Lama

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Lama

Postprzez Zygmunt Skibicki » 19 lip 2011, o 17:03

Lama

To opowiadanie dedykuję Elżbiecie Dzikowskiej w dowód uznania i podzięki za fenomenalnie przez nią spisane i publikowane dzieje Ludka Pińczuka zwanego Bieszczadzkim. A choć moja opowieść samego Ludka nie dotyczy, to i tak jest on w nią zamieszany, jak we wszystko co dotyczy Połoniny Wetlińskiej.

Po gwieździstej nocy na przełęczy Orłowicza wstał piękny, słoneczny dzień. Ileż to już razy spałem w tym miejscu? A w ilu snach marzyłem o kolejnym tam powrocie?
Garść jagód do porannej herbaty i można spakować się i iść dalej. Lubię spać wysoko. Mniej tłoku i spokojniej, a poza tym nie trzeba zaczynać dnia od mozolnego taszczenia się pod górę. Jakoś ładniejsze są wtedy góry. Z pierwszej kulminacji Połoniny Wetlińskiej rozciągał się daleki widok na jej południowe stoki. Jak okiem sięgnąć nikogo. Na samym końcu maleńkie schronisko. Bardziej je wydobywałem z pamięci, niż rozpoznawałem. Oczu nigdy nie miałem dobrych...
Jednostajny południowy wiatr układał szerokie fale na wyjątkowo wyrośniętych tego roku trawach. Niemal morski pejzaż... Kiedy zszedłem w obniżenie, schronisko znikło mi z oczu i czułem się sam. Nie samotny, ale sam. Jest coś urzekającego i pociągającego w byciu sam na sam z tak wielką przestrzenią. Mam to w każdych górach. Bieszczady, Karkonosze, Tatry, gdziekolwiek – wczesnym rankiem, kiedy na górę nie docierają jeszcze tłumy zadyszanych biegaczy, lubię być na szlaku.
Być może, dlatego lubię chodzić po górach z namiotem. I pewnie z tego samego powodu z niechęcią odbieram wszelkie zakazy dotyczące swobodnego ruchu turystycznego. Może jestem odmieńcem, ale unikam jak mogę zatłoczonych i tętniących życiem „kulturalnym” pól namiotowych. Integracyjne noce na dużych kempingach wręcz napawają mnie obrzydzeniem. Wolno mi – to mój prywatny stosunek do świata i nie dorabiam do tego napompowanych teorii. Po prostu lubię jedno, nie lubię drugiego. I już...! Tak rozmyślając łagodnie podchodziłem połoniną.
W pewnym momencie daleko przed sobą zobaczyłem coś białego. To się ruszało! Turysta... ubrany na biało... tu, na połoninie? Nie miałem lornetki. Średniej mocy teleobiektyw też mi nie pomógł. Szedłem więc dalej. Wreszcie, po jakimś czasie przez wizjer aparatu rozpoznałem ni mniej ni więcej tylko... lamę. Mogłem spodziewać się tutaj jelenia, żubra, wilka, niedźwiedzia nawet, ale lama? To zdecydowanie przekraczała moją wyobraźnię.
Wielkie trawy połoninne mają swoistą zaletę. Można iść po szlaku i nie patrzeć pod nogi. Potężne kępy nijak nie pozwolą postawić nogi ani o pół kroku w bok. Tylko nieliczne kamienie wystające ze zbitej gliny grożą drobnymi potknięciami. Podniecony egzotyką spotkania robiłem kolejne zdjęcia zbliżającemu się zwierzęciu
i tak się zagapiłem przez ten wizjer, że niemal wlazłem lamie pod pysk. Była wyraźnie oswojona...
Ja, człowiek w Andach nie bywały, nigdy wcześniej nie zetknąłem się z lamą tak bezpośrednio. Zwierzaki te są popularne w wielu ogrodach zoologicznych, ale płot ogrodzenia stanowi nie tylko fizyczną, ale także psychiczną barierę. Wcale mnie jednak nie opluła, jak to w miejskich ogrodach nader często bywa.
Kiedy byłem na wyciągnięcie ręki, po prostu odwróciła się i poszła szlakiem tuż przede mną. Nieomal prowadziła mnie do schroniska jak... gospodarz prowadzący gościa.
Okazało się, że tutejsi rezydenci kupili ją w ogrodzie zoologicznym i używają pod juki. Bardzo sobie chwalili jej przydatność. Żyła więc pospołu z koniem i osłem
i chyba dobrze się czuła. Z pewnością swobodniej jej było na olbrzymiej połoninie pełnej traw i innych, jej tylko znanych przysmaków niż w małym ogrodzeniu
z regulowanymi porami karmienia i ściśle odmierzanymi racjami.
I nadeszły takie lata, kiedy stali bywalcy przynosili na Wetlińską w plecakach kilka butelek piwa dla siebie i gospodarzy oraz jabłko dla lamy. Chyba czekała na te jabłka od znajomych, bo wyraźnie rozpoznawała niektórych i uparcie towarzyszyła im przy biwakowych posiłkach przed schroniskiem, a obdarowana smakołykiem dyskretnie na boku zjadała go i... znów czekała. Miała wielu przyjaciół...
Lubiłem tego egzotycznego czworonoga. Przynosiłem zawsze tylko jedno jabłko i dzieliłem się z nią. Swoją połówkę zjadała nadzwyczaj szybko licząc, że z tej drugiej połówki też coś jeszcze dostanie. Dostawała... Doszło do tego, że nie potrafiłem wyobrazić sobie urokliwego schroniska bez lamy. Tak jakby była tam od zawsze. Wrosła... Były nawet jakieś plany znalezienia jej towarzysza na dalsze lata. Gdzieś dzwoniłem, coś uzgadniałem. Nic z tego nie wyszło jednak.
A potem przyszedł taki rok, kiedy sam zjadłem całe wniesione tam jabłko – nie było już lamy na Wetlińskiej...
.................

