Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Tematy nie pasujące do pozostałych działów oraz luźne pogaduchy o wszelkich sprawach, polityka, historia, obyczaje, kultura, rozrywka, rozmaitości

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 28 kwi 2016, o 06:50

Przelotowy napisał(a):(...)A odpowiadając na pytanie to przypuszczenie znalazłem w Twoim tekście. Jak rozumieć słowa "stereotypem i to błędnym jest przypisywanie dopiero konferencji jałtańskiej (luty 1945) ustaleń w zakresie polskiej powojennej granicy wschodniej..."
Zarzut ten komu jest stawiany? Kto myśli tak stereotypowo? Ja odczytałem to jakby Polacy nic o tym nie wiedzieli i mam na myśli także kraj.


Treść tę odczytałeś prawidłowo, ale tylko w odniesieniu do Polaków w kraju. Szersza opinia publiczna w kraju była zdana wyłącznie na nasłuch radiowy (ocenzurowany przez nadawcę). Jak powyżej napisałem, rząd emigracyjny był b. „wstrzemięźliwy” w przekazywaniu szerszej opinii publicznej informacji nt. stanu rokowań co do przebiegu powojennej polskiej granicy wschodniej. Oficjalnie stał na stanowisku nienaruszalności granicy ryskiej z 1921 r., ew. dopuszczając tylko nieznaczną jej korektę podczas przyszłej konferencji pokojowej.

Sam premier Mikołajczyk wielokrotnie tłumaczył się (później), iż alianci zachodni nie powiadomili go formalnie o ustaleniach konferencji teherańskiej. I, również formalnie, miał rację! Żadna bowiem nota dyplomatyczna w tej sprawie do Rządu RP od Wielkiej Brytanii czy USA wówczas nie trafiła. Churchill i Eden rozmawiali z Mikołajczykiem natomiast o tym wiele razy, ale były to tzw. robocze rozmowy prowadzone w zaciszu gabinetów. Ich treść przenikała do innych członków rządu emigracyjnego, a stamtąd do kół wojskowych. Czyli - na emigracji dobrze wiedziano, a mówiąc jeszcze precyzyjniej - spodziewano się.

Możemy sobie jedynie „pogdybać”, dlaczego alianci zachodni od razu po Teheranie, już na przełomie 1943/1944, nie wyłożyli „kawy na ławę” w postaci np. wspólnego komunikatu Churchilla, Roosevelta i Stalina - odnośnie zgodnie ustalonej przez nich powojennej polskiej granicy wschodniej.
Cóż, wojna trwała. Armia Radziecka przekroczyła przedwojenną granicę Polski dopiero w styczniu 1944 r. Taki wspólny komunikat aliantów na pewno wykorzystałby Goebbels - do namieszania w głowach Polakom żyjącym na Kresach. Tam już i tak, bez tego, dochodziło do współdziałania oddziałów AK z Wehrmachtem w zwalczaniu partyzantki radzieckiej (i słusznie). Nie moja wina, że nie uczą o tym w szkołach na lekcjach historii. Pisze o tym dość szczegółowo Piotr Zychowicz w „Opcji niemieckiej” (też tu zrecenzjonowanej). Z tego samego powodu zapewne i polscy politycy emigracyjni woleli utrzymywać opinię publiczną w kraju w niepewności.

Na zakończenie - ja osobiście bynajmniej nie popieram tezy Eugeniusza Guza postawionej już w tytule jego książki. Uważam ją jednak za na tyle ciekawą i w pewnym sensie dość przekonywującą, że - używając terminologii sejmowej - „nie należy jej odrzucić po pierwszym czytaniu, lecz skierować do pracy w komisji”. :lol:

Właśnie - „po pierwszym czytaniu”. W ew. dalszą polemikę będę się wdawał tylko z tym, kto już będzie po lekturze książki. Obojętne, jakie wrażenie z niej wyniesie. Ale niech ją przeczyta. Inaczej nasza dyskusja będzie pozbawiona sensu. W latach 70. ub. wieku propagandyści PRL przypuścili zmasowany atak na nagrodzony wtedy literackim Noblem „Archipelag Gułag” Aleksandra Sołżenicyna. Och, jak się wymądrzali. Nie żeby negowali, nie. Ale że to jednostronny punkt widzenia, przejaskrawienia, skażenie subiektywizmem, :lol: itp. itd. Tymczasem 99% z nich nie przeczytało nawet fragmentu owej książki.

PS
A o manowcach, na jakie zeszła z winy Roosevelta dyplomacja podczas II wojny światowej, wspomniałem dn. 9.12.2014 r. omawiając świetną książkę pt. „Od własnej kuli (…)”.
Tu: ksiazki-popularnonaukowe-po-ktore-warto-siegnac-t808-20.html
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 4 maja 2016, o 05:36

Piotr Lipiński „Bicia nie trzeba było ich uczyć. Proces Humera i oficerów śledczych Urzędu Bezpieczeństwa”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016

Historię instalacji i utrwalania stalinizmu w Polsce znam chyba nie gorzej niż autor tej książki. Proces Adama Humera i in. funkcjonariuszy UB, ciągnący się w latach 1993-1996, też pamiętam z ówczesnych relacji medialnych.
Po cóż więc sięgałem po tę książkę?
Chciałem poznać sylwetki tych konkretnych funkcjonariuszy uwikłanych w zbrodnie, ich drogi życiowe kończące się na ławie oskarżonych (kilku zmarło w czasie trwania procesu) lub po uwięzieniu (śmierć podczas przerwy w odbywaniu kary - jak w przypadku Adama Humera).

Autor słusznie zżyma się na przewlekłość procesu, irytuje go nieznajomość historii u sędziów, odpowiadanie oskarżonych z wolnej stopy. Generalnie ma oczywiście rację. Nie zauważa jednak (chyba nie chce zauważyć), że taka długotrwałość procesu to też, choć raczej niezamierzona, ale jednak oczywista i bardzo dotkliwa kara. Do sądu przychodzą schorowani oskarżeni w wieku 70/80, z przeświadczeniem wiszącego nad nimi miecza sprawiedliwości. Na sali sądowej napotykają swoje dawne ofiary oraz nienawidzącą ich publiczność, która najchętniej wzięłaby sprawy w swoje ręce. Otrzymują anonimowe telefony z pogróżkami. Po domach nachodzą ich dziennikarze. Na pewno nie spływa to po nich jak woda po kaczce. Tym bardziej, że nie są to „genetyczni” zbrodniarze. Ich życiorysy, poza kilkuletnim okresem „ubeckim”, są najzupełniej normalne.

