Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Tematy nie pasujące do pozostałych działów oraz luźne pogaduchy o wszelkich sprawach, polityka, historia, obyczaje, kultura, rozrywka, rozmaitości

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 6 sie 2014, o 17:27

http://www.empik.com/opcja-niemiecka-zy ... ,ksiazka-p

Książka ta ma się ukazać pod koniec września, akurat gdy powrócę z Bieszczadów :) .
Już ją sobie zamówiłem. Zachęcam też wszystkich, których interesują tzw. białe plamy w historii, i którzy chcą (oraz potrafią) odróżnić historię od propagandy.

Już sobie wyobrażam wielki kociokwik, jaki powstanie w mediach po ukazaniu się tej najnowszej książki Piotra Zychowicza. :lol:
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 26 sie 2014, o 06:12

Jeszcze przed wrześniowym wyjazdem w Bieszczady chciałbym Wam polecić dwie książki p. Iwony Kienzler (wym.: Kincler, jeśli to nazwisko pisane „z niemiecka”, bo Autorka jest naszą rodaczką). A nuż się trafi deszczowa pogoda?

I. Iwona Kienzler „Maria Konopnicka, rozwydrzona bezbożnica”. Wyd. Bellona, Warszawa 2014

Iwona Kienzler przedstawia szczegółowo życiorys Marii Konopnickiej, nic w nim nie przemilczając, a wręcz przeciwnie - wskazując także na fakty w tej biografii tylko hipotetyczne.

Czytamy więc najpierw o pochodzeniu i dzieciństwie Marii, potem o Jej zamążpójściu - w pierwszych latach szczęśliwym, skoro urodziła mężowi ośmioro dzieci (z których sześcioro osiągnęło później wiek dojrzały).
Następnie śledzimy perypetie Marii Konopnickiej mieszkającej i tworzącej w Warszawie, już z dala od męża. Perypetie te dotyczą kłopotów wydawniczych (cenzury zarówno urzędowej - carskiej, jak i tej nieformalnej, obyczajowej), naprawdę wielkich problemów z wychowywaniem gromadki dzieci, i w ogóle przyziemnych trosk dnia powszedniego. Aż dziw bierze, że Autorka „Roty” miała siły i czas na rozwijanie twórczości literackiej, a także na domniemane romanse z panami skrupulatnie wymienionymi przez Iwonę Kienzler.

A los, oprócz tego, że dał Marii Konopnickiej wielką i zasłużoną sławę literacką (jeszcze za życia okrzyknięto Ją czwartym wieszczem narodowym), to bynajmniej Jej nie oszczędzał. Była obecna przy łożu śmierci ukochanego syna, umierającego w wieku 27 lat. Stała się niechcianą babcią nieślubnego wnuczka, którego urodziła córka - kleptomanka. O tym wszystkim, jak i o jeszcze wielu innych, równie drażliwych problemach rodzinnych i osobistych, przeczytamy w książce.

Skąd się wzięła owa tytułowa „rozwydrzona bezbożnica”? Ano stąd, że katoliczka Maria Konopnicka była nieco na bakier z instytucjonalnym Kościołem i nauką społeczną Kościoła na przełomie XIX i XX w., choć na pewno nie z samą religią. Dawała temu wyraz w niektórych swoich publikacjach (głównie tych wcześniejszych), jak i generalnie - niespecjalnie bogobojnym trybem życia. Za przykład niech wystarczy okoliczność chrztu jej najmłodszej córki Laury w wieku ... 24 lat, dopiero tuż przed ślubem.
Ostatni rozdział książki poświęcony jest zagranicznej „włóczędze” Marii Konopnickiej po Europie i tylko Jej sporadycznym przyjazdom do Królestwa, głównie w sprawach rodzinnych. Cały czas przebywała wtedy z malarką Marią Dulębianką, w czym niektórzy badacze życiorysu naszej sławnej poetki i pisarki widzą związek partnerski obu tych pań. Moim zdaniem - niebezpodstawnie, ale jednak tylko hipotetycznie.

Maria Konopnicka zmarła w 1910 r. w wieku 68 lat (a nie 64, jak stoi w niektórych opracowaniach). Jej pogrzeb we Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim stał się okazją do wielkiej patriotycznej manifestacji, jednakże bez udziału duchowieństwa, na skutek zakazu arcybiskupa. Maria Dulębianka przeżyła przyjaciółkę o niecałe 9 lat (doczekała wolnej Polski), pochowano ją początkowo w grobie Marii Konopnickiej, ale później jej szczątki ekshumowano i przeniesiono na pobliski Cmentarz Orląt. Ów drugi pogrzeb, dokonany na skutek starań rodziny Marii Konopnickiej, też daje nieco do myślenia, nieprawdaż?

Dwie refleksje na koniec.

1. Dlaczego Kościół, niechętny Marii Konopnickiej za życia, dziś Ją niemalże sławi? Ano stąd, że przecież i duchowni (podobnie jak wszyscy inni wykształceni Polacy) czytali jeszcze w szkole podstawowej i średniej Jej piękne wiersze oraz przepojone wrażliwością społeczną nowele. Jak tu nie kochać Marii Konopnickiej za utwory „Nie rzucim ziemi”, „W piwnicznej izbie”, „Jaś nie doczekał”, „A jak poszedł król na wojnę” (osobiście znam ten wiersz na pamięć), „Naszą szkapę”, i wiele innych tzw. duszoszczypatielnych utworów poetyckich i prozą? A wiekowo rozpoczynaliśmy tę naszą miłość do Autorki oczywiście od bajki dla dzieci pt. „O krasnoludkach i sierotce Marysi”.

