Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 28 cze 2016, o 12:21

I już ostatnie 10 zdjęć zrobionych 24 maja.
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 30 cze 2016, o 05:39

25 maja nostalgia wygnała mnie do Lutowisk. Nic na to nie poradzę, że bardzo lubię tę miejscowość i postanowiłem tam specjalnie pojechać. Zrobiłem drobne zakupy i zagrałem w Lotto (jak się później okazało – szczęśliwie, miałem bowiem „trójkę”). Obszedłem całą wieś (niegdyś miasteczko), podumałem też dłuższą chwilę na punkcie widokowym za kirkutem.
W drodze powrotnej zatrzymałem się w Wetlinie. W obiekcie PTTK zjadłem obiad. Zamówiony „Kotlet zakapiora” niespecjalnie mi smakował, ale z miejscowym psem daliśmy mu wspólnie radę.

26 maja udałem się na pieszą wycieczkę po trasie „Bieszczadów Odnalezionych”.
Ze Smereka poszedłem do Kalnicy (torem kolejki i niestety trochę też szosą), stamtąd do mostu na Wetlince, gdzie skręciłem ku bacówce w Jaworcu. Dalej też oczywiście powędrowałem - aż do miejsca, gdzie stała cerkiew w Jaworcu.
Kombinowałem, jakby tu - nie wracając do mostu - przejść na drugą stronę rzeki, ale prowadząca ku niej ścieżka zrobiła się bardzo podmokła i w końcu jednak zawróciłem do mostu.
Ale za mostem skręciłem w prawo i doszedłem aż do cerkwiska w Łuhu.
Wszędzie wędrowałem z Historią pod rękę, co dokumentują załączone zdjęcia (3 x 10).

Obiadek z plecaka zjadłem na ławeczce przy baraku leśnych ludzi, który też sfotografowałem.
Następnie, widząc czerniejące niebo, postanowiłem wracać. Wrzuciwszy w nogach „piąty bieg” (co w moim przypadku odpowiada prędkości 5 km/godz.) pomaszerowałem do Kalnicy, mając nadzieję złapać tam okazję w stronę Wetliny.
Doszedłem do szosy. Burza cały czas też się zbliżała, ale jakąś okrężną drogą.

Boże Ciało. Na drodze ruch niczym na krajowej siódemce. Stanąłem przy przystanku autobusowym, jest tam odpowiednia zatoczka, w sam raz, aby się bezkolizyjnie zatrzymać i zabrać machającego ręką autostopowicza. Czyli mnie.
Stałem tak ok. 20 minut, przejechało może ze 100 samochodów, nie zatrzymał się nikt. Wku…łem się, zwłaszcza że ja w podobnych sytuacjach podwożę ludzi łapiących okazję. Nie dawniej jak wczoraj byłem uczynny dla jakiejś plecakowej młodzieży.
Cóż było robić, mając malejącą nadzieję, że zdążę przed burzą i deszczem, podrałowałem pieszo do Smereka, wykorzystując poznane skróty.
I w końcu lunęło. Ale dopiero wtedy, gdy wchodziłem do domku moich „agrogospodarzy”.

Tak mi się udało uniknąć bieszczadzkiej burzy i ulewy już drugi raz.

CDN
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 30 cze 2016, o 05:45

II seria zdjęć z dn. 26 maja
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 30 cze 2016, o 05:55

I już ostatnia dziesiątka zdjęć z dn. 26 maja.
Na ostatniej fotografii widzimy całkiem współczesny, przydrożny i tymczasowy obiekt budowlany, przy którym odpocząłem oraz zjadłem kanapkowy obiad noszony dotychczas w plecaku.
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 4 lip 2016, o 05:31

27 maja wybrałem się samochodem do Ustrzyk Dln. W banku wypłaciłem trochę gotówki, po czym udałem się na zakupy. W sklepie ze sprzętem RTV i AGD nabyłem najtańsze radio za całe 49 zł, a w budce na bazarze kilka par skarpetek (czyste mi się już kończyły, a nie chciało mi się robić prania). Od przedstawicielek państwa, które później przegrało z nami 0-1 w fazie grupowej mistrzostw Europy w piłce nożnej, też co nieco kupiłem. Ale mniej niż w latach ubiegłych.
W drodze powrotnej zatrzymałem się w Lutowiskach - na dłuższy spacer po i obiad tamże. Obiad zjadłem w oberży „Pod Żubrem” i oceniam go jako smaczny.

