Pamiętniki, wspomnienia

Recenzje, nowości, polecane tytuły

Pamiętniki, wspomnienia

Postprzez lucyna » 27 lip 2010, o 13:35

Od pewnego czasu jestem coraz bardziej zafascynowana wspomnieniami. Staram się dotrzeć do różnego rodzaju pamiętników. Mam z tym pewne problemy. Część tych publikacji nie jest w żaden sposób reklamowana, promowana, o niektórych nie ma nawet najmniejszej wzmianki w internecie. A szkoda, pamiętniki są dla mnie oknem wiodącym do "innej rzeczywistości', do historii, źródłem nieocenionej wiedzy. Postaram się podzielić informacjami, spostrzeżeniami i opiniami o tych wspomnieniach do których dotarłam.
W jednym ze stoisk na solińskiej tamie (pierwsze od drogi, po przeciwległej stronie jest "wóz-kiosk" Jaśka Joniaka zobaczyłam niepozorną książeczkę. Nie miałam jej w swych zbiorach więc poprosiłam Pana sprzedającego pamiątki aby mi ją pokazał. Wywiązała się dziwna rozmowa, tę książeczkę dostałam w prezencie. Prawie od razu zabrałam się do czytania "Wojennych losów chłopca znad Sanu" Michała Ducia. I wspomnienia wciągnęły mnie do tego stopnia, że przeczytałam je tego samego wieczoru. Chciałam się czegoś dowiedzieć o Autorze, o tej publikacji. Niestety, nie udało mi się znaleźć nic na Jego temat. Tę książeczkę można dostać tylko w jednym znanym mi miejscu, na solińskiej tamie. Warto ją nabyć, kosztuje niewiele, około 16 zł.
Michał Duć przeżył jak wiele dzieci urodzonych przed 1939 r. koszmar. Jego losy były tragiczne, pełne przemocy i okrucieństwa. Urodził się w Bartkówce na Pogórzu Dynowskim, los rzucił Jego rodzinę na Wołyń, a następnie do Niemiec. Jako dziecko był świadkiem koszmaru, który zorganizowali Ukraińcy mieszkającym tu Polakom, cudem udało im się uciec. Potem przeżył następne tragiczne chwile, część Jego rodziny została skierowana do pracy przymusowej w gospodarstwie rolnym w Niemczech. Jako małemu dziecku nie przysługiwały Mu racje żywnościowe, przeżył tylko dlatego, że Jego Matka I Siostra dzieliły się z Nim jedzeniem. W czasie walk został bardzo poważnie ranny, stracił ręce. Mimo bardzo poważnego kalectwa, zdołał wykształcić się, został kreślarzem w sanockim Autosanie. Autor opowiada ze swadą swoje dzieje, mówi językiem bardzo prostym, trochę naiwnym co moim zdaniem podkreśla tragizm opowieści. Mi najbardziej podoba zmysł obserwacyjny Autora, kilkoma zdaniami potrafi narysować tło historyczne, oddać klimat panujący wokół. Dzięki temu z tej książeczki dowiedziałam się o konflikcie ukraińsko-polskim bardzo dużo. Czym innym jest bowiem czytanie suchych danych,a zupełnie czymś innym zapoznanie się z relacjami naocznych świadków. Równie ciekawe informacje można uzyskać o okresie powojennym. Autor m.in pracował ze Zdzisławem Beksińskim. Mnie zastanowiła opowieść pana Ducia o działalności Fundacji "Polsko-Niemieckie Pojednanie", około 60 % funduszy zostało "przejedzone" prze owa fundacje, dla poszkodowanych pozostały grosze, a część nawet nie dostała odszkodowania za niewolniczą pracę.
Autor: Michał Duć
Tytuł: "Wojenne losy chłopca znad Sanu"
Wydanie: I
Storn: 80
ISBN: 978-83-61312-99-4
Druk: Bonus
Rzeszów 2010
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Wojenne losy chłopca znad Sanu"