Kilka lat później jechałem pociągiem ekspresowym do Warszawy. Jakaś narada czy inny, równie sztampowy pomysł Zwierzchności, od którego nie ma odwołania. Mus, to mus...
W przedziale cztery osoby. Dwie panie z pretensjami, odprasowany oficer wyższego sortu i ja, cywil w okularach schowany za książką. Oficer tokował. Taki widać obowiązek noszony mundur nań nakładał. Zeszło mu na sukcesy armii naszej, co to... jest zwycięska, bo nie ma innej możliwości. Z definicji...
–Bo jak przyszedł stan wojenny, to mnie - proszę pań - wysłali w Bieszczady. Na sam koniec świata! Taki rozkaz. Panie wiedzą – rozkaz to rozkaz. W wojsku się nie wybiera.
Z lekka, zza książki nadstawiłem ucha. Duże, a z racji słonecznego dnia mocno pociemniałe fotochromy pozwalały niepostrzeżenie zerkać na wysztyftowanego koguta. Też bym chciał służbowo pojechać w Bieszczady. Niekoniecznie jednak z powodu stanu wojennego – może nawet zwłaszcza nie z tego powodu. Poza tym sam co nieco wiedziałem o komisarzach wojskowych w tak zwanym terenie. Od kilku lat, z racji zawodu byłem mieszkańcem Polski, tak zwanej powiatowej.
Jego szamerunkowość z lekka się nadął zauważywszy narastające zainteresowanie u dam. Kogut... tak, to było nad wyraz celne określenie. Moja osoba z pewnością w ogóle go nie obchodziła. I słusznie. Nie jestem panna i nie przepadam...
–No i tam na tym końcu świata trzeba było robić porządki. I dyscyplinę. A to
z cywilami trudne jest... jak diabli! Tam, drogie panie... to wtedy same oryginały żyły. Obrośnięte, nieogolone, niedomyte, do zdjęcia w dowodzie niepodobne. Bez zameldowania... Zresztą, na początku to nikt tam dowodu przy sobie nie nosił. Trzeba ich było zatrzymywać, wzywać tych co mogli tożsamość poświadczyć, a ci też dowodów nie przynosili. Nie chcieli sami przychodzić. Patrole ich doprowadzać musiały...
Wygładził nieistniejące fałdy na pstrych baretkach i kontynuował
-A śniegi to były, że strach. To czasem trzeba było po kilka dni takiego trzymać, aż ktoś z dowodem poświadczył. A tam granica tuż. I to jaka granica – panie wiedzą! Ważny ośrodek rządowy też tam był. Jeszcze dziś nie wolno mi mówić, kto tam przebywał. Ciągłe inspekcje, kontrole i przeglądy. Ciężka była praca... oj ciężka!
-nieco się zasępił, ale po chwili ożył
-Aż tu, któregoś dnia wołają przez radio ze schroniska w górach, że pomoc potrzebna. Koniecznie ma przylecieć helikopter ratunkowy. Coś mnie tknęło. Turystów przecież nie ma, bo zakaz. Miejscowego to by na takich - wiecie panie
