podano iż kosztuje 10 zł. Ja za ową książeczkę zapłaciłam ponad 30 zł.

Spis treści
Wstęp
Piotr Kmita herbu Szreniawa
Klemens z Moskorzewa (Moskorzewski) herbu Pilawa
Wierzbieta z Branic (Branicki) herbu Gryf
Janusz z Kobylan (Kobylański) herbu Grzymała
Mikołaj z Chrząstkowa (Chrząstkowski) herbu Kościesza
Piotr ze Smolic (Smolicki) herbu Szreniawa
Jan Kuropatwa z Łańcuchowa herbu Szreniawa
Wojciech z Michowa (Michowski) herbu Rawicz
Mikołaj Pieniążek herbu Jelita
Stanisław Pieniążek herbu Jelita
Mikołaj Kamieniecki herbu Pilawa
Klemens Kamieniecki herbu Pilawa
Stanisław Szafraniec z Pieskowej Skały herbu Leliwa
Stanisław Ocic Z Pilczy (Pilecki) herbu Leliwa
Mikołaj Wolski herbu Półkozic
Piotr Zborowski herbu Jastrzębiec
Sebastian Lubomirski herbu Szreniawa
Mikołaj Cikowki herbu Radwan
Jerzy Mniszek z Wielkich Kończyć herbu własnego
Stefan Jan i Stanisław Bonifacy Mniszchowie herbu własnego
Franciszek Bernard Mniszek herbu własnego
Jerzy Jan Wandalin Mniszek herbu własnego
Józef Wandalin Mniszek herbu własnego
Jerzy August Wandalin Mniszek herbu własnego
Józef Jan Tadeusz Mniszek herbu własnego
Zakończenie
Wykaz starostów sanockich XIV-XVIII w.
Bibliografia
Indeks nazwisk
Indeks miejscowości


Tytuł: "Poczet starostów sanockich XIV-XVIII w."
Autor: Krzysztof Kaczmarski
Wydanie: I
Stron: 103
ISBN: 978-83-60380-25-3
Wydawnictwo: Muzeum Historyczne w Sanoku
Sanok 2009

Wstęp str. 7-8
"[...] Od 1454 r. starosta na swoim terenie nie mógł być jednocześnie kasztelanem ani wojewodą, nie mógł również piastować urzędu sędziego ziemskiego. Ponadto jego dobra ziemskie powinny należeć do województwa, w którym leżało jego starostwo. W XVI w. starostów posiadały już wszystkie ziemie Królestwa Polskiego. Do tego też czasu uprawnienia starosty zawęziły się do do sprawowania w imieniu króla administracji i sądownictwa oraz zarządzania - przeważnie jako dzierżawca - majątkami królewskimi, które przynosiły staroście duże dochody. W hierarchii urzędów ziemskich starosta znajdował drugie miejsce po podkomorzym.
Poza obowiązkiem należytego utrzymywania grodów i zamków starostowie sprawowali także funkcje policyjne. Mieli czuwać nad spokojem i bezpieczeństwem, szczególnie na drogach. Władza administracyjno-sądownicza starostów wymagała posiadania własnych sądów. Sądy te (zwane grodzkimi) pojawiły się równocześnie z formowaniem się urzędu starościńskiego i rozpatrywały sprawy związane z naruszaniem spokoju i bezpieczeństwa wewnętrznego. W szczególności należały do nich tzw. cztery artykuły grodzkie: gwałt, podpalenie, rozbój na drodze i najście cudzego domu.Oprócz tego sąd ten rozpatrywał niektóre sprawy cywilne. Stopniowo sądy grodzkie zaczęły przejmować kompetencje sądów ziemskich.
Starosta posiadał również tzw. prawo miecza, czyli obowiązek egzekwowania na swym terenie wyroków sądowych wszystkich instancji, w tym także sądów kościelnych.
Starosta stał na czele władz grodzkich. Oprócz niego tworzyli je: podstarości (vicecapitaneus), burgrabia (zarządca zamku), notariusz i pisarz. Ciężar bieżącej działalności urzędu grodzkiego spoczywał głównie na barkach podstarościego. Był on zastępcą i namiestnikiem starosty, przez niego wybieranym i zaprzysiężonym. Formalnie miał wykonywać wyroki sądu grodzkiego, ale starostowie przeważnie spychali swe obowiązki na zastępców. Niejednokrotnie więc podstarości sprawował sądy, troszczył się o stan obronny zamku, nadzorował gospodarkę starościanską. Zapewniał również ciągłość działalności starostwa w okresach vacatu urzędu starosty. Wtedy, podobnie jak w czasach nieobecności czy choroby starosty, podstarości przejmował wszystkie jego uprawnienia i obowiązki. [...]"
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Pielgrzymowanie wśród wilków"