28 maja stwierdziłem, że czas iść w prawdziwe góry, nie przejmując się burzowo-gradowymi prognozami pogody. Ok. godz. 9-tej wyruszam więc na Pasmo Graniczne, ale nie czerwonym szlakiem via Fereczata i Okrąglik, lecz stokówką a potem leśną ścieżką na południe od tegoż odcinka czerwonego szlaku. Wychodzi się na słupek graniczny nr 126/10, co uwidoczniłem na zdjęciu. Po drodze, jeszcze na drodze stokowej, pracujący tam leśni ludzie straszyli mnie misiem. Odpowiedziałem zwięźle, że bardzo lubię zwierzęta.

Po wdrapaniu się na Pasmo Graniczne wypiłem piwo i ruszyłem na południowy wschód, dochodząc aż do Riaba Skały.
Demon burzy znów sobie o mnie przypomniał i zaczął mnie szukać. Niebo mruczało i błyskało, ale jeszcze w oddali. Troszkę to jednak zmniejszyło komfort wycieczki – zacząłem się spieszyć. O robieniu zdjęć jednak nie zapomniałem, załączam ich 30.
Przy Riaba Skale planowałem znów coś wypić i trochę odpocząć, ale nagle tak błysnęło i huknęło, że ja i wszyscy tam obecni daliśmy dyla w niższe i leśne partie. Zdążyłem jeszcze zrobić zdjęcie, ale ręka mi zadrżała i wyszło bardzo nieostre.
Ruszyłem w dół żółtym szlakiem przez Jawornik do Wetliny. Na Jaworniku spotkałem młodego człowieka, który po drodze zgubił (zostawił w tyle) swojego wujka i teraz zastanawiał się, czyby na niego tu nie poczekać. Ostatecznie jednak powędrował sam dalej.
Zejście tą trasą z Riaba Skały aż do Wetliny wspominam niemile. Było po niedawnym solidnym deszczu (który jednak mnie znów ominął), a więc nie tylko stromo, ale jeszcze mokro i ślisko. Nie spiesząc się lazłem tamtędy chyba ze dwie i pół godziny, nie licząc dłuższego odpoczynku na Jaworniku.
I owym żółtym szlakiem wyszedłem na szosę już za mostem na Wetlince. Do Smereka miałem stamtąd niecałe pół godziny marszu. Poszedłem szosą, choć kusił mnie skrót torem nieczynnej kolejki. I bardzo dobrze zrobiłem wybierając szosę. A dlaczego, to już wyjaśnię w następnym odcinku.

Tak mi się udało uniknąć bieszczadzkiej burzy i ulewy już trzeci raz. Wobec swoich agrogospodarzy zacząłem się już chełpić, że bieszczadzka burza mnie specjalnie omija - jest wszędzie, tylko nie tam, gdzie ja. Zanim się gdzieś pojawi, to czeka, aż ja sobie stamtąd pójdę. A jak z kolei ja gdzieś w burzowe miejsce idę, to burza się już z niego wynosi. Tak sobie nieopatrznie plotłem, prowokując Niebiosa.

CDN
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 4 lip 2016, o 05:40

I druga 10-tka zdjęć z 28 maja. Ostatnie fatalne. Zrobione na Riaba Skale tuż po tym, jak błysnęło, huknęło i trzeba było stamtąd sp... :lol:
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 4 lip 2016, o 05:48

I już ostatnie 10 fotografii z dn. 28 maja. Zejście z Riaba Skały do Starego Sioła przez Jawornik.
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 5 lip 2016, o 07:19

29 maja siedziałem cały dzień na kwaterze, oddając się lekturze książki Marka Gałęzowskiego. Napisałem o niej w odrębnym dziale tego forum.

