Cztery dni na rowerze

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Cztery dni na rowerze

Postprzez tomson5 » 1 lip 2014, o 13:22

Podczas przygotowywania się do wyprawy korzystałem z dobrodziejstwa tego forum i postanowiłem zostawić ślad po niej. 

Pomysł tlił się we mnie 10lat. Co roku obiecałem sobie że za rok to już pojadę.
W zeszłym roku oznajmiłem światu że jadę. Podłapał to mój przyjaciel. Zdziwiłem się bo on nawet roweru nie miał ale mamy rok na przygotowanie więc damy radę. Przez rok kompletowaliśmy ekwipunek. Mój stary MTB był kompletnie goły. Listę umieszczę na końcu z kilkoma sugestiami.

Zapadł termin wyjazdu na 31maja. Dwa tygodnie przed wlokły się strasznie. Godziny na zegarku postępowały w tempie kartek kalendarza. Powiesiłem mapę w pracy i prawie wkułem ją na pamięć. 
Prognoza pogody była beznadziejna. Przesunięcie terminu było możliwe ale poczułbym się  jak więzień gułagu który po odsiedzeniu 10 lat wyroku w dniu wyjścia na wolność dowiaduje się że ma nowy wyrok kolejną dychę. Postanowiliśmy jechać.Zapakowaliśmy rowery do Lanochodu i w nocy wyjazd. Start miał być z Leska ale padający deszcz pogonił nas dalej do Górzanki która była jednym z punktów na naszej trasie. Tam zostawiliśmy samochód i wyruszyliśmy zgodnie z obraną trasą przez Baligród do Cisnej. 

Pierwszy podjazd do przełęczy nad stężnicą uświadomił mi jak bardzo różni się jazda gołym rowerem od tej z sakwami i namiotem. Byłem zlany deszczem i potem. Zacząłem nucić pod nosem refren piosenki Budki Suflera "..a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój..."
Faktycznie z przełęczy nastąpił piękny zjazd do Baligrodu z prędkością dochodzącą do 60km.
Następnie przerwa na batona na jednym z tych fajnych przystanków PKS i dalej w drogę. Przed Cisną nastąpił morderczy podjazd oznaczony jako 10%. Co to u licha znaczy? Może ktoś podpowie. Podjazd ten w dużej części pokonałem na pieszo. Miał chyba 1,5km Zabrakło kilku zębów na tylnej zębatce. Po zjeździe do Cisnej chcieliśmy wbić się do siekierezady ale tłok że pompki nie wciśniesz. Cofneliśmy i znaleźliśmy pusty lokal gdzie przy zupie czosnkowej i grzańcu odzyskaliśmy nasze 36,6

W toalecie wyzymaliśmy skarpety i dalej w drogę. Podziwiając widoki z pod kaptura w deszczu który od rana nieprzerwanie padał dotarliśmy do Wetliny. Tutaj  dotarło do nas że nie osiągniemy celu jakim była didjówka. Postanowiliśmy przenocować  w schronisku po wysoką połoniną. Warunki doskonałe. Obsługa bardzo miła i pomocna. Skorzystaliśmy z pomieszczeń gospodarczych gdzie mogliśmy wysuszyć swoje rzeczy.  Było jeszcze sporo czasu więc udaliśmy się na POM (powolny obchód miejscowości) 

