Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Maramuresz, Góry Rodniańskie, Kelimeńskie, Bucegi, Fogaraskie, Parang i inne

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez karabin_bojowy » 23 sie 2011, o 11:52

Dzień 5 - 24.05.2011

Obudził mnie rześki poranek i nastał czas pakowania i ogólnej bieganiny. Trochę rozleniwiliśmy się będąc kilka dni w tym samym miejscu, więc jakoś tak lekko się ociągałam ;). Komisyjnie udało nam się złożyć namiot Asi i Tomka, zapakowaliśmy Irasowóz, a i pozostałe autka też już prawie były gotowe. Ruszyliśmy po raz ostatni na tej wyprawie, wąską i zarośniętą doliną potoku Beu i oczywiście jak zwykle wszędzie snuły się mgiełki zawieszone tuż nad lustrem wody. No pięknie tu i dziko, a niesamowitości dodawały zwisające zewsząd bluszcze, jak gdyby liany w dżungli. trzeba będzie tu wrócić... może jesienią. Lecz teraz czekała na nas kolejna przygoda i kolejne wspaniałe krajobrazy. Przejechaliśmy przez malutka wioskę Potoc, oczywiście odprowadzani ciekawskimi spojrzeniami mieszkańców. Zaplanowaliśmy śniadanko w Sasca Montana i w znanej nam już saskiej knajpce "Stary Młyn", jednakże jak się okazało lokal w remoncie i nici z posiłku. Ruszyliśmy dalej z ogromną potrzebą wypicia kawy, a także czekało nas już uzupełnienie zapasów chleba i piwa ;) :D ... Dotarliśmy do kolejnej większej osady i udało nam się wypatrzeć sklepik, a w nim oczywistą oczywistością była kawa. No niestety tym razem nie była taka jak zawsze, lecz automat Nescafe musiał nam wystarczyć. Rozłożyliśmy się ze śniadaniem pod sklepikowym parasolem, a Irek skorzystał z okazji bliskości cywilizacji i połączył się z netem. Pokrzepieni kawą ruszyliśmy w dalszą niezbyt długa drogę, gdyż czekało nas tylko dojechanie do wioski Dristie, która miała stać się naszą bazą wypadową do Diabelskiego jeziorka. Odbiliśmy w odpowiednią stronę i zaczęliśmy się wspinać po krętej dróżce. Co chwila otwierały się przed nami malownicze panoramy, więc nie odpuściliśmy kilku postojów na zdjęcia.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
karabin_bojowy
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 900
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 10:31
Lokalizacja: Lublin
Podziękował : 14 razy
Otrzymał podziękowań: 37 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez andrzej627 » 23 sie 2011, o 13:15

karabin_bojowy napisał(a):Irek skorzystał z okazji bliskości cywilizacji i połączył się z netem.

Avatar użytkownika
andrzej627
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 298
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 21:48
Lokalizacja: +48.22.389.5627
Podziękował : 2 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez karabin_bojowy » 24 sie 2011, o 11:16