2. Wszyscy wiemy, mniej więcej, kim była Maria Konopnicka. Przechodzimy ulicami, którym patronuje, nieraz uczęszczamy do szkół Jej imienia (osobiście swego czasu ukończyłem II LO im. Marii Konopnickiej w Radomiu). Odwiedzając Cmentarz Łyczakowski we Lwowie wizytujemy Jej grób - to żelazny punkt programu wszystkich wycieczek do Lwowa.
Sięgnijmy zatem teraz jeszcze i po książkę p. Iwony Kienzler. Dokładnie poznamy z niej burzliwe życie rodzinne i osobiste Wielkiej Polki.

II. Iwona Kienzler „Mroczne karty historii Polski”. Wyd. Bellona, Warszawa 2013

O tym w szkole nie nauczą. Chyba że w licealnej klasie humanistycznej, na zajęciach kółka historycznego.

Do lektury tej książki zachęcam zatem osoby mające wiek szkolny już za sobą, ale zainteresowanych historią Polski, co wg mnie jest obowiązkiem każdego Polaka. Szkoda że nie obowiązkiem ustawowym. Pod rygorem pozbawienia prawa wyborczego. :lol:

Autorka zamieściła na 287 stronach tej książki, w sposób bardzo wybiórczy, opisy „przypadków historycznych” z całego okresu Polski przedrozbiorowej, przedstawiając je takimi, jakimi w istocie były, nic nie wybielając i nie przemilczając.
Dowiemy się zatem (m.in.), że książęta piastowscy truli, kastrowali i oślepiali swoich politycznych rywali, jaki los spotkał kobietę, która nie chciała ulec przyszłemu polskiemu królowi Kazimierzowi Wielkiemu, na czym polegało rzemiosło katowskie i jak wykonywano publiczne egzekucje, a nawet o tym, że wybranym elekcyjnym królem Polski niekoniecznie zostawał ten kandydat, który podczas wolnej elekcji zdobył najwięcej głosów.

Pani Iwona Kienzler stara się również wprowadzić czytelnika w realia opisywanej epoki, zwracając uwagę, że to co nas dziś szokuje, niegdyś bywało normą. Gdy jednak któraś z przedstawianych postaci przekraczała swoimi czynami nawet ówczesne standardy, Autorka zaraz to podkreśla i opisuje reakcję ówczesnej opinii publicznej.

Reasumując - jest to dość interesujący przekrój przez stulecia, dedykowany jednak chyba tylko osobom z już co najmniej podstawową wiedzą historyczną. Zastrzeżenie konieczne - w książce nie ma przypisów objaśniających całokształt dokonań historycznych opisywanych postaci, oraz w jakich uwarunkowaniach politycznych one żyły i działały. I nawet dobrze, że takich przypisów nie ma. To w końcu jest półka księgarska dla osób - używając terminologii nauki języków obcych - już średnio zaawansowanych w zakresie znajomości historii Polski.
No i na koniec jednak szczypta dziegciu. Ww. książkę Iwony Kienzler przeczytałem z zainteresowaniem, jako że lubię poznawać sekrety historii. Przyznam jednak, że taką tematykę lepiej (to moja subiektywna opinia) prezentują Jerzy Besala, Romuald Romański, Sławomir Suchodolski i Dariusz Ostapowicz (nazwiska do „wygooglowania” lub znalezienia na stronie http://www.empik.com w kategorii „książki”). I nawet nie chodzi mi o treść, ale o formę. Wymienieni po prostu piszą z pasją, potrafią zaintrygować czytelnika. A pani Iwona - tylko go zainteresować.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 8 paź 2014, o 19:20

Aleksander Wat "Mój wiek. Pamiętnik mówiony". Tom 1 i 2.

Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2013.

Ani mi się śni recenzować dwa tomy „Mojego wieku. Pamiętnika mówionego” Aleksandra Wata. Wszak to znany literat (poeta i pisarz), krytyk i tłumacz literacki, publicysta. A ja - to zwykły pożeracz książek, literaturoznawca tylko wybiórczo-domorosły, o zainteresowaniach przede wszystkim historycznych.
Skoro jednak Empik rzuca takie wyzwanie, to napiszę kilka akapitów informacji i osobistych refleksji nt. dopiero co przeczytanej książki.

Zgodnie z tytułem - jest to pamiętnik mówiony. Pierwotny tekst nagrywają na taśmie magnetofonowej Czesław Miłosz i Ola Watowa (żona Aleksandra Wata), oni też inspirują autora do kolejnych wypowiedzi. Później oczywiście ów tekst ulegał edytorskiej obróbce, charakteru monologu jednak nie zatracił (poza rozdziałami XXIII, XXIV i częścią XXV, autorsko zredagowanymi przez samego Aleksandra Wata). Powodem owego unikalnego sposobu powstania książki jest stan zdrowia autora, uniemożliwiający mu już samodzielną twórczość literacką w tak ogromnym zakresie.
Aleksander Wat opowiada Czesławowi Miłoszowi swoje dzieje - przedwojenne, potem w okupowanym przez ZSRR Lwowie, następnie o miesiącach spędzonych w radzieckich więzieniach we Lwowie, Kijowie, Moskwie i Saratowie, wreszcie o wyjściu na wolność i pracy dla delegatury ambasady rządu emigracyjnego Polski w ZSRR. Tu szczegółowa narracja się kończy, choć z wcześniejszych dygresji dowiadujemy się, że po zerwaniu przez Stalina stosunków dyplomatycznych z polskim rządem emigracyjnym Wat został znów aresztowany, a z ZSRR powrócił do Polski dopiero w 1946 r.
Właśnie - z dygresji. Cały monolog Wata obfituje w dygresje, wypowiadane głównie gdy mu się coś przypomina lub gdy pragnie omawiane akurat zagadnienie szerzej naświetlić. A są to dygresje przeróżnej natury: historycznej, socjologicznej, psychologicznej, filozoficznej, krytyki literackiej, a nawet osobistych uprzedzeń i animozji wobec konkretnie wymienionych osób. W zależności od zainteresowań czytelnika - jedne takie „odejścia od tematu” mogą nużyć i irytować, ale inne będą pasjonować bardziej niż omawiany w danej chwili temat.
Po książkę bezwzględnie powinny sięgnąć osoby interesujące się literaturą piękną i (lub) historią.
Aha - jeszcze bardzo ważna informacja. W dwóch tomach znajdziemy - oprócz pamiętnika mówionego Aleksandra Wata - także wiele wyjaśniającą przedmowę Czesława Miłosza oraz ciekawe współczesne recenzje (nie zawsze pozytywne). Przeczytamy też korespondencję dotyczącą perypetii związanych najpierw z pierwszym wydaniem książki, a później z jej treścią. Ale tego już Aleksander Wat nie dożył. Umarł śmiercią samobójczą w 1967 r. (w wieku 67 lat).
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 15 paź 2014, o 09:16

