Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Tematy nie pasujące do pozostałych działów oraz luźne pogaduchy o wszelkich sprawach, polityka, historia, obyczaje, kultura, rozrywka, rozmaitości

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 23 sty 2016, o 18:15

Lech Wyszczelski „Marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz (1886-1941)”. Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2013.

Autor – płk w st. spocz. prof. dr hab. Lech Wyszczelski – odwalił kawał roboty. Przedstawił zawodowy (tj. wojskowy i polityczny) życiorys drugiego marszałka Polski w sposób bardzo skrupulatny, z detalami z zakresu wojskowości, w sposób przypominający wykład w akademii wojskowej. Sprawy osobiste marszałka potraktował marginalnie, co tylko częściowo da się wytłumaczyć popularnonaukowym charakterem publikacji. Ostatecznie Śmigły-Rydz był w latach 1935-1939 faktycznym przywódcą państwa, więc skoro historycy pozwalają sobie na wspominki o intymnościach np. marszałka Piłsudskiego czy prezydenta Mościckiego, to i w opisie prywatnego CV drugiego marszałka też można by być mniej wstrzemięźliwym. Ale trudno, nie ma, to nie ma, nie gonię za tanią sensacją.

Najlepszymi, wg mnie, rozdziałami książki są te odnoszące się do lat 1935-1941, tj. okresu od przejęcia władzy w państwie do śmierci w okupowanej Warszawie. Choć i tu autor pewnych kwestii nie dopowiada lub je wręcz przemilcza, ale o tym za chwilę.
Wielką zaletą opracowania jest to, że uzyskujemy uszczegółowienie oraz dokładne potwierdzenie następujących faktów politycznych i militarnych:
- Edward Śmigły-Rydz przejął po śmierci marszałka Piłsudskiego faktyczne kierownictwo państwem, zarówno w sferze polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej; pełnej władzy nie posiadał tylko w dziedzinie polityki gospodarczej,
- pozwolił wykreować mit mocarstwowości Polski oraz swojej osoby jako nieugiętego strażnika owej mocarstwowości,
- w dyplomacji postawił na konfrontację z Niemcami, a gdy to zagroziło agresją ze strony Niemiec, doprowadził do reaktywowania sojuszu polsko-francuskiego i zawarcia sojuszu polsko-angielskiego,
- nie dostrzegł, pomimo istnienia po temu licznych przesłanek, iluzoryczności i fasadowości owych sojuszy oraz instrumentalnego traktowania Polski przez zachodnich aliantów,
- wykluczył możliwość porozumienia Niemiec z ZSRR i wspólnego wystąpienia tych państw przeciwko Polsce, mimo że otrzymywał takie sygnały z kręgów wywiadu i dyplomacji,
- opracował błędny plan wojny obronnej (linearne, nadgraniczne rozmieszczenie wojsk, brak współdziałania dowódców poszczególnych związków taktycznych),
- całkowicie bezpodstawnie oparł plan wojny z Niemcami na aktywnym i szybkim współdziałaniu armii francuskiej,
- jako naczelny wódz w kampanii wrześniowej absolutnie się nie sprawdził, a po niespełna tygodniu walk w ogóle utracił zdolność dowodzenia całością polskich sił zbrojnych.

Opisując „powrześniowe” losy marszałka Śmigłego-Rydza, autor z jednej strony stara się czynić to nadal bardzo dokładnie, z drugiej jednak nie unika przemilczeń i niedomówień. Relacjonując pobyt marszałka na Węgrzech (grudzień 1940 – październik 1941) i jego tam dość aktywną działalność polityczną (tylko formalnie incognito), prof. Wyszczelski nie zastanawia się, dlaczego to w ogóle było możliwe w warunkach wojennych, i to w kraju satelickim względem III Rzeszy. To samo dotyczy względnie spokojnego (choć formalnie nielegalnego) przybycia do Generalnej Guberni. Przecież w służbach specjalnych Węgier i Niemiec nie pracowali durnie, a Śmigły nie był jakimś tam generałem, lecz niedawnym naczelnym wodzem i czołowym politykiem.
Prof. Wyszczelski krytykuje także hipotezę łączenia losów Śmigłego z osobą inż. Stefana Witkowskiego (twórcy i przywódcy organizacji „Muszkieterowie”), ale zaraz potem, kilka akapitów niżej, wymienia owego Witkowskiego jako uczestnika pogrzebu marszałka. W ogóle nie rozwija misji rtm. Szadkowskiego do gen. Andersa, wysłanego tam przecież przez Śmigłego. Bez komentarza pozostawia również okoliczność zabalsamowania zwłok marszałka. A przecież w warunkach domowych było to trudne do przeprowadzenia i musiało w końcu mieć jakiś cel, np. uniemożliwienie w przyszłości wykrycia faktu otrucia.