Zjechaliśmy z przełęczy do osady Sopotu Nou i wypatrywaliśmy skrętu na przysiółek Dristie. No nawet stała jakaś taka mocno posunięta czasowo tabliczka, z mocno przerdzewiałym bazgrołem, jednakże nasunęły nam się pewne wątpliwości. Nawigacja niby pokazywała, że droga powinna być nie po tej stronie Nery, zaś tabliczka pokazywała nam poszukiwaną osadę z całkiem innej. No nic... spróbujemy. Zsunęliśmy się na polną drogę, wijącą się wzdłuż brzegów rzeki pomiędzy niewielkimi poletkami. Co chwila w niewielkich sadkach pokazywały się stare chaty. Wypatrywaliśmy miejsca na ewentualny biwak i tak dotarliśmy do ogrodzenia postawionego wzdłuż drogi. No czyli dalej nie ma co się pchać. Znaleźliśmy ukwieconą łąkę w niewielkiej odległości od strumyczka, który nada się na lodówkę idealnie. Rozpoczęliśmy już się rozbijać, gdy pośród nas zmaterializowała się babcia z okrzykiem "Nu bine". Okazało się, że ta ukwiecona łąka będzie jutro koszona, więc mamy się rozbić na już wykoszonym kawałku. No trudno, będzie bez kwiatków :(. Przenieśliśmy się jakieś 20 metrów, wystrzeliliśmy swoje namiociki i ruszyliśmy z powrotem, bo jak się okazało jednak szlak do jeziora prowadzi z drugiej strony rzeki. Dosyć sprawnie udało nam się odnaleźć owy trakt i podążaliśmy w odpowiednią stronę. Po chwili wyrosła znów przed nami drewniana brama. No co jest... :shock: Po sprawdzeniu organoleptycznym, wrota udało się otworzyć i cała ekipa spokojnie przejechała, ja zaś zamknęłam za nami, żeby nie było problemów. Za kilkaset metrów znów brama ... i tak dalej i dalej. Ogrodzenia te są poprowadzone dookoła łąk i pól w ochronie przed nieproszonymi dzikimi zwierzętami, a także jako ograniczenie wypasu koni i bydła. naturalną granicą z jednej strony był wartki nurt rzeki, zaś z drugiej skalna ściana zamykająca od wschodu dolinę. Podstawową zasadą jest zamykanie za sobą owych bram, o co zresztą proszą tabliczki przy nich przyczepione :). Dotarliśmy do sporej polany, ładnych parę kilometrów od Sopotu Nou i kierownik podjął decyzję, że tu zostawimy nasze pojazdy. Dalej droga mocno się zwężała, a niekiedy wręcz przytulała do wody. Spakowaliśmy prowiant i ruszyliśmy szlakiem do Diabelskiego Jeziorka. Nadal napotykaliśmy bramy oraz coraz to piękniejsze widoki. Zostało nam do przejścia kilka kilometrów, lecz jak na razie trasa wiodła spacerowo wzdłuż rzeki. Męczące były tylko te odcinki drogi, gdy byliśmy zmuszeni wyjść spod osłaniających nas drzew na rozpaloną "patelnie", a słońce pokazywało dziś co potrafi 8-). Spotkaliśmy po drodze strażniczki wiszącego mostu :D, które zawzięcie broniły przeprawy na druga stronę lub w innej wersji była to swoista zagroda dla kóz :D.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika
karabin_bojowy
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 900
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 10:31
Lokalizacja: Lublin
Podziękował : 14 razy
Otrzymał podziękowań: 37 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez karabin_bojowy » 30 sie 2011, o 14:45

