Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez krakra » 18 paź 2012, o 14:39

Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo tu relację być „z pobytów” mają, a ja chciałem słówko o tym, co mi się wiele lat temu przytrafiło ...
... a zatem – Włóczykiju – skoro chciałaś z górą miesiąc temu poznać całą prawdę o tamtej Nocy Strachów w Dydiówce ... . Przepraszam też, że tyle to trwało, nim zebrałem się, by to opisać, ale ... jeszcze po latach, gdy o tym wspomnę – wciąż ciarki biegają mi po plecach i blednę ( choć już z natury, sam z siebie bladziuki jestem ... ) .
Po kolei ... . W dawnych opowieściach zaczęto by pewnie w ten sposób; zatem i ja tak to powiem : Wydarzenia te szczęśliwie zacierają się już troszku w mej pamięci, bowiem bardzo, bardzo staram się o nich zapomnieć; a jednak – nie mogę do końca ... . I myślę też, teraz – po latach, że ludzie powinni się tego dowiedzieć; ku przestrodze ... Prócz mnie nie ma wszak pośród żywych ludzi innych świadków tego, co stało się tamtej nocy; zatem – kto chce – niech wierzy lub nie, ale jestem jedynym, który TO przeżył. Nikt inny bowiem wtedy w chatce nie nocował prócz mnie ... . Nikt inny nie stanął tam na noc, na fatalną noc ... w chatce strachów ... . Tak ... „nikt inny” ... tzn. nikt z „naszego”, z „ludzkiego świata” ... . Było tam jednak jeszcze ... COŚ. I szybko przyszło mi się o tym przekonać - już tej pierwszej samotnej nocy ... . I nie wiem, czy byli inni, którzy przeżyli tam to samo wcześniej lub może i potem. Jak się zdaje – TO czekało właśnie na kogoś, komu nikt nie mógł przyjść z pomocą ... . I tak przecież bywa, że widzimy nagle rzeczy ukryte na ogół przed ludzkim wzrokiem, których nikt inny wcześniej nie oglądał, i których potem już nikt nigdy nie zobaczy ... . Przeznaczenie ?
Ale – do rzeczy ! ... oj, zdaje się, że by rzecz była zrozumiałą, muszę troszku dalej cofnąć się w czasie, a i o sobie parę słów napisać ... . A zatem ... na początku był chaos ... ( tak, tak ... już się streszczam ! ) ... a zatem – na początku był chaos, a potem zjawiłem się w Bieszczadzikach ja, we własnej osobie ! I – o dziwo – Bieszczady, jako takie, ale i ich Przedgórze, a i też radosne ich przejście w Beskid Niski etc. etc. – wszystkie razem wzięte, ale Bieszczady właśnie w szczególności – otóż Górki te – rety ! rety ! – zdały się przeoczyć pojawienie się moje !!! Hmm ... a nie mam pewności, czy z ich strony było to roztropne ... Bowiem od tego pierwszego razu namiętnie dyszę sobie i sapię, ślizgam się i przewracam, pomrukuję i gderam – a wszystko to przecież w okolicznościach przyrody chronionej ustawowo ... . A przy tym : plączę, gmatwam i wyolbrzymiam ... ( ad 1: ... głównie ścieżki; ad 2: ... to co zazwyczaj proste ; ad 3: ... trudności, jakie mnie spotykały; rozmiary napotkanych zwierząt futerkowych – niezadawniona „wędkarska” natura ... ) i – także – rozmiary pagórków, które przyszło mi zdobywać z marszu ; na koniec zaś – absolutnie niezbędne koszty, jakie „zmuszony byłem” ponosić, by w „spartańskich” warunkach przetrwać kolejną „przygodę”, i z życiem ujść na powrót – z tej dziczy – do miasta ... ) ... Ach ! I to jeszcze ważne: pierwszy raz objawiliśmy się tu w małej grupie kumpli i Koleżanek ( ach!) jeszcze przed maturą ... , No, i górki polubiłem od razu; zresztą – pewnie ze względu na tę piękniejszą ( ojej ! ) część naszego towarzystwa , Górki dały się lubić ... . Z czasem – nawet i ulitowały się nade mną, szeroko otwierając ramiona, tuląc w nich ... I tak w tym czułym ich uścisku trwamy sobie już czas jakiś – znaczy się: ja i Górki, bo z resztą towarzystwa troszku już jakby gorzej ... Nie wracają tu ... ( wiecie, jak to z ludźmi bywa : „Nie żadne Tatry ani Alpy; nie marne [pardon!] szczyty Sowich Gór ... „) ... Zatem – ostałem się sam w tym się-pętaniu po bieszczadzkich i pod-bieszczadzkich ścieżkach ... Ma to oczywiście swoje i dobre strony, ma plusy: ... „dumania samotnego wędrowca” i takie tam ... . Ma jednak i minusy ... . ( I chodzi o to, by jednak – na odwrót! – te minusy nie przesłoniły nam plusów; zwłaszcza, że rzadko bywało, aby nie padało, by nie było pod górkę, no i ... „takie tam” ... Plus/minus główny – pojawiam w Górkach sam, jak palec ( dziwne, bo nawet kciuk ma się do czego przytulić ... ) ... . I choć bywa - jak pisała pewna Stara Niemka – „są radości, które polegają właśnie na tym, że nie ma się z kim nimi podzielić” – bywa też tak, że bardzo-bardzo chciałoby się, by i kto inny mógł to zobaczyć ... Dolinę „młodziutkiej” Udavy skapaną w rannym słońcu ..., opadające deszczem chmury nad Jawornik ... , maliny w drodze na Paniszczówkę ... ( nadmieniam, że Panie A.A. , M.R., A.K. , O.M. i A.K2. – by te tylko wymienić – już dobrze wiedzą, o kogo chodzi ... ) ( Panie: A.L., A.J., A.I. i wiele innych przepraszam, że nie wymieniłem w pierwszej kolejności ... ) ( specjalne przeprosiny należą się też Paniom : Monice Bellucci, Emmie Thompson, Debrze Winger i Isabelle Adjani; a także – Lenie Olin, Lence Vlasakovej i Kathleen Lloyd oraz Robin Wright ... ) No, tak ... tylko, że nie mam uprawnień przewodnickich ...
