wieczorem oczywiste zakończenie dnia przy

i mocne postanowienie, ze w poniedziałek na Rawki i Krzemieniec, bo to zaległy szlak z ubiegłego roku
Pobudka i wszystkie 4 twarze zwrócone na okno, hmmmm...cóż, do szczęścia wystarczy, jak nie będzie padać
Na przystanku okazuje sie, ze bus nie poczekał, ale łaskawi ludzie podworzą nas na parking pod M.Rawką i zwarci i gotowi ruszamy na szlak. Jacek, pomimo odnowionej kontuzji nogi, śmiga prawie jak ta kozica, ja oczywiscie zamykam peleton

, ale przynajmniej mam wytłumaczenie, ze niby robie zdjęcia


na szczyt wchodzimy i cóż....nie wieje

na W.Rawce Krutul padł

ból nogi jednak wygrał z chęcią zdobycia Kremenarosa i dalej poszłyśmy juz tylko we dwie
po 30 min moja radość była pełna

Wtorek znów przywitał nas mżawką. Autobus 7,15 a my o 7 nie wiemy, co robić

W końcu oznajmiam, ze ja jednak idę na to Bukowe Berdo, ale wolałabym od Mucznego, i ostatecznie Jacek znów jako kierowca zawiózł damską cześć towarzystwa . Pan w kasie w Mucznem kilka razy upewniał sie, czy wiemy, co robimy, ale my twarde baby i pomimo nieustajacego szumu deszczu ruszyłyśmy


W lesie już juz prawie przestało padać, ale szczyt wiele widoków nam nie zaoferował

Do tego doszedł wiatr i telefon od Jacka, ze jak zejdziemy do Pszczelin, to po nas podjedzie i w nagrodę dostaniemy grzane piwo
Popatrzyłyśmy na siebie i chmurę dookoła nas i zdroworozsądkowo poszłyśmy w lewo

na dole jeszcze bród

a w H.Białym powitał nas zapach goździków