Reasumując – książka jest pełna detali militarnych i politycznych, ale poza „polityczną poprawność” – nie wychodzi. Nawet w sferze hipotez, które w końcu każdy historyk ma prawo postawić (choćby z mniejszym lub większym znakiem zapytania). Odnosi się wrażenie, jakby autor uległ cudzej presji albo autocenzurze. Pewnym minusem tej pracy są również dość liczne usterki redakcyjne (stylistyczne oraz tzw. literówki), ale za to co najmniej równą współwinę ponosi wydawnictwo.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 10 lut 2016, o 07:49

Cezary Leżeński „Kwatera 139. Opowieść o marszałku Rydzu-Śmigłym”. Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1989.

W związku z faktem, iż to książka wydana jeszcze w epoce PRL, zaciekawiły mnie parametry wydania. Oto one: nakład 100 tys. egz., oddano do składania w kwietniu 1988 r., podpisano do druku w marcu 1989 r., druk ukończono w maju 1989 r. Wydanie dwutomowe, ż tym że obydwa tomy zmieściłyby się w jednej grubszej książce (przy tym samym formacie, jakości papieru i wielkości czcionki). Cena zł 2500.

Ingerencji cenzury prawie nie zauważyłem. Autor napisał śmiało o pakcie Ribbentrop – Mołotow, zastrzegając tylko (słusznie na owe czasy), że jak dotąd strona radziecka zaprzecza istnieniu tajnego doń protokołu. Cezary Leżeński opisał również działania militarne wojny polsko-rosyjskiej 1919/1920 oraz opór stawiany agresji radzieckiej od 17 września 1939 r. Nie wspomniał natomiast nic o okrucieństwie obydwu tych wojen – tu już zapewne zadziałał urząd z ul. Mysiej w Warszawie.
Czyli – przeczytać można. Bez obawy skażenia ideologicznego.

A nawet warto tę książkę przeczytać. Jest to bardzo łatwa w odbiorze opowieść biograficzna, chwilami w konwencji powieści sensacyjnej. Ale do beletrystyki zaliczyć jej nie można – wszystkie, nawet drugorzędne postacie są autentyczne, a opisane wydarzenia miały miejsce. Esejem historycznym też ta książka nie jest, autor unika bowiem własnych komentarzy, ograniczając się do opisu faktów. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do wiarygodności, to odsyłam go do zamieszczonego na końcu 2-go tomu obszernego „Wykazu źródeł”, sporządzonego odrębnie dla każdego rozdziału książki. A zresztą do tej literatury odsyłają również autorzy hasła o marszałku, zamieszczonego we współczesnej już encyklopedii PWN.