- górskich sankach zwieźli. Pogoda była ładna, myślę sobie - proszę pań – polecę, popatrzę z góry na moje gospodarstwo.
Helikopter przyleciał po mnie jak rozkazałem. Pilot cywil, ale po wojskowej szkole... znaczy - dobry pilot. Bo najlepsze są wojskowe - proszę pań - szkoły. A jak trudno się do nich dostać! Ja też taką kończyłem...
Aż dziw, że nie wymienił nazwy znamienitej zapewne Alma Mater... Pewno też tajemnica.
Panie podziwiały pstry zbiór tajemniczych, kolorowych pasków ponad patką lewej kieszonki. Jakieś świecidełka na wyłogach. Któraś tasiemka była pewnie za ten stan wojenny. Może nawet gwiazdka. Rycerskie oblicze promieniało poczuciem nie zagrożonej dominacji nad otoczeniem. Teraz mówił już dobitnie i wyraźnie do wszystkich. Każdy mógł się czegoś od niego nauczyć. Nawet zapluty cywil z książką. Zapewne drażniłem go wyraźnie okazywanym brakiem jakiegokolwiek zainteresowania. Słuchałem go jednak uważnie. Intrygowała mnie ta opowieść. Może powie coś więcej... Mam tam przecież znajomych.
-Ładne te góry oglądane z góry –sam uśmiechnął się do zgrabnej zbitki słownej.
-Lądujemy na szczycie przy schronisku. I wtedy okazało się, że ta pomoc to potrzebna jest dla ich lamy, co to ponoć zachorowała. Lama to takie duże białe zwierze z Ameryki. Można obejrzeć w ZOO. Wtedy się strasznie wkur... znaczy, zdenerwowałem.
Ton jego głosu stał się mentorski. Napompowana twarz zaczerwieniła się
z wysiłku i kilka fioletowo sinych żyłek wykwitło na nosie i policzkach – oczywiste ślady głównej życiowej rozrywki. Już jednak wiedziałem, że nie zapomnę tego gościa. On tam rzeczywiście był! Moja, w dalszym ciągu ostentacyjna i teraz już źle skrywana obojętność, wyraźnie go wpieniała. Tembr jego głosu przeszedł
w koszarową połajankę.
-To my wypruwamy sobie żyły, żeby porządek zrobić w narodzie. Z daleka od rodzin narażamy życie dla Ojczyzny. Służymy za sprzątaczy cywilnego bałaganu.
Nie oglądamy się na niebezpieczeństwa i nie liczymy godzin służby, a oni wzywają nas do jakiegoś prywatnego bydlaka, co to zaniemógł, żeby go służbowym samolotem dostarczyć do weterynarza... – nieco się zasapał.
-Rozkazałem odlot. Wtedy tamci pytają mnie... co mają zrobić, bo chore zwierzę
w takie śniegi nie da rady zejść w doliny. No i - drogie panie - musiałem podjąć samodzielną decyzję. Regulaminy takiego przypadku nie przewidziały, ale jak jest taka potrzeba, to oficer musi sam zdecydować... Jak na froncie. Taka służba.
-No, i...? – panie były wyraźnie zniecierpliwione.
-No, i... skróciłem męczarnie bydlęciu, bo co ono winne?
..................

