Nasunęło mi się kilka refleksji, którymi chciałbym się z Wami podzielić.
Pierwsza rzecz to proste pytanie, czy zdobywanie odznak, kolejnych stopni nie przysłoni radości z przebywania w górach? Tak się zastanawiam, czy kandydat do takiej odnaki nie będzie po górach biegł, żeby jeszcze jeden punkt, jeszcze trochę do normy...
Druga rzecz to sama idea, wydaje mi się być reliktem minionej epoki - nawet same nazwy - moja ulubiona to przodownik turystyki górskiej. Czy ma to rację bytu w dzisiejszych czasach, czy nie "umrze śmiercią naturalną"?
No i ostatnia refleksja - bardzo mi sie podoba jednak ta idea - dobrze zbalansowana (bez pogoni za punktami) jest dużym bodźcem do poznawania gór i cieszenia się wrażeniami z turystyki górskiej. Oprócz tego wydaje mi się być ciekawym sposobem stawiania sobie wyzwań(cel można zmierzyć i zweryfikować)
Ciekaw jestem Waszych przemyśleń, opinii, a może i doświadczeń związanych z tą, bądź co bądź, formą promocji gór i turystyki.
Jeśli post jest w złym dziale proszę o jego przeniesienie - jakoś tak nigdzie mi nie pasował