Na 30 maja zaplanowałem przejście pięknej trasy: Smerek – Wetlina (Stare Sioło) – Przełęcz Orłowicza – Krysowa – Jaworzec (bacówka) – Kalnica – Smerek.
No to w drogę.
I od samego początku napotykam przeciwności losu. Aby nie wędrować do Starego Sioła cały czas szosą, postanowiłem skrócić ten odcinek trasy i jego część przejść torem nieczynnej kolejki. Proszę spojrzeć na mapę – jest to wyraźny skrót, zamiast po łuku, idzie się po cięciwie. Poza tym wędruje się przyjemniej niż po szosie, choć już dziś mniej ruchliwej z racji poniedziałku.
Po ok. 10 minutach marszu nasypem kolejowym i spędzania stamtąd wygrzewających się przeróżnych gadów (w tym też takich zygzakowatych), czyli mniej więcej w połowie ww. fragmentu drogi, docieram do nieprzebytej przeszkody. Okazuje się nią skrzyżowanie z dość szeroką ścieżką zrywkową, przy czym owa zrywka musiała się odbywać całkiem niedawno. A jeszcze bardziej niedawno - mocno tu padało. W rezultacie – obecnie jest tu świeże błoto, grubo powyżej kolan. Naprawdę nie ma jak tamtędy przejść. Sprawdzam, kombinuję z lewej i prawej strony, przedzieram się przez chaszcze wzdłuż tej ścieżki w górę i w dół – wszędzie tak samo. Za głęboko, aby przejść. Za szeroko, aby przeskoczyć. Żadnych naturalnych kładek (zwalonych drzew, głazów, itp.) też nie ma.
Wracam więc pokornie do szosy. Szacuję, że na marsz torem w obie strony i poszukiwanie możliwości pokonania tej błotnej przeszkody straciłem łącznie ok. 40 minut.

Ze Starego Sioła bezproblemowo wchodzę szlakiem na Przełęcz Orłowicza. Jest piękne południe, ale nie ma tam dziś nikogo (bo to poniedziałek). Pogoda ładna. Słonecznie, ciepło, lekki wietrzyk. Niebo dość przymglone i sporo podejrzanych chmurek. Siadam na ławeczce, uzupełniam płyny w organizmie, wykonuję służbowy telefon do kolegi w Warszawie. I po jakiejś pół godzinie wyruszam w dalszą drogę – wkraczam na czarny szlak mający mnie przywieść aż do schroniska w Jaworzcu.

Po kolejnej półgodzinie wędrówki - zaczęło się. :!: Najpierw zagrzmiało, powiało i pokropiło. Uskoczyłem kilkanaście metrów ze ścieżki w prawo, schowałem się w lesie. Wypatrzyłem tam leżące stare i tylko trochę zmurszałe drzewo, przysiadłem na nim. Po chwili już szybko wyciągałem pelerynę z plecaka, gdyż zaczęło mocno padać.
Potem już nie padać ale wręcz lać. A wkrótce dostałem się pod celny ostrzał gradu - kulek wielkości tak pomiędzy groszkiem a śnieguliczką. Las nade mną na szczęście ograniczał i amortyzował ów opad. Poza tym pelerynę miałem z dość sztywnego materiału, tak więc tylko bardziej słyszałem niż czułem, jak mi toto wali po kapturze i ramionach, po czym ześlizguje się na ziemię. Raz spojrzałem w górę i dostałem boleśnie w ucho. :lol:
Niebawem zrobiło się wszędzie biało. Siedziałem na zwalonym drzewie, a dokoła rozkładał się biały dywan z kulek gradowych. Z czasem zrobiło się też dość zimno, odczuwalnie spadła w tym miejscu temperatura.

Ale to dopiero połowa wrażeń. :!: Co kilkanaście, kilkadziesiąt sekund - błysk. Siedziałem w mrocznym lesie. Wrażenie takie, jakby ktoś w dzień w pokoju zapałał i natychmiast gasił światło. A potem grzmot. Mierzyłem czas pomiędzy błyskiem a hukiem - czasem to było prawie jednocześnie. Kilka razy nawet poczułem lekkie drgnięcie gruntu pod stopami.
Komórkę oczywiście wyłączyłem. Miałem ze sobą trochę żelastwa (np. klucze), bałem się, żeby to jakiegoś pioruna na mnie nie ściągnęło. Na szczęście tego dnia nie wziąłem dodatkowego metalu - aparatu fotograficznego. Ale też i na nieszczęście – wyszłyby całkiem ładne zdjęcia owego dywanu z gradu. Aparatu nie wziąłem wychodząc z założenia, że Przełęcz Orłowicza i Jaworzec mam już obfotografowane.