Postprzez lucyna » 28 lip 2010, o 06:06

"Wojenne losy chłopca znad Sanu" str. 14
"Żyliśmy z nimi bardzo dobrze prawie trzy lata, aż do czterdziestego drugiego roku - kiedy zaczęły się tworzyć bandy. To znaczy, najpierw dookoła były posterunki policji ukraińskiej. To byli ci, którzy zgłosili się na ochotnika, żeby służyć Niemcom. Z początku mordowali Żydów... Często robili sobie z tego drwiny. Słyszałem jak ludzie między sobą opowiadali. Na przykład, przyszedł Ukrainiec i chwalił się, jak to zjawił się u niego Żyd i zaoferował mu zegarki oraz jakieś tam złoto, żeby go tylko przechował, aby go Niemcy nie znaleźli. Ukrainiec relacjonował, co on na to j...twoju mat, Żydowi powiedział. A powiedział mu tak Ja cię schowam tak, że cie nikt nie znajdzie. No i wziął broń, zastrzelił Żyda, zakopał i zapewnił Teraz już nikt cię nie znajdzie Takie miał makabryczne poczucie humoru. I w pewnym momencie ludzie zaczęli mówić tak: Teraz mordują Żydów, Żydzi skończą się, żeby za Polaków nie wzięli się... No i wkrótce słowa okazały się prorocze. Słyszało się, ze tam kogoś zamordowali, to znowu gdzie indziej. a później już nocą, pojawiały się łuny na niebie. Paliły się polskie domy, polskie wioski, kolonie, na których osiedlano Polaków... Doszła kiedyś taka wiadomość, że zjechali do jednej miejscowości, Pobiedno się nazywała i nie dość, że mordowali, palili, to jeszcze ludzi łapali i do ognia wrzucali. Takie wstrząsające wiadomości docierały do nas coraz częściej.Ci co grasowali w naszej okolicy, to nie nazywali się "banderowcy", tylko "bulbowcy". Bo szef tej całej ukraińskiej bandy, to był Taras Bulba.
Nadal dobrze żyliśmy z okolicznymi Ukraińcami, nic złego nas z ich strony nie spotkało, ale zaczął narastać jakiś strach, było czuć takie napięcie. Zaczęło się od tego, ze jeśli ktoś, jakiś Polak, miał z Ukraińcem niesnaski, jakieś nieporozumienie kiedyś tam - to jechali i mordowali go, w nocy. W dzień, nie. No i później ostrzegali, że takie rodzinie, w którejś kogoś zamordowano, nie wolno pomagać, a nawet zbliżać się do niej."
cdn
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Wojenne losy chłopca znad Sanu"

Postprzez lucyna » 28 lip 2010, o 12:51

"Naprzeciw nas mieszkał niejaki Ramel. To był Poleszuk, czyli Polak od lat osiadły na tamtych terenach. Był to człowiek światły, zamożny, bardzo dobry gospodarz. Hodował piękne, wspaniałe konie. One chodziły swobodnie, a jeśli weszły komuś w szkodę, to przychodził do ludzi i płacił, żeby nikt nie miał krzywdy. Zresztą Ukraińcy, jeśli ich bydło zrobiło jakieś szkody, też przychodzili, żeby jakoś sprawę polubownie załatwić. Naprawiali szkody albo przynajmniej deklarowali taką chęć, gdyż myśmy tam specjalnie nie mieli pretensji. Bo jak ktoś uczciwie podchodził do sprawy, to i człowiek mu się tym samym odwdzięcza. Wracając do tego Ramla. Dookoła działo się już niedobrze: tu spalili, tam spalili. A my tu w środku, jeszcze spokojnie. Ale coś się do nas zbliżało. Naraz, jednej nocy, Ukraińcy wpadli do Ramlów. Było ich w domu czworo: Ramlowa, Ramel, ich syn i synowa. Bo Olek, syn Ramla, jedynak, dopiero co ożenił się. złapali Olka. Przywiązali go do słupa telegraficznego, co był przy drodze. I ten słup, razem z nim, piłą rżnęli. W takich mękach chłopak konał. Starego Ramla ukrzyżowali, przybijając do desek w stodole. Zrabowali co mogli - bo to była zamożna rodzina - i odjechali pod osłoną nocy, tak jak zjawili się.
Następnego dnia przyszła do nas Ramlowa, prosić aby brat wziął kolegę i pomógł jej pogrzebać męża i syna oraz ukryć pozostałe rzeczy, których nie zdążyli zrabować. Oni tam poszli, a oni myśmy obserwowali z okna. Było dobrze widać, bo to równina.Mama zerkała co chwilę. Naraz od Stydnina jedzie kilka furmanek. Jadą bandziory ze śpiewem, z harmoszką. Zajeżdżają na podwórko Ramlów. No i teraz będzie tragedia - obawiamy się. Jak złapią mojego brata Władka i jego kolegę - Sochackiego- a wiedzą przecież, że to nie domownicy - zamordują. A jak ich, to przyjdą po nas... Mama uklękła, wzięła nas dzieci, kazał nam też kleknąci zaczęła odmawiać "Pod Twoją opiekę". Modlimy się żarliwie i patrzymy co dzieje się. A tu odsuwają się "kiczki" na dachu od stodoły - takie wiązki słomy, z których było zrobione poszycie - brat wychodzi spomiędzy nich. A za nim Sochacki. Skaczą i uciekają. Ubiegli kawałek, ale któryś z bandziorów się zorientował. Ruszyli w pościg. Strzelają. Nagle pada brat. Nie wiemy czy trafiony, czy co? A jemu było źle uciekać, bo miał niewygodne buty i chciał szybko je zrzucić. Patrzymy się - zerwał i biegnie dalej. Pogonili ich jeszcze trochę, ale bezskutecznie, więc wracają. Widzimy jak Ukraińcy podchodzą do tego pastucha. Nie wiemy, o co pytają, ale możemy domyślać się. Jeśli ten Ukrainiec powiedział, że to był od nas Włodek - i Sochackiego mógł rozpoznać - to przyjdą nas zamordować, przepadło... I teraz: ani uciekać, bo jak ruch zrobi się, to zauważa i sprowokujemy ich "wizytę", ani nie ma gdzie schować się... Czekamy na rozwój wydarzeń. Ale oni odeszli od pastucha i poszli z powrotem do zabudowań Ramla. Przez dłuższy czas nic nie dzieje się. Naraz wychodzi dwóch z karabinem. Idą prosto do nas. Matko Boska! Idą nas zamordować! Zdrętwieliśmy."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Bylem zastępca Żubryda"

