Dojlidy

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Dojlidy

Postprzez Zygmunt Skibicki » 26 lip 2011, o 20:41

Dojlidy

Widoki z Halicza są tęskne. Niby dalej też są góry, ale cóż z tego? Dalej nie dało się iść legalnie. Wielki Szlak Orłowicza tu właśnie się kończył. Czerwone kółko w białej obwódce nie pozostawiało złudzeń. Dalej, co prawda wiedzie ginąca ścieżka, ale już bez znaków szlaku turystycznego. Bliskość groźnej granicy z Wielkim Bratem gwarantowała poważne kłopoty każdemu, kto zbliżył się do niej.
Siedziałem w lipcowy piękny dzień na szczycie Halicza i wpatrywałem się w sino niebieskie szczyty na południowy wschód. Ochoty na utarczki z pogranicznikami, zwłaszcza z tymi z Drugiej Strony, jakoś nie miałem. Zasadziłem się pod ogromniastym plecakiem, stęknąłem wstając i wszedłem na jeszcze bardziej ginącą ścieżynę wiodącą w stronę Słonia. Nie zbliżałem się w ten sposób do granicy. Właziłem za to wprost w ostępy Worka Bieszczadzkiego. Dla wielu, wszystko za Ustrzykami Górnymi nazywa się Workiem. Dla mnie zaczynał się on dopiero na Haliczu. Z przełęczy pod Słoniem ścieżka schodziła w bok i wkrótce zupełnie zginęła w kępach połoniny.
Kto choć raz próbował iść szczerą połoniną, ten wie jaka to mordęga. Trawy sięgają do ramion. Ziemi w ogóle nie widać. Gdziekolwiek postawi się nogę, trafia się na zwarte kępy wyglądające z góry jak jeden wielki, sprężysty dywan. Dopiero pod dużym naciskiem noga zapada się w nim i trafia na środek kępy albo na jej bok. Równie często wpada po prostu między kępy. Nigdy nie wiadomo jak głęboko się zanurzy i na co tam trafi. Koszmarna loteria! Jeśli dodać do tego zwalisty plecak, kończą się żarty, bo można w każdej chwili skręcić kostkę lub zwyczajnie wywalić się w zupełnie nieprzewidywalnym kierunku. Każdy kolejny krok, to najpierw wyciągnięcie nogi z półmetrowego materaca a później postawienie jej na nim i ostrożne dociążanie. Droga w poziomie jest więc ciągłym wspinaniem się. Nawet po głębokim śniegu idzie się łatwiej, bo on przynajmniej pozwala równomiernie się obciążać i stopa tak się nie wykręca.
Wędrówka skroś połoninnych wertepów bez plecaka jest może mniej męcząca przy każdym kroku a tym samym lżejsza, lecz jeszcze bardziej niebezpieczna, bo but nie dociera do ziemi i grzęźnie we wnętrzu kęp jak w gęstej smole. Po kilkuset metrach nogi w kostkach i kolanach zaczynają najpierw drżeć a później dygotać i chcąc nie chcąc trzeba usiąść i odpocząć, by po chwili znów przedzierać się w identycznych warunkach. Jednym słowem, z plecakiem czy bez, jest zajęcie tylko dla bardzo zdeterminowanych wędrowców.
Takiego chodzenia trzeba się najpierw nauczyć zanim ktoś nierozważnie zapuści się w głąb całkowitego bezludzia. Nawet lekka kontuzja nogi unieruchomiłaby każdego, nawet doświadczonego turystę, a szukanie pomocy musiałoby ograniczyć się do rozpalenia wielkiego ogniska, które może ktoś by kiedyś zauważył.
Miałem zdecydowanie odpowiednio załadowany plecak, aby moje buty przy każdym kroku docierały do spodu kęp lub zwyczajnie przebijały je do gołej ziemi. Zanim jednak dotarłem do dolnej granicy połoniny byłem zlany potem, a nogi dygotały na całej długości. Zaliczyłem też niepoliczalną ilość upadków. Twarz, ręce i nogi były w związku z tym stosownie do okoliczności podrapane, co w połączeniu ze słonym potem dawało poczucie wręcz powszechnego swędzenia.
Ścianę buczynowych zarośli powitałem z wielką radością. Dalej było już lżej, co wcale nie oznacza łatwo. Stoki dzikiego lasu bukowego pokryte są grubą warstwą butwiejących liści przemieszanych z wieloletnimi pokładami gałęzi, konarów a nawet całych zwalonych i spróchniałych pni. Ta warstwa ma czasem kilkanaście centymetrów, ale miewa i ponad pól metra głębokości. Przy znacznym nachyleniu zbocza oznacza to dużą szansę na nader częste i zupełnie niekontrolowane ześlizgi.