Poza dwoma z nich (Humer - wyższe studia, Kac - przedwojenna matura, później też wyższe studia) to prymitywy bez wykształcenia, z powojennego awansu społecznego. Podczas procesu prokurator i obrońcy byli zgodni, że w Polsce przedwrześniowej nie odeszliby od pługa czy łopaty. Wywaleni z UB w 1955 r. nie zrobili później żadnej kariery.
I w ogóle mieli pecha, że w 1956 r. Gomułka nakazał zawęzić ławę oskarżonych do wybranych funkcjonariuszy UB. Humer już się na niej wtedy (z przyczyn politycznych) nie zmieścił, pomimo wniosku ówczesnego prokuratora. Gdyby wtedy „swoje odsiedzieli”, to później mieliby spokój (prawo zabrania karać więcej niż jeden raz za ten sam czyn). Ich emerytury i renty w końcu 1993 r. to od 2,4 do 6,1 mln zł (starych). Czyli po denominacji (1.01.1995 r.) tylko od 240 do 610 zł, ale aby te kwoty zwaloryzować na dzień dzisiejszy, trzeba jeszcze je przemnożyć przez 5.

Adam Humer (1917-2001).
Pochodzenie chłopskie, ale nieco nietypowe. Urodzony w USA w czasie emigracji rodziców „za chlebem”, a później wraz z nimi reemigrant do Polski. Pierwotne nazwisko „Umer” - literę „H” pomyłkowo dopisali urzędnicy imigracyjni. Przedwojenna matura i trzy lata studiów prawa (do wybuchu wojny) na … Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Członkostwo w KPP. Dokończenie (?) studiów prawniczych na uniwersytecie we Lwowie, już pod okupacją radziecką. Postawiłem znak zapytania, ponieważ wśród wpisów w radzieckim indeksie zabrakło tego najważniejszego - o zdaniu egzaminu końcowego (obronie pracy dyplomowej). Owe dokumenty (te z KUL i te Uniwersytetu Lwowskiego) towarzysz major Humer przedstawił w 1948 r. na Uniwersytecie Warszawskim, bynajmniej nie tając swojego miejsca zatrudnienia. W rezultacie (cyt., str. 32) „21 maja 1948 r. Rada Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego <zweryfikowała studenta mjra Adama Humera ze stopniem magistra prawa>”. Znaczy się - niezły cwaniak i kombinator. Ale jednak inteligentny, w normalnych warunkach też by zapewne studia ukończył.

Miał osobisty powód do zemsty - jego ojca (Wincentego Humera, również ideowego komunistę) zabili „żołnierze wyklęci” za wdrażanie reformy rolnej. Co oczywiście nie tłumaczy i nie usprawiedliwia jego zbrodniczych praktyk w UB: bestialskiego bicia i torturowania podejrzanych, aresztowanych często pod sfingowanymi zarzutami.
W UB doszedł do stopnia pułkownika oraz stanowiska wicedyrektora Departamentu Śledczego MBP.
Z bezpieczeństwa wyleciał w 1955 r., wraz z rozwiązaniem tego resortu. Także usunięty z partii. Później kariery już nie zrobił. Pracował jako radca prawny w gminnych spółdzielniach. W latach 80. zaczął się politycznie udzielać jako zwolennik stanu wojennego, obrońca socjalizmu i przeciwnik Solidarności. Autor publikacji nt. utrwalania władzy ludowej, wydawanych przez Akademię Spraw Wewnętrznych (istniała i taka uczelnia). Okrągły Stół był zapewne dla niego szokiem.

Do aresztu trafił w 1992 r., tj. jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Przesiedział rok i niecały miesiąc. Później sąd pozwolił mu odpowiadać z wolnej stopy. Ponownie trafił do więzienia we wrześniu 1996 r. skazany na 7 i ½ roku więzienia. Przebywał tam do maja 2000 r., kiedy sąd zezwolił mu na przerwę w odbywaniu kary. Zmarł w 2001 r. w wieku 84 lat.
Ot i taki życiorys.

Natomiast wg Wikipedii można o nim poczytać tu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Humer
Nie wszystkie szczegóły biograficzne z książki pokrywają się z tymi z Wikipedii. Ale to już nie mój problem. Trochę mnie tylko rozbawiło tendencyjne przemilczenie trzech lat nauki Humera na KUL, a kontynuację studiów we Lwowie nazwanie „kursami prawa”. Po cóż na siłę robić z człowieka ćwierćinteligenta, skoro takim nie był. Przecież do ukazania sylwetki tego człowieka w świetle jednoznacznie negatywnym wystarczy opis jego działalności w UB. Aż nadto.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 10 maja 2016, o 05:33

Dawid Jakubowski „Julian Marchlewski - bohater czy zdrajca?”. Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa”, Warszawa 2007

Julian Marchlewski (1866-1925) to jedna z zapisanych na trwale w naszej historii postaci, które już pod koniec XIX w. podjęły walkę o narodowe i społeczne wyzwolenie Polaków. Równolegle działali inni wielcy, w tym jego rówieśnicy, jak np. Józef Piłsudski (1867-1935) i Roman Dmowski (1864-1939). Każdy z nich jednak inaczej wyobrażał sobie wskrzeszenie Polski.

Piłsudski widział ją najbardziej zbliżoną do przedrozbiorowej Rzeczypospolitej - w ścisłej federacji z Litwą, Białorusią i Ukrainą, tolerancyjną wobec mniejszości narodowych, w tym licznych Żydów. Pełne powodzenie takiego wariantu mogło stworzyć drugą Rzeczpospolitą „od morza do morza”.

Dmowski chciał Polski etnicznej („Polska dla Polaków”), dopuszczał repolonizację i ograniczoną polonizację mniejszości słowiańskich, ale dla innych mniejszości narodowych nie przewidywał równoprawnego miejsca w naszym kraju. Z tego też powodu nie zależało mu na maksymalizacji terytorium Polski.

Marchlewski natomiast był internacjonalistą. Jego polski patriotyzm przejawiał się głównie w miłości do języka, kultury i historii Polski. Osobiście tłumaczył na niemiecki i rosyjski literaturę polską, do końca życia pozostał zakochany w rodzinnym Włocławku, a także w Warszawie i Tatrach. Pisał pracę naukową pt. „Historia Polski” (nieukończoną z powodu przedwczesnej śmierci). Polskę widział jako równoprawną część światowej ojczyzny proletariatu, czytaj: Polską Republikę Rad, sfederowaną z Rosją radziecką i in. republikami radzieckimi.