Jak napisałem, autor unika własnych komentarzy licząc na inteligencję czytelnika. Marszałek Śmigły od grudnia 1940 r. do października 1941 r. przebywał incognito na Węgrzech, ukrywając się tylko przed … agentami polskiego rządu emigracyjnego w Londynie. Pomieszkiwał sobie nad Balatonem i w Budapeszcie, nie trapiły go kłopoty finansowe (w przeciwieństwie do okresu internowania w Rumunii od września 1939 r. do grudnia 1940 r.). Ostatni okres swojego życia w Warszawie też spędził niespecjalnie obawiając się aresztowania. Cezary Leżeński o tym wszystkim pisze, ale nie komentuje. Bez własnego komentarza pozostawia również opis okoliczności zabalsamowania zwłok marszałka. Do mieszkania p. Maxymowicz-Raczyńskiej przybył Julian Piasecki (przedwojenny wiceminister komunikacji, później twórca i faktyczny przywódca utworzonego na Węgrzech konspiracyjnego Obozu Polski Walczącej) z płk. prof. dr. Edwardem Lothem. Obaj zajęli się zwłokami - wcześniej już przygotowanymi do pogrzebu, tj. umytymi i ubranymi w garnitur. Zabalsamowanie nastąpiło w warunkach domowych, panowie w pokoju wykonywali brudną i mokrą (dosłownie) robotę, a p. Maxymowicz-Raczyńska wraz ze służącą paliły w kuchni (cyt.) „zawiniątka poplamione krwią i surowicą”. Dopiero wtedy p. Julian Piasecki zgodził się na pogrzeb. Marszałka pochowano na warszawskich Powązkach pod nazwiskiem Adama Zawiszy, w kwaterze cmentarnej nr 139. Grób ten istnieje do dziś, z napisem już właściwym, z tym że … zwłok marszałka w nim nie ma.

Historycy z tytułami i stopniami naukowymi nie komentują działalności marszałka Śmigłego na Węgrzech i w Warszawie w 1941 r. Niechętnie podają tylko suche fakty, żadnych hipotez nie wysuwają. Tak samo postąpił Cezary Leżeński. Pozostają nam więc tylko eseje historyczne Dariusza Baliszewskiego i Piotra Zychowicza, zawierające niedopowiedziane domysły. Czy prawda została pogrzebana raz na zawsze w symbolicznej kwaterze nr 139? Niekoniecznie. Gdyby tak poszperać w archiwach wywiadu węgierskiego i Abwehry …

Zastrzegam, że ja w żadnym wypadku nie sugeruję „zaprzaństwa i zdrady” ze strony marszałka Śmigłego. Był rok 1941. Francja leżała u stóp Hitlera. Anglia miała silną flotę, lotnictwo i niewiele ponadto. USA jeszcze nie przystąpiły do wojny (nastąpiło to dopiero w grudniu). Wojska niemieckie parły jak burza na wschód, żołnierze radzieccy szli setkami tysięcy do niewoli. Zwycięstwo Hitlera było więc bardzo prawdopodobne. W tej sytuacji obowiązkiem polskiego męża stanu było próbować uratować co się da. Zwłaszcza że ten mąż stanu sam wcześniej nawarzył piwa, rzucając kraj do wojny.

Na zakończenie: „Rydz-Śmigły” czy „Śmigły-Rydz”? Oczywiście, że to drugie. Edward Śmigły-Rydz tak się sam podpisywał we wszelkiej korespondencji urzędowej i prywatnej, tak też stoi we wszystkich dokumentach awansowych (również i tym na stopień marszałka) oraz sławetnym okólniku premiera uznającym Edwarda Śmigłego-Rydza za drugą osobę w państwie. Tak po prostu brzmiało jego nazwisko, po zmianie polegającej na uzupełnieniu nazwiska rodowego o pseudonim „Śmigły”. Cezary Leżeński jakby tego nie zauważył. W tytule książki jest „Rydz-Śmigły”. Ale dalej w tekście autor posługuje się już tymi dwoma wersjami przemiennie.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 14 lut 2016, o 17:04

Gdyby kogoś z Was, po przeczytaniu powyższych krótkich recenzji dwóch książek, zainteresowały losy (za życia i pośmiertne) marszałka Śmigłego, to proszę kliknąć:
http://historia.focus.pl/polska/zatrute ... 2?strona=4
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 17 mar 2016, o 07:26

Bill Fawcett [red.] „Jak przegrać II wojnę światową”. Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2013

Książka jest zbiorem 39-ciu krótkich, kilkustronicowych esejów historycznych (różnych autorów), dotyczących poszczególnych kampanii II wojny światowej, zarówno tych z głównych teatrów wojny (front wschodni i zachodni), jak i peryferyjnych z naszego punktu widzenia (Bałkany, Afryka, Włochy). Polaków w tej książce, poza króciutkim opisem wojny obronnej Polski w 1939 r., prawie nie ma.

Tytuł książki odnosi się do błędów militarnych popełnionych przez obie walczące strony. Obie, tj. europejskie państwa Osi oraz Aliantów. Udział Japonii jest tylko wspomniany - w kontekście wypowiedzenia wojny Stanom Zjednoczonym przez Niemcy w grudniu 1941 r., kilka dni po japońskim ataku na Pearl Harbour. Hitler miał wtedy nadzieję na „rewanż” Japonii i jej atak od wschodu na ZSRR.

Anglosascy autorzy tego zbioru esejów prezentują na ogół dobry poziom znajomości szczegółów opisywanych działań militarnych, czego nie można jednak powiedzieć o ich wiedzy z zakresu historii politycznej. Tu powielają niekiedy błędne stereotypy, dość przykre dla polskiego czytelnika. Armia polska nie skapitulowała przecież w 1939 r., poddawały się tylko poszczególne okrążone ugrupowania. Niemcy w zmowie z ZSRR nie zajęły w 1939 r. większej części Polski, lecz jej mniejszą część. Tereny przyłączone do Rzeszy oraz obszar GG stanowiły tylko 48% naszego przedwojennego terytorium.
Polski czytelnik może więc skonfrontować własny historyczny punkt widzenia ze spojrzeniem anglosaskim. To, co dla nas jest ważne i niemal święte, na Zachodzie uchodzi za trzeciorzędne i wręcz peryferyjne. Polski udział w II wojnie światowej w zasadzie sprowadza się tylko do wojny obronnej w 1939 r. Anglia i Francja dotrzymały zobowiązań sojuszniczych - wypowiedziały Niemcom wojnę. Ale już z uwagi na krótki przebieg kampanii wrześniowej nie zdążyły przyjść Polsce z efektywną pomocą militarną. Nnno, nie można tu winić tylko Polaków. Faktycznie, zostali napadnięci ze wszystkich stron świata (od wschodu 17 września). Armia francuska strasznie guzdrała się z mobilizacją, a poza tym, mimo wszystko, błędem było jednak zaniechanie przez Francję ataku na Niemcy we wrześniu 1939 r. I ta jej przestarzała doktryna wojenna! Niewyciągnięcie konstruktywnych wniosków z przebiegu wojny w Polsce!

A potem? Owszem, uczestniczyły w walkach po alianckiej stronie jakieś polskie oddziały, ale to był tylko margines. Polski ruch oporu? Powstanie warszawskie? O tym w omawianej książce ani pi-pi.

Powyższe bynajmniej nie znaczy, że od lektury odstręczam. Miłośnicy historii II wojny światowej znajdą w książce sporo militarnych szczegółów, dotyczących zarówno przebiegu poszczególnych kampanii, jak i logistyki wojny.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 18 kwi 2016, o 17:54

Andrzej Kowalski „Rosyjski sztylet. Działalność wywiadu nielegalnego”. Wydawnictwo LTW, Łomianki 2013

Trochę radziecko-rosyjski leksykon szpiegowski, trochę poradnik dla początkujących szpiegów, a trochę obraz historycznych dokonań ZSRR i Rosji w dziedzinie szpiegostwa.

Wg mojej bardzo subiektywnej opinii książce przyznaję dwie oceny: stopień „bdb.+” za arcyciekawy temat, natomiast tylko stopień „dst.” za wykonanie (toporny styl tłumaczeń tekstów internetowych i w ogóle raczej ciężkie pióro autora).

Jednakże osoby zainteresowane działalnością służb specjalnych na pewno się nie zawiodą. Poznają specyfikę pracy wywiadu właściwego, czyli działalności tzw. nielegałów – niechronionych immunitetem dyplomatycznym, w razie wpadki mogących liczyć na uwolnienie tylko w ramach „wymiany szpiegów” (autor opisuje takie przypadki).
Zacząłem od końca. Powinienem był najpierw napisać o mozolnej kreacji nielegałów. Autor, przywołując konkretne przykłady, ukazuje sposoby wynajdywania kandydatów i szkolenia oficerów mających działać „pod przykryciem” na Zachodzie (a Polska to dziś też Zachód) , tworzenia im fikcyjnych lecz wiarygodnych życiorysów. A potem ich drogę, bynajmniej nie na skróty, na tenże Zachód do kraju przeznaczenia. Tam wtapiają się w miejscowe społeczności, wykonują różne zawody i … werbują agentów oraz zbierają potrzebne informacje. A także stanowią rezerwę na wypadek wojny, podczas której podjęliby działania terrorystyczne i sabotażowe.

A to powyższe „werbowanie agentów” odbywa się nieraz pod fałszywą flagą. Dobrze wcześniej rozpoznany kandydat na agenta nieraz nie wiedział, że miał do czynienia z oficerem KGB czy GRU. Bo np. był antykomunistą i w ogóle nienawidził ZSRR. A jego przesympatyczny rozmówca jak najbardziej podzielał te poglądy i w końcu „ujawnił się” jako funkcjonariusz którejś z zachodnich służb specjalnych. A takim to trzeba pomóc, nieprawdaż? Zwłaszcza że oferują wynagrodzenie.

Wywiad działa długofalowo. Niekoniecznie werbuje już tzw. VIP-ów. To b. trudne zadanie i o dużym ryzyku. W razie niepowodzenia nielegał – werbownik zostaje spalony, cała jego dotychczasowa robota idzie na marne, a on sam powinien natychmiast ewakuować się do Centrali.
Więc po co aż tak ryzykować? Nie lepiej postawić na młodzież? Wychować sobie np. młodego obiecującego urzędnika, dziennikarza lub pracownika nauki, pomóc mu w zawodowej karierze, związać go ze sobą, a za parę – paręnaście lat ten pan (ta pani) awansuje, uzyska w swojej profesji większe możliwości i będzie z niego (z niej) agent jak znalazł. Tak też działał radziecki i działa rosyjski wywiad.

O tym wszystkim, i nie tylko o tym, możecie przeczytać w polecanej książce.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 25 kwi 2016, o 07:18

Eugeniusz Guz „Londyński rodowód PRL. Od Mikołajczyka do Bieruta”. Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2014

Autor stawia tezę (a następnie ją na ponad 200 stronach książki dowodzi), że głównym sprawcą powstania latem 1944 r. tzw. Polski Lubelskiej był nasz rząd emigracyjny w Londynie. Gdyby nie jego wcześniejszy upór w sprawie granicy wschodniej oraz rekonstrukcji personalnej rządu (usunięcie kilku konfrontacyjnie wobec ZSRR nastawionych polityków), to - po przekroczeniu linii Bugu przez Armię Radziecką - zamiast administracji PKWN mógłby polską administrację na terenach wyzwolonych tworzyć prawowity rząd, przybyły z Londynu do Lublina. I to on, a nie PKWN, stwarzałby wtedy fakty dokonane, determinujące kierunek przyszłego, powojennego rozwoju Polski.
Stalin bowiem, wg Guza, dopiero w czerwcu 1944 r. ostatecznie zdecydował się na „opcję komunistyczną” w powojennej Polsce. Wcześniej widział ją słabą militarnie, podporządkowaną politycznie ZSRR, ale niekoniecznie komunistyczną. Przesunięcie Polski na zachód znacznym kosztem Niemiec miało ją wystarczająco na przyszłość politycznie „przywiązać” do ZSRR.

Autor opisuje negocjacje pomiędzy polskim rządem emigracyjnym a ZSRR, trwające od lata 1941 r. (układ Sikorski - Majski) aż do czerwca 1944 r. Bo to nieprawda, że z chwilą zawieszenia stosunków dyplomatycznych w kwietniu 1943 r. negocjacje takie zostały przerwane.
Stereotypem, i to błędnym, jest przypisywanie dopiero konferencji jałtańskiej (luty 1945 r.) ustaleń w zakresie powojennej polskiej granicy wschodniej. Na linię Curzona (ze Lwowem po stronie radzieckiej) alianci zachodni zgodzili się bowiem już w Teheranie (listopad, grudzień 1943 r.). Churchill wziął wtedy na siebie obowiązek nakłonienia Mikołajczyka do przyjęcia radzieckich żądań co do przebiegu polskiej powojennej granicy wschodniej oraz dokonania zmian personalnych w rządzie - chodziło głównie o usunięcie zeń gen. K. Sosnkowskiego, który zresztą i tak został później zdymisjonowany na żądanie Anglii.

Polskim profitem takiego rozwiązania byłoby „odwieszenie” stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a ZSRR, gdyż formalnie - na co zwraca uwagę autor - nie zostały one w kwietniu 1943 r. zerwane, lecz jedynie zawieszone (a to w dyplomacji subtelna różnica).
Armia Czerwona przekroczyła przedwojenną granicę Polski już w styczniu, ale linię Bugu dopiero w lipcu 1944 r. Owo półrocze obfitowało w wiele ludzkich tragedii, do których dojść nie musiało, gdyby podporządkowane polskiemu Londynowi podziemie wykonywało polecenia rządu współdziałającego z ZSRR. Nie byłoby akcji Burza na terenach wschodnich, gdyż z tych Polska by zrezygnowała. Nie doszłoby wówczas do aresztowań i wywózek do łagrów tysięcy AK-owców.
A wkrótce potem, gdy już Armia Czerwona przekroczyła Bug, rząd mógłby się przenieść z Londynu do Lublina oraz (przy pomocy krajowej Delegatury Rządu oraz Armii Krajowej) tworzyć polską administrację na sukcesywnie wyzwalanych terenach. Nie doszłoby wtedy też do tragedii Powstania Warszawskiego ani do wojny domowej z udziałem „żołnierzy wyklętych” - to już chyba oczywiste.

Autor wdaje się również w „wyprzedzającą” polemikę z potencjalnymi adwersarzami. Uważa, że powyższy stan mógłby się utrzymać także i po wojnie, a późniejszy los Czechosłowacji bynajmniej nam nie zagrażał. Tam komuniści byli silni politycznie, posiadali autentycznie mocną pozycję w społeczeństwie - w dodatku przyjaźnie, z przyczyn historycznych, nastawionym wobec Rosji i ZSRR.
A u nas? Rozbiory, powstania, wojna 1919-1920, pakt Ribbentrop-Mołotow, 17 września 1939 r. i tego następstwa (wywózki na Sybir, Katyń, etc.). Któż u nas, AD 1944, poza komunistami był przyjaźnie nastawiony do ZSRR? A zresztą i u polskich komunistów była to wtedy tylko wymuszona miłość dupy do bata. Przecież prawie całą ich wierchuszkę wyrżnęli (na polecenie Stalina) Jagoda i Jeżow raptem kilka lat wcześniej. A tych nielicznych, którzy przeżyli, Wanda Wasilewska dopiero co powyciągała z łagrów.

Reasumując, Eugeniusz Guz stwierdza, że mogliśmy pójść drogą Finlandii, która po wojnie uzależniła się politycznie (w zakresie polityki zagranicznej i trochę wewnętrznej) od ZSRR, zgodziła się na istnienie na swoim terenie radzieckich baz wojskowych, ale … państwem demokracji ludowej jednak się nie stała.

