W poprzednie wakacje (2010r.) wybrałem się wraz z moją rodzinką w Bieszczady w celu poznania tej wyjątkowej krainy. Z domu mamy jednak dość daleko, a więc trasę dużo wcześniej zaplanowaliśmy jak i rezerwacje noclegów. Po długiej podróży naszym samochodem dojechaliśmy do Komańczy, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg w schronisku PTTK. Było bardzo miło i profesjonalnie. Nazajutrz rozpoczęliśmy zwiedzanie Bieszczad w kierunku Ustrzyk Górnych...Po zwiedzeniu kolejki leśnej i paru okolicznych miejsc, przystąpiliśmy do wejścia na Polonine Wetlińską. Przy schronisku bylismy ok godz. 13-tej i tu pierwsze rozgoryczenie Schroniskiem PTTK Chatka Puchatka. Wcześniej przy planowaniu, jak i przed wyjazdem dzwoniliśmy do schroniska by zarezerwować nocleg w ty obiekcie, ponieważ byliśmy z 5-letnim dzieckiem. Pani przez telefon nas poinformowała, że rezerwacja nie jest wymagana, bo jest spokojnie i jest dużo miejsca. Dopiero po przyjściu na miejsce okazało się, że wszystkie pokoje zostały wynajętegrupie studentów z AWF, którzy zresztą nie zachowywali się godnie w górach...często przeklinali nie bacząc, że w poblizu są dzieci. Nam wskazano miejsce do spania w sali jadalnej na podłodze. Mało tego na czas posiłków właściciel chciał nas wygonić z niej by osiemnastu studentów mogło zjeść posiłek (w tym ponieszczeniu może się spokojnie pomieścić 30 osób na posiłek. Po tym fakcie zacząłem się dokładniej przyglądać temu obiektowi i doznałem przykrego zaskoczenia. Ubikacja, albo coś co prowizorycznie na nią wygląda znajduje się poza schroniskiem, za granią szczytową. Wejście uniemożliwił okropny fetor wydobywający się z wewnątrz. Na zrobienie dłuższej wycieczki z dzieckiem po połoninie nie było mowy, ponieważ trzeba było pilnować sobie miejsca na podłodze, bo moglibyśmy wylądować jeszcze gorzej, bo w sali bufetowej, gdzie temperatura w nocy mogła być niewskazana dla dziecka. Jako że należę do jednej z organizacji turystycznych postanowiłem sprawę poruszyć w tych kręgach i po zrobieniu dokumentacji fotograficznej panujących tam warunków, przyszedł Kierownik schroniska i dał propozycję abyśmy się przespali razem z tymi studentami, którzy nawiasem mówiąc rozkręcili sobie tam niezłą imprezkę w pokojach. Po nieskorzystaniu z tej propozycji dostaliśmy miejscówkę na półpietrze, czyli koło pokoiku dla obsługi nad goprówką. Dostaliśmy trzy materace, które głównie ustawiliśmy przy ścianach by nas nie przewiał wiatr przez nieszczelne ściany. Dobrze, że mieliśmy zimowe śpiwory i karimaty ze sobą to jakoś przetrwaliśmy. Rano postanowiliśmy szybko zejść na dół i dalej juz korzystać z walorów bieszczadzkich. Tych lepszych walorów. Niestety ten przykre doswiadczenie w tym schronisku był naszym pierwszym i ostatnim. W Bieszczadach jest wiele GODNYCH miejsc wśród obiektów należących do PTTK gdzie można się dobrze czuć.
Gratuluje obsługi w Chatce i życzę dalszych sukcesów w prowadzeniu tego obiektu...