A zatem : chadzam po górkach sam ... Piesek też odpada, bo za pieski dostało mi się w osobnym tutejszym wątku ... A „sam” w moim przypadku, to nie takie hop-siup ! Bowiem Bieszczadziki to jednakowoż bywają nie byle jakiem wyzwaniem, a moja dzielność i odwaga – to wg słów Starego Arcy-Złośliwego Niemca – „materia w sam raz, by o niej milczeć” ... . Wprawdzie – i moi przodkowie „nie zlękli się Krzyżaków pod Grunwaldem, Szwedów pod Kircholmem, ani Turków pod Wiedniem”, ale na mnie splendor ich chwały jakoś już nie chciał spłynąć; i dotąd nie spływa ... . Ba, nawet nie ciurka żaden splendorek; nic – ani kropelki ... . Trusia jestem, i tyle ! Do tego mizerny z natury, i cherlawy jestem ... . Ot – takie byle co – że każda panna nawet, a nie mniejsza, niż metr siedemdziesiąt, lewą ręką – i to od niechcenia – mogłaby się pozbyć mego towarzystwa, a co dopiero – gdybym sprawę miał mieć z okrutnym Szwedem ( średnio 190 cm + ok. 95- 110 kg ) , że o zawziętym Turku nie wspomnę ... . Zatem – i do tego zmierzam – TAAAAKI jestem odważniutki, że, ot - odważam się właśnie mierzyć z Bieszczadkami, i to samodzielnie niby – wbrew wszystkim słabościom charakteru i fizycznym niedostatkom ... „A nie boi się pan tak po tych górach chodzić?” – „Noo, strach jest !” .... I do tego – zauważcie, proszę – że zachodzę sobie i „zachadzam” też troszeńku bocznymi dróżkami, a to u mnie szaleńcza już wręcz odwaga ... .
Już się streszczam ... Zawsze ciągnęło mnie tam – nad graniczny San, nad te meandrujące rzeczne zakola – za Czeresznię i Czereszenkę, gdzie miejscowi mówią : „Tylko idź ludzką ścieżką; nie za śladami zwierząt” ... No, i skusiła mnie też Dydióweczka ... Gdzie to niby wedle słów pewnego przewodnika „żadna nie prowadziła ścieżka” – tam, w dzikie ostępy, gdzie ... phi ! – żadna ścieżka ! Toż to istny trakt królewski !!! No, ale tego wcześniej nie musiałem przecież wiedzieć ... . Miało być przecież tak – ja + dzikie odludzie, niemal za-puszczańskie ostępy – spłachetek otoczonej lasami ziemi, gdzie „... przebiega wilk nocy i rączy dnia jeleń” ( T.Nowak – by nie było, żem w życiu i poetów nie czytał ) ... Zatem – ja, do którego pasują, jak ulał słowa: „marny jest” ... Ja – mizerniutki, cherlawy, z przydużym plecaczkiem – SAM ( strach, strach ! rany boskie ! ) SAMIUSIEŃKI ... . I miałem tego gorzko pożałować ...
Ale – jeszcze nic się złego nie stało – jeszcze dzień wcześniej – rekonesans + rozpoznanie bojem = że to niby ja tak tu przypadkiem, że nietutejszy ... Cha ! Nikogo ! Pusta chatynka !!! Pięknieeeee !!! Cała bacóweczka będzie tylko moja !!! Mrrrr ... Poczytam przy świeczuszcze ... podumam ... się-poszwędam niespiesznie ... Cudownie będzie – raz bez ludzi, bez schroniskowej „atmosfery” ( to chyba czasem – po prostu - synonim tego, że komuś rośnie ciśnienie, gdy trudno się po trzech nieprzespanych nocach wreszcie spokojnie położyć ... ) ... bez opłat !!! Oj, ale-m się pomylił ( dla purystów: ale się pomyliłem ... w jakimż to ja byłem błędzie etc. ) No, ale – jeszcze teraz nic , NIC nie zapowiadało tego, co mnie tam miało spotkać ... . I przecież jeszcze – taki byłem zapobiegliwy : rok wcześniej widziałem, że tutejsza siekiereczka – to taka sobie tylko, i jeszcze źle, bo odwrotnie oprawiona – zabrałem swój, śliczny i szwedzki – toporyszek ojca ( mama patrzyła na to z niedowierzaniem, ojciec rzucił niedbale coś, o uważaniu na palce, całe dłonie i nogi nawet, phi ! niedowiarki !!! ) . Do tego – cały arsenał: nóż bojowy wz. 55 + nożyk do wszystkiego = scyzoryk „markowy bez-wzorowy” + drugi scyzoryczek,; a gdybym miał toczyć uciążliwe walki z niedobitkami ukraińskich sotni, czambułów tatarskich lub armiami niegościnnych bimbrowników – zakamuflowałem dodatkowo 5 agrafek i otwieracz do konserw i drucik, który to „proszę pana, nie takie on rzeczy potrafi !” i aluminiowy harcerski niezbędniczek !!! Bo, taki jestem ... Ludzie, co widzą mój plecak – tak bywa – wołają: „O, ten to na pewno ma korkociąg!” ( ... a nie miałem ... wstyd mi, wstyd ... ) ...