Rano po zjedzeniu pancernika i spakowaniu udaliśmy się w drogę. Niebo straszyło deszczem ale nie padało. Droga pod górę do przełęczy Wyżne.  Tutaj ukazała się nam piękna panorama ale szczyty pochowane w chmurach. Decyzja dzisiaj  nie wejdziemy na Tarnicę. Zamieniamy kolejność i udajemy się do Chaty socjologa na Otryt. Przed nami piękny zjazd do Brzegów górnych i odbijamy na Dwernik. Od tego miejsca droga z górki. W tym miejscu cenna uwaga.  Może się zdarzyć że na odcinku Wetlina-Lutowiska nie będzie czynnego sklepu. Od Dwernika do Lutowisk delikatnie pod górę.  W Lutowiskach byliśmy dużo za wcześnie i nie bardzo było co robić z czasem. Zrobiliśmy objazd aby upewnić się że jedyny lokal to ten z którego właśnie wyszliśmy. Wróciliśmy do niego aby posilić się. Zrobiliśmy jeszcze zakupy na kolację i śniadanie a pozostałą przestrzeń magazynową wypchaliśmy browarami. Ruszyliśmy na Otryt. Zaczęło lać. Dotarliśmy do stokówki i dalej wdrapywać się.  Odpuściliśmy po kilkudziesięciu metrach i cofneliśmy się do stokówki. Decyzja. Jedziemy nią a później w lewo drogą którą można dostać się do chaty samochodem. Samochód to potoczna nazwa pojazdu który jest w stanie tam dotrzeć. Odnaleźliśmy drogę i jazda.... i z buta pod górę. Droga bardzo fajna ale w deszczu i z ciężkim rowerem to z jazdy nici.  Po pół godzinie natkneliśmy się na świeże ślady misia. Zrobiło się tak jakoś nieswojo. Zaczęliśmy dumać nad tym faktem na tyle głośno by było nas słychać w gminie Lutowiska. Poszliśmy dalej docierając do wiaty tuż przed szczytem. Odpoczeliśmy trochę od deszczu i dalej w drogę. Miałem  nadzieję że od tego miejsca będzie już w miarę równo. Jakże okrutnie się oszukałem. Droga się skończyła a dwie wyorane bruzdy przypominały o tym że coś kiedyś tędy przejechało do tego na tyle strome odcinki na których wtarganie rowerów było już trudne. Ale wreszcie jest! Kibel na Otrycie tzn. Kibel a za nim utęskniona chata. Pukanie do drzwi. Gospodarz otwiera i wita nas serdecznie słowami. "a co wy tu robicie w taką pogodę" Pominę tutaj opis pobytu w chacie aby uchronić to miejsce przed tłuszczą która mogłaby autokarem zajechać pod Otryt prosto z McDonald's. Dzień trzeci Wyjście z chaty w deszczu szlakiem do Dwernika. Cel Wołosate i Tarnica. Zejście było całkiem  łatwe poza końcówką gdzie nie wiadomo było gdzie nogę postawić. Ucierpiały trochę hamulce które przez całe zejście były w użyciu i błoto skutecznie je ścierało. Ktoś może pomyśleć po co schodzić jak można zjechać?. Po pierwsze primo. To nie jest szlak rowerowy a po drugie primo można by ale w stylu downhill na odpowiednim rowerze. pierwsze primo wyklucza drugie primo więc należy tam schodzić. Na dole przestało padać. Wybraliśmy drogę przez Stuposiany i po dość łatwym odcinku dotarliśmy Ustrzyk G. Pod sklepem przy jasnym pełnym pogadaliśmy z parą która właśnie wróciła z nieudanego podejścia na Tarnicę. Kolejny dzień z małą ilością przebytych KaeMów. Pojechaliśmy do Wołosate na rekonesans. Szczyt w chmurach może jutro... . Powrót do schroniska w Ustrzykach. Schronisko Kremenaros. Obiekt wyrwany żywcem z epoki późnego Gierka może wczesny Jaruzelski. Próbując zobrazować różnicę między tym schroniskiem a tym w Wetlinie na poziomie cena/jakość to mam wrażenie że pod wysoką połoniną ktoś dołożył do mojego pobytu a tutaj w Kremenaros napadł na mnie Janosik. Ironizuje trochę ale cena mimo że niska to nieadekwatna do warunków. Oddając sprawiedliwości temu miejscu muszę  dodać że część gastronomiczna i obsługa jest super. Smacznie zjedliśmy a grzejąc się przy kozie trochę popłyneliśmy próbując nieznanych piw. 

