Od kilku lat mamy problem w Bieszczadach z osobami podszywającymi się pod przewodników. Większość z nas nie reagowała, gdyż ten problem nas bezpośrednio nie dotyczył. Teraz to zmienia się, fałszywi przewodnicy zaczynają się powoływać m.in na mnie i moich Kolegów. Z dwójką już rozmawiałam, ich odpowiedź była tego typu: nie podszywam się pod was lub co mi zrobisz.
Oświadczam, że nie pracują z nami muzycy ani kierowcy, którzy maja uprawnienia przewodnickie. Nie ogłaszamy się na allegro, nie świadczymy podwójnych usług typu: kierowca prowadzi i jednocześnie oprowadza grupę, nie prowadzimy żadnych gawęd przy ognisku, nie jesteśmy muzykami. Kilku Kolegów naukowców ma prelekcje w ośrodkach. O świadczeniu usług przewodnickich przez kilka osób z regionu nie posiadających uprawnień Koleżanka powiadomiła Urząd Marszałkowski. Mój post w żadnym wypadku nie dotyczy Kolegów, którzy mają niezweryfikowane uprawnienia czy goprowców. Chodzi mi tylko o osoby nie posiadające żadnego doświadczenia górskiego i wiedzy. Jedyną osobą decyzyjną, która może bezpośrednio powołać się na mnie jest Aleksandra Biernat. Pozostali Koledzy, znakomici zresztą przewodnicy i fajni ludzie pracują na własny rachunek, my się tylko wspieramy i pomagamy sobie, nie ma bezpośredniej zależności między nami. Żaden kierowca, muzyk, osoba, która nie zdała egzaminu przewodnickiego, właściciel gospodarstwa agroturystycznego czy dzieci osób pracujących po ośrodkach nie mają prawa mówić o współpracy z nami, moimi Kolegami i mną. Nie współpracujemy z przewodnikami z Niebieszczan.
Każdy przewodnik powinien mieć dokumenty potwierdzające jego uprawnienia, okazać je organizatorowi, a identyfikatory powinny być widoczne w czasie oprowadzania. Tego ostatniego w Bieszczadach nie uświadczysz, mimo, że np. straż parku zwraca nam uwagę.