Znałem ze szczegółami koniec tej historii. Wiem też dokładnie, gdzie są zakopane szczątki ulubionego zwierzaka. Opowiedzieli mi wszystko na Wetlińskiej, kiedy sam jadłem to przyniesione dla lamy jabłko.
Nawet nie bardzo różniły się te relacje... Nie spodziewałem się jednak kiedykolwiek spotkać zwyrodnialca, który to zrobił. Zaś chwalenie się tym... nadal nie mieści mi się w głowie. Resztę drogi przesiedziałem w WARS-ie. A na Wetlińską, jak dawniej... chodzę z jabłkiem.
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Lama

Postprzez Zygmunt Skibicki » 26 lip 2011, o 16:36

Upsss, chyba coś znalazłem.
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Lama

Postprzez Zygmunt Skibicki » 6 paź 2011, o 09:00

Znalazłem moje dwa stare... bardzo stare slajdy ORWO-wskie:

Obrazek

Obrazek

To są właśnie te slajdy, których robienie opisałem w opowiadaniu "Lama".

I w związku z tymi slajdami zagadka:
Na pierwszej fotce w tle za lamą stoi na ścieżce facet z założonymi rękoma - kto to?

Pierwszą prawidłową odpowiedź nagradzam dwoma książkami: "Lama..." i "Krzyż..."
Dwie kolejne prawidłowe odpowiedzi nagradzam egzemplarzami książki "Lama..."
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Lama

Postprzez Zygmunt Skibicki » 6 paź 2011, o 10:18

Aha! I termin rozwiązania zagadki, bo bez tego się nie da.
Umówmy się, że to będzie do końca przyszłego tygodnia, czyli do 16-go października 2011, do godziny 22:00.
Potem oczywiście podam prawidłowe rozwiązanie.
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Lama

Postprzez lidkru » 6 paź 2011, o 11:08

Lutek :)
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3193
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Lama

Postprzez Zygmunt Skibicki » 6 paź 2011, o 11:18

Jak powiedziałem - dopiero 16-go podam wyniki...
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Lama

Postprzez otrok » 6 paź 2011, o 19:42

piękne kolory na tych orwach; trochę jak krosy,. trochę jak nie krosy.
A sam się ostatnio zaprzyjaźniłem z alpakami w Czarnorzekach - cudowne stworzenia.
Alpakaria jest między Kamieńcem a Prządkami; łatwo trafić - jest reklamo-drogowskaz.
otrok
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 335
Dołączył(a): 17 lut 2011, o 09:17
Lokalizacja: Beskid Niski i po górze

Re: Lama

Postprzez Zygmunt Skibicki » 6 paź 2011, o 19:59

Ja przepraszam za jakość tych slajdów, ale one przeleżały w papierowych rupieciach circa 40 lat bez żadnego sensownego zabezpieczenia.
Kilka lat temu znalazłem je, gdy robiłem okładkę do książki i potem znów "gdzieś" wsiąkły, by teraz wpaść mi w ręce.
No, takie są i... tyle.
A photoszopkować ich nie zamierzam...
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Re: Lama

Postprzez otrok » 6 paź 2011, o 20:05

ale te kolory naprawdę są piękne, i ziarenko, wrzucaj Zbigniewie takie zdjęcia ile wlezie, bardzo lubię.
otrok
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 335
Dołączył(a): 17 lut 2011, o 09:17
Lokalizacja: Beskid Niski i po górze

Re: Lama

Postprzez Zygmunt Skibicki » 6 paź 2011, o 20:28

otrok napisał(a):...wrzucaj Zbigniewie...

Jak jeszcze coś bieszczadzkiego znajdę z tamtych lat, to wstawię.
Może przy okazji oględzin coś ciekawego mi się przypomni i znów coś "skrobnę"... :?
Tyle, że ja jestem Zygmunt... niekoniecznie "trzeci" i wcale nie "zupa"! :lol:
Avatar użytkownika
Zygmunt Skibicki
Snufkin errantes v. insanabilis
 
Posty: 778
Dołączył(a): 17 lip 2011, o 10:23

Następna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

cron