Trwało to godzinę i pięć minut. Zdążyłem już nieco zmarznąć, tak sobie siedząc wśród powoli topniejącego gradu.
Uspokoiło się (ale tylko chwilowo, z czego jeszcze nie zdawałem sobie sprawy). Najwyższy czas kontynuować wędrówkę. Wyszedłem z leśnej kryjówki na ścieżkę, przeszedłem nią ok. 100 metrów. Spojrzałem w kierunku Jaworzca i Kalnicy. Obraz ujrzałem ponury. Niebo granatowe i czarne, przecinane co chwilę świetlistymi zygzakami. :!: I ja mam tam właśnie teraz iść? Mowy nie ma. :!: Podejmuję decyzję o strategicznym odwrocie. :oops:

I to bynajmniej nie koniec moich perypetii dn. 30 maja.
CDN
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 12 lip 2016, o 06:55

Na czym to stanęliśmy? Aha, na decyzji o powrocie na Przełęcz Orłowicza, a stamtąd do Wetliny.
Jest zatem nadal dzień 30 maja, ok. godz. 13:30. Chwilowo nie pada, więc drałuję tą samą ścieżką co ponad godzinę temu. Ale jest to już jakby inna ścieżka – wymoszczona topniejącym gradem, błotnista, dość śliska, co bardzo ogranicza tempo marszu.
No i demon burzy mnie znów zauważył. Zygzaki błyskawic coraz bliższe, a pomruki coraz głośniejsze. Najwyraźniej jestem ścigany. Maszeruję na coraz bardziej odkrytej przestrzeni, strefa lasu rzednie i oddala się w lewą stronę. Ale i oto już przełęcz – jakże inna od tej, na której w południe siedziałem na ławeczce. Zaczęło padać. Szybko schodzę szlakiem wiodącym ku Wetlinie, włażę w gęsty las, gdzie przestaję się przejmować coraz większym deszczem.

Jeszcze 10 – 15 minut i … duża wiata. Jestem „uratowany”. Pod wiatą dwie młode pary, z tego jedna młoda para sensu stricte :D - przyznali się, że to ich pierwsze wczasy po ślubie. Panna młoda bardzo boi się burzy, która chyba w pogoni za mną właśnie tu nadciągnęła. Znów błyski i kanonada jak w pamiętnym 1943 r. pod Kurskiem (byłem tam w moim poprzednim wcieleniu, tylko już nie pamiętam, po czyjej stronie walczyłem :lol: ). No i leje jak z cebra. Ale grad już nie wali.
Pod wiatę wpada na chwilę grupka młodych ludzi – bez peleryn, kurtek, kapturów, nic z tych rzeczy. Przemoknięci do gumki od majtek włącznie. Postali z pół minuty i popędzili dalej do Wetliny. Dobrze zrobili, bo tu by tylko zmarzli, a przecież są cali mokrzy. A tak to ruch ich na pewno trochę rozgrzeje.
Potem pojawia się jakiś starszy dżentelmen, taki mniej więcej w moim wieku. Gdzieś telefonuje, umawia się z kimś odnośnie transportu z Wetliny.

Siedzimy więc w kilka osób pod tą wspaniałą wiatą, wyjadamy nasze plecakowe zapasy (bo to pora obiadowa), dyskutujemy na przeróżne bieszczadzkie tematy. Po niecałej godzinie niebo się uspokaja. Ja opuszczam wiatę jako ostatni, nie spieszy mi się.
Stwierdzam, że w zasadzie wyszedłem z tej opresji nie tylko cało, ale i sucho – mam tylko lekko przemoczone buty. Peleryna kupiona w Decathlonie zdała egzamin, uchroniła i mnie, i plecak. Wędruję wolno do Wetliny, coraz bardziej się rozpogadza, ale jest cholernie mokro i ślisko. Ktoś z moich towarzyszy spod wiaty się tu nie wyrobił - na błocie widać wyraźne ślady czyjejś niedawnej tu wywrotki.

W Starym Siole stwierdzam, że nie zamierzam wędrować jeszcze ponad pół godziny mokrą szosą i dać się ochlapywać przejeżdżającym samochodom. Za wynegocjowaną sumę 15 zł pan busiarz odwozi mnie (jedynego pasażera) do Smereka.

31 maja uważam, że po wczorajszych pogodowych perypetiach szlaki są jeszcze zbyt mokre i wybieram bardziej suchy wariant wyprawy. Podjeżdżam do Majdanu k. Cisnej. Na „dworcu kolejowym” pozostawiam samochód i wędruję trasą Majdan – Żubracze – Solinka – Roztoki Grn. – Liszna – Majdan. Ładnie i urokliwie jest tylko na odcinku od końca Żubraczego do Roztok Grn.
Dłuższa chwila zadumy na pozostałościach starego cmentarza w Solince. Żałuję, że znów nie wziąłem aparatu.
W Lisznej przysiadam w nieczynnym barze sezonowym (a może już w ogóle zlikwidowanym, pozostało tylko parę stołów i ławek), wyjadam i wypijam zapasy z plecaka.