Umęczeni ogromnym skwarem dotarliśmy do wiszącego mostu na Nerze i z przyjemnością przyjęliśmy chłodek, który zapewniły nam leśne ostępy, na drugim brzegu rzeki. Jakoś jakby raźniej ruszyliśmy dalej. Po paru minutach dotarliśmy do niewielkiego, drewnianego młyna z poziomym kołem wodnym. Skorzystaliśmy z okazji i praktycznie wszyscy zaczęli moczyć się w lodowatym potoczku. Z pewnością każdy zna to cudowne uczucie :). No, ale czas ruszyć dalej w drogę. Tuż po przekroczeniu potoku, szlak zaczął się powoli piąć w górę, równocześnie wijąc się w gęstych zaroślach. Niekiedy otwierał się przed nami widok na kanion daleko w dole. Z uwagi na strome podejście grupa nasza się znacznie rozciągnęła, lecz do celu dzisiejszej wędrówki nie było już daleko. Dotarliśmy na przełęcz, gdzie nasz szlak łączył się z trasą z leśniczówki Damiana. Stąd już tylko 15 minut i będziemy na miejscu. Wąziutka ścieżka poprowadziła nas najpierw grzbietem wzniesienia pośród gęstych zarośli i zwieszających się pnączy, by po chwili stromo opadać znów w stronę rzeki. Powolutku, powolutku dotarliśmy na miejsce. Przed nami spomiędzy drzew wyłoniło się niewielkie jeziorko o przecudnej barwie. Część zbiornika ukryte było pod skalnym nawisem i we wnętrzu jaskini, a ze skraju urwiska zwieszały się długie liny pnączy, dodając wszystkiemu niesamowitego uroku. Oczywiście sesja fotograficzna w różnych ujęciach i czas odpocząć. Tomek zawzięcie poszukiwał geocacha, który według wszelkich informacji przez niego posiadanych, gdzieś tu powinien być ukryty. My w tym czasie delektowaliśmy się posiłkiem, a co poniektórzy nawet piwkiem ;). Na pomoc nieszczęsnemu poszukiwaczowi przyszedł Andrzej i jakoś wspólnymi siłami odnaleźli skarb. W załączonym dzienniczku wszyscy się wpisaliśmy, Wojtek oczywiste coś tam dołożył od siebie ;) i paczuszka znów trafiła na swoje miejsce. Bardzo przyjemnie tak posiedzieć, lecz chyba czas powoli się ruszyć w drogę powrotną. Tym razem pierwszy wyruszył na szlak Irek, ja zebrałam się jakoś po nim, a reszta jeszcze została. Teraz tą stromiznę trzeba było pokonać w przeciwpołożną co nie było takie zachęcające. Byłam mile zaskoczona, że udało mi się ją pokonać dosyć sprawnie i bez większego zmęczenia i nawet na przełęczy spotkałam odpoczywającego Irka. Ruszyliśmy dalej przez las, wśród pozostałości łanów niedźwiedziego czosnku. Teraz było o niebo łatwiej.... wiadomo... z górki :mrgreen:. Dotarliśmy do młyna, chwila relaksu nad wodą i dalej. Wędrując sobie przez lasek, nieopodal wiszącego mostu, coś zwróciło naszą uwagę. Przystanęliśmy przyglądając się cóż to takiego. Jakieś 100 metrów od nas na oświetlonej polance, było coś wielkiego. Pierwszy typ, iż jest to żubr, padł prawie natychmiast, gdyż obydwoje wiedzieliśmy, że w Rumunii nie ma ich na wolności. Kolejny typ, iż jest to wielki korzeń z przewróconego drzewa, równie szybko został obalony, gdyż owy "korzeń" odwrócił łeb w naszą stronę. :o :o :shock: :| :? W ułamek sekundy zrozumieliśmy, że oto mamy przed sobą niedźwiedzia i zanim chyba to do końca do nas dotarło już przebieraliśmy zawzięcie kończynami, lecz starając się nie biegnąć. Gdy tylko skryła nas skarpa, natychmiast wystartowaliśmy jak dwie rakiety, pomimo znacznego zmęczenia. Adrenalina niosła nas jak na skrzydłach. Zwolniliśmy lekko na wiszącym moście, lecz i tak co chwila oglądaliśmy się czy, aby nie mamy towarzysza. Za mostem rozpościerała się wielka odsłonięta łąka i przebyliśmy ją w zaskakującym tempie. dopiero za kolejnym płotkiem, jakby trochę zwolniliśmy i staraliśmy się powrócić do logicznego myślenia. Irek przyznał się, że zakładał, że jakby coś, to misio dorwie mnie pierwszą, gdyż wolniej biegam... 8-) :evil: ... maupa... No i powstał dylemat czy zawiadamiać pozostałych, gdyż świadomi mogą nie przejść tego odcinka, zaś nieświadomi mogą przejść niczego nie zauważając, lecz mogą również wpaść na misiaczka. Niestety brak łączności rozwiązał nasz problem. Wciąż podekscytowani dotarliśmy do autka, w którym było chyba ze 300 stopni i klima skapitulowała. W takim skwarze nie byliśmy w stanie czekać na pozostałą część ekipy, więc ruszyliśmy w drogę do obozowiska, w nadzieli, że niedźwiedź sobie poszedł. W osadzie na próżno szukaliśmy otwartego sklepu z zimnym piwem i w końcu zrezygnowani wróciliśmy do rozgrzanych namiotów. Znad doliny rozległ się potężny łoskot. Idzie burza... Niedługo po nas dotarli pozostali i wcale nie chcieli nam uwierzyć w nasze spotkanie. No trudno... :( ... Z braku zimnego piwa, nasze zapasy trafiły do niedalekiej "lodówki". Asia z okazji imienin otrzymała wspaniały prezent od Wojtka, no mi również się coś tam dostało :D. Przetoczyła się nad nami kolejna burza, lecz na szczęście nie trwała zbyt długo. Oczywistą oczywistością było również pojawienie się biednych, wygłodniałych psiaków, które natychmiast zostały porządnie nakarmione. Odwdzięczyły się pilnując naszego obozowiska :). Dziś darowaliśmy sobie ognisko, gdyż zmęczenie dało szybko znać o sobie. Rozmowy trwały co prawda trochę, lecz powoli padaliśmy jak muchy. Noc była duszna i gorąca....

