Kowboj z Wetlińskiej

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 28 wrz 2011, o 11:52

Kowboj z Wetlińskiej
Górska wyprawa namiotowa z sześciolatkiem to poważne zamierzenie. Sam się na to nie mogłem zdecydować – jeden dorosły to za mało. Dla bezpiecznej wędrówki dziecka trzeba zabrać mnóstwo rzeczy, z których dla siebie samego mógłbym zrezygnować. Ojciec przyszedł mi z pomocą.
Mnogość sprzętu, ubrań, wyposażenia i zapasów prowiantu była naprawdę ogromna. Rozłożona na dwa potężne plecaki nie przerażała już jednak. Tylko w czasie pakowania tracąc kontrolę nad ogarnięciem tego wszystkiego, straciłem panowanie i wygoniłem ciekawskiego malca z pokoju. Poryczał się, ale ważniejszym wydawało mi się nie zapomnienie niczego niż chwilowy żal syna. Pojechaliśmy w Bieszczady we trójkę.
Pogoda nie była dla nas tego roku łaskawa. Na samym początku deszcz unieruchomił nas na dwa dni na polu namiotowym w Dwerniku. Trzeci dzień przywitał nas tylko lekkim zachmurzeniem. Wiatr zmienił kierunek na wschodni i to dawało nadzieję na dalszą część wyprawy.
Zdeszczone połoniny były jeszcze zapewne zbyt mokre dla małego Kuby, więc poszliśmy drogą do Berehów Górnych i stamtąd szlakiem na Połoninę Wetlińską. Szło się w miarę dobrze. Dwa wyładowane plecaki mieściły prawie cały sprzęt i zapasy. Kuba miał swój mały plecaczek a w nim kilka swoich drobiazgów i wszystkie menażki. Był dumny niosąc coś ze wspólnego wyposażenia.
Tempo marszu było dość ślamazarne. Od początku planowania tej eskapady nie zakładaliśmy długich tras, ale i te skrócone zabierały dużo więcej czasu niż podczas moich wspólnych z Ojcem wędrówek. Radość wspólnego wędrowania rekompensowała wszak wszelkie niedogodności.
Na połoninę wyszliśmy solidnie już zmęczeni. Pogoda znów zaczęła się psuć i poważnie rozważaliśmy pozostanie w nim na noc. Do Przełęczy Orłowicza było wszak dość daleko, a nigdzie wcześniej nie było dobrego miejsca biwakowego. Malec nie za bardzo interesował się widokami, których po prawdzie prawie nie było. Za to maleńkie schronisko ciekawiło go niezwykle.
Lutek – legenda Bieszczadów nie miał nic przeciwko wścibskim pytaniom Kuby i temu, że właził dosłownie w każdy kąt także prywatnej części schroniska. Części... to przecież była jedynie jedna mała izba łącząca funkcję mieszkania i kuchni schroniskowej, a malec wcale nie musiał się zbytnio schylać, by przejść pod zamontowaną w futrynie drzwi deską służącą za ladę.
Dyżurkę GOPR’u zwiedził Kuba szczególnie dokładnie. Trafił na dość towarzysko nastawionego ratownika i zamęczał go niezliczonymi pytaniami.
-Po co to?
-Do czego tamto?
-A co to jest?
-Jak się tym ratuje? – wlazł na pryczę i chwycił wiszący nad nią czekan.
Na wszelki wypadek raki zostały szybko zabrane z zasięgu jego ciekawskich rąk.
-Będzie z niego alpinista – żartował ratownik i poważnie tłumaczył przeznaczenie całego mnóstwa sprzętu ratowniczego, który z racji szczupłości miejsca wisiał wprost na ścianach małego pomieszczenia.