Stały Bywalec napisał(a):http://www.empik.com/opcja-niemiecka-zychowicz-piotr,p1100009344,ksiazka-p

Książka ta ma się ukazać pod koniec września, akurat gdy powrócę z Bieszczadów :) .
Już ją sobie zamówiłem. Zachęcam też wszystkich, których interesują tzw. białe plamy w historii, i którzy chcą (oraz potrafią) odróżnić historię od propagandy.

Już sobie wyobrażam wielki kociokwik, jaki powstanie w mediach po ukazaniu się tej najnowszej książki Piotra Zychowicza. :lol:


PRZECZYTAŁEM.

Piotr Zychowicz „Opcja niemiecka. Czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z III Rzeszą”. Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2014.

Autor konsekwentnie przedstawia wykład, jak należało w pierwszej połowie XX wieku rozumieć polską rację stanu i wytyka błędy naszych politycznych przywódców. W tym kontekście książkę można potraktować jako kontynuację „Paktu Ribbentrop-Beck”. W tamtej publikacji Piotr Zychowicz ukazał zmarnowaną, realną okazję skierowania przez Polskę w 1939 r. losów Europy i Świata na inne tory niż to faktycznie nastąpiło. W niniejszej natomiast koncentruje się na możliwościach zminimalizowania polskich strat (ludnościowych i materialnych) w drodze różnych form kolaboracji z okupantem niemieckim. Odkrywa przy tym mnóstwo (dla przeciętnego czytelnika) białych plam w najnowszej historii Polski, opisuje fakty (powtarzam: fakty) dotychczas przez historyków z premedytacją przemilczane bądź przedstawiane tendencyjnie.

Autor bynajmniej nie relatywizuje zbrodniczych poczynań okupanta. Pisze o nich bez ogródek i potępia je jednoznacznie. Jako podstawową przyczynę wskazuje patologię charakterów Hitlera i Himmlera, odrzucających propozycje innej, bardziej rozumnej „Polenpolitik” - wysuwane przez wielu nazistowskich i wojskowych przywódców, generalnego gubernatora Hansa Franka nie wyłączając. Owe propozycje znajdą zrozumienie na szczytach władzy III Rzeszy dopiero pod koniec 1944 r., tj. w sytuacji gdy morze przelanej polskiej krwi oraz sytuacja militarna Niemiec uczynią je już całkowicie iluzorycznymi. Można powiedzieć, iż Piotr Zychowicz stawia tezę głupoty polityki niemieckiej podczas II wojny światowej, po czym przeprowadza tego niebudzący wątpliwości dowód.

Niestety, to samo odnosi się do rządu emigracyjnego w Londynie oraz dowództwa Armii Krajowej. Sternicy naszej polityki szafują polską krwią, niepotrzebnie wysyłają na śmierć najzdolniejszą polską młodzież - a w wszystko to w imię przypodobania się zachodnim aliantom. Oddolne próby taktycznych porozumień dowódców AK i Wehrmachtu na terenach wschodnich traktują jako zdradę, nie chcą przyjąć do wiadomości, iż głównym celem partyzantki radzieckiej na tych terenach jest fizyczna likwidacja oddziałów polskich i w ogóle niedopuszczenie do odrodzenia się polskiej państwowości. W tej sytuacji nie może dziwić, że miejscowi polscy komendanci zawierają z Niemcami nieformalny rozejm, a nawet otrzymują od nich broń. I w końcu dochodzi do takiego paradoksu, że oddziały Armii Krajowej na Wileńszczyźnie - dozbrojone przez Niemców - na wyraźny rozkaz z Warszawy pomagają Armii Czerwonej zdobyć Wilno, czym wprawiają tychże Niemców w osłupienie (niemiecki generał był przekonany, że wcześniejsza koncentracja AK pod Wilnem miała na celu wspólną obronę miasta przed bolszewikami).
Gdy akcja „Burza” przenosi się do centralnej Polski, doskonale poinformowani Niemcy usiłują jej zapobiec - również w drodze nieformalnych negocjacji z przywódcami państwa podziemnego (vide rozdział nr 44 pt. „Polacy, nie róbcie powstania!”). Wszystko to na próżno, politycy polscy (i cywilni, i umundurowani) cały czas bezrozumnie szafują biologiczną substancją narodu, odrzucając niemieckie propozycje rozejmu na terenach okupowanych.

