Strawą dla ciała była przepyszna karkówka przyrządzona przez Basię, plus dodatki. No i oczywiście coś dla spitira, ale wszystkiego było w sam raz i kaca na drugi dzień prawie nie było.
A na drugi dzień Wojtek pożegnał się z rana z osobami, których na Integracji nie było, gdyż położyły się wcześniej spać i pojechał w kierunku na Romanię.
Ja miałem przenieść się do Kalnicy, ale zaszedłem na małe piwko z rana pod sklep w Zatwarnicy i w Zatwarnicy w efekcie nocowałem, choć wieczór spędziłem w Sękowcu przy jakimś bimbrowatym koniaku z poznanymi dzień wcześniej warszawiakami, którzy byli poprzedniego dnia na Kińczyku.
Następny dzień przywitał mnie już konkretnym kacem; małe piwko, obiad i powolny powrót. Odwiedziliśmy jeszcze po drodze trzykropka, pewnie odstraszaliśmy klientów naszym popimbowym wyglądem
Fajnie było poznać osoby, które udało mi się poznać i chętnie wybrałbym się jak najszybciej, na kolejną bieszczadzką integrację.
Dziękuję Wojtkowi i wszystkim, którzy byli.