... czy ja kogoś nudzę ? Już się streszczam !!! Bo to przecież relacja ma być, nie akt oskarżenia ...
... zatem zalazłem na Dydióweczkę ... przez siedem gór, przez siedem rzek – drogą jezdną, stokówką, wygodną leśną drogą, ścieżką wreszcie – wśród pysznych traw, pod zdawało się – przyjaznym jeszcze niebem, pod jasnym słońcem ... Dziwne, że nie pobłądziłem ... Stanąwszy na skraju lasu, a potem już blisko chatki – nasłuchiwałem dłuższą chwilę ... . Żadnego rżenia koni, żadnego szczęku oręża, żadnych ludzkich głosów ... . Tylko wiatr ... Dobrze. Cichutko podchodzę jeszcze bliżej – patrzę – drzwi zamknięte, nikogo wokół ... Dobrze. ( „...ludzi mniej, wchodzić lżej – cieszył się głuptasek ...” ) ( rety, jakie on ma wielkie oczy ! – wcale się nie boję! ) Dobrze zatem ... Jak mówił Golum do Froda : „Wejdź tam, albo zawróć !” – „Nie mogę zawrócić” ... A zatem – час родила мати ! – idę !!!
.... otwarłem ostrożnie drzwi ... Pusto. Też dobrze. Nikogo w chatce nie było ... Cisza, spokój ... Sucho i czyściutko ... Piec ? – dziurawy, ale jest ! Drewka ? – są ! Woda ? – no, ze zbiornika, raczej nie – ale własnej, przy rzece przecież, na dwa dni starczy ... Cudownie ... . Szybciutko – rozkulbaczyłem się, postękałem i nawyrzekałem na plecaczek, zabrałem z sobą większość posiadanego oręża + gruby kij, gdybym się musiał szybciutko ze strachu przed czymś samodzielnie zatłuc ( bo zakuwać się samodzielnie nie lubię, ani też potrafię; jak każdy facet na widok krwi własnej ... no, wiecie ... ) i wlazłem w okoliczne krzaczki szpiegów, wrogów i czego tam jeszcze ewentualnie – poszukać . Nikogo nie znalazłem. Dziwne. Nikt mnie tu porwać, zdeprawować, albo choć zniesławić nie chce ? Naprawdę ??? Dziwne ... . No, a jako, że wieczór był ledwie, to jak już chatkę przysposobiłem sobie i „zamieszkałem” – zabrałem toporyszek, zamierzając poważnie porozmawiać z przytarganym przez kogoś pniem brzózki – wyraźnie na porąbanie, na opał ... . Chcieć , mówią – to móc ... No, nie do końca ... Toporek, i owszem, trudno mu coś zarzucić – chyba że nie samojezdny – ale łapki to ja mam takie miastowe .... natłukłem się, naziajałem, a drewek jakoś nie przybywało ... Koniec –końców, kosztem niezliczonych bąbli i niewiarygodnego na tym odludziu hałasu ( jakoś dziwnym echem odbijało się to moje stuk-puk od ścian lasu; powiem – troszku niepokojącym nawet, ale wtedy tego jeszcze nie wyczuwałem dość dobrze)– coś tam „nascypałem” – tyle, że na opalenie w piecu starczyło. Bo gotować to się jakoś nic nie gotowało ... A szkoda. Za to w chatce zrobiło się przyjemnie ciepło. I przytulnie ... i miło. Wieczór też mnie jakoś tak chyłkiem na tej robocie zaszedł, więc i czas był już na kolację, na wieczorną herbatę z cytryną ( bo to moja słabość – cytryna ... ) na zasłużony odpoczynek . Wstałem, by domknąć drzwi i ... O, Matko !!! A gdzież tu skobelek ??? Gdzie rygle, rygielki ??? Gdzie skobel na skoblu ? sztaba ??? Łańcuchy ??? GDZIE !!!!???? I ja mam tu nocować ??? Niemal, jak bezbronne cielę – na rzeź ??? NIGDY !!! Oj, ale mi to zeszło – alem się zabarykadował, zaryglował, za-za na taki zgrabny patyczek, że jakoś strach mnie „odleciał” ... Czego miałem potem jeszcze żałować ; ale – nie uprzedzajmy faktów ...
Jeszcze dobry był wieczór – ciepły kąt za stołem pod okienkiem, świeczka i mój domeczek w świecy blasku ... A za szybą – czarna już prawie noc ... Pierwsza tego roku samotna bieszczadzka noc ...
Przejrzałem cały zeszycik bacówkowy, poczytałem troszku, powślepiałem się na mapę – by pozaklinać sobie bobrą troskę na tutejsze ścieżki ... . Zwinąłem com rozwinął, poskładałem, co było nieposkładane, by inne znów rzeczy rozłożyć ... i tak – szykowałem swą noc, sen swój samotny ( ach ! i och ! i chlip-chlip – Ona + One już wiedzą !!! Niedobre !!! ) Czapeczka, sweterek, grube skarpety, drugi sweter pod głowę i w śpiwór – śnić, bo przecież ... „ chyba już można iść spać, dziś już nic się nie zdarzy; chyba już można się położyć ... marzenia sobie namarzyć ...” . Zdmuchnąłem świecę. Płomyczek zadrżał, a po ścianach przebiegły cienie, które jeszcze ... nie napawały lękiem. Kładłem się ( w miarę ) spokojny, ale nie przeczuwałem, że gasząc świecę, że tracąc ten jej chudy płomyk – na tę noc – traciłem kontakt z tym, co rzeczywiste, co nasze, co realne ... . Było ciemno, po północy ...