Nadmieniam, iż autor pisze bardzo przekonywująco. Chronologicznie i ze wskazaniem źródeł przedstawia obraz polsko-radzieckich relacji w latach 1941-1944.
Czy ma rację? A któż to raczy wiedzieć, to już przecież tzw. historia alternatywna. Odpowiedź na to pytanie (jeśli w ogóle jest możliwa) skrywają archiwa radzieckie i rosyjskie. Kilka lat temu któryś z „wtajemniczonych” historyków rosyjskich, indagowany na okoliczność udostępnienia stronie polskiej wszystkich radzieckich archiwów, zakpił, że wtedy musielibyśmy pisać swoją historię XX w. od nowa. :(
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Przelotowy » 25 kwi 2016, o 19:27

Stały Bywalec jak zwykle zaciekawia przeczytanymi lekturami w sposób mistrzowski. W polityce podobno obowiązuje zasada: nigdy nie mów nigdy, więc jakieś prawdopodobieństwo graniczące z nieprawdopodobieństwem może istnieje. Gdyby tak przenieść to co mogło być kiedyś na czasy obecne, to równie prawdopodobne jest to, że PIS wiedziony interesem swoich obywateli, odda odnalezioną bursztynową komnatę za wrak tupolewa, w słowiańskiej rodzinie zapanuje pełna zgoda a polskie jabłka i befsztyki wrócą bez ograniczeń na rosyjskie stoły.
Nie wiem skąd przypuszczenie, że Polacy o granicy wschodniej dowiedzieli się w roku 45!!! Żołnierze Andersa wiedzieli o tym przed bitwą o Monte Cassino(44) i że dla wielu z nich nie ma powrotu do domu. Są tacy którzy tłumaczą tym dodatkową złość i zaciętość żołnierzy w walce.
Nawet sam Churchil w lutym powiedział o tym(linii Curzona) w Izbie Gmin.
Przelotowy
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 102
Dołączył(a): 6 lis 2012, o 22:20

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 26 kwi 2016, o 05:35

Stały Bywalec napisał(a):
Przelotowy napisał(a):(...)
Nie wiem skąd przypuszczenie, że Polacy o granicy wschodniej dowiedzieli się w roku 45!!! Żołnierze Andersa wiedzieli o tym przed bitwą o Monte Cassino(44) i że dla wielu z nich nie ma powrotu do domu. Są tacy którzy tłumaczą tym dodatkową złość i zaciętość żołnierzy w walce.
Nawet sam Churchil w lutym powiedział o tym(linii Curzona) w Izbie Gmin.


A gdzie Ty takie przypuszczenie znalazłeś?
Rząd londyński miał świadomość co do ustaleń w Teheranie (XI/XII 1943). Anders i koła wojskowe też się o tym dowiedziały (nieoficjalnie). Strona polska natomiast nie zgadzała się na nowy przebieg naszej granicy wschodniej, nie tylko do 1945 r., ale i jeszcze później.
E. Guz pisze, że rząd londyński bardzo długo ukrywał (przed rodakami na emigracji i w kraju) fakt zgody aliantów zachodnich na żądania Stalina co do przebiegu przyszłej polskiej granicy wschodniej. Polacy więc dowiadywali się o tym nieformalnie, z lektury angielskiej prasy, wypowiedzi różnych angielskich i amerykańskich oficjeli. Na co liczyli? Ano na przyszły konflikt Anglii i USA z ZSRR, niekoniecznie zbrojny (choć i wybuchu III wojny światowej nie wykluczali). Liczyli na jakieś "opamiętanie się" aliantów zachodnich. Polish wishful thinking. :(
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez blady » 26 kwi 2016, o 16:24

Tak było,niestety jest i obawiam się ,że tak już tej naszej nacji zostanie.
blady
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 31
Dołączył(a): 10 mar 2013, o 08:51

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Przelotowy » 27 kwi 2016, o 06:15

Polskie myślenie życzeniowe? A Ukraińcy to na co liczyli czekając na III wojnę? Takie przykłady można mnożyć.
A odpowiadając na pytanie to przypuszczenie znalazłem w Twoim tekście. Jak rozumieć słowa "stereotypem i to błędnym jest przypisywanie dopiero konferencji jałtańskiej (luty 1945) ustaleń w zakresie polskiej powojennej granicy wschodniej..."
Zarzut ten komu jest stawiany? Kto myśli tak stereotypowo? Ja odczytałem to jakby Polacy nic o tym nie wiedzieli i mam na myśli także kraj.
Przelotowy
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 102
Dołączył(a): 6 lis 2012, o 22:20

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Offtop

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.