Śmierć nad Soliną. Policja zwlekała z wysłaniem karetki

Informacje i dyskusje o bieżących wydarzeniach w regionie.

Śmierć nad Soliną. Policja zwlekała z wysłaniem karetki

Postprzez IraS » 19 mar 2009, o 11:34

Marcin Wronowski wyciągnął z Jeziora Solińskiego mężczyznę, który wpadł pod lód. W tym czasie policja potwierdzała prawdziwość doniesienia o wypadku, zamiast wysłać tam karetkę. Zabrakło kilkunastu minut. Mężczyzna zmarł na brzegu.

5 marca. 49-letni mieszkaniec Polańczyka łowi ryby w Jeziorze Solińskim. 21-letni Marcin z Werlasa pracuje przy budowie drewnianego domku nad jeziorem.

- Odebrałem telefon od matki, która jest sołtysem, że kontaktowała się z nią policja, czy to prawda, że w Werlasie ktoś wpadł do jeziora - opowiada Marcin.

Wędkarz żył ponad 10 minut

Chłopak pobiegł nad wodę. Zobaczył wybite w lodzie dwie dziury. W jednej był człowiek.

- Postanowiłem, że dotrę do niego po lodzie, ale był zbyt cienki. Rozebrałem się i rozbijając lód posuwałem się do przodu - relacjonuje.

Dotarł do wędkarza. Wyciągnął go na brzeg i zadzwonił po pogotowie. Mężczyzna oddychał. Jednak z każdą minutą jego oddech słabł, aż całkowicie zaniknął.

Wieść o okolicznościach śmierci mieszkańca Polańczyka zbulwersowała środowisko bieszczadzkich przewodników, do którego należał wędkarz. Dociekają, czy policja właściwie zareagowała.

Stracili dużo czasu

Dlaczego policjanci z Polańczyka, wiedząc, że doszło do wypadku (taką informacje przekazali im wartownicy z Wyspy "Energetyka”), zajęci się ustaleniem prawdziwości tego doniesienia, zamiast wysłać tam śmigłowiec. Stracono ok. 15 cennych minut.

- Policjanci otrzymali zgłoszenie, że z drugiego brzegu jeziora słychać wołanie o pomoc. Domniemywali, że ktoś mógł wpaść do wody w rejonie Werlasu. Moim zdaniem, wykazali się dużą przezornością, sprawdzając to i prosząc panią sołtys o potwierdzenie informacji - mówi nadkom. Adam Winiarski, naczelnik sekcji kryminalnej leskiej policji.

Winiarski twierdzi, że nie zlekceważyli doniesienia i poprosili o ewentualne udzielenie poszkodowanemu pomocy, zanim do niego dotrą.

- Nie było sprecyzowanego zgłoszenia, więc nie można było wydać dyspozycji karetce, czy pogotowiu lotniczemu, gdzie ma się udać - dodaje nadkom. Winiarski. - Zresztą śmigłowiec nie mógł w bezpośrednim sąsiedztwie wylądować, ale kilkaset metrów dalej, co utrudniało szybką akcję.

ŹRÓDŁO: Dorota Mękarska NOWINY 24
Avatar użytkownika
IraS
Administrator
 
Posty: 3326
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:37

Powrót do Aktualności i dyskusje na bieszczadzkie tematy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 1 gość


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.