Postprzez lucyna » 7 sie 2010, o 11:05

Chyba każdy z nas musi dojrzeć do własnego odkrywania prawdy. Nie wiem czy jestem już na tym etapie aby dać wciągnąć się w tamten świat. Na razie szukam informacji, dla mnie sprawa żołnierzy wyklętych jest tylko ogniwem w dziejach Bieszczadów.
Po raz pierwszy na ten temat rozmawiałam z Leszkiem Żubrydem, Kolegą przewodnikiem (zbieżność nazwisk jak się później okazało przypadkowa). To on polecił mi wspomnienia por. Mieczysława Kocyłowskiego "Czarnego" "Byłem zastępcą Żubryda" wydane w 1999 r. Sięgnęłam do książki, która była pierwszą próba odmitologizowania postaci Antoniego Żubryda i jego oddziału i przeżyłam szok. Nie znałam dziejów własnego regionu. Ta krótka historia Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ otworzyła mi oczy na inną powojenną rzeczywistość. Do tej pory byłam faszerowana tendencyjnymi publikacjami opartymi na materiałach stworzonych przez aparat bezpieczeństwa. Najbardziej wstrząsnęły mną informacje o publicznie wykonywanych wyrokach śmierci na partyzantach: Władysławie Skrawcu, Władysławie Kudliku na sanockim rynku dokonanych 24 maja 1946 r. Kilka dni później w ten sam sposób stracono przez powieszenie ciężko rannego chor. Henryka Książka.
Mieczysław Kocyłowski całym swoim życiem świadczył o jednym: największą wartością jest Ojczyzna. Mimo aresztowania przez UB, bardzo brutalnych wielomiesięcznych przesłuchań, kilku lat więzienia, późniejszych prześladowaniach przez UB i SB, niemożliwości znalezienia godziwej pracy do swojej śmierci zachował ideały, które zaprowadziły go najpierw do oddziału "Błyska", a potem Żubryda.


Tytuł: "Bylem zastępca Żubryda"
Autor: Por. Mieczysław Kocyłowski
Wstęp i opracowanie: Andrzej Romaniak
Wydanie: I
Stron: 131
ISBN: 83-907352-8-8
Wydawnictwo: Muzeum Historyczne w Sanoku
Sanok 1999

Moim zdaniem warto sięgnąć po te wspomnienia. To jest relacja spisana nie tylko przez Zastępcę Oddziału ale także Kolegę Żubryda. Jest ona bardzo subiektywna, Autor bez wątpienia był bardzo oddany swojemu Dowódcy, zafascynowany Jego osobowością. wspomnienia są wzbogacone o wkładkę z czarno-białymi fotografiami - portretami głównych Postaci i fotokopiami materiałów archiwalnych.
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Bylem zastępca Żubryda"