... opłaty za ciąg dalszy – proszę chować pod kamieniem obok trzeciego z buków stojących szpalerem przy ścieżce u zejścia z Żukowa ...
... rety ! Przynudzam ... więc może nie kończyć ? Może tego nikt czytać dalej nie zechce ??? Zresztą ... po cóż ludzi straszyć ? I tak nikt mi nie uwierzy ... . Bo któż przy zdrowych zmysłach dałby wiarę temu, co potem tam zaszło ???
... no, nie wiem ... kończyć ???
krakra
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 77
Dołączył(a): 19 lip 2011, o 14:16

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez PaweleS » 18 paź 2012, o 18:47

Kończyć,kończyć.
Bo ja ciekaw jestem jak książki wciągającej,takiej która spać nie pozwala.
Avatar użytkownika
PaweleS
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 307
Dołączył(a): 14 mar 2009, o 20:53

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez włóczykij » 19 paź 2012, o 11:49

Pisać, kończyć ,bo ciekawie czekamy :)
włóczykijowy transport http://www.busy-bieszczady.com.pl/
włóczykij
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 180
Dołączył(a): 16 sie 2012, o 06:37
Lokalizacja: Bieszczady

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez Stały Bywalec » 29 paź 2012, o 20:53

Już 11 dni czekamy!!!
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez lidkru » 30 paź 2012, o 06:46

krakra, litości!!!!
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3159
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez włóczykij » 30 paź 2012, o 15:49

Sztuka wymaga czasu autora i cierpliwości fanów :P
włóczykijowy transport http://www.busy-bieszczady.com.pl/
włóczykij
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 180
Dołączył(a): 16 sie 2012, o 06:37
Lokalizacja: Bieszczady

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez krakra » 31 paź 2012, o 02:39

... zatem : na napływające zewsząd prośby – nie mogę pozostać głuchym; ... kończę, ale na Waszą odpowiedzialność, bo osoby o słabszych nerwach mogą tę historię przypłacić ... . No, lepiej nie wywoływać wilka z lasu !
A zatem : ... w poprzednim odcinku: Dydiowa , bacówka + ja i noc ciemna ...
A teraz : ... część druga opowieści – WALKA ...
I wybaczcie mi proszę chaotyczny styl, ale może choć troszku odda to rzeczywiste „dzianie się” tej opowieści ...

