Kowboj z Wetlińskiej

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez lidkru » 30 wrz 2011, o 11:58

oj mało tego życia na spróbowanie chociażby tego wszystkiego :D
młodzi szczęśliwi, ze jeszcze tego nie wiedzą ;)
a czy Twój syn związał swoje życie z konmi, czy jeździ rekreacyjnie? bo ja na razie słyszę bardzo poważne plany, tylko na to konto w totolotka musiałabym chyba zagrać, hehe
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3161
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 30 wrz 2011, o 12:28

lidkru napisał(a):...czy Twój syn związał swoje życie z konmi, czy jeździ rekreacyjnie?

Tam zaraz "związał życie"...
Jeździ rekreacyjnie wraz z synową i najstarszym wnukiem (5 l.), a pewnie będą jeżdzili także wnuczka i dopiero co narodzony drugi wnuk. Zajęcie jest dość fajne, dla dzieci bardzo wychowawcze, a dwie stajnie rekreacyjne mają dosłownie za płotem. Ale żeby jakoś ich "pogięło" w tę stronę, to... nie zauważyłem. Zresztą z synem nadal się wspinamy, więc mało jest szans, by go jakiś koń wierzgnął w czerep... ostatecznie!
lidkru napisał(a): bo ja na razie słyszę bardzo poważne plany, tylko na to konto w totolotka musiałabym chyba zagrać

To chyba normalne, że każdy miłośnik hippiki chciałby mieć własnego konia..
Z tym, że sam zakup, to akurat niewielkie w końcu pieniądze. Kwestie stajni, jej codziennej obsługi, ściółki, paszy, to dopiero są problemy...
A "schody" kasowe zaczynają się zwykle przy pierwszej wizycie weterynarza.
"Końskie zdrowie" to bardzo, ale to bardzo głupie porzekadło...

Zaraz, zaraz...
A dlaczego to Ty masz grać w tego totka?
Laski na fotkach wyglądają mi na dość wyrośnięte...
Każde hobby powinno być finansowane z osobiście zarobionych pieniędzy. W przeciwnym wypadku trzeba by je nazwać... fanaberią. I nie chodzi o pejoratywny wydźwięk tego określenia, ale o to, jak się każda fanaberia kończy.
Chyba nie mam teraz szans na niezłe notowania u Twoich córek... 8-)
Na szczęście... i z tego się wyrasta. :D
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez lidkru » 30 wrz 2011, o 12:45

własny koń to pikuś- ale młodsza to chce mieć stajnię sportową,hihi
co prawda ma dopiero 13 lat, wiec może jeszcze x razy zmieni zdanie
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3161
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 30 wrz 2011, o 12:55

lidkru napisał(a):własny koń to pikuś- ale młodsza to chce mieć stajnię sportową...

A czemu nie?
Jak się już teraz ostro przyłoży do biologii...
Potem weterynaria w Olsztynie i drugi fakultet na AWF powiedzmy z rehabilitacji ruchowej...
Jak w czasie studiów dobrze "wejdzie" w branżę, to i sensowne pieniądze na rozpoczęcie się znajdą...

A tak przy okazji...
Synowa właśnie kilka dni temu mnie uświadomiła, że w samym łódzkiem jest ponad tysiąc trzysta kilometrów wyznaczonych terenowych szlaków hippicznych...!
I po tym wszystkim da się jeździć od stajni do stajni...!
I przy tych stajniach są pola biwakowe z zagrodami dla koni...!
Aż mnie zatkało, co zdarza się nader rzadko.
Rozwija się branża bardzo ostro, nie ma co!
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 30 wrz 2011, o 21:06

Jeszcze o młodzieńczych planach zawodowych...
W liceum najbardziej leżały mi przedmioty ścisłe i planowałem studia chemiczne na politechnice. Do biologii miałem stosunek... mało przychylny, by nie powiedzieć olewacki. Moja profesor od biologii jakoś to rozumiała: umiałem na "trzy z dwoma", ona stawiała mi trzy i było OK. Na politechnice zdecydowałem się na technologię cukrownictwa i cała mikrobiologia mi... dyndała. Co prawda pół katedry mikrobiologii uparło się, by mnie tego przedmiotu nauczyć, co zaskutkowało dwoma "dziekankami" na roku czwartym, alem się jakoś wreszcie z tego problemu wywinął - czytaj: zmądrzał, przysiadł i po ludzku... nauczył. Po dyplomie poszedłem do pracy oczywiście do cukrowni. Traf chciał, że po dwóch latach powierzono mi stanowisko dyrektora technicznego w Cukrowni Pelplin, gdzie była największa w Polsce i jedna z większych w Europie fabryka kwasu cytrynowego z technologią stricte... mikrobiologiczną: Aspergillus Niger w fermentacji powierzchniowej! Po kilku latach zostałem naczelnym tego interesu...
No i ta "parszywa" biologia i mikrobiologia wraz z całą biochemią mi się jednak przydały. I to bardzo się przydały...
A morał z tego taki, że g..no nastolatek wie, z czego w końcu będzie żył.
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez kumak_gorski » 22 gru 2011, o 17:39

