Jak to Czesi niedźwiedzia o drogę pytali

Bieszczady Wschodnie, Borżawa, Świdowiec, Gorgany, Czarnohora

Jak to Czesi niedźwiedzia o drogę pytali

Postprzez IraS » 21 mar 2009, o 11:41

Był przełom września i października 2007r, znakowaliśmy szlaki w Gorganach. Stacjonowaliśmy w Ust Czornej a grupa była międzynarodowa – trans karpacka (Czesi, Polacy, Słowacy i Ukraińcy). Dni upływały na pracy i turystyce, gdy już się coś wyznakowało trzeba było się potem przejść trasą jak zwyczajny turysta. Dzień wcześniej testowaliśmy szlak przez Połoninę Krasną, z góry zeszliśmy już po zmroku gdzieś za Niemiecką Mokrą. Wyjechał po nas zaprzyjaźniony naczelnik Służby Górskiej z Ust Czornej Jura Petrowicz. Jak to na Ukrainie dzień zakończył się w barze Tetiana gdzie zawsze kończyliśmy i zaczynaliśmy dni ;).

Poranek w Ust Czornej


Następnego dnia po poprzednim wieczorze towarzystwo bardzo wolno schodziło się do Tetiany, ktoś zamówił piwo, ktoś jajecznice i tak siedzieliśmy zastanawiając się co dziś robimy. Plan znakowania został wykonany więc mogliśmy sobie pozwolić na trochę luzu. Jakoś nikogo nie ciągnęło w góry choć pogoda była piękna. W końcu zapodałem hasło by przejść się na Świdowiec nie wzbudziło to wielkiego entuzjazmu ale w końcu cztery osoby wyraziły chęć spaceru. Na początku plan był taki by przez Stohy wejść na Tempe i zejść do wsi Krasna ale późna godzina raczej stawiała ten plan pod znakiem zapytania. Stwierdziliśmy że jak będzie kończył się już dzień to jakoś zejdziemy na dół a Jura wyjedzie po nas gruzawikiem.

Poranne śniadanie w barze Tetiana


Jako, że wszyscy byli na rożnym etapie śniadania i nie wszyscy zabrali ze sobą ekwipunek zaproponowałem, że wyjdę z jedną z koleżanek wcześniej, gdyż byliśmy gotowi a ja robiąc sporo zdjęć nie mam aż takiego szybkiego tępa. Po jakimś czasie po nas miało wyruszyć dwóch Czechów z koleżanką, mieliśmy się wszyscy spotkać już na górze. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Czerwony szlak z Ust Czornej na Świdowiec nie jest zbyt lajtowy, i po wczorajszym wieczorze nie podchodziło się najlepiej ale gdy już byliśmy na sporej wysokości i zaczęły pojawiać się polanki widokowe szło się jakoś lepiej.

Podejście na Świdowiec




Pierwsze widoki


Jak Ukraińcy karczują swoje góry:


Widok z góry na Łopuchiw


Koliba pasterska i zmyślny kran ;)


CDN
Avatar użytkownika
IraS
Administrator
 
Posty: 3326
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:37

Re: Jak to Czesi niedźwiedzia o drogę pytali

Postprzez IraS » 22 mar 2009, o 10:24

W końcu wyszliśmy na Połoninę, szlak się urwał bo w tym czasie był tylko wyznakowany do granicy lasu. Ruszyliśmy w kierunku Stohów podziwiając rozciągające wokół panoramy, pogoda była super bardziej sierpniowa niż październikowa a ciepłe powietrze ograniczało trochę widoczność. Gdy osiągnęliśmy Stochy zrobiliśmy przerwę na odpoczynek i małą przekąskę. Dopiero wtedy na horyzoncie okazało się dwóch Czechów byli jakąś godzinę za nami i bez koleżanki, która się rozmyśliła i zawróciła. Już mieliśmy ruszać dalej gdy dotarł do nas sms od następnego kolegi, który nas obserwowała przez lornetkę ze Świdowej. Świdowa to szczyt na innej odnogi Świdowca, cwaniak wyjechał sobie tam gruzawikiem z jakąś ukraińską wycieczką z turbazy w Ust Czornej.