Postprzez lucyna » 10 kwi 2011, o 08:29

Ks. Franciszek Stopa pierwszy proboszcz parafii w Polańczyku to człowiek legenda tych stron. Urodził się w wielodzietnej rodzinie chłopskiej 21 październiku 1917 r. w Zaczerniu, tam skończył szkołę podstawową. Do gimnazjum uczęszczał w Rzeszowie, codziennie do szkoły szedł pieszo pokonując kilkanaście kilometrów. Po ukończeniu nauki parał się różnymi zajęciami, w 1938 r. wstąpił do przemyskiego seminarium. W czasie wojny kontynuował naukę w na wpół legalnym seminarium w Brzozowie, święcenia uzyskał w 1943 r. Pierwsze posługi kapłańskie pełnił w Bóbrce koło Krosna. W 1945 r. został przeniesiony do Jedlicza, a w 1948 r. otrzymał parafię w Polańczyku, którą opiekował się do 1970 r. Bez wątpienia to był człowiek i kapłan niezwykły, z charyzmą, miał niezły aczkolwiek prawy charakterek. Nikt kto go znał nie pozostawał w stosunku do niego obojętnym. Inteligentny, odważny, pracowity, gospodarz pełna gębą zasłynął jako mistrz pszczelarstwa, czerpiący pełna garścią z życia, myśliwy nie wylewający za kołnierz, lubiący ludzi to chyba główne cechy jego charakteru. Starsze panie z okolic Jeziora Solińskiego coś tam wspominają o jego trojgu nieślubnych dzieciach. Żył w czasach ciekawych, zapisał się w naszej lokalnej historii więc bardzo chciałam przeczytać jego biografię. Natrafiłam na książeczkę "Pielgrzymowanie wśród wilków" i... przeżyłam szok. Tej biografii nie da się czytać, rzadko czytelnik spotyka się z taką grafomanią. Ta książka w większości pozbawiona jest treści, nasiąknięta jest infantylnością i patosem. Autor biografię pisał na kolanach. Być może literatura religijna charakteryzuje się swoistymi prawami ale są pewne granice, których autor nie powinien przekraczać. Granice dobrego smaku. Z trudnością przebrnęłam przez tę książczynę, jej czytanie traktowałam jaką specyficzną pokutę.


Spis treści
Wstęp
Czas żółci i popiołów
Ziemia obiecana łzami ochrzczona
Jutrzenka nadziei
Utarczki z władzą
W kręgu codzienności
Pielgrzymowanie wśród wilków
Lekcja pokory
Bieszczadzkie Betlejem
Apostołowie dobroci
Pożegnanie
Listopadowa opowieść
"Zostałeś nazwany bieszczadzkim biskupem"
Powrót do gniazda
Epitafium dziękczynne
Posłowie

Tytuł: "Pielgrzymowanie wśród wilków"
Autor: Aleksander Sałapata
Wydanie: I
Stron: 149
ISBN: 83-914224-3-7
Wydawca: Drukarnia "Piast Kołodziej"
Lesko-Polańczyk 2000

