Każde góry są inne.
Nastał czas realizacji przekładanego od września ubiegłego roku wyjazdu w te piękne góry.
Góry łatwe w orientacji , ale dość trudne w chodzeniu ,a zwłaszcza w schodzeniu.
Wyjechaliśmy stałą ekipą”Bez nazwy” w składzie Kaśka , Nunex , Duch, i ja , w nocy z 4 na 5 .Wybrałem drogę dojazdu.. Radoszyce przez Słowację, przejście graniczne Ubla do Wołowca i dalej do Hukliwyj.
Jazdę utrudniały mgły , widoczność 5 m, ale z doświadczenia wiem ,że mgła na dole to w górze niet.
O samym przejściu granicznym Ubla i odprawie na Ukraińską stronę nie będę się rozpisywał,ale zdecydowanie "europa" jest na przejściu w Krościenku w porównaniu z Ublą.
Do Hukliwyj dotarliśmy ok.9-tej i po małym przepakowaniu wyruszyliśmy z przełęczy obierając kierunek Wielki Wierch , pogoda kryształ,z mgieł pozostały tylko "załzawione oczy"
ciąg dalszy dnia pierwszego
Podchodzimy pod Wielki Werch i tu podejmujemy zgodnie (my nigdy w tych sprawach się nie sprzeczamy) decyzję: Kaśka i Nunex idą w kierunku Stoja (Stahy , Stoh, a ja wolę nazwę Stoj, i takiej używam) przez szczyt Wielkiego Wercha .My tz. Duch i ja wybieramy stokówkę. Umawiamy się na spotkanie na Stoju …kto pierwszy .
Wybraliśmy stokówkę pozornie łatwiejszą trasę, ale jak się okaże to tylko pozornie.
Obeszliśmy cały szczyt Wielkiego Wiercha i weszliśmy na następną stokówkę , ale zamiast wejść „piętro„ wyżej to poszliśmy sobie bardziej po „płaskim” tą niżej, zachodnim zboczem.
Po pewnym czasie zorientowaliśmy się ,że zamiast piąć się w górę to my w las schodzimy.
W tej sytuacji postanawiamy – wytyczamy nową najkrótszą drogę na grań pasma Stoja …i dawaj skręcamy prosto do górę zboczem nachylonym pod katem 50 stopni …po borowinie , po jagodach .Pięć kroków w górę i odpoczynek i tak na przemian byle wyżej i na grań. Tak zeszło nam chyba z 40 minut ,chwilami na czworaka chwytając się krzewów , bo plecak przeważał do tyłu.
Niezły ubaw musieli mieć ci co nas widzieli z góry , z grani ..jak dwóch wariatów na czworaka w jagodach zdobywa Stoja”
Tym sposobem wytyczyliśmy „nowa zachodnią drogę” na Stoja , którą nazwaliśmy
„Słodka Jagódka kjm” (kto nie wie co znaczy skrót kjm , to niech lepiej się nie dowiaduje
W zasadzie to nie była droga, ale schody.
Jak mawiali Starożytni Rosjanie „nie ma złego co by …” i nasze przejście nie poszło na marne , z napotykanych licznie źródeł wytaszczyłem na szczyt Stoja 4 litry (+ 4 kg) pysznej wody.Wszystkie puste butelki po piwie i wodzie mineralnej zostały napełnione.
Po wejściu na grań dalsza droga na Stoja poszła już gładko, choc te 4 kg + robiły swoje.
Na docelowym szczycie zostaliśmy przywitani przez druga część naszej ekipy , która przybyła tam troche wcześniej przed nami. Ale i tak „rządziłem”;) , bo kto ma wodę to ma władzę.
Kilka widoków widzianych z „nowej drogi”
Co to tam tak pięknie wyglada za zbocza ??

Wieczór dnia pierwszego:
Po powitaniach bohaterów
Po , zeszli trochę niżej i rozbili namiociki i „poszli spać”
Do jutra



Rano (bardzo rano)dnia drugiego:
Godz. 4 - dzwonki …alarmy , melodyjki , co się dziejeee? a …..to przecie Kaśkowe „budziki” pobudkowe na wschód słońca się odezwały, zresztą zgodnie wieczornymi ustaleniami.
Wstajemy .. nie wstajemy , wstajemy…nie wstajemy .Wstajemyyy , przecież to wystarczy wyjść tylko przed namiot.
Wychodzimy ,… oczywiście oprócz Nunexa ,On już chyba nigdy nie zobaczy wschodu słońca ,bo jak nie sraczka
Wychodzimy przed namiot ,na zewnątrz tylko jakieś 2 stopnie , z namiotu słychać Nunexowe gadanie przez sen „zobaczę, zobaczę wschód słońca - na waszych aparatach „
Moim zdaniem wschody słońca są ładniejsze niż zachody, a może to na zasadzie podświadomego odczucia ..budzi się nowy dzień.
Po porannej sesji zdjęciowej uskuteczniliśmy jeszcze 3 godziny spanka, następnie śniadanie , pakowanie i wymarsz powrotny. Pakując się mieliśmy gości, Ukraińcy na motorkach krosowych i nie tylko, wjechali na Stoja i pojechali dalej przez borowinę.
Wracaliśmy przez Płaj , prosto z góry na azymut, do górnej wsi Hukliwyj na żółta turnbazę.



Tak jak już pisałem , schodzenie z Borżawy jest bardziej upierdliwe niż wchodzenia , różnica wysokości przy schodzeniu wyniosła, z 1330 do 700 m, na ok. 3 kilometrach , a to wszystko w godzinę.
Zeszliśmy do wioski pod jeden sklep , następnie drugi i przy trzecim posiedzieliśmy chwilę.
Załatwiłem z gospodarzem ,że za 40 HRywna podrzucił mnie z 10 km Ładiczką pod hotel na przełęczy, pod którym zostawiłem auto dnia poprzedniego.
BORŻAWA JEST PIĘKNA
Powrót do Polski wybraliśmy przez przejście graniczne w Krościenku. Wyjechaliśmy z Hukliwyj po 16–tej , a już o 19 byliśmy na przejściu granicznym. Trochę drobnych zakupów i bardzo szybka odprawa przez granicę , rekord -- tylko 10 minut cała czwórka z samochodem odprawiona.
Kilka zdjęć z zejścia z Płaju do górnej części wsi Hukliwyj pod żółtą turbazę
Borżawa jest …..
Pozdrawiam Janusz
ps. Borżawa jest PIĘKNA

























