Widok ze Stochów na okolicę i Monastyr w górach




Na drugi dzień też tam się wybraliśmy moją ś.p. Vitarką podjazd był niesamowity ;). Dostaliśmy pozwolenie i wskazówki, Jura zapytał się mnie czy potrafię szybko jeździć do tyłu ?
A o so chodzi ?
Wjeżdżaliśmy tam już po południu, kiedy większość gruzawików zjeżdża tamtędy z drewnem. Wszystkie przeładowane są ponad normę i gdy się napotka takiego na wąskiej i stromej drodze nie ma co liczyć, że wyhamuje. Dlatego trzeba szybko wrzucać wsteczny i wiać do tyłu do jakiegoś miejsca gdzie jest szerzej i można się minąć.
Ta trasa jest tak stroma, że co jakiś czas są specjalne miejsca do parkowania gruzawików by mogły ostudzić hamulce. Jak się dowiedzieliśmy, kierowcy tych piekielny maszyn, na dole, jeszcze za nim wyjadą do góry piją setkę gorzały za udany pojazd, potem w Polowie drogi, gdy chłodzą silnik piją następną setkę w podzięce, że pokonali już pół drogi. Trzecią setkę już na górze, że szczęśliwie zajechali, gdy ich załadują to następny toast za szczęśliwy zjazd. Tam gdzie chłodzili silnik teraz chłodzą hamulce wznosząc następny toast i ostatni już na dole gdy zjadą ;).
My mieliśmy wątpliwą przyjemność spotkać na swojej drodze trzy gruzawiki i wiać przed nimi na wstecznym. Jedna z naszych pasażerek stwierdziła że wraca na piechotę.

Wyjazd na Świdową, spotkanie z gruzawikiem i dom na szczycie Świdowej.




Wracając do naszej trasy, pozbieraliśmy się i ruszyliśmy w kierunku Tępy, w obniżeniu Połoniny napotkaliśmy pasterza owiec ze swoim stadem i bardzo sympatycznymi pieskami. Straciliśmy trochę czasu na pogawędkę i harce z psinkami. Pora ruszać dalej Tępa przybliżała się coraz szybciej ale jaką godzinę od celu, wszystkie znaki na niebie wskazywały, że za chwile zakończy się dzień. Nie było szans byśmy weszli za dnia na Tepe i jeszcze zeszli do Krasnej. Spojrzenie na mapę i szybka decyzja – schodzimy. Byliśmy akurat przy odnodze Świdowca, która powinna nas zaprowadzić na dół, do drogi pomiędzy Krasną a Ust Czorną. Od pewnego czasu, oglądając się za siebie nie widzieliśmy też już Czechów, doszliśmy do wniosku, że weszli na Stohy i zawrócili. Popatrzyliśmy jeszcze chwilę na Tempe oświetloną zachodzącym słońcem, kilka fotek i odbijamy w odnogę by zejść na dół.

Spotkanie z pasterzem i ostatni rzut oka na Świdowiec i Tempe





CDN
Avatar użytkownika
IraS
Administrator
 
Posty: 3326
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:37

Re: Jak to Czesi niedźwiedzia o drogę pytali

Postprzez IraS » 23 mar 2009, o 20:09

Na początku droga była nawet niczego sobie, szliśmy jaką starą nieużywaną ścieżką, łagodnie opadającym w dół ramieniem Świdowca. Niestety ścieżka po jakimś czasie zanikła a las stawał się coraz bardziej zakrzaczony. W pewnym momencie to już było przedzieranie się przez chaszcze a dzień nieuchronnie zbliżał się ku końcowi. Moja towarzyszka zaczęła się denerwować, nie przywykła tak chaszczować i to prawie po zmroku. Nie miała wprawy w takiej dyscyplinie więc zostawała trochę z tyłu. Ja odgarnąłem następną porcje gałęzi które stały na przeszkodzie i nagle stanąłem ja wryty. Huk i trzask łamanych gałęzi i tupot jak by stado jeleni się spłoszyło. Niestety nie były to jelenie, włosy stanęły dęba, nogi jak by z waty i w oczach tyłki uciekających dwóch niedźwiedzi. Stałbym tak pewnie jeszcze długo gdyby nie głos z tyłu i pytanie co to było ? Myślę sobie jak powiem prawdę to może wybuchnąć panika, więc z wymuszonym spokojem stwierdziłem, że jelenie. Ruszyliśmy dalej ale teraz to i mnie odwaga trochę opuściła niedźwiedzica była z młodym a to już nie żarty, zrobiło się już na tyle ciemno, że trzeba było wyciągnąć z plecaków czołówki. Jak na złość łagodna odnoga, która schodziliśmy zamieniła się prawie w pionową ścianę. Gruba warstwa liści a pod spodem kamulce uniemożliwiały bezpiecznego podparcia dla nóg więc część trasy pokonywaliśmy zjeżdżając na tyłkach. Nagle za plecami usłyszeliśmy wrzaski, potem cisza a potem jakieś śpiewy i gwizdania, padła propozycja by też zacząć wydawać dźwięki i spytać się czy dobrze idziemy. Odmówiłem bo mogli to być jacyś nawaleni zbieracze runa lub pasterze, zresztą na dole już było słychać rzekę więc byliśmy prawie w domu. Gdy do niej dotarliśmy długo szukaliśmy miejsca gdzie można zejść do brzegu, po ostatnich powodziach brzegi były bardzo podmyte i tworzyły wysokie skarpy. Gdy zapaliłem papierosa już nad brzegiem zaczęliśmy się zastanawiać jak ją pokonamy, san przy niej to pikuś ;), a w plecaku sprzęt foto no i nie najcieplejszy październikowy wieczór. Wyciągnęliśmy z plecaka resztki słowackiego rumu by się lepiej myślało i zerknąłem do mapy najbliższe mosty kupę kilometrów od nas. Nagle usłyszałem pytanie – Iras to na pewno były jelenie ? bo na błocie obok odcisków twoich butów widziałam odciski jakiś wielkich łap? Nie było już co ukrywać, byliśmy już na dole w miarę bezpiecznym miejscu więc powiedziałem prawdę. Wypiliśmy znowu po łyku rumu i pochyliliśmy się nad mapą.