str. 30-32
"Lecz minął czas gniewu, wypaliła się nienawiść, wypełniły się dni. Nastał czas pokoju. Okaleczeni wojną ludzie, gojąc broczące pamięcią rany, wyglądali zewsząd pocieszenia, nadziei. Chcieli wierzyć, że niedawno miniony koszmar już się nie powtórzy. I jak ongiś Noemu tęczę, tak wtedy synom tej ziemi Bóg - przez sługę swego Księdza Stopę - wskazał cudowny obraz Matki Boskiej Łopieńskiej.
Dzieje tej ikony zaznaczone były przez wieki darami łask Bożych. Jej sława i wiara w cudowną moc promieniowała blaskiem daleko poza granice Karpat. Wizerunek Madonny przetrwał szczęśliwie wojenną zawieruchę, będąc w samym środku dziejowej burzy. Słyszał płacz niewinnych dzieci i kobiet, widział łuny pożarów trawiących ludzki dobytek. Opuszczony przez swoich, wzgardzony przez obcych, czekał cierpliwie na swój dzień, na czas powrotu do łask, czekał pod opiekuńczym skrzydłem Opatrzności.
I oto w wielki Czwartek 1949 roku, w dniu omroczonym pamięcią męki Chrystusa, wyłonił się znowu z otchłani zapomnienia, stając się perłą parafialnego kościoła katolickiego. Od tego dnia głosi niestrudzenie ewanagelię pojednania zastygłym na ustach szeptem modlitwy, rozsiewa ciepłem matczynego spojrzenia, unosi po górach i dolinach głosem kościelnych dzwonów.
Ikona z Łopienki stała się dla parafian wizerunkiem Matki, danej im na Wspomożycielkę w tych trudnych i bolesnych czasach.
Przeniesienie ołtarza z cudownym obrazem z Łopienki do Polańczyka nie zdobyłoby takiego rozgłosu, gdyby nie okoliczności, które mu towarzyszyły gdyby nie znaki zapytania, przywołane pamięcią o tamtych wydarzeniach i faktach. Oto niektóre z nich:
- Czy to nie przypadek, że w czasie wojennej zawieruchy nie spłynęła w Polańczyku z powodu nietolerancji religijnej ani jedna kropla krwi?
- Czy to przypadek, że w Bieszczady trafił człowiek w sutannie, którego każdy rys twarzy zaznaczony był dobrocią, tolerancją, serdecznością, a nie Kapłan, któremu wcześniej zadanie to wyznaczył zwierzchnik?
- Dlaczego Polańczyk stał się siedzibą nowej parafii, a nie Wołkowyja, gdzie był duży kościół, a parafia katolicka istniała od dawna?
- Jak to się stało, że tak cenna ikona z Łopienki ocalała z wojennej pożogi, będąc pozostawiona przez kilka lat na pastwę losu?
- Czy to zbieg okoliczności, że patronką świątyni w Łopience i w Polańczyku była św. Paraskewia, opiekunka chorych i potrzebujących?
_ Czy to zbieg okoliczności, że dzięki zamianie na kościół ocalała cerkiew, a dzięki cerkwi mógł powstać kościół parafialny w Polańczyku?
- Czy to przypadek, że wraz z przyniesieniem cudownej ikony do Polańczyka, miejscowość stała się - podobnie jak przed wieki Łopienka - celem masowych pielgrzymek po zdrowie? ( W marcu 1949 roku nikomu nie śniło się nawet, że Polańczyk stanie się największym kurortem w tej części Karpat?)
- Czy te wszystkie okoliczności to tylko zbieg przypadkowych zdarzeń czy też przejaw ingerencji sił nadprzyrodzonych?


Ksiądz Franciszek Stopa wydarzeniach związanych z łopieńskim obrazem mówił z powagą i pietyzmem. Przywołując kiedyś pamięć tamtych dni, spytałem Go, czy ten ciąg zdarzeń i faktów mógł być dziełem przypadku, zbiegiem okoliczności.
Odrzekł bez namysłu, jakby odpowiedź znał od dawna.
- Nie, to nie był zbieg okoliczności ani dzieło przypadku. Tych, tak zwanych dziwnych zbiegów okoliczności było nazbyt dużo, aby to, co stało się, nazwać dziełem przypadku. To wszytko, od początku do końca, układało się w logiczny łańcuch zdarzeń, sterowanych jakąś niewidzialną ręką.
Proszę sobie wyobrazić duży, kilkumetrowy ołtarz i ludzi, niefachowych, którzy gołymi rękami usiłują go rozebrać. Do dziś nie mogę pojąć, jak to się mogło udać. A jednak ktoś czuwał, aby tak się stało. Tam, gdzie jest wola Boża, tam nie ma zbiegów okoliczności, nie ma zdarzeń przypadkowych.