Postprzez lucyna » 13 sie 2010, o 06:20

"Byłem zastępcą Żubryda..." por. Mieczysława Kocyłowskiego "Czanego" to zanotowana i opracowana przez naszego historyka regionalistę (być może i naszego Kolegę z Forum, na pewno czyta wątki o Żubrydzie) Andrzeja Romaniaka opowieść. Nie jest ona podzielona na rozdziały, trudno mi więc wybrać jakiś interesujący, a zarazem reprezentatywny dla całości fragment. Posłużyłam się starą i wypróbowaną metodą, kocia łapka w zabawie otworzyła książkę na stronie 119.Jest to fragment wspomnień dotyczący pobytu w areszcie śledczym w Rzeszowie. Autor buntuje się, chce dowiedzieć się co dzieje się z Jego Rodziną, poddawany jest torturom.
" Chwilę później byłem rozebrany do naga i wtrącony do pomieszczenia, które już opisałem. Przed zamknięciem drzwi, polano mnie zimną wodą włączono wentylator i powiedziano:
- Te zabieg rozwiązuje najtwardszym języki i doprowadza do równowagi umysłu.
W "gabinecie" przestałem do rana następnego dnia. Prawdę mówiąc to w tych piwnicach trudno było rozpoznać kiedy był dzień, a kiedy noc, bo okiem nie było, ale dzień rozpoznawaliśmy po tym, że był większy ruch na zewnątrz.
Po wypuszczeniu mnie z "gabinetu zabiegowego", kazano mi się ubrać i zaprowadzono do celi, ale już nie do tej w której siedziałem dotychczas, ale w drugi koniec korytarza. W korytarzu tym spotkałem swego Ojca, którego przeprowadzano z piętra do piwnicy. O jakiejkolwiek rozmowie nie było mowy, tyle, że kiwnęliśmy sobie głowami.
W celi do której mnie wprowadzono, zastałem Jasia Gomułkę, który siedział sam *. Tak, tak, bratanka "Wiesława", tego komunisty. Podczas rozmowy z nim, dowiedziałem się, że dostał tzw. "czapę" (karę śmierci) za mokrą robotę na sowieckich żołnierzach, którzy z bronią w ręku rabowali Polaków.
Po upływie kilku godzin, ponownie wezwano mnie na przesłuchanie. W drzwiach przywitał mnie wczorajszy śledczy:
- No jak czujemy się po zabiegu? Poprawiło się?
- Samopoczucie bez zmian, ale widziałem z odległości metra mojego ojca.
- Poważnie?
- Bez cienia wątpliwości i wobec tego proszę obywatela porucznika, aby powiedział mi za co aresztowaliście moją rodzinę i co się stało z moją siostrą?
- Wasza rodzina nie została aresztowana, a zatrzymana w charakterze zakładników. jeśli wasz brat, odda się dobrowolnie w ręce, to rodzina zostanie zwolniona."
cdn
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Bylem zastępca Żubryda"

Postprzez lucyna » 16 sie 2010, o 05:01

"Byłem zastępcą Żubryda..."
"- A co do waszej siostry, to nie zastaliśmy jej w domu, ani też w szkole.
_ Jak widzę to obraliście dobrą taktykę, nic nie różniącą się od hitlerowskiej. Po mojej ucieczce z Mińska na Białorusi w 1943 r., sanoccy gestapowcy, przyjechali do mego domu i grozili mojej Matuli, że spalą dom jeśli nie wyjdę z ukrycia. Matula zaczęła płakać i prosić aby nie palili domu. Pokazał im też ostatni list pisany przeze mnie z Mińska. Jeden z "gestapowców" umiejący mówić po polsku, po przeczytaniu listu powiedział, że nie spalą domu, ale zamian za to Matula musi im dać znać, jak tylko zjawię się w domu. Ja w tym czasie siedziałem w odległości kilkudziesięciu metrów od domu. Proszę sobie porównać ich metody i wasze. Oni nie doczekali się na donos od mojej Mamy , a wy nie doczekacie się, aby mój brat dobrowolnie oddał się w wasze ręce, chyba, że go złapiecie.
- Jeśli nie zgłosi się, to oni dalej będą siedzieć - powiedział "ubowiec".
Na tym rozmowę zakończyliśmy, a rozpoczęło się przesłuchanie, ale już bez bicia.
(Tu chciałem dodać, ze razem z moją rodziną siedziała również teściowa Żubryda - Pani Praczyńska z synem Żubrydów - czteroletnim Januszkiem).
Przez dłuższy okres byłem doprowadzany na przesłuchania z których często nie sporządzano protokołów. Czasami odnosiłem wrażenie, że niektórzy z "ubowców" chcą widzieć jak faktycznie wyglądam. Stworzono wokół mnie mit niebezpiecznego wroga komunizmu (faktycznie nim byłem). Innym razem wydawało mi się, że jestem nienormalnym człowiekiem i "ubowcy" oglądają mnie z ogromną ciekawością, a rozmowa ze mną sprawia im ogromną satysfakcję, że mają mnie u siebie bezbronnego i mogą ze mnie drwić. Niektórzy z nich straszyli mnie karą śmierci (czego spodziewałem się), a inni dla odmiany pocieszali mnie, że może nie będzie tak źle. Jeszcze inni znęcali się nade mną, jeden z nich Bizoń, oficjalnie mówił mi, że z przyjemnością założy mi pętlę na szyję i poderwie stołek, na którym będę stał. Ja natomiast bez przerwy myślałem o tym jakby się stad wydostać. prosząc Pana Boga i Matkę Boską o pomoc w zrealizowaniu moich marzeń".
* "Jan Gomułka - ur. 12.08.1922 r. aresztowany 11.03.1946 r. za "posiadanie broni i przynależność do bandy NSZ wyrokiem WSR w Rzeszowie skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 11.07.1946 r. na zamku w Rzeszowie."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Czar wspomnień Opowiadania Woja"