Dzień czwarty. Godzina piąta minut trzydzieści... Bez przesady ale wstaliśmy rano a za oknem SŁOŃCE! Szybkie śniadanie i na koń tfu.. na rowery. Chwila i jesteśmy w Wołosate przy kasie. Rowery na parkingu a my punkt ósma na szlak. Półtorej godziny później marzenia się  ziściły. Ponad godzinna przyjemność obcowania w tych okolicznościach przyrody przebiegła w samotności. 

Zejście z Tarnicy uświadomiło nam co tutaj może się dziać w sezonie. W przeciwnym kierunku nadciągało siedem grup lemingów. W drodze powrotnej przy pięknej pogodzie jazda była czystą przyjemnością. Podjazdy już nie były takie straszne i wszystkie pokonane w siodle/siodełku. W Wetlinie zrobiliśmy mały odpoczynek przy małym jasnym. Plan był taki aby dotrzeć do schroniska w Jaworze. Ruszyliśmy dalej.  W Kalnicy odbiliśmy w prawo do rezerwatu Sine Wiry. Do schroniska dotarliśmy o zbyt wczesnej porze aby kończyć jazdę. Postanowiliśmy pojechać dalej do Rajskie gdzie Caritas udostępnia noclegi. Schronisko w Jaworcu bardzo mi się podobało. Polecam na nocleg lub odwiedzić. Ważna uwaga.  Browar trzeba mieć ze sobą. 

Droga do Rajskie to dobrej jakości szutr. Długi podjazd a następnie taki sam zjazd. 
Dotarliśmy pod wspomniany Caritas. 
Tutaj umieszczę nasz dialog. 

-Myślisz że siostrzyczki serwują piwo? 
-yyy chyba nie 
-to jedziemy dalej

W ten sposób zagnało nas do miejsca startu Górzanki. Pokonaliśmy tego dnia ok 70km a w sumie przez całą wyprawę ok 200km


Na koniec kilka rad dla rowerowych początkujących podróżników takich jak ja. 

Sakwy. Jeżeli nie możesz sobie pozwolić na górną półkę i tak jak ja chcesz wydać niewiele polecam dokupić pokrowiec a rzeczy trzymać w torbach foliowych. 
Nam przydały się bardzo worki na śmieci które zabraliśmy ze sobą.  Można osłonić śpiwór i namiot ale też popakować ubrania gdy zaczyna padać. 
Przy doborze sakw zwróć uwagę na to czy nie będziesz zawadzał piętami o nie.  Szczególnie gdy masz koła 26cali. Szukaj wtedy modeli które mają boczne kieszenie zwężające się ku dołowi. 

Warto zadbać aby nasz dobytek solidnie trzymał się ramy. Bagażnik musi być solidny. Ja cenowo szukałem gdzieś po środku. Następnie gumy mocujące śpiwór namiot etc.. Mieliśmy dwa rodzaje. 
Potrójna doskonała do ciężkich rzeczy typu namiot. 
Pojedyńcze gdy śpiwór, karimata, plecak. 
Wspomniany plecak.  Potrzebny na piesze wyprawy i jako dodatkowa przestrzeń ładunkowa na prowiant gdy udajemy się w miejsce pozbawione gastronomii. 
Z ciuchów zdecydowanie cienkie rzeczy na zasadzie na cebulę a nie grube bluzy. 
Tutaj sprawdziły mi się koszulki rowerowe kurtka cienka przeciwdeszczowa, peleryna, spodnie turystyczne softshelle i krótkie spodenki z wszytą "pieluchą" 
Bluzka z długim rękawem i spodnie dresowe ale to do spania. 
Rękawiczki rowerowe.  Bielizna,  dwie pary butów oraz klapki.  Zamiast klapek polecam najzwyklejsze kapcie na cienkiej podeszwie. Mniej miejsca zabierają szczególnie gdy ma się rozmiar 45 :-) 


Wymienię trochę wyposażenia. 