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
ObrazekObrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
karabin_bojowy
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 900
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 10:31
Lokalizacja: Lublin
Podziękował : 14 razy
Otrzymał podziękowań: 37 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez andrzej627 » 30 sie 2011, o 15:15

Moją kamerą wyglądało to tak:

Avatar użytkownika
andrzej627
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 298
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 21:48
Lokalizacja: +48.22.389.5627
Podziękował : 2 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez andrzej627 » 30 sie 2011, o 20:55

Na biwaku po powrocie z wycieczki:

Avatar użytkownika
andrzej627
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 298
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 21:48
Lokalizacja: +48.22.389.5627
Podziękował : 2 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez Wojtek1121 » 31 sie 2011, o 09:47

Andrzejku filmik trochę długawy, ciekaw jestem czy przez kogoś zostanie obejrzany do końca.
Avatar użytkownika
Wojtek1121
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 211
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 15:05
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez karabin_bojowy » 21 wrz 2011, o 21:02

Dzień 6 - 25.05.11

Obóz powoli budził się do życia, otaczające szczyty lekko ukryły się w chmurach, spomiędzy, których nieśmiało wyglądało słońce. Dziś kończył się nasz pobyt w rejonie doliny Nery, a czekała na nas dolina rzeki Cerny. Lecz najpierw najważniejszą i najbardziej priorytetową sprawą było - zatankować! 8-) Wszystkie cztery autka wołały głośno PIĆ ... Po złożeniu biwaku ruszyliśmy w kierunku miejscowości Moldova Nou, gdzie czekała na nas wymarzona stacja. Oczywiście nie obyło się bez przystanków na zdjęcia, gdyż poranne mgiełki w dolinach wyglądało wprost bajecznie. Do miasteczka dojechaliśmy chyba głównie rozpędem i na oparach. :o :mrgreen: Nigdy dotąd nie przytrafiła nam się taka akcja, a tym razem wyszło tak przez dodatkowy dzień poza cywilizacją. Niewielka stacyjka wydała nam się niezwykle przyjazna ;). Spokojni o dalszą część trasy, z przyjemnością mogliśmy podziwiać widoki na rozlewający się przed nami Dunaj. Ponieważ tą trasę pokonaliśmy rok temu, tylko w przeciwną stronę, wiedzieliśmy gdzie najlepiej zatrzymać się, aby móc jak najwięcej zobaczyć. Światło do zdjęć nie było najlepsze, ale na pamiątkowe zawsze znajdzie się chwilka. Oczywiście zatrzymaliśmy się na przeciwko twierdzy Golubac i przy skale Barbaci, a także przy zatopionych ruinach twierdzy Tri Cule. Wszyscy marzyli o gorącej kawie, a i na ząb coś by się przydało wrzucić, więc wybraliśmy na postój hotel Melba :D. Obiekt trzygwiazdkowy i w pełni sezonu pewnie tętniący życiem. Na razie jednak cichy i spokojny. Skierowaliśmy się od razu do restauracji na tyłach obiektu, a dokładnie na wodzie. Hotelik, jak wiele tutaj, jest przytulony do stromego brzegu, więc wykorzystano wszelki kawałek lądu. Tarasy na zewnątrz, gdzie rozlokowała się restauracja są połączonymi ze sobą pomostami i altanami. A do tego naprawdę wspaniały widok. Niestety trochę się zachmurzyło i nawet mi się zdaje, że cosik pokropiło, lecz humory nam dopisywały, więc nikt na to nie zwrócił wielkiej uwagi. Posiłek okazał się być przedni, kawa również, oczywiście było wi-fi ;), więc w jeszcze lepszych nastrojach ruszyliśmy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
karabin_bojowy
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 900
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 10:31
Lokalizacja: Lublin
Podziękował : 14 razy
Otrzymał podziękowań: 37 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez andrzej627 » 8 lis 2011, o 14:07

karabin_bojowy napisał(a):Dzień 6 - 25.05.11
(...) Posiłek okazał się być przedni, kawa również, oczywiście było wi-fi ;), więc w jeszcze lepszych nastrojach ruszyliśmy dalej.

Kasiu, będzie dalszy ciąg?
Avatar użytkownika
andrzej627
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 298
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 21:48
Lokalizacja: +48.22.389.5627
Podziękował : 2 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Majowe Karpaty Rumuńskie, czyli podróż wężykiem

Postprzez karabin_bojowy » 8 lis 2011, o 14:24

będzie...
Avatar użytkownika
karabin_bojowy
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 900
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 10:31
Lokalizacja: Lublin
Podziękował : 14 razy
Otrzymał podziękowań: 37 razy

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Karpaty rumuńskie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W: