Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Tematy nie pasujące do pozostałych działów oraz luźne pogaduchy o wszelkich sprawach, polityka, historia, obyczaje, kultura, rozrywka, rozmaitości

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 15 sie 2015, o 06:24

Konrad Zieliński „O Polską Republikę Rad. Działalność polskich komunistów w Rosji Radzieckiej 1918-1922”. Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2013.

Rzetelnie napisana praca naukowa. Dowiadujemy się z niej, skąd się wzięli Polacy w głębi Rosji i na dalekiej, wschodniej Ukrainie w historycznych dniach przewrotu bolszewickiego w 1917 r., nazwanego później górnolotnie Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową. Oprócz Polaków kresowych żyjących tam „od zawsze” oraz Polaków przybyłych w głąb Rosji za karierą (jak np. rodzina Baryków z „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego), środowiska polskie zostały zasilone przez ok. 2-milionową (wg danych radzieckich z przełomu lat 1917/1918) rzeszę napływowej ludności polskiej, którą rzuciły tam pierwsze lata pierwszej wojny światowej.
Ludzie ci przybyli do (jeszcze carskiej) Rosji często wraz z rodzinami i całym posiadanym majątkiem, osłabili bądź pozrywali więzy z krajem, a ich powrót do niepodległej już Ojczyzny, po kilku burzliwych latach zawieruchy wojenno-rewolucyjnej, był prawdziwą wyprawą w nieznane.

Wśród Polaków w Rosji znaleźli się także członkowie i aktywiści polskich partii robotniczych SDKPiL i PPS. To oni utworzyli tzw. Polbiuro, czyli Polskie Biuro Komitetu Centralnego Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików), a później (w 1920 r.) Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, który nawet na krótko zdążył zainstalować się w Białymstoku.
Wielu Polaków zasiliło szeregi bolszewickie, a w przypadku kadr kierowniczych słynnej i budzącej grozę czerezwyczajki (późniejszego OGPU i NKWD) możemy nawet mówić o nadreprezentacji osób pochodzenia polskiego. Gdyż każdy szef lubi się otaczać pewnymi i najbardziej zaufanymi osobami ze swego środowiska - zasadzie tej hołdował również towarzysz Feliks Edmundowicz Dzierżyński.
Tacy Polacy licznie wzięli udział w wojnie polsko-bolszewickiej lat 1919-1920 po stronie bynajmniej nie polskiej, działali na froncie, w wywiadzie, kontrwywiadzie i w dywersji. Walczyli o Polską Republikę Rad, byli komunistami–internacjonalistami, ale również (w swoim przekonaniu) polskimi patriotami. Konrad Zieliński stawia tezę, że to głównie ich głos doradczy skłonił Lenina do eskalacji wojny z Polską.

Po przegranej wojnie i zawarciu pokoju w Rydze w 1921 r., Polbiuro zaangażowało się w wymianę jeńców i repatriację obywateli polskich do Ojczyzny. Polscy komuniści czynili to jednak z licznymi intrygami, uniemożliwiając bądź utrudniając wyjazd z radzieckiego raju polskim elitom, oraz indoktrynując ideologicznie inne osoby wyjeżdżające (słabiej wykształcone, pochodzenia nieinteligenckiego), w nadziei, że staną się one zapleczem dla przyszłej rewolucji socjalnej w Polsce. Pod koniec zaś 1922 r. zwrócili się formalnie do władz ZSRR o utworzenie dwóch polskich narodowościowych obwodów autonomicznych (w Białoruskiej SRR i Ukraińskiej SRR), co wkrótce nastąpiło, ale którego to tematu, z uwagi na przyjętą cezurę czasową, autor już nie rozwinął.

Konrad Zieliński opisał także pozytywne aspekty aktywności polskich komunistów w Rosji radzieckiej. Z zastrzeżeniem ich śmiertelnie groźnej dla istnienia II RP działalności politycznej, autor wykazał, że starali się oni również nieść pomoc materialną Polakom w Rosji, tworzyli polskie szkoły, opiekowali się polskimi sierotami, rozwijali polskie piśmiennictwo (prasę i wydawnictwa). Wszystko to było oczywiście bardzo skażone ideologicznie i materialnie niewystarczające. Ale jednak - było, co ma ogromne znaczenie, zważywszy wielką zapaść cywilizacyjną i gospodarczą w Rosji radzieckiej w tamtym czasie.

Czego mi w omawianej książce zabrakło? Przede wszystkim polotu redakcyjnego. Ale zgódźmy się – jest to praca naukowa, a nie popularnonaukowy esej historyczny. Tym samym po książkę zapewne sięgną tylko entuzjaści historii, w większości zawodowi.
Ale i w tym stricte naukowym aspekcie poczułem wyraźny niedosyt. W pracy pana Zielińskiego (proszę wybaczyć, nie znam jego stopnia naukowego) występuje dużo skrupulatnie wymienionych nazwisk, od Feliksa Dzierżyńskiego poczynając, a na szeregowych polskich komunistach kończąc. Bardzo brak jest jednak informacji o ich życiorysach, choćby w postaci krótkich i zwięzłych biogramów. A to przecież cenne i ciekawe informacje, także i z naukowego punktu widzenia. Zainteresowany czytelnik zapewne orientuje się, kim był i jak trafił do radzieckiego panteonu Feliks Dzierżyński, liznął może nieco biografii Juliana Marchlewskiego, ale cała reszta? Przydałoby się zamieszczenie CV ważniejszych postaci wymienionych w książce, takich jak choćby, tylko przykładowo, Kon, Leszczyński, Próchniak, Pestkowski, Budzyński, Bobiński, Heltman, Łągwa, Leder, Żbikowski czy Unszlicht. Bo to niezwykle interesujące życiorysy były. :!: Zdecydowana większość polskich komunistów w ZSRR miała ogromne szczęście, jeśli zdążyli umrzeć śmiercią naturalną przed nastaniem w ZSRR tzw. Wielkiego Terroru w latach trzydziestych XX wieku.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 26 sie 2015, o 11:46

Andrew Roberts „Wicher wojny”. Nowa historia drugiej wojny światowej”. Wydawnictwo Magnum, Warszawa 2012.

Doskonale opisana historia militarnych kampanii II wojny światowej, łącznie ze wskazaniem błędów popełnionych przez dowódców, zarówno państw osi, jak i alianckich. W tle polityka, ale w jej znajomości autor nie jest już tak doskonały jak w militariach.
A owe „niedoskonałości polityczne” są dość rażące, niektóre zwłaszcza dla polskiego czytelnika.

Przykłady.

Na str. 8 (drugi akapit od góry) czytamy, że Hitler wypowiedział niemiecko-polski pakt o nieagresji w marcu 1939 r., a na str. 14 (pierwszy akapit od dołu) czytamy, iż nastąpiło to 28 sierpnia 1939 r. Tymczasem faktycznie (i formalnie) Hitler wypowiedział ów pakt dn. 28 kwietnia 1939 r., gdy już stało się jasne, że Wielkiej Brytanii udało się wprząc Polskę do antyniemieckiego rydwanu, i że w razie wojny z państwami zachodnimi Niemcy nie będą mogły liczyć nie tylko na sojusz z Polską, ale nawet na jej neutralność. Po czym Hitler postanowił najpierw rozprawić się ze słabszym aliantem (właśnie Polską) - słusznie licząc, że sojusz III Rzeszy z ZSRR, pacyfizm Francji oraz słabość militarna Wielkiej Brytanii (poza flotą) faktycznie osamotnią Polskę w jej wojnie z Niemcami w 1939 r.

Na str. 466 (akapit środkowy) czytamy, iż po całkowitym stłumieniu powstania warszawskiego na początku października 1944 r., Niemcy wycofali się z Warszawy. Jest to oczywista nieprawda, gdyż Niemcy nadal burzyli dom pod domu, pomimo podpisania kapitulacji przez gen. Bora-Komorowskiego oraz wyprowadzeniu powstańców i ludności cywilnej ze stolicy.

Na str. 490 (czwarty wiersz od dołu) podana jest data 9 stycznia 1944 r., podczas gdy opisane wydarzenie miało miejsce w styczniu 1945 r. (rok później).

Cóż, owe dostrzeżone błędy nieco irytują, ale ja bynajmniej nie zniechęcam do lektury. Powtarzam: książka doskonale opisuje przebieg wszystkich najważniejszych bitew II wojny światowej, napisana jest przystępnie, czyta się ją z przyjemnością.
Szkoda tylko, że tłumacz i wydawnictwo nie wychwycili ww. nieścisłości, opatrując je (niezbędnymi w tej sytuacji) przypisami.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 6 wrz 2015, o 10:35

Piotr Zychowicz „Pakt Piłsudski-Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2015.

Osoby znające choć trochę historię, już z samego tytułu książki wiedzą, że traktuje ona o wojnie polsko-bolszewickiej lat 1919-1920 i jej następstwach. Jest to ze swadą napisany esej historyczny, łatwy w odbiorze, przybliżający nam wydarzenia sprzed prawie 100 lat, czyli z epoki naszych dziadków i pradziadków. Poznajemy istotę i tło polityczne strategicznych decyzji militarnych marszałka Piłsudskiego, kulisy rokowań w Rydze - prowadzących do zawarcia zawieszenia broni w październiku 1920 r. i podpisania traktatu pokojowego w marcu 1921 r., oraz losy ok. 1,5 mln ludności polskiej pozostawionej po radzieckiej stronie granicy, wytyczonej traktatem ryskim. Wszystko to autor opisuje emocjonalnie i dość szczegółowo, przywołując prace wybranych (przez siebie) i uznanych historyków, a także wspomnienia osób żyjących w tamtych czasach. Choćby dlatego tej książki nie przeczytać – nie można. Ja sam, choć uważam się za obeznanego z historią Polski, zostałem dopiero przez p. Zychowicza „oświecony” w zakresie zachowania się marszałka Piłsudskiego podczas negocjacji ryskich, w których osobiście nie uczestniczył, ale o których przebiegu był na bieżąco informowany i – gdyby bardzo chciał – zdołałby wpłynąć na ich finalny rezultat.

Pan Piotr (bardzo słusznie) narzeka na niski poziom wiedzy historycznej przeciętnego współczesnego Polaka - a więc jedno ze swoich ustaleń powinien ciut bardziej objaśnić, choćby przypisem. Wspomniał mianowicie, że wskaźnik kolektywizacji chłopskich gospodarstw na Marchlewszczyźnie był bardzo niski w porównaniu z innymi rejonami ZSRR. Kto dziś ma pojęcie, co to była owa Marchlewszczyzna (czy Dzierżyńszczyzna), niech teraz podniesie rękę. Lasu podniesionych rąk nie widzę. Nawet program Word nie wie i te wyrazy podkreśla mi teraz na czerwono. :D

Autor przyrównuje traktat ryski do IV rozbioru Polski – motywując to tym, iż pokój w Rydze stworzył Polskę dla Polaków rozumianych w znaczeniu „plemiennym”, grzebiąc wielonarodową Rzeczpospolitą, która upadła w drugiej połowie XVIII w., ale o której odrodzenie – w granicach sprzed I rozbioru - bili się powstańcy listopadowi i styczniowi w wieku XIX. Aby przyznać panu Piotrowi oczywistą rację wystarczy porównać mapy Polski z 1772 r. i 1921 r. Ale tu zdobędę się też na małą uszczypliwość – jeśliby uznać, że w 1921 r. doszło do rozbioru Polski, to jednak nie do czwartego, lecz już piątego. Gdyż czwarty nastąpił na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r.

W książce znajdujemy też sporo opisów możliwych wydarzeń alternatywnych – co by było, gdyby Piłsudski dobił bolszewików w 1919 r. w przymierzu z Antonem Denikinem, albo uczynił to w 1920 r. w przymierzu z Piotrem Wranglem. Jak również, czego by nie było, gdyby na czele polskiej delegacji w Rydze nie stali uczniowie Dmowskiego i Witosa. Można się z taką historią alternatywną wg pana Piotra Zychowicza zgodzić lub nie.

Ja, generalnie, od historii alternatywnej nie odżegnuję się, ba – wręcz ją bardzo lubię. Buduje się w niej piętra, z których jednak każde następne może być już coraz mniej prawdopodobne. Przykładowo – autor twierdzi, że zarówno w kampaniach 1919 r. i 1920 r. mogliśmy pójść dalej na wschód, dobić czerwonych we współdziałaniu z białymi, a nawet zdobyć Moskwę. Tak, tu się z panem Piotrem absolutnie zgadzam. Natomiast nie wierzę, żeby tak odrodzona biała Rosja wpadła w długoletni porewolucyjny i powojenny chaos, oraz żeby zgodziła się na swoją zachodnią granicę sprzed 1772 r. Wręcz przeciwnie - uważam, że Wojsko Polskie niechcące powrócić za Bug i Zbrucz, tj. do wschodnich granic Królestwa Kongresowego i Galicji Wschodniej, rychło zostałoby uznane za armię najeźdźczą. W Rosji rozpętałaby się antypolska histeria. Przypomnijmy, że w 1920 r. nawet bolszewicy nieco zagrali na nacjonalistycznej, antypolskiej nucie, ściągając do swoich szeregów byłych carskich oficerów (pomimo ze wtedy na południu Rosji ciągle pozostawał niepokonany Piotr Wrangel).
I paradoksalnie, owa antypolska nagonka pomogłaby nawet przyspieszyć zakończenie rosyjskiej smuty - skonsolidowałaby wszystkich Rosjan do walki z Polską. A Rosja była wówczas rezerwuarem milionów żołnierzy – wyćwiczonych i doświadczonych na frontach I wojny światowej. Odpowiednio zmotywowani (rosyjskim patriotyzmem i obietnicą amnestii za wcześniejsze dezercje, zbrodnie i walkę w szeregach Armii Czerwonej) licznie ruszyliby na Polskę pod dowództwem białych oficerów. Reszty dokonałyby zimowy klimat Rosji, jej przestrzenie oraz jednak słabość dopiero co odrodzonej Polski. A państwa Ententy nawet nie kiwnęłyby palcem, aby wspomóc Polskę w wojnie z Rosją białą, to chyba jasne.

Wygląda więc na to, że tajny pakt „Piłsudski-Lenin” wcale nie okazał się dla Polski takim najgorszym rozwiązaniem. Czego oczywiście nie można powiedzieć o traktacie ryskim z 1921 r. – wskazując jego konsekwencje oraz wieszając psy na jego polskich negocjatorach pan Piotr Zychowicz ma 100 % racji.

I jeszcze jedna refleksja odnośnie paktu „Piłsudski-Lenin”, słusznie uznanego przez autora za praprzyczynę wydarzeń 17 września 1939 r., a nawet powstania PRL. Ale ten wniosek p. Zychowicz wyciągnął już z historii rzeczywistej, choć sam w swoich książkach gorąco zachęca, aby starać się myśleć kategoriami opisywanych czasów. Owszem, pan Piotr wskazuje ówczesnych nielicznych Polaków i białych Rosjan, którzy przedstawili polityczne prognozy, jakie się później sprawdziły. Ale przecież, na miły Bóg, tak wcale być nie musiało. Chyba pan Piotr Zychowicz nie jest wyznawcą ortodoksyjnego determinizmu historycznego. Rozwój (lub regres) bolszewizmu mógł pójść w zupełnie innym kierunku. Przecież historia potoczyłaby się na pewno inaczej, gdyby nie złowrogi fenomen Stalina. Gdyby np. do rzeczywistej władzy w ZSRR doszli tacy „prawicowi” bolszewicy, jak Rykow czy Bucharin. Albo gdyby marszałek Tuchaczewski zdecydował się zostać „rosyjskim Buonapartem”. W obu tych przypadkach doszłoby raczej do „rozwodnienia komunizmu”, ciągłej ewolucji NEP-u w kierunku gospodarki faktycznie wolnorynkowej, oczywiście przy zachowaniu fasady i haseł „Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej”. Czyli mniej więcej do tego, co dziś obserwujemy w kapitalistycznej Chińskiej Republice Ludowej, rządzonej przez partię komunistyczną.

Gdyby nie radziecki komunizm, to – zgodnie z poglądem p. Zychowicza wyrażonym w książce – taki np. Hitler nie miałby racji bytu, aby dojść w Niemczech do władzy. No, powiedzmy. Ale gdyby nie Stalin i jego oprawcy, to również w latach 30. ubiegłego wieku ZSRR stałby się państwem innym niż znane nam z historii.
Gdyby historia potoczyła się inaczej… Załóżmy, że pan Piotr Zychowicz w swoich książkach opisywałby wtedy „alternatywny” rozwój wydarzeń – wielki głód i wielki terror lat 30. w ZSRR, które pochłonęły miliony ofiar (nie oszczędzając przy tym i starych bolszewików), a po stronie niemieckiej Holocaust i hitlerowskie obozy śmierci, które spowodowały zagładę kolejnych milionów. Jak by wtedy reagowali czytelnicy takich tekstów? Pytanie retoryczne.

Naprawdę gorąco zachęcam do lektury. Oprócz znacznego poszerzenia wiedzy historycznej, książka Piotra Zychowicza sprowokuje do również takiego, jak tu powyżej, „pogdybania”. A to już jest ciekawe intelektualne wyzwanie. :D
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Przelotowy » 6 wrz 2015, o 16:01

Bardzo zachęcająco napisane. Gdyby człowiek mógł zdobyć opisywane pozycje,to by była sama radość z czytania. Stały Bywalec ma zdolność "połykania" książek i na dodatek nie są to romanse Gomeza, tylko pozycje wymagające od czytelnika więcej niż elementarnej wiedzy historycznej. To co mnie trochę bawi to snucie hipotez wstecznych, które są podobne do analiz meczów przegranych przez naszą reprezentację. Ostatnio w meczu z Niemcami mało brakowało by Lewandowski doprowadził do wyrównania pod koniec pierwszej połowy. Gdyby druga zaczęła się od remisu, to byłyby szanse nawet wygrać. Niestety statystyki pomeczowe mówiły, że Niemcy byli przy piłce przez 2/3 meczu i zaklinanie rzeczywistości trochę nie ma sensu.

Gdyby się jednak czepiać, to w tej krótkiej i jak zwykle bardzo profesjonalnie napisanej charakterystyce pozycji widzę pominięcie strony ukraińskiej, tak jakby jej nie było. Brakuje mi też charakterystyki negocjatorów traktatu reprezentujących właśnie tą stronę, byli czy nie byli i dlaczego tak mało osiągnęli.
Przelotowy
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 102
Dołączył(a): 6 lis 2012, o 22:20

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 15 wrz 2015, o 17:26

Kol. Przelotowy, nie chciałbym kontynuować ww. recenzji, i tak jest ona dość długa. Poza tym sprężam się do wyjazdu w Bieszczady, więc i czasu na pisanie na forum mam mniej. Zatem tylko w telegraficznym skrócie.
1. Delegacji Ukraińskiej Republiki Ludowej do rokowań ryskich po prostu nie dopuszczono, pomimo że się w Rydze zjawiła.
2. Polska od początku negocjowała z Rosją i Ukrainą Radziecką, ale traktat pokojowy podpisała także z Białorusią Radziecką.
3. Przewodniczącym delegacji polskiej był Jan Dąbski (PSL), natomiast pierwsze skrzypce grał w niej prof. Stanisław Grabski (endecja). Pierwszy – jako chłop – nie był zainteresowany losem kresowej szlachty polskiej, pozostawionej za granicą RP, drugi – chciał tylko „Polski dla Polaków” i bał się przyjęcia w granice Polski zbyt dużej liczby Białorusinów i Ukraińców.
4. Zachęcam do lektury, tam znajdziesz dużo, dużo więcej informacji.
5. Książki, które recenzuję, nie są trudnodostępne. Kupuję je w Internecie, głównie via www.merlin.pl . Realizacja zamówienia trwa krótko. Za koszty przesyłek nie płacę, gdyż odbieram je osobiście w punkcie odbioru Merlina. I książki są tam tańsze – przykładowo omawiany „Pakt (…)” ma na obwolucie cenę 44,90 zł, a w Merlinie dałem za niego 29,99 zł (tę cenę możesz sprawdzić zaraz pod ww. linkiem, chyba że książka w międzyczasie podrożała).
6. Od 20 września do 10 października br. planuję kwaterować w hotelu w Zatwarnicy. :D Mogę Ci tam przy piwie udzielić konsultacji historycznych. Albo wymienić poglądy – to już zależy od stopnia Twojego zaawansowania w zakresie znajomości historii.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 24 paź 2015, o 18:01

Marek Kamiński „Ostatnia tajemnica marszałka Piłsudskiego”. Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2015.