Zastanawiając się nad życiowymi wyborami tych trzech wielkich postaci, nie wolno nam na to patrzeć z perspektywy dzisiejszej. Trzeba sobie dobrze przypomnieć (z literatury i historii) Polskę i Europę z przełomu XIX i XX wieku, panujące wówczas stosunki gospodarcze, narodowościowe i religijne - rzutujące na pasje ludzi czynu, którzy całe dorosłe życie poświęcili głoszeniu i wdrażaniu wyznawanych przez siebie idei.

Julian Marchlewski wyboru życiowego dokonał świadomie. To nie był samouk ze społecznych nizin. Pochodził ze szlachecko-inteligenckiej rodziny, uzyskał doktorat na uniwersytecie w Zurychu, jego rodzony brat, prof. Leon Marchlewski, był przez jakiś czas, już w niepodległej Polsce, rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego.
A mimo to od wczesnej młodości Julian Marchlewski poświęcił się walce o polepszenie bytu i praw robotników, czemu podporządkował swoje dalsze życie.
Nie da się tego dziś zrozumieć bez odwzorowania społeczno-gospodarczych realiów tamtych czasów. A to naprawdę bardzo ciężkie czasy dla robotników i chłopów były. Socjalizm i komunizm to wtedy dopiero teoretyczne idee. I trudno było przewidzieć, jak je twórczo rozwiną i wdrożą w życie towarzysze Lenin i Stalin. A mianowicie, że po zdobyciu władzy uczynią z marksowskiej „dyktatury proletariatu” nie przejściowy lecz permanentny i krwawy element systemu.
Niewykluczone, iż niektórzy dzisiejsi zagorzali antykomuniści, gdyby im przyszło żyć w tamtych czasach, to zasililiby szeregi … zagorzałych komunistów. A z kolei dr Julian Marchlewski, gdyby działał dziś, to może tworzyłby opracowania historyczne rozprawiające się z komunizmem.

Po tym niezbędnym wstępie, teraz już ściśle o samej książce. Cytując mojego „ulubionego” klasyka, w jej lekturze odnajduję „plusy dodatnie” i „plusy ujemne”.

Dodatnią stroną (szczególnie dla miłośników historii) będzie opis sytuacji w Niemczech na przełomie 1918 i 1919 roku, w tym wyjaśnienie, dlaczego nie doszło tam wtedy do rewolucji socjalnej, na wzór tej bolszewickiej.
Ale to jeszcze nic. Dawid Jakubowski, przytaczając źródła, bardzo dokładnie opisuje tajne negocjacje polsko-radzieckie w 1919 i na początku 1920 roku, w których stronę radziecką reprezentował właśnie Julian Marchlewski. Równie szczegółowo przedstawia kilkutygodniową działalność Juliana Marchlewskiego w roli szefa Polrewkomu, tj. tymczasowego rządu Polskiej Republiki Rad, zainstalowanego w Białymstoku na początku sierpnia 1920 r., który następnie - zmierzając do Warszawy - zdążył dotrzeć aż do Wyszkowa (co później uwiecznił w literaturze Stefan Żeromski). Owe dokładne opisy (tajnych negocjacji i działalności Polrewkomu), to naprawdę historyczne „perełki” - dla nich samych warto sięgnąć po omawianą książkę. Nie zważając na to, o czym piszę poniżej.

„Plusem ujemnym” jest natomiast, wg mnie, krypto hagiograficzny charakter książki. Autor wyraźnie sympatyzuje z prezentowaną przez siebie postacią. Podkreśla „humanizm” Marchlewskiego, jakby zapominając, że jego tytułowy bohater działał również w realiach radzieckich (przewrót październikowy i krwawa wojna domowa, bezpardonowa wojna z Polską). Należał do czołowych bolszewików (choć nie do tych z najściślejszej czołówki), a więc i osobiście był współodpowiedzialny za to, co się tam wtedy działo. Mimo że osobiście rąk krwią nie splamił, to jednak słowem i piórem uzasadniał, usprawiedliwiał poczynania reżimu. Był przy tym propagandystą i demagogiem, a nie jedynie teoretykiem komunizmu (jak przedstawia go autor).
W pewnym miejscu p. Jakubowski wręcz bredzi. Na str. 193 pisze, że Marchlewski w 1923 r. (cyt.) „nie wiedział o warunkach panujących w więziennictwie sowieckim, nie znał roli funkcjonujących już od 1918 r. łagrów.”. A przecież Marchlewski, bliski przyjaciel Dzierżyńskiego i utrzymujący z nim kontakty towarzyskie, nie mógł tego nie wiedzieć! W warunkach walki o utrzymanie się przy władzy, o przeżycie, o to „kto kogo”, Lenin et consortes bynajmniej nie ukrywali stosowanych represji. Wręcz przeciwnie - eksponowali je w celu zastraszenia pozostałych jeszcze przy życiu przeciwników politycznych. Czołowe kadry bolszewickie (a do takich z pewnością był zaliczany Marchlewski) na pewno ze szczegółami znały sytuację wewnętrzną Rosji radzieckiej.

No i jeszcze dwa drobne „byczki” faktograficzne, tzw. oczywiste pomyłki zauważone w książce. Polsko-rosyjskie rokowania pokojowe rozpoczęły się już w 1920 r., a nie „21 września 1921 r.”, jak czytamy na str. 186. W tej dacie było już pół roku po zawarciu pokoju w Rydze. A powstanie listopadowe, Panie Dawidzie, wybuchło w 1830 r., a nie w 1831 r., jak Pan napisał na str. 161.
Ww. błędy proszę koniecznie poprawić długopisem w posiadanym egzemplarzu książki.

Tytułowe sformułowanie („bohater czy zdrajca”) też jest, moim zdaniem, tyleż przekorne co niezręczne. Wątpliwości tu brak - zaraz po 1990 r. przestał być patronem ulic, fabryk, statków, szkół, etc. I chyba nikt nie zaprotestował, nawet z kół lewicowych - w odniesieniu do tej właśnie konkretnej postaci.
Wcześniej, druga Rzeczpospolita odniosła się do niego dość „ambiwalentnie”. Zdrajcą formalnie (powtarzam: formalnie) go nie uznano. Zaoczny proces karny został wstrzymany, a pan Marchlewski mógł sobie legalnie i bezpiecznie przez nasz kraj przejeżdżać pociągiem na trasie Moskwa-Berlin, robiąc sobie przerwę w podróży na prywatne odwiedzenie Warszawy.