W drodze powrotnej jeszcze zatrzymuję się na kwadrans w Cisnej. W tamtejszej budce z pamiątkami bywają również interesujące książki, warto rzucić na nie okiem.

CDN
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Bombardowany piorunami (niecelnie) i gradem (celnie).

Postprzez Stały Bywalec » 14 lip 2016, o 05:25

1 czerwca postanawiam nigdzie nie iść. Dość mam wiosennych burz. Przez prawie cały dzień siedzę więc nad książkami. Piszę w liczbie mnogiej, bo właśnie nie tylko dokończyłem lekturę Marka Gałęzowskiego, ale też zabrałem się za książkę Lecha Wyszczelskiego, kupioną wczoraj w Cisnej (ukończyłem ją już kilka tygodni po powrocie do domu). Niespecjalnie ją polecam, o czym napisałem tu:
ksiazki-popularnonaukowe-po-ktore-warto-siegnac-t808-70.html#p35141

Godne odnotowania są również życzenia z okazji Dnia Dziecka, jakie telefonicznie otrzymałem od mamy (91 lat). Córce (29 lat) wysłałem natomiast okolicznościowy sms.
A wycieczkę odłożyłem na dzień następny. Mimo że nie byłem zmęczony i śmiało mogłem wędrować trzeci dzień pod rząd. Dwa poprzednie wypady w bieszczadzki plener (30 i 31 maja) nie były bowiem fizycznie wyczerpujące. W niedalekiej przeszłości robiłem już dłuższe „maratony”.
I popełniłem wielki błąd, gdyż tego dnia było jeszcze ładnie i słonecznie. Demon burzy też jakby wziął na wstrzymanie, przynajmniej w tej okolicy.

Za to 2 czerwca od rana – opad ciągły o charakterze intensywnym. Po kilku godzinach zmiana – opad intensywny o charakterze ciągłym. Zostałem więc już nie z wyboru lecz z konieczności znów „udomowiony” i „uksiążkowiony”.

Kolejny ranek 3 czerwca też niespecjalnie zachęca do pieszej turystyki. Niebo całe zasnute ciemnymi chmurami, chwilami mży. Trudno. Iść muszę. To praktycznie ostatni dzień podczas tego pobytu, jutro bowiem już wyjeżdżam.
W górach na pewno mokro i błotniście, więc ze Smereka wędruję drogami stokowymi (zakładowymi Lasów Państwowych), wiodącymi najpierw pod Fereczatą, a później pod obydwoma Jasłami aż do Cisnej. Wg dokładnej mapy wychodzi mi dystans 18,5 km. Na mapie zaznaczono też miejsce katastrofy policyjnego śmigłowca pod Cisną w 1991 r., ale ja go w terenie nie odnajduję, choć podobno jest tam upamiętnione.
Nie pada i stopniowo się rozpogadza.
Do powrotnego autobusu mam około półtorej godziny. Czas ten zabijam siedząc pod dużą wiatą przy nadleśnictwie w Cisnej, zjadając swój kanapkowy obiad wyjęty z plecaka. Wędrowałem wprawdzie do bacówki pod Honem, ale po drodze zauważyłem tę wiatę i głód mnie skłonił do zatrzymania się już tu.

A potem już tylko krótka podróż Arrivą z Cisnej do Smereka.

4 czerwca poranne spakowanie się, śniadanie, pożegnanie z agrogospodynią (agrogospodarz jeszcze śpi) i w drogę.
Z racji jakiegoś politycznego spędu zwołanego na ten dzień z całej Polski do Warszawy, postanawiam ostatniego odcinka podróży nie jechać 7-ką i dlatego za Rzeszowem wybieram drogę nr 79 (Tarnobrzeg – Sandomierz – Lipsko – Zwoleń – Kozienice – Góra Kalwaria – Piaseczno – Warszawa). Od Sandomierza aż do Góry Kalwarii – szosa mało ruchliwa, prawie jak w PRL-u.
Tuż za Górą Kalwarią złapała mnie krótka burza i ulewa – taka wymagająca włączenia 3-go tempa wycieraczek.
A cała jazda ze Smereka na warszawską Ochotę trwała 8 godzin, oczywiście z koniecznymi przerwami, w tym z jedną dłuższą, „obiadową”. Podróżowałem od godz. 9-tej do godz. 17-tej.

KONIEC

Na zakończenie załączam jeszcze 30 zdjęć obrazujących Smerek – miejscowy krajobraz, moją kwaterę (50 zł/dobę) oraz miejscowe koty, z którymi się trochę zaprzyjaźniłem.
Załączniki
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.