Postprzez lucyna » 21 sie 2010, o 19:19

Przede mną II poprawione i poszerzone wydanie wspomnień Wojomira Wojciechowskiego "Czar Bieszczadów Opowiadania Woja". Pierwsze wydanie wzbudziło spore emocje, opinie o książce były skrajnie różne. Jedni byli zachwyceni opowieściami, inni zaś zwracali uwagę na niedoskonałości warsztatu literackiego Autora, zaś jeszcze inni twierdzili iż są one po prostu nudne. Pierwsze wydanie tylko przeglądałam, dość szybko zniknęło z półek w księgarniach więc nie jestem w stanie porównać go z drugim. Mogę co najwyżej wypowiedzieć się o szacie graficznej książki. To II jest o wiele atrakcyjniejsze, twarda oprawa, dobry papier, z przyjemnością bierze się ją do ręki.
Książkę mam od kilku godzin. Najpierw ją przeglądałam rozdział po rozdziale, teraz jestem w trakcie czytania pierwszych opowieści. Wstępne wrażenia - bardzo ale to bardzo pozytywne. Te wspomnienia są bardzo interesujące, książka powoli wciąga mnie.
Ciąg dalszy nastąpi, mam nadzieję, że uda mi się jeszcze dziś ją przeczytać.
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

"Czar wspomnień Opowiadania Woja"

Postprzez andrzej627 » 21 sie 2010, o 20:55

lucyna napisał(a):Przede mną II poprawione i poszerzone wydanie wspomnień Wojomira Wojciechowskiego "Czar Bieszczadów Opowiadania Woja".

Lucyna, pisz bardziej konkretnie. Kto i kiedy to wydał? Gdzie i za ile można to kupić?
Avatar użytkownika
andrzej627
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 571
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 21:48

"Czar wspomnień Opowiadania Woja"

Postprzez lucyna » 21 sie 2010, o 21:06

Co?
"Czar Bieszczadów Opowiadania Woja"
Autor: Wojomir Wojciechowski były dyr BdPN, goprowiec, były nadleśniczy nadleśnictwa Lutowiska, jednym słowem ten, który współtworzył historię Bieszczadów
Kto wydał?
Wydawnictwo: Carpathia Rzeszów 2010
Nie wiem ile kosztuję, ją tę książkę wyciągnęłam z ręki pana Krzysztofa Staszewskiego, szefa wydawnictwa i Pro Carpathii.
Sądzę, że będzie ją można kupić w wielu miejscach, na pewno księgarence w ośrodku Caritas w Myczkowcach, w leskiej księgarni Bosz, w kiosku na solińskiej tamie u Jaśka Joniaka.
Za ile, tego niestety nie wiem.
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

''W więzieniach PRL"