To bynajmniej nie było streszczenie książki, lecz tylko wskazanie jej niektórych wątków. Przeczytamy w niej m.in. także o „Muszkieterach”, „Mieczu i Pługu”, Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ, o Władysławie Studnickim, o b. premierze II RP Leonie Kozłowskim, o marszałku Edwardzie Rydzu-Śmigłym i o Adamie hr. Ronikierze.

A zatem - do lektury! Na co jeszcze czekacie?

Na zakończenie jednak i szczypta dziegciu - imiennie pod adresem Szanownego Autora. Oczywiście wiem, jaką opcję polityczną reprezentuje p. Piotr Zychowicz - mógłby jednak zachować nieco więcej obiektywizmu. Nie stroniąc od podawania informacji o charakterze rodzinno-intymnym (na str. 137 pisze np., że pp. Roweccy żyli w separacji, a żona generała „Grota” była partnerką majora Abwehry), „zapomniał” napisać - przedstawiając tragiczny los pułkownika Józefa Spychalskiego (komendanta AK w Krakowie) - że to przecież brat Mariana Spychalskiego, późniejszego marszałka Polski w czasach PRL.
Pan Piotr Zychowicz mógłby również dostrzec pragmatyzm (tak bardzo przez siebie propagowany!) również i po drugiej stronie polskiej barykady politycznej. Widzi jednak tam tylko „czerwoną swołocz”, nie przyjmując do wiadomości, że „Polskę Ludową” stworzyli nie tylko zdrajcy i agenci ZSRR, ale również dość liczni pragmatycy - orientujący się (już po Teheranie, styczeń 1944), że alianci zachodni przehandlowali nasz kraj Stalinowi, a III wojna światowa jest mrzonką. Ostatecznie do owych pragmatyków dołączyli przecież także niektórzy politycy londyńscy, w tym sam Stanisław Mikołajczyk, b. premier rządu emigracyjnego. Z jakim skutkiem - dobrze wiemy. Ale przecież bez owego polskiego „prosowieckiego pragmatyzmu” mogło być wówczas inaczej. Bo to nieprawda, że nigdy nie może być jeszcze gorzej niż jest. Zawsze może być - dna piekła nie znamy. Towarzysz Stalin realizował swoje cele po trupach - w przenośni i bardzo dosłownie.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 1 lis 2014, o 10:59

Ola Watowa „Wszystko co najważniejsze...”. Wyd. AGORA SA, Warszawa 2011.

Książka wstrząsająca - pod warunkiem, że się wcześniej przeczytało „Mój wiek” Aleksandra Wata (o którym również napisałem tu kilka akapitów).

Żona Aleksandra Wata komentuje, kontynuuje i uzupełnia „pamiętnik mówiony” męża. Dzięki temu poznajemy dalsze losy rodziny Watów w latach 1943-46 w radzieckim „raju”, a następnie w powojennej Polsce - szybko przekształcanej w Bierutowską PRL. Potem pani Watowa opowiada o okolicznościach emigracji na Zachód, ich życiu we Włoszech, USA i Francji, postępującej i nieuleczalnej chorobie męża, wreszcie o jego samobójczej śmierci (kończącej wielkie cierpienie powodowane tą chorobą).
Tak - opowiada. Książka bowiem powstała w następstwie nagranych rozmów Autorki z Jackiem Trznadlem i pierwsze wydania posiadały właśnie taki zapis w podtytule. Później jednak... A zresztą, oddajmy głos samej Autorce, (cyt., str. 287):
„Obecnie jednak zażądał on zmian w tekście, na które w swoim sumieniu i w imię prawdy nie mogłam się zgodzić - w razie braku mej zgody domagając się usunięcia swoich pytań i swego nazwiska. W tej sytuacji zwróciłam się do (...) o przekształcenie książki z dialogu w monolog. Tekst jest autoryzowany.”.

Jakich zmian domagał się Jacek Trznadel od Autorki - nie wiem, nie jestem krytykiem literackim. Musiały być one chyba jednak poważne, skoro je odrzuciła w imię sumienia i prawdy.

Reasumując, książka Oli Watowej poświęcona jest jej mężowi - Aleksandrowi Watowi i , jakkolwiek bardzo subiektywnie, charakteryzuje jego życiowy nonkonformizm. Bo Aleksander Wat rzeczywiście był przez całe swoje życie nonkonformistą - może poza krótkim okresem lwowskim, jesienią i zimą 1939 r. Napisałem „może”, ponieważ jego polityczny i literacki flirt z radziecką rzeczywistością był na tyle słaby, że nie uchronił go przed aresztowaniem przez NKWD (w jednym miejscu i czasie wraz z Władysławem Broniewskim).
Później, po latach, obaj (Broniewski i Wat) powrócili do powojennej Polski. Wat również mógł, podobnie jak jego przyjaciel, wybrać rolę pieszczoszka nowego ustroju. Ale konsekwentnie odmawiał, mimo otrzymywanych propozycji. A gdy nadarzyła się okazja, opuścił kraj wraz z rodziną.

Po przeczytaniu „Mojego wieku” wziąłem do ręki odpowiedni tom dwunastotomowej, bardzo starannie wydanej Wielkiej Encyklopedii Powszechnej” z lat 60-tych ub. wieku. Hasło „Wat Aleksander” tam nie figuruje. System się zemścił, skazując Wata na przemilczenie i zapomnienie. Na szczęście okazało się, że nieskutecznie.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 9 gru 2014, o 12:44

Zbliżają się święta, a tuż za nimi długi weekend noworoczny. Nadchodzi czas prezentów pod choinkę oraz w ogóle czas wolny, poświęcany na odpoczynek. Myślę, że niektórzy z Was skorzystają z moich podpowiedzi odnośnie lektury, zamieszczanych w tym i sąsiednim wątku tematycznym.