Kiedy zatem dotarłem do małego potoczka, najpierw długo z niego piłem, a następnie zdecydowałem się na dłuższy postój i ugotowanie obiadu. Znalazłem całkiem fajne miejsce na małej polance, gdzie krzątając się przy posiłku, mogłem nie tylko wysuszyć na słońcu zlaną potem koszulę, która wpierw dobrze wypłukałem w wodzie, ale także opalać się do woli.
Potoczek lekko szumiał, kocher pyrkolił sobie, wiaterek... ptaszki... Spokój i sielanka. Już nawet zaczynałem rozglądać się czy nie można by w tym miejscu zanocować, gdy w lesie zaczęło łomotać. Nie były to trzaski gałęzi, odgłosy poślizgnięć się a właśnie potężne, powtarzające się łomoty.
Ki czort? Jakaś duża grupa równie jak ja zatwardziałych traperów? Idą bez wrzasków i śmiechów, to może jednak nie autokarowe żółtodzioby a jakieś doborowe towarzystwo? Nie mogła to być jedna osoba... za duży hałas. Odwróciłem się w stronę zbliżających się odgłosów i w głowie przygotowywałem już sobie odpowiednie powitanie bratnich duszy. Dźwięki były coraz bliższe.
Wreszcie kępa buczyn po drugiej stronie strumienia zachwiała się nagle, coś ją rozgarnęło i nie dalej jak pięć metrów ode mnie ukazał się potężnych rozmiarów kudłaty, brązowy łeb. To był żubr! Zamarłem!
Łypnął na mnie okiem, strząsnął z rogów jakieś zielsko i sapnął jak kowalski miech. Dzieliło nas tych nędznych kilka metrów w tym jeden z płytką wodą. On stał, ja siedziałem i przez to wydawał się jeszcze większy. Przerażająco olbrzymi!
Patrzyliśmy tak na siebie jak dwa osobniki z zupełnie innych planet. Bo i tak też było!
W kocherze zaczęła wrzeć woda i unosiły się z niego kłęby pary. A ja nic... siedzę zdrętwiały i patrzę na ten łeb! Po głowie latają mi niezliczone, szalone myśli, ale żadna rozsądna. Co robić? Co robić, do cholery!? Nie mam żadnych szans!
I wreszcie uświadomiłem sobie, że moja prawa, niewidoczna dla zwierza ręka zupełnie bezwiednie maca dookoła w poszukiwaniu traperskiego noża, którym dopiero co otwierałem puszkę i odłożyłem tuż obok. Tyle, że szukając, nie odważyłem się spojrzeć w tym kierunku.
Tak mnie rozśmieszyła nagła świadomość bezsensu szukania wątłego oręża wobec trudnego nawet do ustalenia, bo widziałem tylko wielki, brodaty łeb, ogromu napastnika, że chyba uśmiechnąłem się do samego siebie a może i do żubra, bo naraz całe napięcie ustąpiło, głośno wypuściłem z płuc zatrzymane w bezdechu powietrze, opuściłem naprężone dotąd plecy i swobodnie położywszy obie ręce na kolanach, cicho szepnąłem:
-Czeeeść...
Żubr zakołysał łbem, zrobił jeszcze jeden krok, pochylił się, chłepnął kilka łyków wody, potem najspokojniej w świecie przeszedł przez strumień i poszedł sobie tuż za moimi plecami. Już bez paraliżującego strachu obróciłem się za nim. Kiedy jego zad znikał niemal w zaroślach, uniósł ogon i walnął sobie to co pozostało z wcześniejszego posiłku.
-Cześć! – powiedziałem głośniej niż poprzednio i długo patrzyłem na parujący ślad po świeżo zawartej znajomości. Po krótkiej chwili ucichły oddalające się odgłosy przedzierania się przez las.
Wrząca w kocherze woda zalała palnik, więc zająłem się ponownym jego uruchomieniem. Tylko wolno to szło, bo dłonie coś mało sprawne były. Dygotały strasznie. A jednak tej nocy spałem nad tym strumieniem.
................................
Kiedy zapatrzony w etykietę, skończyłem tą opowieść, przyjaciel podał mi kolejne piwo.
-Stary... walnij kolejnego Żubra - całkiem fajna historia... Zasłużyłeś!
Z tego obrazka na flaszce też patrzył na mnie wypisz, wymaluj taki sam żubrzy łeb. Płynący obok letniego domku strumień szumiał prawie tak samo jak tamten. I ptaki w wielkim pomorskim lesie świergoliły... podobnie.
-Cześć – bąknąłem pod nosem i pociągnąłem z butelki.