Zapasowe szczęki hamulcowe czy klocki. 
Linki hamulca i przerzutki
Klucze, dętka i łatki, łyżki do kół, skuwacz, smar do łańcucha, pompka a w kołach przynajmniej 3 atmosfery tlenu. Odpinane oświetlenie przyda się do namiotu. 
Opaska odblaskowa nieodzowna gdy nie mamy osłony na patelni. Szkoda nogawki. 
Bandaż, plastry, środki przeciwbólowe, rutinoskorbin profilaktycznie, węgiel (szkoda że nie mialem) Zamiast papieru toaletowego który pierwszego dnia zadziałał jako pochłaniacz wilgoci i nadawał się do d.. No właśnie nie nadawał się. Lepsze chusteczki. Witaminy i magnez w tabletkach. Warto dodawać do wody. 
Kubek blaszany, niezbędnik, cukier porcjowany w torebki strunowe i herbatę. 
Mydło, szczoteczka z pastą, ręcznik mały nie basenowy ;-) 
Miałem dwa pakiety akumulatorowe i przetwornice własnej roboty do ładowania telefonu. Można się obejść bez tego mając ładowarkę i ładować przy każdej okazji. 
Śpiwór, namiot, karimata. 
Nie skorzystałem ale miałem coś na owady i filtr przeciwsłoneczny. 
Klucze.
Zapięcie      
Łyżki do kół
Dętka
Skuwacz
Zapinka 
łatki
Pompka
Oświetlenie 
Opaski mocujące 
Śpiwór 
Opaska odblaskowa
bandaż
plastry
tabletki przeciwbólowe i przeciwzapalne
maść Alantan 
magnez (przeciw skurczom)
witaminy, suplementy
coś na ukąszenia owadów
Avatar użytkownika
tomson5
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 72
Dołączył(a): 12 maja 2014, o 11:43

Re: Cztery dni na rowerze

Postprzez lidkru » 1 lip 2014, o 14:02

strasznie błogo mi sie zrobiło :)
to kiedy kolejna tura? ;)
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3161
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Cztery dni na rowerze

Postprzez tomson5 » 1 lip 2014, o 14:58

Pieniądze to nie F_szystko ale wszystko bez pieniędzy to...
Jak dam radę zbudować budżet to na początku października chciałbym wystartować z Ustrzyk Dolnych do Sokolików gdzie druty na granicy dzielą nacje dwie.
Następnie połoniny i koniecznie powrót przez Zatwarnice i Sękowiec.

P. S. Proszę admina o edycję mojego powyższego postu i usunięciu tej rozsypanej listy na końcu.
Wklejałem z notatnika i error jakiś wyszedł.
Avatar użytkownika
tomson5
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 72
Dołączył(a): 12 maja 2014, o 11:43

Re: Cztery dni na rowerze

Postprzez pawel.mat33 » 21 lis 2014, o 16:46

Czekam na opisy dalszych wędrówek po bieszczadach, sam chciałbym zaplanować trasę wycieczki po górach
pawel.mat33
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 3
Dołączył(a): 21 lis 2014, o 16:44

Re: Cztery dni na rowerze

Postprzez jerzumarian » 26 lis 2014, o 08:07

Ciekawa relacja. TAk sobie myslę,ze trzeba będzie tez kiedys powtórzyc "łazęgę" po Biesach na rowerku. Ech , ile to czasu minelo... Zacęcilo mnie to i w zasadzie przypomniało ile piknych tras rowerowych jest w Bieszczadach- pod Otrytem z Zatwarnicy do mostu na Obłazach, z Cisnej do Strubowisk przez Szpickiery, czy z Rabego do Komanczy przez Żebrak. ech...
Odniose się do schroniska Kremenaros- to dawna buda WOP więc pamięta czasy duzo odleglejsze niż te o ktorych piszesz ;)
Wrócilem z Bieszczadów. Raz na zawsze.
jerzumarian
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 2088
Dołączył(a): 27 mar 2011, o 18:32
Lokalizacja: Jawor


Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.