Marszałek Józef Piłsudski zmarł śmiercią naturalną dn. 12 maja 1935 r. w wieku 67 lat, 5 miesięcy i 7 dni. Oficjalnie na raka wątroby, którą to nieuleczalną (także i dziś) chorobę historycy podają jako przyczynę jego zgonu. Niektórzy z nich dodają jeszcze sklerozę - czym starają się wyjaśnić zmiany osobowościowe marszałka w ostatnich latach jego życia.
Dr Marek Kamiński, polski lekarz zamieszkały i pracujący w USA, bezlitośnie rozprawia się z powyższą diagnozą. Odważnie przedstawia hipotezę, dowodząc jej następnie na stronach swojej książki, że marszałek Józef Piłsudski umarł na syfilis (konkretnie: późną kiłę, tzw. kiłę trzeciorzędową).

Autor nie jawi się bynajmniej jako przeciwnik politycznych planów i posunięć marszałka. Do ujawnienia prawdy (w swoim rozumieniu) skłoniła go zasłyszana w młodości informacja z ust wybitnego profesora, który w zamkniętym gronie pozwolił sobie na niedyskrecję. A następnie przeprowadzone własne medyczne „śledztwo”. Autora cechuje oczywiście także pozazawodowe wielkie zainteresowanie historią Polski, bez którego temat ten pozostawałby mu zapewne obojętny.

Książkę przeczytałem z zainteresowaniem, a medyczne wywody dr. Kamińskiego wydały mi się przekonywujące. Co nie znaczy, że od razu stałem się ich orędownikiem – proszę tak niniejszego tekstu absolutnie nie odbierać. Uważam, że książka aż prosi się o jakąś polemiczną recenzję ze strony świata profesorsko-lekarskiego.
Zły stan umysłowy marszałka Piłsudskiego w ostatnich dwóch, trzech latach jego życia pozostaje stwierdzonym faktem - pisali i piszą o tym nawet jego apologeci. Czy było to następstwem sklerozy, czy późnej kiły czyniącej spustoszenie również w mózgu, jest to dziś obojętne. Nie ma chorób wstydliwych.

Ale jest również faktem, iż w 1933 r. do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler. W tym samym czasie w ZSRR Józef Stalin z powodzeniem umacniał swoją dyktatorską władzę. A Polską rządził wówczas człowiek chory. Mentalnie nie mogący już sprostać tamtym łotrom. I nie potrafiący już skutecznie wykreować godnych następców do rządzenia krajem w półdyktatorskim systemie stworzonym przez siebie po 1926 r.

Książkę przeczytać warto. Poznamy z tej lektury również sporo mniej znanych szczegółów z życia osobistego marszałka, jego rodziny, wczesnej młodości, itp. Dr Marek Kamiński nawet umiejscawia w czasie fakt zarażenia się kiłą przez późniejszego marszałka. Miałoby to nastąpić kilka lat przed wybuchem I wojny światowej, podczas jakiegoś absolutnie przelotnego romansu. Na zdrowie rodziny nie miało to jednak wpływu – kiła jest zaraźliwa tylko w pierwszej fazie rozwoju tej choroby.

A na koniec moje osobiste wyznanie: bynajmniej nie zostałem przez dr. Kamińskiego zniechęcony do tytułowej postaci historycznej. Józef Piłsudski nadal jawi mi się jako wielki mąż stanu, z wielką sympatią czytam o jego federacyjnych koncepcjach wskrzeszenia wielonarodowej Rzeczypospolitej. Uważam, że dopiero wtedy można by mówić o odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Zaś niepowodzenie w realizacji owych koncepcji świadczy, iż Polska wówczas bardziej tę niepodległość „uzyskała” niż ją „odzyskała”. Bo to już całkiem inna Rzeczpospolita (niż przed rozbiorami) była.
Nie potępiam również zamachu majowego w 1926 r., choć zginęło wtedy dużo więcej osób niż około pół wieku później w stanie wojennym. W międzywojennej Polsce nie było bowiem klimatu dla pełnej demokracji parlamentarnej – należało wziąć naród za łeb, intensywnie się zbroić, a w polityce międzynarodowej realnie oceniać układy sił i kierować się wyłącznie cynicznym wyrachowaniem. Józef Piłsudski, dopóki był zdrowy, potrafił to. Później, w ostatnich latach życia – już nie.
(I coś ty, wredna dziwko, uczyniła !).
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 1 gru 2015, o 08:38

Robert Spałek „Komuniści przeciwko komunistom. Poszukiwanie wroga wewnętrznego w kierownictwie partii komunistycznej w Polsce w latach 1948-1956”. Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2015. Publikacja Biura Edukacji Publicznej IPN.