Zygmunt Skibicki napisał(a):Kowboj z Wetlińskiej
Górska wyprawa namiotowa z sześciolatkiem to poważne zamierzenie. Sam się na to nie mogłem zdecydować – jeden dorosły to za mało. Dla bezpiecznej wędrówki dziecka trzeba zabrać mnóstwo rzeczy, z których dla siebie samego mógłbym zrezygnować. Ojciec przyszedł mi z pomocą.
Mnogość sprzętu, ubrań, wyposażenia i zapasów prowiantu była naprawdę ogromna. Rozłożona na dwa potężne plecaki nie przerażała już jednak. Tylko w czasie pakowania tracąc kontrolę nad ogarnięciem tego wszystkiego, straciłem panowanie i wygoniłem ciekawskiego malca z pokoju. Poryczał się, ale ważniejszym wydawało mi się nie zapomnienie niczego niż chwilowy żal syna. Pojechaliśmy w Bieszczady we trójkę.
Pogoda nie była dla nas tego roku łaskawa. Na samym początku deszcz unieruchomił nas na dwa dni na polu namiotowym w Dwerniku. Trzeci dzień przywitał nas tylko lekkim zachmurzeniem. Wiatr zmienił kierunek na wschodni i to dawało nadzieję na dalszą część wyprawy.
Zdeszczone połoniny były jeszcze zapewne zbyt mokre dla małego Kuby, więc poszliśmy drogą do Berehów Górnych i stamtąd szlakiem na Połoninę Wetlińską. Szło się w miarę dobrze. Dwa wyładowane plecaki mieściły prawie cały sprzęt i zapasy. Kuba miał swój mały plecaczek a w nim kilka swoich drobiazgów i wszystkie menażki. Był dumny niosąc coś ze wspólnego wyposażenia.
Tempo marszu było dość ślamazarne. Od początku planowania tej eskapady nie zakładaliśmy długich tras, ale i te skrócone zabierały dużo więcej czasu niż podczas moich wspólnych z Ojcem wędrówek. Radość wspólnego wędrowania rekompensowała wszak wszelkie niedogodności.
Na połoninę wyszliśmy solidnie już zmęczeni. Pogoda znów zaczęła się psuć i poważnie rozważaliśmy pozostanie w nim na noc. Do Przełęczy Orłowicza było wszak dość daleko, a nigdzie wcześniej nie było dobrego miejsca biwakowego. Malec nie za bardzo interesował się widokami, których po prawdzie prawie nie było. Za to maleńkie schronisko ciekawiło go niezwykle.
Lutek – legenda Bieszczadów nie miał nic przeciwko wścibskim pytaniom Kuby i temu, że właził dosłownie w każdy kąt także prywatnej części schroniska. Części... to przecież była jedynie jedna mała izba łącząca funkcję mieszkania i kuchni schroniskowej, a malec wcale nie musiał się zbytnio schylać, by przejść pod zamontowaną w futrynie drzwi deską służącą za ladę.
Dyżurkę GOPR’u zwiedził Kuba szczególnie dokładnie. Trafił na dość towarzysko nastawionego ratownika i zamęczał go niezliczonymi pytaniami.
-Po co to?
-Do czego tamto?
-A co to jest?
-Jak się tym ratuje? – wlazł na pryczę i chwycił wiszący nad nią czekan.
Na wszelki wypadek raki zostały szybko zabrane z zasięgu jego ciekawskich rąk.
-Będzie z niego alpinista – żartował ratownik i poważnie tłumaczył przeznaczenie całego mnóstwa sprzętu ratowniczego, który z racji szczupłości miejsca wisiał wprost na ścianach małego pomieszczenia.
Pogoda zaczęła się psuć i ostatecznie zdecydowaliśmy się spać w schronisku. Dla Kuby była to dodatkowa atrakcja. Nigdy przecież jeszcze nie nocował w schronisku górskim. Gdy zobaczył prycze na mrocznym poddaszu, wybrał sobie jedną i w ogóle stracił zainteresowanie dalszą podróżą. Po całym dniu wędrówki szybko ułożyliśmy się do snu, a ponieważ byliśmy tego dnia jedynymi nocującymi w tym schronisku turystami, nic nie przeszkadzało w rychłym zaśnięciu.
Kiedy się obudziłem, Kuby nie było na posłaniu. Nie bardzo się wystraszyłem, bo pomyślałem, że pewnie poszedł na dwór za potrzebą i zaraz wróci. Próbowałem jeszcze zasnąć, ale przez cienkie ściany budynku doszedł mnie śmiech syna. Z niechęcią, ale zwlokłem się z pryczy.
Przez maleńkie okienko w szczycie dachu zobaczyłem Kubę siedzącego na gołym grzbiecie konia. Lutek trzymał długą lonżę i koń spokojnie krocząc robił kolejne kółka na pochyłej płaśni. Znałem Lutka Pińczuka od wielu lat. Wiedziałem, że jest zdolny do każdego szaleństwa, ale wyłącznie na jego własne ryzyko. Jeśli wsadził brzdąca na konia, to mogłem być spokojny – nic mu nie grozi.
Malec intuicyjnie odchylał się do tyłu, gdy koń schodził w dół, a pochylał się nad grzywą, gdy podchodził. Nogami nie za bardzo mógł objąć konia, ale nie trzymał się kurczowo grzywy. Nigdy wcześniej Kuba nie siedział na koniu. Stałem w tym oknie i patrzyłem. Rozpierała mnie duma.
Lutek spokojnym głosem kazał mu trzymać ręce na udach, a później skrzyżować na piersiach. Kiedy przyszła pora na założenie rąk na kark, a Kuba nadal pewnie trzymał się na koniu, zaczęli żartować. Koń podrażniony żywszymi głosami wykonał kilka szybszych kroków, co zmusiło malca do natychmiastowego złapania się grzywy...
Trochę się wystraszyłem i gwałtownie otwarłem okno. Musieli to usłyszeć. Obydwaj spojrzeli w tym kierunku. Kuba wyraźnie zadowolony ze swych dokonań został zdjęty z konia. Pewnie chciał jeszcze jeździć, ale chęć pochwalenia się była silniejsza.
-Jeździłem! – duma rozpierała malca.
-Widziałem, widziałem – obydwaj z Ojcem potwierdziliśmy. Tata stał tuż za mną i też miał dumę w oczach...
....................................
Bufet przy stajni hipicznej miał za chwile zapełnić się młodzieżą studencką. Tu wszak umówiłem się z synem, a pora spotkania właśnie nadchodziła. Kończyli swe zajęcia i mieli wstąpić tu na piwo.
Jakoż wkrótce weszli roześmiana grupą. Toczki i długie buty świadczyły, czym zajmowali się przed chwilą. Kuba z racji swych sporych jak na tę grupę umiejętności jeździeckich wiódł prym.
-Kuba, gdzie tak nauczyłeś się jeździć? – atrakcyjna dziewczyna lekko go kokietowała.
Jeździł Kuba sporo i przez kilka lat w dużej stajni. Woziliśmy tam dzieciaki, bo nie było zbyt wiele innych możliwości godziwych zajęć dla dzieci w naszych okolicach. Sądziłem, że pochwali się tą uznaną w kraju ujeżdżalnią, ale nie kwapił się zbytnio.
-No, gdzie i kiedy pierwszy raz wsiadłeś na konia? – nalegała dziewczyna.
-Ja...? Na Połoninie Wetlińskiej, jak miałem sześć lat – odpowiedział zgodnie z prawdą.
-No... stary! To ty... stary kowboj jesteś! – gruchnął ogólny śmiech.