No i na zakończenie kilka słów ode mnie (bo p. Dawid o tym nie napisał, choć jako historyk - powinien).
Julian Marchlewski miał cholerne szczęście, że nie dożył lat 30. ub. wieku. Doczekałby się bowiem oskarżenia o bycie „wrogiem ludu”, sabotażystą, szkodnikiem, trockistą, polskim, niemieckim lub japońskim szpiegiem - co niezawodnie udowodniono by na procesie, być może publicznym. A i on sam by się do tego przyznał, pod dyktando śledczych Jagody albo Jeżowa. Nieco później kula w łeb w potylicę w kazamatach NKWD i pochówek w zbiorowym, nieoznaczonym, leśnym, gnilnym dole. A w PRL, i owszem, też wykreowano by go na bohatera, ale nie już od zarania Polski Ludowej (jak to faktycznie miało miejsce), lecz dopiero po 1956 r.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 7 cze 2016, o 10:53

Marek Gałęzowski „Przeciw dwóm zaborcom. Polityczna konspiracja piłsudczykowska w kraju w latach 1939-1947”. Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2013.

Obszerna monografia naukowa poświęcona trzem wybranym organizacjom konspiracyjnym czasu okupacji: Obozowi Polski Walczącej, Konwentowi Organizacji Niepodległościowych i Grupie „Olgierda”. Stworzyli je i kierowali nimi, odpowiednio: Julian Piasecki, Zygmunt Hempel i Henryk Józewski. W Polsce podziemnej stanowili reprezentację polityczną środowiska sanacji – do września 1939 r. niepodzielnie rządzącej krajem, a następnie obwinianej za klęskę wrześniową i powszechnie przeklinanej w społeczeństwie, od prawa do lewa.
Piłsudczycy, działający w wymienionych strukturach, prowadzili działalność stricte polityczną - wydawnictwa podziemne, korespondencja z rządem londyńskim i jego krajową delegaturą, negocjacje z innymi organizacjami konspiracyjnymi, itp. Swoje liczne i doświadczone kadry oficerskie oddali natomiast do dyspozycji dowódcy Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Militarnie podporządkowali się więc całkowicie (w przeciwieństwie do komunistów i części narodowców) rządowi londyńskiemu, co jednak nie przeszkadzało im tego rządu nieraz bardzo ostro krytykować w prasie podziemnej – głównie za jego politykę uległości wobec Stalina i ZSRR.

Autor drobiazgowo wymienia wszystkich działaczy zaangażowanych w konspiracyjnych strukturach piłsudczykowskich, określa ich funkcje, opisuje ich losy, każdorazowo powołując się na źródła informacji. Równie dokładnie analizuje tematykę wydawanej przez nich prasy podziemnej. Jest to zatem książka stricte naukowa, do czytania najlepiej po mocnej kawie. Licznych przypisów nie radzę opuszczać, bo choć są one głównie poświęcone wskazywaniu źródeł informacji, to jednak co pewien czas odnajdujemy w nich także dodatkowe i cenne wiadomości - jak chociażby tę o udzieleniu przez marszałka Śmigłego-Rydza wskazówek oficerowi wysłanemu jesienią 1941 r. z misją do gen. Andersa, czy o podstawowym źródle finansowania OPW, którym było 100 tys. dolarów z przedwojennego funduszu dyspozycyjnego Naczelnego Wodza, posiadanych przez marszałka Śmigłego-Rydza i Juliana Piaseckiego.

W kontekście przywołanej postaci marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza pozwolę sobie wyrazić parę słów krytycznych odnośnie książki. Autor bardzo ogólnikowo, dosłownie jednym zdaniem, odniósł się do hipotezy o planowanym przez marszałka w 1941 r. antysowieckim porozumieniu z Niemcami. Napisał (cyt., str. 120): „Weryfikacja tych przypuszczeń nie wydaje się na obecnym etapie badań możliwa”.
A więc a propos tychże badań. W obszernym wstępie autor wymienia ośrodki dokumentacyjne, do których dotarł, także i te zagraniczne. Na przestrzeni lat, dla potrzeb nie tylko tej książki, wykonał naprawdę iście benedyktyńską robotę. Szkoda, że pominął archiwa węgierskie, niemieckie czy słowackie. Bo przecież tam mógł „zweryfikować przypuszczenia” – w końcu były nasz Naczelny Wódz od grudnia 1940 r. do października 1941 r. niespecjalnie się na Węgrzech ukrywał, a jeśli już, to bardziej przed agentami londyńskiego rządu emigracyjnego niż przed służbami specjalnymi państw Osi. Jego nielegalny powrót z Węgier przez Słowację do kraju i pobyt w Warszawie, też nie stanowiły szczytów zachowania konspiracji (przyjmując, że chodziło o osobę faktycznego przywódcy państwa polskiego sprzed wybuchu wojny).
Prawda ma jednak to do siebie, że przekornie wychodzi na jaw, nawet po wielu, wielu latach. Gdzieś obiło mi się o uszy, że archiwa niemieckie czasu wojny zaczął eksplorować gen. Marian Zacharski. Poczekamy, zobaczymy.

Koncepcja Śmigłego-Rydza współdziałania z Niemcami przeciwko ZSRR (szkoda, że dopiero w 1941 a nie w 1939 roku), jeśli nawet była, to rychło zmarła wraz z jej twórcą, również w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. W następnych latach działacze konspiracyjnych organizacji piłsudczykowskich oddawali już życie w walce z Niemcami – w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego zginęli m.in. Julian Piasecki (szef OPW) i Zygmunt Hempel (przywódca KON). Tylko Henrykowi Józewskiemu się „udało” – dopadła go dopiero polska bezpieka, a i to już w 1953 r., gdy – po śmierci Stalina – klimat zaczął wskazywać na zbliżającą się odwilż polityczną. We wrześniu 1954 r. Józewskiego skazano na dożywocie, w 1956 r. karę tę zmniejszono do 12 lat, kilka miesięcy później już tylko do 5 lat więzienia. A w listopadzie 1956 r. Józewskiemu udzielono rocznej przerwy w odbywaniu kary, po której już do więzienia nie powrócił. Cyt., str. 464: „Po opuszczeniu więzienia Henryk Józewski zamieszkał w Warszawie przy ul. Koszykowej 24. Zajął się malarstwem i pisaniem wspomnień”.