... nastała noc ... . W chatce ciemno, choć oko wykol ... . Jeszcze tylko skrzypią pode mną deski twardego legowiska; trzeba się jeszcze w śpiworze umościć ... . Jeszcze – obrót na drugą stronę, i jeszcze jeden; łokieć pod głowę i ... już zupełna cisza. Żadnych świerszczy za oknem – znaczy się deszcz będzie ... . Żadnych głosów. Cisza ... . Nawet nie słychać wiatru ... . Zaraz zasnę ... jeszcze chwila tylko ... . Zasnę ? No, zasnę przecież ... Cicho jest, bezpiecznie – to zasnę ... . „Dwóch rzeczy potrzebuje moje męstwo: najeść się i wyspać” – mawiał Zagłoba ... . Myślę sobie ... a właściwie takie niby-myśli snują się jeszcze leniwie, jakby bez mego już udziału ... . Bo ... bo przecież jest bezpiecznie, prawda ? - Tak, jest bezpiecznie. Śpij już – powiedziałem sam do siebie szeptem ... – I jak się czujesz ? – Dobrze. A ty ? – Też dobrze. ... ( „No, panie Maklakiewicz !” ) – Dobranoc ... pchły na noc ... . Karaluchy pod ...
... i wtedy ... nagle ... Co to było ???!!! Jakiś szelest, jakby skrobanie jakieś u dołu, na zewnątrz ... Co ??? Chyba nie przesłyszałem się ... ? Przecież słyszałem ... chyba ... . Nasłuchuję – cisza ... . Nie ... musiało mi się przesłyszeć ... Bo przecież ... Tu chyba nikt, po nocy ... w takiej głuszy ... . Nikt ... i chyba ... nic ... . Głupstwo ! – Cykor ... . No, ale ... wtedy – przy rąbaniu drewna – to echo ... jakieś dziwne ... jakby tam odezwały się nie tylko odbite głosy ... . Po co ja robiłem tyle hałasu przy tym drewnie ??? Cały las musiał o mnie wiedzieć ? A wiadomo, co w tym lesie siedzi ? ... A jeszcze – ten dziwny wiatr ... Ten powiew z takim nieprzyjemnym szelestem, jakby kto ... no, wtedy gdy zamykałem na noc „swoją” chatkę ... . Wtedy wolałem udać, że tego nie słyszałem, nie czułem; ... jakby coś w powietrzu wyszeptało moje imię ... . Coś tam było ... . – Tak ... myślałem teraz już tylko o zawisłej nad chatką ( pal licho chatkę ! ) – nad moją głową ! – groźbie ... . I w tym nienazwanym lęku ... Diabli wzięli nadzieję na spokojny sen; ba ! – na sen choćby i nie-spokojny !!! A przypomnę : dwóch rzeczy potrzebuje moje męstwo: najeść się i wyspać ...
A teraz – rety !!! No, już dobrze, coś poskrobało, i co z tego ? – Śpij już ... - ... chętnie, tylko czego to moje mężne serce tak teraz tłucze się w piersi po nocy, hę ???
... i wtedy – nagle – znów, już bez żadnych wątpliwości – znów skrobanie za ścianą !!! Wyraźne, zajęte sobą i obojętne na mój „obiecany spokojny sen” ... . Jakby skrobania przyczyna wiedziała już, że czuwam i ... zupełnie przestała się skrywać ... . ... Słucham – cały jestem zamieniony w słuch ... Choć ze śpiwora wystają tylko : 1) czubek nosa; 2) postawione właśnie na sztorc uszy i ...3) oczy ... . Bo ... jeśli strach ma wielkie oczy, to ja musiałem mieć oczy PRZEOGROMNE ... . I nie bez powodu !
... dobrze – myślę – po pierwsze – SPOKÓJ ... Racjonalnie – jesteś w Bieszczadach, w lesie, gdzie koniec końców – żyją stworzenia, które lubią sobie nocą to i owo przeskrobać, bo tak już mają; natura ich taka ... . Są stwory nocne ... I ... i ... [ skrobanie nie ustaje ] ... i ... a ja jestem tu – w chatce; nie na zewnątrz ... . Poskrobie toto, poskrobie i sobie pójdzie ... Pójdzie... chyba ? Ale ... Rety, czemu ta chatka taka mała? Co, drewna im tu brakowało ? A właściwie – czemu drewniana ??? No, ze zbrojonego betonu byłaby chyba lepsza ... . Skrobać taki ciut trudniej ... . Ale to przecież ... [ skrobanie nasila się ] ... to przecież ... Co to może być ??? Człowiek przecież to na pewno nie jest. I czemu skrobie mnie tu w moją chatkę ? [ skrobanie wciąż nasila się ] ... I CO TO JEST ??? Zdawało się małe, ale ... ale ... rety ! – TO ROŚNIE !!! Bez wątpienia ... to niemal już szarpie moje ściany ... NA POMOC !!! – pisnąłem sobie w śpiworek ( i "Help !!!" – dodałem na wypadek zbłąkania się w okolicy którejś z wypraw National Geographic ) ... pisnąłem – zdziwiony, że wciąż jeszcze robię to tak cichutko ...