Obraz Matki Boskiej Łopieńskiej był dla powojennego pokolenia mieszkańców bieszczadzkich wsi uzdrowiającym źródłem łaski, był zwiastunem nowych czasów.
Był Jutrzenką Nadziei."
Kilka słów o sanktuarium
http://www.twojebieszczady.net/st_cerkw ... anczyk.php" target="_blank
http://www.polanczyk.bieszczady.pl/sank ... leria.html" target="_blank
Ostatnio edytowano 2 gru 2012, o 18:02 przez Piotr_S, łącznie edytowano 1 raz
Powód: poprawiono link
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Tadeusz Kantor Między śmietnikiem, a wiecznością"

Postprzez lucyna » 19 maja 2011, o 18:06

Ostatnio często zaglądam do internetowych księgarń taniej książki. Czasami można tam nabyć naprawdę interesujące publikacje. Kilka tygodni temu zakupiłam w Dedalusie po bardzo atrakcyjnej cenie ciekawą, aczkolwiek trudną w odbiorze książkę - kolaż Krzysztofa Miklaszewskiego "Tadeusz Kantor Między śmietnikiem, a wiecznością" . Tadeusz Kantor znany awangardzista, reżyser, malarz, animator życia kulturalnego, założyciel teatru Cricot 2 urodził się w Wielopolu. Swoją rodzinną miejscowość zapisał w dziejach światowego teatru realizując spektakl "Wielopole, Wielopole". Franco Quadri napisał Kantor połączył w tym przedstawieniu polski mikrokosmos z męką Chrystusa, a Wielopole stało się własnością całego świata”. http://tadeusz.kantor.free.fr/wielopole.html
"Tadeusz Kantor Między śmietnikiem, a wiecznością" to książka niebanalna posiadająca niezwykłą "konstrukcję". Składa się z obrazów, relacji, wywiadów, cytatów, prezentacji idei, fotografii, refleksji, opinii i wspomnień ludzi bliskich, wszystkie elementy łączy postać Tadeusza Kantora.

Spis rzeczy
I.ZAMIAST WSTĘPU: OCALENIE PRZEZ ŚMIETNIK
II. KANTOR 1:1, CZYLI PRÓBA SYNTEZY
A. Konteksty Kantora
B. Dwa czasy Tadeusz Kantora (kontekstowe pointy)
III. O POWINNOŚCIACH ARTYSTY. ROZMOWA KRZYSZTOFA MIKLASZEWSKIEGO Z TADEUSZEM KANTOREM (1986)
IV. SZTUKA A ŻYCIE (TRZY WYPOWIEDZI KANTORA Z LAT OSIEMDZIESIĄTYCH)
V. TADEUSZ KANTOR: MOJA HISTORIA SZTUKI (1985-1987)
Wstęp
Rozdział 1. Według Malczewskiego (scenopis filmu)
Rozdział 2. Lekcja Wojtkiewicza (scenopis filmu)
Rozdział 3. Konstruktywizm - moja młodość (kilka spojrzeń)
VI. KANTOROWSKAKRÓLEWNA ŚNIEŻKA (HISTORIA RYSUNKU Z 1986)
VII. TADEUSZ KANTORA KLISZE PAMIECI (PARADOKSY)
VIII. NAJPIERW BYŁA...SZATNIA
IX. SZTUKA POWROTU
X. OSTATNIA WIECZERZA W WIELOPOLU, SCENARIUSZ REPORTAŻU FILMOWEGO Z POSTSCRIPTUM (1983-1984)
XI. JA - MISTRZ. SCENARIUSZ FILMU DOKUMENTALNEGO Z POINTĄ ...POZAFILMOWY (1985-1986)
XII. AWANTURY ...AWANTURY
Największa awantura zagraniczna, czyli polskie pokłosie wyprawy do Ziemi Świętej
Największa polska awantura. Wejście smoka, czyli historia największej polemiki w dwóch aktach z przerwą oraz prologiem i epilogiem
XIII. TADEUSZ KANTOR - "CZŁOWIEK ŚMIECHU"
XIV. O KONDYCJI AUTORA. ROZMOWA KRZYSZTOFA MIKLASZEWSKIEGO Z TADEUSZEM KANTOREM
XV. TEATR KANTORA BEZ ... KANTORA
XVI. ŻYCIE PO ŻYCIU CZYLI DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ MISTRZA
XVII. POŻEGNANIA
XVIII. TADEUSZ KANTOR 91915-1990)
KRONIKA ŻYCIA I TWÓRCZOŚCI
Uwagi bibliograficzne
Indeks autorów fotografii
Indeks osób

Tytuł: "Tadeusz Kantor Między śmietnikiem, a wiecznością"
Autor: Krzysztof Miklaszewski
Wydanie: I
Stron: 301
ISBN: 978-83-06-03092-1
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 2007