Dumanie nad mapą przewały nam jakieś odgłosy za plecami i zbliżające się światełka czołówek, i po chwili dołączyli do nas dwaj Czesi którzy jednak nie zawrócili. Pytamy się ich czy nie spotkali tych pijanych Ukraińców co tak się wydzierali. Popatrzyli się na siebie i parsknęli śmiechem i przyznali się, że to oni. Widząc zdziwienie na naszych twarzach zaczęli opowiadać, jak to urwała im się ścieżka którą szli za nami i mieli już stracha, że zabłądzili, robiło się ciemno, gdy nagle zobaczyli kogoś opartego o drzewo. Jeden z nich ruszył w stronę gościa by się o drogę spytać, gdy nagle gość opadł na cztery łapy i zaczął uciekać a za nim mniejszy gość zrobił to samo, dotarło do nich, że to niedźwiedzie. Chłopaki wystraszyli się nie na żarty, narobili przy tym sporo hałasu a dla bezpieczeństwa całą dalszą drogę śpiewali i gwizdali.

My tu smichy hihy, pitu pitu a rzeka nadal odgradza nam drogę na kolacje do Tetiany. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Jury, podałem mu mniej więcej nasze położenie a on kazał nam czekać i świecić za pół godziny czołówkami w stronę drogi. W między czasie na drugim brzegu nasze czołówki wzbudziły czyjąś ciekawość, zobaczyliśmy światło latarki, ktoś do nas coś krzyczał ale nasza znajomość ukraińskiego i szum potoku nie pozwolił nam ustalić o co chodzi. Nagle światło latarki zaczęło pokonywać rzekę świeciło raz nad powierzchnią wody a raz pod wodą co wskazywało, że nurt bardzo wartki albo zmierza do nas ktoś nieźle nawalony. W końcu na brzegu pojawił się starszy pan gumowych spodniach wędkarskich ale i tak cały mokry od upadków. Jak się okazało to leśniczy który mieszkał w malutkim domku po drugiej stronie. Zobaczył nasze czołówki i się zmartwił, że pobłądziliśmy, przyniósł nam klucze od jakiejś szopki na siano byśmy się tam przespali a rano doszli sobie do mostu – ukraińska gościnność u nas nie do pomyślenia.
Wytłumaczyliśmy mu, że jedzie już po nas gruzawik z Ust Czornej i jakoś nas stąd odbierze. Poczciwe chłopisko ruszyło znowu przez rzekę by wyjść na drogę i wskazać miejsce gdzie jesteśmy i poprowadzić maszynu przez rzekę ;)

Siedzieliśmy sobie na brzegu popijając rum i wspominając przeżycia mijającego dnia gdy nagle na drugim brzegu pojawiło się UFO a przynajmniej tak wyglądało, świeciło wieloma halogenami a kierowcy nawet noga nie drgnęła na pedale gazu gdy wjechał do rzeki. Zatrzymał się prawie pionowo dopiero po naszej stronie pokonując stromy brzeg. Wsiedliśmy na szalupę i pokonaliśmy rzekę ale nie wypadało inaczej jak z naszym leśniczym wypić toast i podziękować za troskę więc nasza szalupa zaparkowała przed domkiem szumnie nazywanym leśniczówką. Nawet nie wiem z kąt nagle wzięła się horyłka i siedzieliśmy u leśniczego grzejąc się przy kozie i nie tylko ;). Oczywiście opowiedzieliśmy o naszych dzisiejszych spotkaniach na co Jura stwierdził, że trzeba to porządnie uczcić w Tetianie ;).

Nadciąga Ufo



Ewakuacja


Na szalupie


U leśniczego



Ruszyliśmy w końcu naszą piekielną maszyną do Ust Czornej, dobrze ze właściciel baru był naszym przyjacielem a barmanki też wciągnęliśmy do zabawy bo niedźwiedzie świętowaliśmy długo…

W Tetianie: toast za niedźwiedzie i integracja z personelem




Symulacja ataku niedźwiedzia
;)


KONIEC
Avatar użytkownika
IraS
Administrator
 
Posty: 3326
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:37

Re: Jak to Czesi niedźwiedzia o drogę pytali

Postprzez Basia Z. » 24 mar 2009, o 08:15

Super opowieść.

To jest właśnie to, za co uwielbiam Ukrainę - głownie ich gościnność i serdeczność.

B.
Basia Z.
 


Powrót do Karpaty ukraińskie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.