Połonina Wetlińska - Warszawa - 1982-1997


Wspaniały tekst, dodam nawet niemęsko, wzruszający nieco:)
Nie wiem, jak mogłem przeoczyć...
Picking up my pain from door to door/Riding on the storyline/Furnace burning overtime/But this train don't stop there anymore
kumak_gorski
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 281
Dołączył(a): 24 kwi 2010, o 13:05

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 22 gru 2011, o 18:22

Dziękuję.
Wisi tuż obok kilka innych moich bieszczadzkich tekstów...
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez długi » 23 gru 2011, o 07:36

Nigdy nie wiadomo dokąd zaprowadzi taka młodzieńcza fascynacja. Mój syn miał 5 lat, jak Witek Smoleński wsadził go na konia. A teraz? Teraz jest starszy;)
Załączniki
"Kropla zimnej wody dodaje szklance koniaku aromatu"
J. Tuwim
Avatar użytkownika
długi
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 131
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 06:36
Lokalizacja: Sopot

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez lidkru » 23 gru 2011, o 10:11

Nigdy nie wiadomo dokąd zaprowadzi taka młodzieńcza fascynacja.


dokładnie to samo miałam na myśli umieszczając w tym wątku zdjęcia moich gwiazd :D
co prawda nie w supermundurze gwardii królewskiej (chyba :) ),ale pociąg ku temu jest ;)

a te karety.... bajka
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3161
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez długi » 24 gru 2011, o 10:49

To nie Gwardia. Gwardia to wojsko, a on jest pracownikiem cywilnym. To "osobista" asysta Królowej
"Kropla zimnej wody dodaje szklance koniaku aromatu"
J. Tuwim
Avatar użytkownika
długi
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 131
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 06:36
Lokalizacja: Sopot

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.