Tyle o książce w wielkim skrócie. Przypominam (i ostrzegam :lol: ), iż jest ona monografią naukową i może być trudna w odbiorze dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do takiej lektury. Ale osoby z ugruntowanymi już dużymi zainteresowaniami historią, zwłaszcza lat okupacji i pierwszych lat powojennych, powinny po nią sięgnąć.
Ja tę książkę przeczytałem podczas niedawnego pobytu w Bieszczadach. Na łącznie 19 dni tam spędzonych przypadło 7 dni „nie wycieczkowych”, które m.in. poświęciłem omówionej lekturze.

PS
A o trzech głównych bohaterach książki można przeczytać m.in. również i tu:
Julian Piasecki:
http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a ... n-piasecki
Zygmunt Hempel:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Hempel
Henryk Józewski:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_J%C3%B3zewski
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 18 cze 2016, o 12:21

Piotr Zychowicz „Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie”. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2016

Kolejny, już piąty, księgarski bestseller Piotra Zychowicza. Jest on inny niż poprzednie cztery. Książka zawiera głównie teksty już w minionych latach opublikowane, rozproszone jednak w prasie, nazwijmy ją - opiniotwórczej.
Znaczna część owych tekstów nie jest zresztą autorstwa samego Piotra Zychowicza - stanowią je wywiady, jakie przeprowadził ze znawcami tytułowej problematyki - historykami, politykami, świadkami epoki Holokaustu.
Rozmówcy przedstawiają dużo interesujących, często szerzej nieznanych lub przemilczanych argumentów - aby obalić (lub utrwalić) wiele pokutujących stereotypów czy mitów. I ci rozmówcy, starannie wybrani przez Zychowicza, często pozostają względem siebie w sporze, zwalczając nawzajem swoje poglądy. Ale dzięki wyborowi dokonanemu przez Zychowicza (być może występującego także w roli moderatora, tego się już raczej nie dowiemy) jest to spór czysto akademicki - na argumenty stricte merytoryczne i bez ataków ad personam.
Wymienionych wywiadów przeprowadzonych przez Piotra Zychowicza oraz jego własnych krótkich esejów historycznych jest w książce łącznie 47. Wszystkie zredagowane lekkim piórem Pana Piotra, czyta się je łatwo i z rosnącym zainteresowaniem. Sam autor - redaktor pilnuje swojej bezstronności, podkreślając, iż nie jest ani antysemitą, ani filosemitą. I to prawda. Potwierdza to zarówno dobór interlokutorów, z którymi rozmawiał, jak i analiza treści jego tekstów własnych.

Tyle o „stronie organizacyjnej” książki. Teraz, gwoli dalszego zaciekawienia, będzie ciut o meritum.
Szoku doznajemy już podczas lektury pierwszego rozdziału - wywiadu z żydowskim profesorem uniwersytetu w Tel Awiwie. Wg tego żydowskiego historyka nie można mówić narodzie żydowskim wypędzonym z Palestyny przez Rzymian. Rzymianie, i owszem, Żydów prześladowali, ale ich stamtąd nie wypędzili.
Natomiast judaizm był w okresie od II wieku p.n.e. aż do IV wieku n.e. uniwersalną religią monoteistyczną (tak jak później chrześcijaństwo, a jeszcze później także islam), bynajmniej nie ograniczoną tylko do rodaków - potomków 12 synów Jakuba-Izraela. Na judaizm nawracały się całe narody i królestwa: m.in. w Jemenie, Afryce Północnej i państwie Chazarów (ludu tureckiego). I owi azjatyccy żydzi, nie będący jednak Żydami, zepchnięci przez Dżyngis-chana na zachód, do Europy, dali początek europejskiej diasporze żydowskiej. I dalej (cyt., str. 16) „ Otóż kaganat chazarski podbił ziemie zamieszkane przez Słowian. Mniej więcej w okolicach Kijowa. 25 procent polskich Żydów to potomkowie tych Słowian, którzy przyjęli judaizm od swoich chazarskich władców.”.

100-25=75. Z „prostego” rachunku wynika więc, że pozostałe ¾ polskich przedwojennych (a raczej przedrozbiorowych) Żydów to potomkowie Chazarów i podległych im ludów azjatyckich, ale nie Żydów właściwych, znanych nam ze Starego i Nowego Testamentu.
Żydowscy uchodźcy do Polski piastowskiej przed prześladowaniami religijnymi w Europie zachodniej też, i owszem, zdarzali się. Ale to nie oni stanowili masę wyznawców judaizmu w przedrozbiorowej wielonarodowej Rzeczypospolitej.

Natomiast większość Żydów - żydów mieszkających w Palestynie przeszła z czasem … na islam, na skutek odpowiednich perswazji wyznawców proroka Mahometa, w tym zastosowania wobec takich konwertytów przywilejów ekonomicznych.
Reasumując, ów telawiwski profesor konkluduje, iż dzisiejszymi potomkami biblijnych Żydów są bardziej Palestyńczycy niż współcześni obywatele Izraela, których rodzice i dziadkowie przybyli tam w XX w. z Europy i Ameryki.
Prawda, że to dość szokujące? Osobiście o podobnej teorii już coś niecoś wcześniej słyszałem, ale nie wiedziałem, że głosi ją m.in. znany żydowski historyk.
Znając reguły (a raczej brak reguł) Internetu, z góry zastrzegam, że ja istnienie powyższej teorii jedynie sygnalizuję, bynajmniej jej jednak nie popierając (ani zresztą zwalczając). Po prostu - zastanawiam się nad nią. :) Merytoryczne wnioski niechże wyciągają kompetentni badacze starożytnych tekstów pochodzących z Bliskiego Wschodu, jakich nie brakuje. I takich badaczy, i takich zachowanych tekstów. :)

To powyższe zastrzeżenie podpieram cytatem z, na odmianę, ostatniego już rozdziału książki.
Cyt., str. 450 „Historyk, który się nie uczy, nie wyciąga nowych wniosków ze swoich badań, powinien rzucić ten zawód i zająć się myciem szyb na stacji benzynowej.”.

Natomiast do tematyki II wojny światowej, zdecydowanie dominującej w treści większości rozdziałów książki, zdecydowanie pasuje wypowiedź żydowskiego historyka (cyt. str. 449): „Trzeba to powiedzieć otwarcie: żadna społeczność, żaden naród nie wyszedł z bagna, jakim była II wojna światowa, całkowicie czysty. W życiu nigdy nie ma tak, że wszyscy przedstawiciele danej społeczności są święci. Dotyczy to także Żydów.”.

Życzę przyjemnej (w znaczeniu ciekawej i łatwej w odbiorze) oraz nieprzyjemnej (z uwagi na wskazanie wielu także polskich grzechów) lektury.