P.S.:Obecnie Wielki Czerwony Szlak Orłowicza przemierzający całe Beskidy nie kończy się na Haliczu. Dalej można nim iść aż do granicy ukraińskiej i później zejść wygodną drogą do Wołosatego oraz dalej, doliną aż do Ustrzyk. Tylko ścieżka w kierunku Słonia (dziś - Wołowy Garb -1248 m. n.p.m.) jest zakazaną drogą – Park Narodowy!
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Dojlidy

Postprzez Zygmunt Skibicki » 11 paź 2011, o 08:43

Powoli strasznie, ale odnajdują się fotki:

Obrazek
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Dojlidy

Postprzez Zygmunt Skibicki » 10 cze 2012, o 11:14

Fotka zrobiona oczywiście przy zupełnie innej okazji, w zupełnie innym miejscu i wiele lat później:

Obrazek

Ale gdy to zobaczyłem przez wizjer aparatu, od razu skojarzyłem z wyżej opisaną przygodą.
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Dojlidy

Postprzez mazg » 10 cze 2012, o 19:42

"Czerwone kółko w białej obwódce " a to ki czort?
Avatar użytkownika
mazg
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 121
Dołączył(a): 17 mar 2009, o 17:47

Re: Dojlidy

Postprzez creamcheese » 10 cze 2012, o 20:01

mazg napisał(a):"Czerwone kółko w białej obwódce " a to ki czort?

Początek/koniec czerwonego szlaku - w tym przypadku GSB. Pozdrawiam
creamcheese
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 797
Dołączył(a): 27 mar 2012, o 16:18

Re: Dojlidy

Postprzez Zygmunt Skibicki » 10 cze 2012, o 21:23

mazg napisał(a):"Czerwone kółko w białej obwódce " a to ki czort?

Ja myślę, że warto zajrzeć -> http://www.pttk.pl/pttk/przepisy/instru ... w_0707.pdf
To trochę nudne jest... Przepraszam.
Tu jest nie wszystko, ale za to... sympatyczniej - http://z-ne.pl/s,menu,1253,oznaczenia_szlakow.html
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Dojlidy

Postprzez Zygmunt Skibicki » 10 cze 2012, o 21:57

A tak zupełnie na skróty:

Obrazek
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23


Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.