Pogoda zaczęła się psuć i ostatecznie zdecydowaliśmy się spać w schronisku. Dla Kuby była to dodatkowa atrakcja. Nigdy przecież jeszcze nie nocował w schronisku górskim. Gdy zobaczył prycze na mrocznym poddaszu, wybrał sobie jedną i w ogóle stracił zainteresowanie dalszą podróżą. Po całym dniu wędrówki szybko ułożyliśmy się do snu, a ponieważ byliśmy tego dnia jedynymi nocującymi w tym schronisku turystami, nic nie przeszkadzało w rychłym zaśnięciu.
Kiedy się obudziłem, Kuby nie było na posłaniu. Nie bardzo się wystraszyłem, bo pomyślałem, że pewnie poszedł na dwór za potrzebą i zaraz wróci. Próbowałem jeszcze zasnąć, ale przez cienkie ściany budynku doszedł mnie śmiech syna. Z niechęcią, ale zwlokłem się z pryczy.
Przez maleńkie okienko w szczycie dachu zobaczyłem Kubę siedzącego na gołym grzbiecie konia. Lutek trzymał długą lonżę i koń spokojnie krocząc robił kolejne kółka na pochyłej płaśni. Znałem Lutka Pińczuka od wielu lat. Wiedziałem, że jest zdolny do każdego szaleństwa, ale wyłącznie na jego własne ryzyko. Jeśli wsadził brzdąca na konia, to mogłem być spokojny – nic mu nie grozi.
Malec intuicyjnie odchylał się do tyłu, gdy koń schodził w dół, a pochylał się nad grzywą, gdy podchodził. Nogami nie za bardzo mógł objąć konia, ale nie trzymał się kurczowo grzywy. Nigdy wcześniej Kuba nie siedział na koniu. Stałem w tym oknie i patrzyłem. Rozpierała mnie duma.
Lutek spokojnym głosem kazał mu trzymać ręce na udach, a później skrzyżować na piersiach. Kiedy przyszła pora na założenie rąk na kark, a Kuba nadal pewnie trzymał się na koniu, zaczęli żartować. Koń podrażniony żywszymi głosami wykonał kilka szybszych kroków, co zmusiło malca do natychmiastowego złapania się grzywy...
Trochę się wystraszyłem i gwałtownie otwarłem okno. Musieli to usłyszeć. Obydwaj spojrzeli w tym kierunku. Kuba wyraźnie zadowolony ze swych dokonań został zdjęty z konia. Pewnie chciał jeszcze jeździć, ale chęć pochwalenia się była silniejsza.
-Jeździłem! – duma rozpierała malca.
-Widziałem, widziałem – obydwaj z Ojcem potwierdziliśmy. Tata stał tuż za mną i też miał dumę w oczach...
....................................
Bufet przy stajni hipicznej miał za chwile zapełnić się młodzieżą studencką. Tu wszak umówiłem się z synem, a pora spotkania właśnie nadchodziła. Kończyli swe zajęcia i mieli wstąpić tu na piwo.
Jakoż wkrótce weszli roześmiana grupą. Toczki i długie buty świadczyły, czym zajmowali się przed chwilą. Kuba z racji swych sporych jak na tę grupę umiejętności jeździeckich wiódł prym.
-Kuba, gdzie tak nauczyłeś się jeździć? – atrakcyjna dziewczyna lekko go kokietowała.
Jeździł Kuba sporo i przez kilka lat w dużej stajni. Woziliśmy tam dzieciaki, bo nie było zbyt wiele innych możliwości godziwych zajęć dla dzieci w naszych okolicach. Sądziłem, że pochwali się tą uznaną w kraju ujeżdżalnią, ale nie kwapił się zbytnio.
-No, gdzie i kiedy pierwszy raz wsiadłeś na konia? – nalegała dziewczyna.
-Ja...? Na Połoninie Wetlińskiej, jak miałem sześć lat – odpowiedział zgodnie z prawdą.
-No... stary! To ty... stary kowboj jesteś! – gruchnął ogólny śmiech.