„Myśl !!!” – Byłeś zuchem !!! Z harcerstwa – wyrzucony, no ale zawsze !!! Dobra – spokojnie !!! Stary : SPO-KOJ-NIE !!! Nie wariuj !!! To tylko zwierzę !!! Zwierzę ... prawda ??? Ale ... co za zwierzę ??? Sądząc po wysokości „skrobania”, po jego sile, to ... – a wciąż bałem się ( oj! co za nieodpowiednie określenie dla mojej „ostrożności” ) – nie chciałem zatem wyściubić nosa za śpiwora, by podejść do rozskrobywanej ściany ... ... a zatem – to musi być co najmniej , jak lis ... nie ! Czekaj ... – jak pies, i to duży ... Wielki pies ... Ale psy skuczą, piszczą przy takiej robocie, są niecierpliwe ... A tu – praca spokojna, metodyczna – tylko pazury i darte drewno ...
Wilk ??? Nie … (Oby !!! … na tę myśl jakoś zrobiło mi się bardziej gorąco … ) Zresztą … to też psowaty … warczałby … . NIEDŹWIEDŹ ??? Nie … sapałby przy takiej robocie … No, i po co … miodu nie mam … Pszczoły … jakby tu były – słyszałbym je za dnia … Więc … co to jest ??? Babciu !!!
… Minuty wloką się … skrobanie nie ustaje … . Słucham … Próbuję myśleć – po pierwsze – TO COŚ jest duże … zawzięte … i … jest … nie-wiadomo-czym … Po drugie … ja … hmm … jestem mały … byle jaki cherlak … bez charakteru … Zatem … Muszę się uzbroić, przygotować … jeśli TO tu wlezie … Bo TO – mnie nie dostanie !!! - Cichutko, bez zbędnego szelestu wysunąłem się ze śpiwora ( bojku ! Ty cały dygoczesz !!! ) - nóż, latarka – są jak zawsze – pod ręką … Tylko … jak się dźga nożem bestie nie z tej ziemi – tego jeszcze nie wiem … . Ktoś wie ??? Na filmach i dzielniejsi ode mnie w takich momentach kamienieją ze strachu … MYŚL !!! MYŚL !!! - serce wali mi jak młotem … . Dobra – jakby co – zatłukę się sam latarką – lżej będzie umierać … i jeszcze na ułamek chwili – ta myśl, że dobrze – choć raz ucieszyłem się, że to dobrze, co to ta latarka taka ciężka …
… i nagle – s k r o b a n i e ... u s t a ł o … … znów cisza … diabelna cisza i łomotanie serca … ( "Czy to serce, serducho mogłoby troszkę ciszej ? Ja tu chcę być incognito … Dziękuję …" ) …
… Stoję przy łóżku – słucham … Spocone dłonie - co raz to - mocniej zaciskają się na : 1) bojowym nożu piechoty wz. 1955 ( ręka prawa ) i 2) na latarce ( 2 x R20 ) - ręka lewa … dobrze, że w tym towarzystwie, z nas wszystkich choć nóż wciąż był bojowy … … Stoję … sam w ciemności … żadnego dźwięku … boję się oddychać ( mimo wszystko … oddycham … ) … ale nie mogę teraz z całą pewnością ustalić, skąd było to drapanie … . Boże … jeżeli … proszę … ja … - I po coś się tak zamykał, baranie ?! - Teraz nawet uciec stąd nie można ! Ale … uciekać ? W tę czarną noc ??? A jeżeli tam jest ich więcej ??? Na pewno … Mogą być wszędzie … .
… I wtedy, nagle … NIE !!! Ale … JAK ???!!! KIEDY ???!!! TO … - było … to … jest … TO JUŻ TU JEST … - i okropnie ściśnięte gardło nie pozwoliło mi nawet wrzasnąć,jak przystało na prawdziwego twardziela …
cdn ...
krakra
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 77
Dołączył(a): 19 lip 2011, o 14:16