PS
Osobom słabszym z ortografii, które być może zdziwiły się, iż raz pisałem przez „Ż”, a raz przez „ż”, uprzejmie przypominam, że o Żydach jako członkach narodu żydowskiego należy pisać z dużej litery, a o żydach jako osobach wyznających judaizm - z małej. Kto nie wierzy, niech sprawdzi w słowniku ortograficznym.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 6 lip 2016, o 07:31

Marian Kaleta „Emigrancka spółka <<Szmugiel>>. Wspomnienia dostawcy sprzętu poligraficznego przemycanego do Polski dla opozycji antykomunistycznej w latach 1978-1989”.
Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2015.


Po dłuższym wahaniu piszę o ww. książce w tym wątku tematycznym, choć do literatury popularnonaukowej trudno ją zaliczyć. Ale „trudno” nie oznacza, że „nie można”.
Bo można. Są to wydane przez IPN wspomnienia Mariana Kalety (ur. 1945), zawodowego rewolucjonisty, jak sam siebie określa. A czym się jako ów rewolucjonista zajmował – o tym od razu informuje tytuł książki. Czyli otrzymujemy pamiętnik nie tylko świadka epoki, lecz zarazem aktywnego uczestnika wydarzeń, które doprowadziły do polskiej transformacji ustrojowej. A choć pana Kalety nie można zaliczyć do pierwszej ligi tych, którzy obalili komunizm, to jednak daleko od nich nie odstaje - zna się z nimi osobiście, z większością jest „na ty”. I krótkie swoje opinie o nich w książce też szczerze prezentuje.

Podczas lektury możemy wyodrębnić trzy jej aspekty.

Pierwszym i najbardziej wyeksponowanym jest zarys dziejów emigracji solidarnościowej – losów polskich emigrantów politycznych i ich wkładu w walkę z rządem PRL. Na tym tle mamy bardzo szczegółowo przedstawioną osobistą działalność autora, prawdziwego potentata (do czasu wielkiej wpadki) w dziedzinie szmuglu sprzętu poligraficznego (i nie tylko poligraficznego) do Polski.

Za drugi aspekt książki możemy uznać osobiste dzieje autora i jego rodziny. Oraz jego poglądy polityczne, także na współczesność (wspomnienia spisał w 2014 r.). Przebijają przez nie rozgoryczenie i frustracja, co nawet autor dość akcentuje. Podsumowując swe życiowe dokonania na niwie zawodowej i politycznej, uważa się za człowieka niespełnionego i niedocenionego. A może raczej docenionego poniewczasie, gdy już najlepsze i niewykorzystane lata miał za sobą.

Trzecim aspektem staje się wątek rozliczeniowy, i to w sferze materialnej. Autor stara się porównać środki finansowe formalnie przekazane przez Zachód - z tymi faktycznie skierowanymi na działalność opozycyjną w kraju i na emigracji, przy czym ów bilans jest bardzo daleki od wyjścia na zero. To w skali, nazwijmy ją, makro. A w mikroskali - autor pofatygował się prześledzić wyrywkowo dalsze losy sprzętu przerzuconego przez siebie do Polski (tego nieprzejętego przez Służbę Bezpieczeństwa PRL). I dochodził do wniosku, iż ów sprzęt poligraficzny nie zawsze docierał do najbardziej potrzebujących, za to niekiedy mógł się pojawiać się w obrocie na krajowym czarnym rynku.

Lektura jest więc ciekawa, chwilami wręcz pasjonująca. Uważam tylko, że po tę książkę powinny sięgnąć osoby już „wyrobione” historycznie i politologicznie. Niezależnie od wyznawanych przez siebie poglądów. Uzupełnią swoją wiedzę o bardzo ciekawe i szerzej dotąd nieznane szczegóły działalności opozycyjnej w czasach PRL.
Natomiast gdyby ktoś chciał się z niej dopiero zacząć uczyć naszej najnowszej historii, to otrzyma obraz tej historii - pozostający przecież tłem dla tytułowych wspomnień - zdecydowanie i emocjonalnie jednostronny oraz pełen przemilczeń.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 8 lip 2016, o 06:58

Wiktor Suworow „Tatiana – tajna broń. Kronika Wielkiego Dziesięciolecia”. Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2014.
Wiktor Suworow „Upadek. Ostatnia bitwa marszałka Żukowa”. Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2015.


Czy się komu to podoba, czy nie, część książek Wiktora Suworowa można zaliczyć do literatury popularnonaukowej. Są to napisane lekkim piórem eseje historyczne, nie ma w nich postaci fikcyjnych, autor przedstawia i komentuje zaistniałe w przeszłości fakty. A że czyni to po swojemu i niekiedy w sposób „obrazoburczy” dla historycznego mainstreamu (nie tylko tego rosyjskiego - postradzieckiego), to tylko zwiększa zainteresowanie czytelników, zmusza ich do refleksji oraz do pogłębiania wiedzy historycznej.
Z lekturą Wiktora Suworowa jestem „na bieżąco”, przeczytałem chyba wszystkie jego książki i oczywiście wiem, że powyższej uwagi nie można odnieść do nich wszystkich. Ale do tych dwóch, aktualnie recenzowanych – jak najbardziej.

Wiktor Suworow wspaniale opisuje epokę Nikity Chruszczowa, kulisy jego dojścia do władzy, sposób sprawowania rządów, w tym mistrzowski manewr wyeliminowania marszałka Żukowa, który był już o włos od przejęcia dyktatorskiej władzy wojskowej w ZSRR i być może rozpętania III wojny światowej. Charakteryzuje stan Związku Radzieckiego w latach 50. i 60. ub. wieku – z jednej strony zniewolenie społeczeństwa, beznadziejnie niewydolna gospodarka oraz głód, a z drugiej intensywne zbrojenia atomowe, kosztowne próby z bronią jądrową, powodujące dziesiątki tysięcy ofiar wśród żołnierzy i ludności cywilnej. Przedstawia sylwetki czołowych radzieckich polityków i wojskowych z tego okresu, w tym ich mentalność i cechy charakteru.

A wszystko to Suworow czyni w lekkim, czasami kpiarskim stylu, żartobliwie posługując się napuszoną i wyświechtaną terminologią komunistyczną z tamtego okresu. :D Postaci fikcyjnych w tych dwóch książkach nie ma. Być może pewne dialogi bohaterów książki brzmiały nieco inaczej, ich spotkania następowały w innych miejscach niż to przedstawia autor, ale następujące później fakty historyczne jak najbardziej potwierdzają realność owych spiskowych spotkań i rozmów. Przy czym Suworow bardzo dba o ten realizm – oprócz faktów historycznych powszechnie znanych przedstawia i komentuje także te bardziej szczegółowe, zapisane w radzieckich archiwach i chwilowo odtajnione w epoce Jelcyna. Instruuje również zachodnich historyków, jak należy czytać „między wierszami” oficjalne radzieckie i rosyjskie opracowania historyczne.