Książka dla wytrwałych (aż 1074 str. tekstu merytorycznego) miłośników historii, niekoniecznie zawodowych. Napisana dość przystępnie, mimo iż to monografia naukowa.
Dowiadujemy się z niej, jak dalece satelicki reżim Bieruta wzorował się na rozwiązaniach radzieckich, stalinowskich. Nie dotyczyło to tylko sposobu opanowania administracji, gospodarki i masowej propagandy. Towarzysz Stalin ukuł teorię istnienia i zwalczania wroga wewnętrznego w partii komunistycznej, więc jego podległym wykonawcom (zarówno w ZSRR, jak i w państwach tzw. demokracji ludowej) nie pozostawało nic innego, jak tylko tę teorię przekuwać w praktykę. A jeśli fakty jej nie potwierdzały – to tym gorzej dla faktów. Należało wytworzyć nowe fakty, którymi stawały się spreparowane zeznania, wymuszone torturami fizycznymi i psychicznymi.
Owi „wewnętrzni męczennicy” komunizmu to tylko niecałe pół procenta liczby wszystkich ofiar polskiej odmiany stalinizmu w latach 1944-1956. Kropla w morzu. Wydawałoby się więc, że nie warto się tym zajmować, skoro zbrodniarze z UB i z Informacji Wojskowej mieli na celowniku głównie rzeczywistych a nie wyimaginowanych przeciwników politycznych.
A jednak - moim i oczywiście nie tylko moim zdaniem - trzeba poznać również i ten podrozdział naszej powojennej historii. Nie rozczarują się także i ci, którzy właśnie wyrażają powyższą wątpliwość. W trakcie lektury odczuwa się bowiem niekiedy tzw. Schadenfreude. Oto agenci KPP i radzieckiego wywiadu, którzy przed wojną i podczas okupacji skutecznie (powtarzam: skutecznie) penetrowali polskie tajne służby, nagle – poczynając od 1948 r. – stają się byłymi „dwójkarzami” czy informatorami „defy”. Trafiają do katowni UB i Informacji Wojskowej, gdzie poddawani są sadystycznym torturom, tracąc zdrowie a niekiedy i życie.

W tym kontekście pracę dr. Roberta Spałka czyta się prawie jak sensacyjną powieść szpiegowską. Autor najpierw szczegółowo przedstawia agenturalną działalność Włodzimierza Lechowicza, Alfreda Jaroszewicza (i in.) przed wojną, podczas okupacji i tuż po wojnie, a następnie – również b. szczegółowo – opisuje ich kilkuletnie tragiczne losy podczas uwięzienia. A wszystko to na tle bieżącej sytuacji społeczno-politycznej, co przydaje książce dużo dodatkowych walorów poznawczych.
Represje nie ominęły także i późniejszych czołowych przywódców PRL. Poznajemy przyczynę i warunki uwięzienia m.in. Władysława Gomułki i Mariana Spychalskiego. Z nimi oprawcy UB obchodzili się dużo łagodniej – przede wszystkim nie bito ich, choć Marian Spychalski poddawany był torturze kilkudziesięciogodzinnego, nieprzerwanego przesłuchania, tzw. konwejera. Warunki uwięzienia Władysława Gomułki nieco przypominały areszt domowy, z tym że ubikację i łazienkę miał zamkniętą na klucz. Chcąc z tych pomieszczeń skorzystać, musiał każdorazowo zgłaszać taką potrzebę strażnikowi, który mu je otwierał i następnie nie spuszczał więźnia z oczu.
Z lektury dowiemy się też, jak niebezpieczne w tamtych czasach mogło okazać się bycie … międzynarodowym sympatykiem komunizmu. Wywiad radziecki widział w tym tzw. drugie dno – agenturę imperializmu. Świadczą o tym losy obywateli amerykańskich, braci Fieldów, również opisane w książce.

Poznamy z niej także postacie z drugiej strony barykady - sylwetki oprawców z UB i Informacji Wojskowej, ze słynnymi Romkowskim, Różańskim, Fejginem i Światło na czele. Autor przedstawia ich życiorysy, organizację i metody zbrodniczej działalności, oraz losy po przesileniu październikowym w 1956 r. Ten ostatni, umykając na Zachód, uniknął kary. Pierwsi trzej zostali wprawdzie skazani na długoletnie wyroki, ale faktycznie (w wyniku amnestii i przedterminowych zwolnień za dobre sprawowanie) nie odsiedzieli więcej niż po kilka, maksymalnie 10 lat. Natomiast ich główni polityczni mocodawcy – Bolesław Bierut i Jakub Berman nie ponieśli praktycznie żadnej kary. Bierut nie zdążył (umarł jeszcze przed tzw. odwilżą październikową w 1956 r.), a Bermana jedynie ukarano usunięciem z zajmowanych stanowisk i … dyscyplinarnym pozbawieniem członkostwa w PZPR.