Dziś dodaję 3 kolejne pozycje, po które - moim zdaniem - sięgnąć warto. Oto one.

1.
Lynn Picknett, Clice Prince, Stephen Prior „Od własnej kuli. Tajna wojna między aliantami”. Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2007.

Za kulisami II wojny światowej

Książka popularnonaukowa, zredagowana w sposób rzeczowy i spokojny, a pomimo to - wstrząsająca.
Odkrywa bowiem prawdę o przyczynach takiego a nie innego przebiegu wydarzeń II wojny światowej, naświetla też okoliczności jej wybuchu, a sześć lat później - finału. Finału II wojny światowej, który stał się prologiem nowej, tzw. zimnej wojny.
Głównymi bohaterami są oczywiście premier Churchill i prezydent Roosevelt. Ten drugi jawi się jako siła sprawcza wszelkiego zła i dobra opisanego w książce. W obozie aliantów dobro (rozumiane jako polityczne i ekonomiczne korzyści) przypadło jednakże tylko USA i ZSRR, natomiast całe zło - wszystkim pozostałym państwom, od Wielkiej Brytanii poczynając (utraciła swoje imperium), a na Polsce kończąc.

Polski czytelnik (wyedukowany na historii „polonocentrycznej”) dostrzeże wreszcie, jak małe znaczenie miała sprawa polska podczas II wojny światowej. Przegapiliśmy swoje 5 minut w pierwszej połowie 1939 r., gdy mogliśmy mieć rzeczywisty wpływ na dalsze losy świata, a później, już od samego wybuchu wojny, staliśmy się tylko małą łódką miotaną po falach oceanów. Churchill i Roosevelt musieli rozwiązywać naprawdę wielkie problemy logistyczne i operacyjne prowadzonej wojny, a równolegle toczyć między sobą walkę podjazdową o to, czyja opcja zostanie uzgodniona i realizowana. W grę wchodziły miliardy ówczesnych dolarów i funtów, niewyobrażalne dla nas ilości uzbrojenia, środków transportowych i sprzętu kwatermistrzowskiego, które należało (bagatela !) wyprodukować, przerzucić do teatrów wojny i właściwie spożytkować. O milionach żołnierzy już nie wspominając. Nasze Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie i konspiracyjna Armia Krajowa to w porównaniu z tym wszystkim naprawdę niewielki okruszek.

Brytyjscy autorzy nie oszczędzają prezydenta Roosevelta. Jednoznacznie wskazują na jego wręcz infantylizm na tle radzieckim. Pozwolił na dotarcie - do swojego najbliższego otoczenia - radzieckich szpiegów i agentów wpływu (w książce imiennie wskazanych), a ponadto żywił autentyczne złudzenia co do osoby Stalina i prowadzonej przez niego polityki. Osoby próbujące owe złudzenia rozwiać spotykały się z ostracyzmem i traciły stanowiska służbowe. Ponurym bohaterem książki jest najbliższy doradca prezydenta, Harry Hopkins, prawdziwa szara eminencja czasu wojny, którego autorzy podejrzewają o szpiegostwo na rzecz ZSRR. Niebezpodstawnie, gdyż z lektury książki można wyciągnąć tylko taki wniosek, że Hopkins był albo skrajnym i niereformowalnym dyletantem w kwestii oceny komunizmu i ZSRR, albo radzieckim agentem.

Przyjemnej lektury. Wyrazy uznania dla tłumacza, Sławomira Kędzierskiego, który całą książkę nie tylko rzetelnie przetłumaczył, ale również zaopatrzył w zwięzłe posłowie oraz niezbędne dla polskiego czytelnika dodatkowe przypisy.

2.
Sylwia Frołow „Dzierżyński. Miłość i rewolucja. Biografia intymna”. Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2014

Autorka pisze życiorys Feliksa Dzierżyńskiego, jednocześnie kreśląc jego portret psychologiczny. Bohater tytułowy jawi się jako „materialistyczny idealista”, fanatyk komunizmu - w nowym ustroju widzący przyszłe szczęście ludzkości i z pasją poświęcający swoją życie w imię tworzenia podwalin owego szczęścia. Niedbający nic o własne sprawy materialne, pracujący po kilkanaście godzin na dobę. Jednakże pod koniec życia Feliks jakby przejrzał na oczy, zaczął rozumieć, że nie dla takiej formy ustroju poświęcił swoje życie, że to nie tędy droga, no i ... właśnie wtedy zmarł na atak serca w 1926 r. w wieku 49 lat. Przepracowane serce idealisty nie wytrzymało, gdy zaczął zdawać sobie sprawę, że porewolucyjne zbrodnie (w tym ogrom jego własnych) i błędy bolszewików to nie żaden etap przejściowy, ale zapowiadająca się na całą epokę metodologia.
Sylwia Frołow słusznie zauważyła, że swoją przedwczesną śmiercią Dzierżyński uratował życie żony i syna. Gdyby bowiem dożył 2-giej połowy lat 30-tych, Stalin zlikwidowałby go (wraz z rodziną), tak jak uczynił to z innymi „starymi bolszewikami”, najbliższymi towarzyszami Lenina.

Zgodnie z podtytułem, książka jest również biografią intymną Feliksa Dzierżyńskiego. Autorka chronologicznie i szczegółowo przedstawia jego życiorys, nie tylko ten rewolucyjny i zawodowy, ale też (bez skrótów) rodzinny i romantyczny. Dowiadujemy się m.in., że przyszła żona Dzierżyńskiego złapała go metodą „na dziecko”, zachodząc z Feliksem w ciążę w czasie, gdy był on zakochany na zabój w innej kobiecie. Ale o jego osobowości i odpowiedzialności świadczy fakt, iż uznał konsekwencje tej przelotnej (w zamierzeniu) przygody, wziął ślub kościelny, a do ukochanej nie-żony pisał później listy pełne skruchy, żalu i ... nadal trawiącej go miłości.

Oczywiście miłośnicy historii też nie zwiodą się lekturą. Autorka przedstawia wszystkie dokonania życiowe Feliksa Dzierżyńskiego, w tym głównie te krwawe, jako twórcy i pierwszego szefa Cze-Ka i OGPU, na tle epoki, opisując wydarzenia historyczne, także i te dotychczas nieznane, np. kulisy udanego zamachu w 1918 r. na Mirbacha, ambasadora Cesarstwa Niemiec w bolszewickiej już wtedy Rosji. Cesarz Wilhelm II na aktach operacji wywiadowczej pn. „Lenin” dał osobistą dekretację „kończyć”...
Ale dalej, to już przeczytacie sobie sami.

3.
Wiktor Suworow „Alfabet Suworowa, oraz wywiad Piotra Zychowicza z autorem”. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014.


Spojrzenie Wiktora Suworowa na historię i czasy współczesne

Pierwszą i główną część książki stanowią króciutkie eseje historyczne i polityczne, poświęcone osobom, które wywarły lub nadal wywierają wpływ na dzieje Rosji, ZSRR i znów Rosji. Autor wyraża w nich swoje przekorne opinie, niekiedy odbiegające od ugruntowanych historycznie poglądów. I tak, przykładowo, car Piotr I nie był, wg Suworowa, wspaniałym reformatorem państwa, Feliks Dzierżyński bynajmniej nie prowadził ascetycznego trybu życia, a marszałek Żukow to żaden geniusz strategiczny, lecz zwykły dzierżymorda, cham i złodziej.
Poloniców w tym alfabecie jest cztery i pół, a mianowicie wspomniany Dzierżyński, Jaruzelski, Kukliński, Piłsudski i Rokossowski (ten ostatni to owe „pół”, z racji bycia tylko półkrwi Polakiem).

A propos Jaruzelskiego. Suworow stawia tezę, że do żadnej interwencji radzieckiej by w latach 80-tych ub. wieku u nas nie doszło i Polska mogłaby już wtedy realizować reformy ekonomiczno-społeczne. Tu się wyjątkowo z moim ulubionym autorem nie zgadzam, choć on sowietolog z krwi i kości (i z autopsji !), a ja to tylko domorosły analityk historii. Uważam bowiem, że stan wojenny Jaruzelskiego nie tyle wyprzedził interwencję radziecką, co ją zastąpił. Ma rację Suworow pisząc, iż radziecka wierchuszka nie kwapiła się do pchania w polską awanturę, tkwiąc już w tym czasie w Afganistanie. Wykorzystała więc Jaruzelskiego do wykonania roboty, która w jego i Kiszczaka wykonaniu stała się operacyjnym majstersztykiem. Zginęło tylko kilkadziesiąt osób. Gdyby weszli „Ruscy”, zginęłoby nas kilkadziesiąt tysięcy. Gdyż z czasem „Ruscy” weszliby na pewno - w realiach początku dekady lat 80-tych (zimna wojna, istnienie NRD, radzieckie bazy wojskowe z bronią jądrową, Breżniew i Susłow na Kremlu) była to bardzo realna ewentualność. A pan Suworow pomylił chyba czasy Breżniewa z czasami Gorbaczowa.

Ad rem. Drugą część książki stanowi wywiad Piotra Zychowicza z Wiktorem Suworowem. Panowie skaczą z tematu na temat, co bynajmniej nie jest zarzutem, bo co temat, to ciekawszy. Suworow po raz kolejny przekonywująco wyjaśnia, że gdyby III Rzesza nie napadła na miłujący pokój Kraj Rad dn. 22 czerwca 1941 r., to jakieś dwa tygodnie później (Suworow podaje datę 6 lipca) ZSRR przestałby miłować pokój i uderzyłby pierwszy. Oczywiście ma rację, pogląd ten wyrażają już nawet niektórzy historycy rosyjscy (np. Mark Sołonin, Aleksander Nikonow).
Suworow w rozmowie z Zychowiczem jawi się również jako wielki krytyk aktualnej polityki Putina (na nim samym suchej nitki nie pozostawia) oraz jako pesymista co do przyszłości Rosji. Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, aby te prognozy się sprawdziły. A jakie są to prognozy, to już proszę sobie przeczytać w książce.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 10 gru 2014, o 06:56

No to jeszcze jedna propozycja. :)

Tadeusz A. Kisielewski „Janczarzy Berlinga. 1. Armia Wojska Polskiego 1943-1945” Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014

Jest to interesująca monografia (ale z licznymi, ciekawymi komentarzami i refleksjami historycznymi) dziejów tej polskiej formacji wojskowej, która walczyła z Niemcami u boku i pod zwierzchnictwem armii ZSRR.
Autor szczegółowo przedstawia genezę jej powstania, kreśli sylwetkę generała Zygmunta Berlinga - karierowicza, ale bynajmniej nie komunisty. Otoczonego, a z czasem osaczonego, przez niedorżniętych przez Stalina nielicznych przedwojennych KPP-owców, skupionych w Centralnym Biurze Komunistów Polski i wokół Wandy Wasilewskiej. Autor wszystkich skrupulatnie wymienia oraz opisuje ich losy, często wiodące od pracy w sowieckim łagrze do ministerialnych karier w PRL.

Faktycznymi bohaterami książki są jednak zwykli żołnierze, którzy najczęściej tylko dlatego trafili do wojska ppłk. (w 1943 r.) Zygmunta Berlinga, ponieważ nie zdążyli, albo im nie pozwolono dotrzeć do armii gen. Władysława Andersa. Tadeusz A. Kisielewski przedstawia cały szlak bojowy 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, 1. Polskiego Korpusu i wreszcie 1. Armii Wojska Polskiego. Opisuje wszystkie ważniejsze bitwy, odrzucając precz tło propagandowe wokół nich wytworzone w czasach PRL (może za wyjątkiem lat 80-tych ub. wieku, gdy już prawda o bitwie pod Lenino zaczynała nieśmiało pojawiać się w oficjalnych publikacjach). Nie stroni przy tym od kwestii dotychczas najchętniej przemilczanych przez historyków - przypadków dezercji na stronę niemiecką oraz molestowania seksualnego żołnierek - platerówek przez przełożonych.

Ponadto autor wymienia wszystkie jednostki wojskowe tworzące opisywaną formację, ich stany liczebne, poniesione straty w bojach - co już książce nadaje charakter także naukowy (potwierdzają go również staranne cytaty i przypisy).

Reasumując, jest to książka „jak znalazł” dla miłośników historii pragnących pogłębić wiedzę nt. żołnierzy w polskich mundurach, którzy w 1944 r. przyszli do Polski ze wschodu - skąd się wzięli, kto nimi dowodził, jak walczyli, oraz jakie były ich powojenne losy. Przyjemnej lektury.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 15 gru 2014, o 06:00

Napisałem tu parę dni temu:

A propos Jaruzelskiego. Suworow stawia tezę, że do żadnej interwencji radzieckiej by w latach 80-tych ub. wieku u nas nie doszło i Polska mogłaby już wtedy realizować reformy ekonomiczno-społeczne. Tu się wyjątkowo z moim ulubionym autorem nie zgadzam, choć on sowietolog z krwi i kości (i z autopsji !), a ja to tylko domorosły analityk historii. Uważam bowiem, że stan wojenny Jaruzelskiego nie tyle wyprzedził interwencję radziecką, co ją zastąpił. Ma rację Suworow pisząc, iż radziecka wierchuszka nie kwapiła się do pchania w polską awanturę, tkwiąc już w tym czasie w Afganistanie. Wykorzystała więc Jaruzelskiego do wykonania roboty, która w jego i Kiszczaka wykonaniu stała się operacyjnym majstersztykiem. Zginęło tylko kilkadziesiąt osób. Gdyby weszli „Ruscy”, zginęłoby nas kilkadziesiąt tysięcy. Gdyż z czasem „Ruscy” weszliby na pewno - w realiach początku dekady lat 80-tych (zimna wojna, istnienie NRD, radzieckie bazy wojskowe z bronią jądrową, Breżniew i Susłow na Kremlu) była to bardzo realna ewentualność. A pan Suworow pomylił chyba czasy Breżniewa z czasami Gorbaczowa.

Milo mi, że p. Suworow zmienił zdanie. Proszę poczytać tu:
http://historia.wp.pl/kat,1038455,title ... omosc.html
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 20 gru 2014, o 20:43

Andrzej Leder „Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej:. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014.

Autor w sposób naukowy - z pozycji przede wszystkim filozofa, psychologa i socjologa, a dopiero potem historyka - naświetla przemiany społeczno-ekonomiczne zaistniałe w Polsce w latach 1939-1956, jak również trwające po dzień dzisiejszy ich skutki.
Dlaczego rewolucja „prześniona”? Ano dlatego, że dokonali jej bez naszego przyzwolenia, za nas, ale i dla nas (czego dowodzi p. Leder) ludzie OBCY - narodowi socjaliści Hitlera i narodowi komuniści Stalina. Nie była to rewolucja „wyśniona”, bo o niej nie marzyliśmy. Nie była też „przespana”, gdyż jakiś polski udział też się w niej zaznaczył. A zatem - rewolucja prześniona.
I oczywiście rewolucja a nie ewolucja, gdyż brutalną siłą zburzono stary porządek i wprowadzono nowe prawa.
Polska w latach 1939-56 została wręcz przeorana w wymiarze społeczno-ekonomicznym. Autor wymienia trzy główne „działy” dokonanej wtedy transformacji.

Pierwszym z nich stało się zniknięcie z Polski mniejszości narodowych, w tym przede wszystkim Żydów - obecnych w naszym kraju przez prawie tysiąc lat. Byli to „wewnętrzni” sąsiedzi, z którymi nasi przodkowie żyli... różnie. Nie zawsze najlepiej, a czasami wręcz fatalnie. Autor koncentruje się na ekonomiczno- społecznych skutkach Zagłady, wskazuje m.in. realne profity, jakie przyniosła ona ludności polskiej (lokale, nieruchomości, miejsca pracy). Jeśliby ktoś teraz, czytając te słowa, oburzył się, to niech się przez chwilę zastanowi nad „co by było, gdyby było”. Krótko i zwięźle rozważmy taki alternatywny wariant historii. Niemcy zachowali więcej człowieczeństwa i nie zdecydowali się na „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” - nie było konferencji w Wannsee (albo zapadły na niej inne ustalenia). A więc w 1944 r. i w 1945 r. w polskich miastach runęły mury zatłoczonych gett i ich mieszkańcy (w łącznej liczbie ponad miliona osób) pragną natychmiast powrócić do swoich przedwojennych mieszkań, domów, oraz odzyskać swoje zakłady pracy, jakimi najczęściej były sklepy, warsztaty rzemieślnicze, hurtownie, drobne przedsiębiorstwa rolno-spożywcze, itp. itd. Czy te obiekty czekały na ich powrót? Czy nowi lokatorzy, właściciele i zarządcy przyjęliby tych starych z otwartymi rękami? Pytania tyleż wstydliwe co retoryczne.