Połonina Wetlińska - Warszawa - 1982-1997
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez lidkru » 28 wrz 2011, o 12:08

no to prawie jak moje gwiazdy, :D
pierwszy raz siedziały na dużym koniu gdzieś niedaleko Soliny, mając wtedy jedna 7 , druga 11 lat. Teraz w każdej wolnej chwili przesiadują w pobliskiej stajni, starsza juz ma nawet jakąś odznakę PZJ, ale czy one pamiętają tego czarnucha bieszczadzkiego, tego nie wiem ...
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3161
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez karabin_bojowy » 28 wrz 2011, o 12:33

Ja również mam konne wspomnienia bieszczadzkie... Kiedyś zabrałam jedną z moich młodych wiekiem kuzynek na włóczęgę po Bieszczadach. Nie wiem, czy do końca zdawałyśmy sobie sprawę, wraz z moja przyjaciółką, która postanowiła mnie wesprzeć, na co się porywamy. Marta, czyli moja siostra, była w okresie młodzieńczego buntu i podstawowym słowem jakim się w owym czasie posługiwała było "NIE". Na szczęście pomimo pojękiwania, udało się nam ją namówić, na kilka wycieczek. Sądzę, że na długo zapamiętała burzę na Caryńskiej ;). Jednakże największą atrakcją było oczywiście wyruszenie w teren na końskim grzbiecie. Z informacji, które do mnie dotarły, wiedziałam, że Martusia już trochę jeździła, więc bez większych obaw zabrałam ją do malutkiej stadninki w Ustrzykach Górnych, tej za hotelikiem Białym. Jęczące dziewczę było w swoim świecie i chyba wygłaskała wszystkie konie i kuce, a miejscowym sklepiku zabrakło nagle marchewki. No i ruszyłyśmy w teren... łąkami, potokami i stromymi zboczami... Marta była jak zahipnotyzowana, bo to był całkiem inny kontakt z naturą. Wypatrzyłyśmy nawet Eskulapa wygrzewającego się nad potokiem. Dopiero, gdy wróciliśmy do stadniny, Marta przyznała się, że to był jej pierwszy raz... Gula stanęła mi w gardle, a na twarzy pojawił się wielki znak zapytania... ale jak to?... "No pierwszy raz w terenie, bo do tej pory to mnie tylko prowadzili na lonży" - z pełnym uśmiechem zaszczebiotała wredna, mała istota. Po chwili, gdy szok już się ulotnił, najpierw ją pochwaliłam, że sobie super poradziła, a potem zjechałam, że mi nic nie powiedziała i za kare nie dostanie więcej marchewki. Praktycznie do końca wyjazdu, każdą wolną chwilę spędzała już tylko tam i nawet przestała na wszystko mówić "nie" ...
Avatar użytkownika
karabin_bojowy
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 10:31
Lokalizacja: Lublin

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 28 wrz 2011, o 16:29

Że sparafrazuję Żukrowskiego... "Zapach końskiej sierści" w sobie coś... ma!
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez lidkru » 29 wrz 2011, o 05:36

ano właśnie, a teraz to mam monotematyczne zdjęcia moich cór
Załączniki
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3161
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 29 wrz 2011, o 08:42

lidkru napisał(a):...mam monotematyczne zdjęcia moich cór

Jak znam życie, to wkrótce przyjdzie czas na podobne fotki.... wnuków.
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez KASIA B » 29 wrz 2011, o 21:08

Super córcie masz!!
KASIA B
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 17
Dołączył(a): 26 lip 2011, o 17:46

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez KASIA B » 29 wrz 2011, o 21:09

A właściwie to chyba Córy :))
KASIA B
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 17
Dołączył(a): 26 lip 2011, o 17:46

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez lidkru » 30 wrz 2011, o 08:47

ta, z góry na mnie patrzą, a z koni to juz w ogóle ;)
a wracając do koni, to ja kompletnie nie mam pociągu do tego sportu, wręcz chyba sie ich ciut boję :roll: a one mogłyby z nimi spać :lol:
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3161
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Kowboj z Wetlińskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » 30 wrz 2011, o 11:44

lidkru napisał(a):...ja kompletnie nie mam pociągu do tego sportu...

A jest gdzieś prawomocnie napisane, że trzeba takowy mieć?
Na szczęście jest takie mnóstwo równie interesujących i czasochłonnych szajb, że i tak... życia za mało, by każdej spróbować.
lidkru napisał(a):...wręcz chyba sie ich ciut boję...

Strach przed czymś, co może nam wyrządzić krzywdę, to bardzo ludzkie uczucie.
Mówią, że strachu nie odczuwają tylko... kretyni.

Na wszelki wypadek się zastrzegę: i tym razem nikogo konkretnego nie miałem na myśli!
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Następna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.