To tylko taka fragmentaryczna zachęta do b. ciekawej lektury – naprawdę także i dla domorosłych miłośników historii. Warto sięgnąć po tę książkę. Nie rozczarujecie się. Nadeszły długie jesienno-zimowe wieczory, które lepiej poświęcić ciekawej lekturze niż ogłupiającej sieczce większości programów telewizyjnych.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 17 gru 2015, o 08:05

Nikołaj Iwanow „Zapomniane ludobójstwo. Polacy w państwie Stalina. „Operacja polska” 1937-1938”.
Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2014

Pozycja obowiązkowa dla zainteresowanych historią. Rosyjski historyk, bynajmniej nie polonofob, odkrywa białe plamy w dziejach naszego narodu, dziwiąc się (słusznie) brakiem naszej wiedzy o tragicznych losach Polonii radzieckiej w okresie międzywojennym.
A Polaków w międzywojennym ZSRR było, proszę Państwa, jeden milion dwieście tysięcy osób (specjalnie napisałem tę liczbę słownie, aby nikt nie podejrzewał tzw. pomyłki pisarskiej). Z tego od dwustu tysięcy do dwustu pięćdziesięciu tysięcy osób – rozstrzelano. Wskaźnik procentowy proszę sobie wyliczyć samemu. A oprócz liczby osób uśmierconych należy jeszcze uwzględnić skazanych na więzienie (rzadziej) lub łagier (znacznie częściej), których dodatkowo było ok. trzydzieści – czterdzieści tysięcy.
Jak już sobie poradziliście z wyliczeniem wskaźników (23% aresztowanych i 20% zabitych całej polskiej populacji w międzywojennym Kraju Rad), to teraz krótko o mechanizmie terroru.

Większość ofiar to wynik stalinowskiego tzw. Wielkiego Terroru, zrealizowanego przez Jeżowa w latach 1937 i 1938. Stalin represjonował wtedy miliony obywateli własnego państwa, może dlatego liczby polskich ofiar specjalnie nie eksponowano – Polacy ginęli „solidarnie” razem z Rosjanami, Ukraińcami, Białorusinami i innymi nacjami ZSRR.
Ale NKWD również naszą polską mniejszość narodową specjalnie wyróżniło. W latach 1937 i 1938 przeprowadzono (w ramach ówczesnego wielkiego systemu represji) oddzielnie tzw. „Operację polską”. Kryterium aresztowania było wtedy tylko … polskie pochodzenie narodowościowe. Tylko tyle i aż tyle. Nikołaj Iwanow skrupulatnie przytoczył (za danymi NKWD) liczbę Polaków 142111 represjonowanych, z tego 111091 osób skazanych (administracyjnie i zaocznie) na karę śmierci - jedynie w latach 1937, 1938 i tylko w ramach owej „Operacji polskiej”.

Pozostałe sto kilkadziesiąt tysięcy Polaków zostało przez Stalina unicestwionych z powodów „uniwersalnych”, tj. nie za samą polskość. Wielki głód, odkułaczanie, przymusowa kolektywizacja, walka z trockizmem, masowe polowania na polskich szpiegów – oto przyczyny śmierci, zsyłek do łagrów i przymusowych przesiedleń w całym okresie lat 1921-1939.

Autor nie skupia się bowiem wyłącznie na okresie Wielkiego Terroru. Opisuje wzloty i upadki Polonii radzieckiej w całym międzywojniu. Tak, tak – wzloty również były. Powstawały polskie szkoły, polskie placówki kulturalne (teatry, prasa, wydawnictwa), ba, nawet dwa polskie autonomiczne rejony narodowościowe: Marchlewszczyzna w Ukraińskiej SRR i Dzierżyńszczyzna w Białoruskiej SRR. To wszystko było oczywiście niesamowicie zindoktrynowane, ale polskość pozwalało zachować.

A skąd się w ogóle Polacy wzięli poza wschodnimi granicami II RP? Byli to przede wszystkim odwieczni mieszkańcy dalszych Kresów Wschodnich (tj. tych terenów przedrozbiorowych, które nie wróciły do Polski w 1921 r.), oraz Polacy, którzy przed I wojną światową i podczas niej wyjechali z Królestwa Kongresowego w głąb Rosji.
Populację tę zasilili liczebnie legalni i nielegalni emigranci polityczni z Polski międzywojennej (członkowie i sympatycy KPP), a także … emigranci zarobkowi. Tak, to nie pomyłka, w latach międzywojennych z Polski za chlebem emigrowano również na wschód, do ZSRR. Przed ambasadą i konsulatami radzieckimi ustawiały się w pewnym okresie kolejki osób pragnących legalnie tam wyemigrować. :lol: U nas panował kryzys ekonomiczny, bezrobocie, a tam – wielka industrializacja, rozbudowa oraz budowa od podstaw zakładów przemysłu ciężkiego. Oczywiście owi emigranci zarobkowi na miejscu szybko się rozczarowywali, ale wówczas było już za późno. Wyjechać z radzieckiego raju było dużo trudniej niż do niego przybyć.

Stalin unicestwiał Polaków „solidarnie” – masowo skazywano na śmierć zarówno zatwardziałych ideologicznie polskich komunistów, jak i polskich księży katolickich – bywało, że w ramach jednych sfingowanych procesów.
Nikołaj Iwanow tę gehennę skrupulatnie opisuje – m.in. odrębnie tragedię Kościoła katolickiego w ZSRR i odrębnie polskiej tamtejszej diaspory komunistycznej. „Pod stienku” poszli polscy duchowni i polscy komunistyczni aparatczycy, także bardzo wysokiego szczebla. Nie uchował się nawet Stanisław Redens, wysoko postawiony enkawudzista, a prywatnie – szwagier Stalina.