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez Stały Bywalec » 31 paź 2012, o 09:55

"… I wtedy, nagle … NIE !!! Ale … JAK ???!!! KIEDY ???!!! TO … - było … to … jest … TO JUŻ TU JEST … - i okropnie ściśnięte gardło nie pozwoliło mi nawet wrzasnąć,jak przystało na prawdziwego twardziela …
cdn ..."

Przerwa na reklamę. :lol:
W następnym odcinku dowiemy się, że to był kot.
:D
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez krakra » 31 paź 2012, o 10:15

Kot ??? Hmm ... Chciałbym, żeby to był kot ... .
krakra
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 77
Dołączył(a): 19 lip 2011, o 14:16

Re: Dydiowa - szałas i Noc Strachów ...

Postprzez creamcheese » 31 paź 2012, o 10:26

krakra napisał(a):Kot ??? Hmm ... Chciałbym, żeby to był kot ... .


Kot, nie kot... nie ważne co było na zewnątrz i co skrobało. Ważne co było wewnątrz, w krakra.

Miałem podobnie w namiociku, w środku Magurskiego Parku Narodowego...Coś chodziło wokół namiotu, Coś szczekało, wyło...Coś za chwilę rozedrze płótno namiotu, wejdzie i...a ja mam tylko mały scyzoryk, którego znaleźć nie mogę, a gdy już to łamię paznokcie bezskutecznie próbując go otworzyć.
I tak do świtu prawie, a gdy już Coś poszło i można było zasnąć, to odezwały się drozdy śpiewaki...i szlag trafił sen, ale i zmęczenie.

Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy
creamcheese
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 785
Dołączył(a): 27 mar 2012, o 16:18

Następna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.