Reasumując - rozpoczęło się nam nieco mokre lato. Niecodziennie w czasie urlopu (wakacji) będziecie mogli pójść w lasy, w góry czy nad wodę. Proszę więc zmieścić w walizce czy plecaku również i te dwie książki. Daję słowo, że nie pożałujecie. Czyta się je bowiem lekko, łatwo i przyjemnie – nawet po drugim kuflu piwa (to z autopsji :lol: ).
I ostatnia uwaga - kierowana już tylko do tych, których przekonałem. Książki przedstawiają wydarzenia w ciągu chronologicznym, proszę więc je czytać koniecznie w zaprezentowanej na wstępie kolejności, tj. zaczynając od „Tatiany”.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 13 lip 2016, o 06:41

Lech Wyszczelski „Wojna o polskie Kresy 1918-1921. W walce o niepodległość i terytorium państwa. Walki z czerwoną Rosją, Ukraińcami i Litwinami”. Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2013

Zdecydowana przewaga militariów nad politycznym, społecznym i ekonomicznym aspektami wojen toczonych przez dopiero co wskrzeszone państwo polskie. Widać to zwłaszcza w opisie wojny najważniejszej, tj. polsko-bolszewickiej lat 1919-1920. Poznajemy bardzo zawężony opis tej wojny - widzianej oczami sztabowca. Dokładnie wymienione i wyliczone siły własne i przeciwnika, stoczone bitwy i potyczki, ofensywa, odwrót i kontrofensywa, strategia i taktyka, sukcesy i porażki dowódców polskich i radzieckich – wszystko to w książce znajdujemy chyba aż w nadmiarze. Czytelnik wręcz się gubi w tych militarnych szczegółach. Książka chwilami przypomina podręcznik taktyki w akademii wojskowej.

Pierwsze rozdziały poświęcone walkom z Ukraińcami i Litwinami również rozczarowują. Autor, i owszem, chronologicznie oraz bardzo dokładnie przedstawia obraz zmagań wojskowych, po macoszemu jednak traktuje pozamilitarne ich aspekty. Nie przedstawia genezy świeżej niepodległości dwóch państw ukraińskich (URL i ZURL) oraz Litwy, nie daje nawet zarysu złożoności ich sytuacji społeczno-ekonomicznej i narodowościowej.
Ciekawią za to podane przez autora szczegóły „buntu” gen. Żeligowskiego w 1920 r. i zajęcia przezeń Wileńszczyzny. Marszałek Piłsudski tak to skutecznie utajnił, że nawet wyżsi oficerowie podlegli generałowi uwierzyli w tę „samowolę” i mieli opory z wykonaniem rozkazu marszu na Wilno.

Reasumując, tło polityczne trzech tytułowych wojen – ledwie zamarkowane. W szkolnym podręczniku historii znajdziemy na ten temat więcej informacji. O brutalności toczonych walk, martyrologii jeńców wojennych, postępowaniu z ludnością cywilną na opanowanych terenach – zupełnie nic. Polrewkom i Galrewkom – niewarte opisów :evil: .

A zatem książkę tę polecam tylko pasjonatom historii wojskowości, lubiącym śledzić na mapach ruchy wojsk polskich i przeciwnika, porównywać siły walczących stron, oceniać zachowania dowódców armii i dywizji. Tacy na pewno się nie rozczarują. Ale osoby pragnące poznać całościowy obraz wojny polsko-bolszewickiej powinny sięgnąć po literaturę przedmiotu autorstwa innych historyków, choćby i niepolskich - np. Normana Daviesa czy Adama Zamoyskiego.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 22 lip 2016, o 11:59

Mark Sołonin „Nic dobrego na wojnie”. Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2015

Książka zawiera 5 niepowiązanych ze sobą tematycznie rozdziałów – esejów historycznych, dla których wspólnym mianownikiem jest II wojna światowa. A 6-ty rozdział to wywiad autora z 2009 r. dla Radia Swoboda.

W rozdziale 1 pt. „Trzy plany towarzysza Stalina” Mark Sołonin po raz kolejny przekonywująco dowodzi, że dn. 22 czerwca 1941 r. Hitler tylko ubiegł Stalina w rozpoczęciu wojny, atakując wojska radzieckie szykujące się do ofensywnego skoku. Pogląd ten, przedstawiony po raz pierwszy (nie licząc Davida Irvinga oraz historiografii niemieckiej) w latach 90-tych ub. wieku przez Wiktora Suworowa, nie jest już potępiany w czambuł przez historyków, także polskich i rosyjskich. Wielu z nich, jeśli nawet wprost go nie potwierdza, to jednak i nie wyklucza istnienia takiej ewentualności (asekurując się tylko brakiem dostępu do stosownej dokumentacji).

Rozdział 2 pt. „Pożar w magazynie” zawiera korektę liczby strat ludzkich (wojskowych i cywilnych) ZSRR w latach II wojny światowej. Tytuł stanowi aluzję do złodziejskiego ukrycia manka w magazynie poprzez jego podpalenie. Autor drobiazgowo analizuje liczbę i rzeczywistą strukturę strat osobowych ZSRR podczas „wielkiej wojny ojczyźnianej”.

Rozdział 3 pt. „Dwie blokady” porównuje blokadę Leningradu (1941-1943), która przyniosła zagładę (śmierć z głodu) kilkuset tysiącom mieszkańców miasta, z powojenną blokadą Berlina Zachodniego w latach 1948-1949.

W rozdziale 4 pt. „Nasza władza będzie okrutna…” Mark Sołonin rozprawia się z ukraińskimi nacjonalistami. Wątpię, aby ukraiński przekład książki - jeśli w ogóle nastąpił lub nastąpi - był dostępny w księgarniach zachodniej Ukrainy (pod rygorem wybijania szyb). Wątek polski w tym rozdziale oczywiście też jest obecny. Warto poznać poglądy tego współczesnego inteligentnego Rosjanina, bynajmniej nie polonofoba ani polonofila, w kwestii genezy i przebiegu krwawych wydarzeń na Wołyniu i w Galicji w latach II wojny światowej oraz paru latach po niej. Dobrze jest wiedzieć, jak o bolesnych dla nas sprawach pisze przedstawiciel innej nacji.
Poza tym chyba każdy polski miłośnik historii znajdzie tu dla siebie coś nowego – ja np. nie wiedziałem, że także przedwojenna Litwa sponsorowała OUN, a stojący na czele OUN (do śmierci w zamachu w 1938 r.) Jewhen Konowalec posiadał obywatelstwo litewskie.

Rozdział 5 pt. „Wiosna zwycięstwa. Zapomniana zbrodnia Stalina” dotyczy zbrodni czerwonoarmistów na cywilnej ludności niemieckiej w ostatnich miesiącach wojny, a także już po kapitulacji Niemiec. Autor dość dokładnie opisuje te zbrodnie – tak, że chwilami aż się włos jeży na głowie ze zgrozy. A następnie stawia tezę, iż nie były to spontaniczne występki zdziczałych, prymitywnych i pijanych krasnoarmiejców, lecz zaplanowana tajna operacja, mająca zmusić cywilną ludność niemiecką do ucieczki za Odrę i Nysę Łużycką. Miały ją wykonywać specjalne pododdziały enkawudzistów przebranych w zwykłe mundury wojskowe. Dowodem na to było m.in. bezkarne zabijanie przez nich także tych nielicznych oficerów radzieckich, którzy – będąc przypadkowymi świadkami popełnianych bestialstw – usiłowali im zapobiec.

Reasumując, książkę gorąco polecam. Przyjemnej lektury. Oczywiście „przyjemnej” tylko w znaczeniu interesującej i łatwej w odbiorze, ponieważ tematyka książki (o czym już informuje sam jej tytuł) do przyjemności na pewno nie należy.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Książki popularnonaukowe po które warto sięgnąć

Postprzez Stały Bywalec » 28 lip 2016, o 08:02

Antoni Dudek „Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990”. Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2014.

Jest to już drugie, znacząco uzupełnione wydanie tej książki (pierwsze ukazało się w 2004 r.). Wydawca opatrzył ją napisem na okładce: „Najlepsza historia upadku PRL-u”. I miał rację.

Pomimo zakreślonej w tytule cezury czasowej („1988-1990”) autor poświęca obszerny rozdział pierwszy pt. „Dojrzewanie (1982-1987)” także latom stanu wojennego i kilku następnym, uznając to za konieczne wprowadzenie do opisu kolejnych, już przełomowych wydarzeń historycznych. Przedstawia, jak w tych pierwszych latach zmarnowanej dekady rządząca partia (PZPR) borykała się z problemami społecznymi, ekonomicznymi i własnymi wewnątrzpartyjnymi, skutecznie rozwiązując tylko te ostatnie. Wojciechowi Jaruzelskiemu udało się stopniowo pousuwać ze ścisłego kierownictwa partii charyzmatycznych przedstawicieli „betonu” i uczynić z biura politycznego oraz komitetu centralnego posłuszne organy akceptujące decyzje zapadające w faktycznie dużo węższym gronie. Natomiast wszelkie podejmowane w tym czasie próby reform gospodarczych były rachityczne i nieśmiałe, absolutnie nie na miarę - dojrzewającego również w tym czasie - rozwiązania chińskiego.

I tak po przedstawieniu sytuacji, w jakiej znalazła się Polska pod koniec lat 80. ub. wieku, dochodzimy do bardzo szczegółowego opisu „początku końca” oraz już samego „końca” epoki PRL i PZPR. Temu bowiem poświęcona jest książka.
Przeczytać ją koniecznie powinni wszyscy zainteresowani polityką, także tą współczesną (z zastrzeżeniem jak w ostatnim akapicie niniejszej recenzji). Praca prof. Antoniego Dudka dotyczy bowiem wydarzeń nieodległych w czasie, których uczestnicy w sporej części jeszcze żyją i nadal są politycznie aktywni. Wszelkie dywagacje na ten temat, czynione bez poznania i zrozumienia mechanizmu transformacji ustrojowej, a także jej ówczesnych wewnętrznych i międzynarodowych uwarunkowań, należy ocenić jako pospolite mędrkowanie. Może sobie na to oczywiście pozwolić zwykły zjadacz chleba, ale już nie np. polski parlamentarzysta czy radny.

Dla osób już dziś co najmniej w średnim wieku, tj. takich, które w tytułowych latach książki były w wieku 20+, jej lekturę można scharakteryzować jako „Przeżyjmy to jeszcze raz” – ale z bardzo istotnym zastrzeżeniem. Prof. Antoni Dudek przedstawia bowiem na bazie źródeł (cytowanych protokołów i stenogramów obrad, pamiętników, spisanych ustnych relacji, itp.) genezę znanych nam wydarzeń, których byliśmy, chcąc – nie chcąc, aktywnymi lub biernymi uczestnikami po obu stronach barykady. Ja np. często zadawałem sobie wówczas pytanie, co dokładnie powoduje takie a nie inne zachowanie przedstawicieli strony rządzącej lub opozycyjnej, o którym dowiadywałem się z „Trybuny Ludu” lub Radia Wolna Europa. Orientowałem się w ogólnym kierunku zachodzących przemian politycznych i ekonomicznych, ale nie znałem sposobu dochodzenia do podejmowanych decyzji. Teraz już wiem. Tę daną nam przez prof. Antoniego Dudka wiedzę można porównać do poznania szczegółów obliczeń trudnego zadania matematycznego, którego wcześniej znało się tylko treść i przyjęte założenia prawidłowego rozwiązania. To dla starszych czytelników.

A dla młodszych? Tych, którzy znają tamtą epokę tylko z opowiadań osób starszych i lekcji historii?
Takich również omawiana książka na pewno przyciągnie, oczywiście pod warunkiem posiadania już odpowiedniej wiedzy oraz zainteresowań – powiedzmy na poziomie co najmniej czwórki z języka polskiego, wiedzy o społeczeństwie i historii na maturze. Jest to bowiem opracowanie popularnonaukowe, a więc siłą rzeczy kierowane do węższego kręgu czytelników.
Natomiast ci, co się do owego węższego kręgu (obiektywnie lub subiektywnie) nie zaliczają, powinni tylko wiedzieć, że w latach 1988-1990 żaden generał Anders nie przyjechał na białym koniu i nie przegonił komuny, lecz że to Drużyna Lecha rozegrała mecz z Drużyną Wojciecha. W meczu tym starano się przestrzegać zasady fair play, a wynik obie strony w pełni zaakceptowały. Alternatywą mogło być tylko przerwanie meczu oraz krwawe burdy na trybunach i poza stadionem.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Offtop

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.