"Maszynopis konspektu dwunastu opowieści zwanych przykazaniami" w programach kabaretu muzyczno-literackiego Tadeusza Woźniaka "Zebranie towarzyskie", Śródmiejski Ośrodek Kultury, Warszawa 1993-2002
KAZANIE NA GÓRZE CZYLI WSTĘP DO PRZYKAZAŃ
Najmilsi,
Nic tak nie buduje, jak przykład. Oczywiście przykład krzepiący. Nic tak nie krzepi, jak konstrukcja. Oczywiście konstrukcja wytrzymała. Jednym słowem: cuda nie są możliwe, wszystko jest w rękach człowieka. Człowieka – oczywiście – na czynienie ich przygotowanego.
Tadeusz Kantor był cudotwórcą. Najlepszym przykładem okazywały się jego metamorfozy. Co ciekawsze, metamorfozy podejmowane ciągle na nowo, przy lada okazji. Metamorfozy dowodzące bardzo wyraziście, że życie można kształtować. Kształtować niemal całkowicie.
Życie jest sztuką. Któż tego nie chciał dowieść. I chociaż wielu śmiałków zapłaciło za skrupulatną realizację tego równania cenę najwyższą, bo cenę życia, satysfakcja pozostała. Pozostała duma kreatora.

Najmilsze,
Kreacja pociąga zawsze. Więcej, jej możliwości ciągle poszerzają spectrum działania. A ono naprawdę tylko od nas samych zależy. Działanie całkowicie spoczywa w rękach tego, kto zdecydował się zostać twórcą.
Nie ma cudu jednorazowego, podobnie jak nie ma odkryć natychmiastowych, odkrycia domagają się zaś prób i doświadczeń. A próby i doświadczenia to po prostu uciążliwe powtarzanie, które czasem nie ma końca.

Najmilsi i Najmilsze,
Tadeusz Kantor nie bał się ryzyka. Żadnego. Ani tego życiowego, ani tego w sztuce. Powtarzał więc nieustannie. Słowa i gesty, pociągnięcia pędzlem i kroki opanowujące przestrzeń. Mierzył natężenie dźwięku i ważył ciężar ciszy, sprawdzał sytuacje tysiące razy. A wszystko po to, by w tej grze z życiem stwarzać sztukę. Sztukę tak silną jak życie.

Najmilsze, Najmilsi,
Każde z tych powtórzeń to powrót i ćwiczenie. Powrót uczy, a ćwiczenie czyni mistrza. Mistrz Kantor marzył chyba, byśmy my – jego uczniowie i wyznawcy – takie powroty i ćwiczenia zapamiętali.
Więcej: byśmy je zapamiętali ku przestrodze, ale i dla własnego pożytku, byśmy je potraktowali jako przykazania. I pamiętali, że każde z przykazań ma swoje dwa końce.

Oto one, swoisty dekalog na początek nowego wieku.
I – A NAM SIĘ PO PROSTU NIE CHCE!
II – MÓJ PODPIS NIC NIE ZNACZY!
III – PROSZĘ NATYCHMIAST OPUŚCIĆ TĘ ULICĘ!
IV – PROSZĘ TEMU PANU POWIEDZIEĆ ŻEBY PRZESTAŁ MÓWIĆ!
V – ODTĄD – DOTĄD: SAME CHUJE
VI – NIE MOŻNA JEŚĆ ŚNIADANIA, JAK KTOŚ RUSZA DUPĄ!
VII – NIE WOLNO UMIERAĆ PRZED PREMIERĄ!
VIII – MIEJMY W DUPIE PIRAMIDY, ALE 1 MAJA TEŻ!
IX – PROSZĘ NIE ROBIĆ Z SIEBIE IMBECYLA I NIE WYBAŁUSZAĆ BAWOLICH OCZU!
X – MOŻE JA JESTEM KOPNIĘTY, ALE WY WSZYSCY – TEŻ !

Ten dekalog, którego każde z przykazań, ma swoją geograficznie, sytuacyjnie i psychologicznie określoną historię, to wygodny Przewodnik Anty-Savoir-Vivre’u, przydatny dla nas w każdej życiowej sytuacji. Spróbujmy zatem ich pierwotne znaczenie zrekonstruować. Stąd druga runda Kantorowskich metamorfoz."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

Następna strona

Powrót do Mapy, przewodniki i inne wydawnictwa z regionu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.