Cóż tu więcej dodać? Chyba już nic. Kto posiada zainteresowania historyczne, a powyższą recenzję przeczytał, to na pewno już w tej chwili składa odpowiednie zamówienie do Św. Mikołaja pod choinkę. :D
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 3 sty 2016, o 17:43

Adam Zamoyski „Warszawa 1920. Nieudany podbój Europy. Klęska Lenina”.
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009

Autor, niewątpliwie pochodzenia polsko-arystokratycznego, jest jednak historykiem brytyjskim, a przeczytana książka (w sam raz na święta lub długi weekend) stanowi tłumaczenie z jęz. angielskiego. I napisana została z myślą o czytelniku anglosaskim, który o tematyce określonej w tytule nie wie prawie nic lub zupełnie nic. Mamy więc b. skrótowo nakreślone tło historyczne opisywanych wydarzeń (głównie na początku i końcu książki), ale za to opis owych wydarzeń – maestria. W narastającym napięciu czytamy o przebiegu walk, towarzyszymy naszym żołnierzom podczas ich ofensywy, defensywy i znów ofensywy. Zaciskamy pięści, gdy poznajemy okrucieństwo i niekonwencjonalny sposób prowadzenia wojny przez przeciwnika. Ze zrozumieniem odnosimy się do informacji, że i my potrafiliśmy odpłacać „pięknym za nadobne”.
Książka w zasadzie stanowi chronologiczny opis stoczonych batalii, ale jakże odmienny od często spotykanych w tzw. literaturze przedmiotu. Lekki styl, niezbędne dane liczbowe i techniczne podawane w sposób przejrzysty także dla czytelnika bez zainteresowań militarystycznych – wszystko to powinno zachęcić osoby pragnące dokładnie poznać przebieg wojny polsko-bolszewickiej lat 1919/1920 (czyli dość szczegółowo, ale nie jak na studiach w akademii wojskowej).
W drugim tle Adam Zamoyski prezentuje uczestników wydarzeń – zarówno ich indywidualne sylwetki, jak i w opisie socjologicznym (masy żołnierskie). I to po obu stronach frontów. Tak – frontów, a nie frontu. Działania wojenne toczyły się bowiem na dwóch frontach. Wg optyki rosyjskiej: na froncie zachodnim i południowo-zachodnim.
Autor skrótowo przedstawia również dalsze, powojenne losy polskich i rosyjskich dowódców (dla czytelnika zachodniego raczej nieznane). Polscy oficerowie zginęli w 1940 r. w Katyniu, a radzieccy – w latach 1937/1938 również w ZSRR, w ten sam sposób, być może niekiedy z tych samych rąk. Ze wszystkich bowiem głównych komandirów wojujących na froncie „polskim”, stalinowską czystkę przeżyli tylko Budionny i Woroszyłow.
Książka jest bogato ilustrowana fotografiami, wprawdzie w większości małymi, ale za to dość ostrymi. Wystarczy wziąć więc do ręki lupę i możemy spojrzeć w twarze naszych dziadków i pradziadków, a także ich śmiertelnych wrogów. Śmiertelnych – gdyż jeńców to oni raczej nie brali, a jeśli już, to tylko po to, aby bezbronnych wyrżnąć.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 16 sty 2016, o 18:59

Jacek Kloczkowski [red.] „Geopolityka i zasady. Studia z dziejów polskiej myśli politycznej”.
Ośrodek Myśli Politycznej, Fundacja Pamięć i Tożsamość, Kraków – Warszawa 2010

W książce znajdujemy 12 tekstów napisanych językiem referatów naukowych - poświęconych trzem nurtom polskiej przedwojennej myśli politycznej: obozu sanacyjnego (piłsudczykowskiemu), endeckiemu i konserwatywnemu. Autorzy ukazują ich pryncypia ideologiczne, w tym rozumienie polskiej racji stanu, oraz prognozy rozwoju sytuacji politycznej. Między wierszami można wyczytać, że najtrafniejszą prognozę losów Polski przedstawili w latach 30. ub. wieku przedstawiciele konserwatystów: Adolf Bocheński, Stanisław Cat-Mackiewicz i Władysław Studnicki.
Poznajemy głównych przedstawicieli oraz genezę owych ideologii, sięgającą okresu zaborów. A później ich wpływ na życie polityczne II Rzeczypospolitej, odmienny w różnych okresach Polski przedwojennej – rozgraniczonych latami 1926 (zamach majowy) i 1935 (śmierć marszałka Piłsudskiego).
Autorzy starają się także wskazać, czy i na ile aktualne oraz żywe pozostały te idee w okresie powojennym: na emigracji (Jerzy Giedroyc), w PRL (opozycja solidarnościowa i nie tylko) i po 1989 r. (partie prawicowe oraz mieniące się jako prawicowe).
Książka głównie dla osób zainteresowanych historią myśli politycznej. Powinni po nią również sięgnąć pasjonaci historii i politologii. Pozostali czytelnicy – wedle uznania. Aby jednak tych ostatnich nie zniechęcić, informuję iż książeczka jest raczej niedużej objętości. Format w zasadzie kieszonkowy (ale czcionka w rozmiarze przyjaznym dla oczu) i tylko 279 stron. :lol:
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Offtop

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

cron