Drugim „działem” prześnionej rewolucji było zniknięcie ziemiaństwa z polskich wsi. Wszystkie pałace, dwory i dworki znacjonalizowano dekretem PKWN o reformie rolnej, a ich mieszkańców (tych, którzy nie zdążyli uciec) poaresztowano i powysiedlano. A ziemię przekazano chłopom bezrolnym i małorolnym - przy różnej ich postawie. Autor przedstawia te wydarzenia na tle relacji „pan - chłop” w dwudziestoleciu międzywojennym, sięga również w czasy dawniejsze - rabacji galicyjskiej w 1846 r. I, powiedzmy sobie szczerze, „pan” wyzyskiwał „chłopa”, pogardzał nim i bywał wobec niego okrutny. A „chłop” był zacofany, niepiśmienny, wobec „pana” żywił skrytą nienawiść, a gdy mógł znaleźć dla niej ujście, to też bywał okrutny, nawet jeszcze bardziej niż „pan”. Reforma rolna PKWN stała się więc w istocie nie reformą lecz rewolucją agrarną - przy na ogół biernej, przyzwalającej postawie polskich chłopów.

Trzeci „dział” transformacji to terror polityczny oraz industrializacja upaństwowionej gospodarki. Powstało nowe społeczeństwo, głównie na skutek migracji ludności wiejskiej do miast, do nowych, masowo tworzonych miejsc pracy w hutach, kopalniach i przemyśle maszynowym. Terror miał na celu tresurę polityczną - całkowite podporządkowanie się nowej władzy także i w wewnętrznym przekonaniu (terror szedł w parze z indoktrynacją ideologiczną). Nowa, w pierwszym pokoleniu, „klasa robotnicza” nie stała się jednak ostoją i społecznym zapleczem systemu, jak to pewnie uroili sobie jego twórcy. Wymuszone uprzemysłowienie kraju spowodowało powstanie „industrialnych folwarków”, czyli dużych socjalistycznych przedsiębiorstw zarządzanych właśnie jak ... folwarki. To porównanie użyte przez autora uznaję jednak tylko za częściowo słuszne, ponieważ folwark był z natury rzeczy zarządzany racjonalnie, natomiast przedsiębiorstwa państwowe epoki PRL stosowały często ekonomię księżycową. Powodowało to coraz nowe problemy i w następstwie protesty społeczne. Czy protestujący w swej większości przewidzieli finalny efekt protestów, w tym jego ekonomiczne skutki dla nich samych, to już zupełnie inna bajka.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 26 gru 2014, o 20:16

Waldemar Łysiak „Polaków dzieje bajeczne”. Wydawnictwo Nobilis, Warszawa 2014.

Lektura pozwala wyleczyć nas z historycznego kompleksu niższości względem sąsiadów z zachodu i południa Europy. Owszem, mają oni (owi sąsiedzi) starszą metrykę niż my, ale datowanie naszej historii dopiero od Mieszka I i chrztu Polski w 966 r. wydaje się grubym nieporozumieniem.
Waldemar Łysiak bardzo skrupulatnie charakteryzuje postacie wszystkich naszych wcześniejszych władców, poczynając od Lecha I, który ok. 550 r. wraz z braćmi (Czechem i Rusem) wywędrował z terenów dzisiejszej Chorwacji, by - po rozstaniu z braćmi - osiąść w Gnieźnie. Kończy zaś na Siemomyśle (lata 921/940 - 960), ojcu Mieszka I.
Dawni kronikarze i historycy nazywali owych „przedmieszkowych” władców (w łącznej liczbie 14) „królami bałwochwalcami”, jako że byli to niechrześcijanie czczący bóstwa pogańskie.
Wszystkich owych 14 władców - bałwochwalców autor zwięźle charakteryzuje na tle ich epok, poświęcając każdemu z nich osobny rozdział, a każdy taki rozdział dzieląc na trzy części: legendę, komentarz naukowy i bogate ilustracje.

Książka wprowadza nas w zamierzchłe czasy drugiej połowy pierwszego tysiąclecia, przybliża obyczajowość i mentalność Słowian - naszych praprzodków. Poznajemy m.in. starosłowiańskie, dziś już nieużywane imiona, w tym niektóre dość wdzięcznie brzmiące (Spiczygniew, Spiczymierz). :D [ Polecam nowym użytkownikom forum, którzy, być może, jeszcze nie wiedzą, pod jakim nickiem się zalogować. :lol: ]
Autor nie odrzuca hipotezy o normańskim pochodzeniu Mieszka I, jakkolwiek nie wydaje się być jej zwolennikiem. W komentarzu historycznym obiektywnie przedstawia wszystkie argumenty „za i przeciw”, wysuwane przez polskich i zagranicznych historyków.

W ostatnim rozdziale książki Waldemar Łysiak wyjątkowo wkracza już w wiek XI - rozdział ten poświęcając Bolesławowi Zapomnianemu, synowi Mieszka II, starszemu bratu Kazimierza Odnowiciela. Władcy tego nie ma w poczcie królów i książąt polskich - nie dlatego jednak, że nie istniał, ale dlatego, że go z „regestru wykreślono”. A za co, to już proszę dowiedzieć się z lektury książki.

Reasumując, książkę czyta się (i ogląda, jest bardzo bogato ilustrowana) z wielką przyjemnością. Waldemar Łysiak po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem w popularyzowaniu historii.

I kwartał nowego 2015 roku to, jak zwykle, daty wielu popularnych imienin. Jeśli ktoś nie był jeszcze zdecydowany co do wyboru prezentu, to teraz już chyba wie. :D
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Offtop

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

cron