Postprzez lucyna » 10 wrz 2010, o 05:34

Jeszcze raz sięgnę do dokumentu tamtych czasów. Wspomnienia Jana Łożańskiego ''W więzieniach PRL" to wstrząsająca relacja opisująca koszmar okresu powojennego. Kim był Autor? Bardzo barwną postacią, pogodny, uśmiechnięty, wyniszczony chorobami. Jako dzieciak miałam okazję z Nim nawet porozmawiać. Był gościem honorowym organizowanego cyklicznie przez brzozowski PTTK rajdu "Szlakiem kurierów Beskidzkich". Urodził się w Zarszynie w 1912 r, był oficerem ZWZ-AK, kurierem beskidzkim. W 1939 r. został wyznaczony kurierem placówki wojskowej w Budapeszcie. Wielokrotnie przekraczał granicę węgierską w Tatrach, potem wykorzystywał 45 razy trasę "Jaga" wiodącą przez Beskid Niski. Był dwukrotnie aresztowany przez gestapo, dwukrotnie uciekł, czterokrotnie przez Węgrów, w marcu 1945 r. w Budapeszcie został uwięziony na miesiąc czasu przez sowiecki kontrwywiad. W tym okresie ginęli jego najbliżsi i współpracownicy mordowani przez gestapo. Po wojnie obsługiwał trasę Wiedeń-Polska-Wiedeń. Nawiązał na polecenie sztabu II Korpusu w Anconie (Włochy) kontakt z działającą w naszym kraju organizacją "Racławice".Przeprowadzał przez "zieloną granicę" rodziny oficerów.
Został aresztowany w Cieszynie przez krakowski Urząd Bezpieczeństwa, poddano go wyrafinowanym torturom w katowni w mokotowskim X Pawilonie. !8 marca 1948 roku skazano go na 15 lat więzienia. Wyrok odbywał we Wronkach. 4 sierpnia 1956 r objęła go amnestia.

Spis treści:
I. Rok 1945 r. w Budapeszcie.
II. Znów na kurierskich szlakach
III. Aresztowanie i śledztwo
IV. Po wyroku
V. Więzienie we Wronkach
VI. Nadzieja
VII. Upragniona wolność
VIII. Epilog
Posłowie
Spis treści
Wspomnienia te czytałam kilka lat temu. Książka zrobiła na mnie duże wrażenie. To sucha, męska relacja. Warto po nią sięgnąć.

Tytuł: "W więzieniach PRL Powojenne wspomnienia kuriera z Sanoka"
Autor: Jan Łożański
Do druku przygotowali: Krystyna Chowaniec i Kazimierz Michańczyk
Wydanie: I
Stron: 89
ISBN: 83-900130-0-2
Wydawnictwo: Muzeum Regionalne PTTK im. Adama Fastnachta w Brzozowie i Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich - Instytut Pamięci Narodowej w Rzeszowie
Brzozów-Rzeszów 1991

Rozdział III. "Aresztowanie i śledztwo"
"Ponieważ w ciągu 24 godzin nie wyraziłem zgody na współpracę z pułkownikiem Różańskim, następnego dnia około godziny 14 kazano mi się z tej celi zabrać i zawieziono mnie na ulicę Rakowiecką do X Pawilonu więzienia, które już posiadało swoją "sławę". Kiedy mnie tam wprowadzono, wiedziałem co mnie czeka. ...
Kiedy kilkakrotnie odmówiłem podania kontaktów, asystujący przy przesłuchaniach drab zaszedł mnie od tyłu i znienacka uderzył w twarz tak mocno, że aż spadłem z taboretu. Kiedy się podniosłem, on znowu się zamachnął, ale zrobiłem typowy bokserski unik. Rozwścieczyło go to. Kazał mi stanąć twarzą do ściany i bardzo mocno uderzył w tył głowy. Padając na ścianę rozbiłem sobie nos tak, że polała się krew. Poczułem się jak na ringu.
Później kazano mi przez długi czas robić przysiady. Gdy i to mnie nie złamało, kazano mi chodzić, unosząc wysoko kolana do góry. Było to niby proste, ale po tysiącu takich "ćwiczeń" nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Chwiałem i przewracałem. Wiele następnych dni było podobnych. Niejednokrotnie na przesłuchania zabierano mnie także nocą. Oprócz bicia stosowano także bardziej wymyślne tortury. Kazano mi wielokrotnie stać 24 godziny przy otwartym oknie nago, a przecież była zima i panował silny mróz.
Często "zapraszano" na tak zwanego konia Andersa. Wówczas z kpinami szydzono, że generał Anders przysłał mi konia. Polegało to na siadaniu na nodze odwróconego taboretu. Jednocześnie ręce należało trzymać wyciągnięte przed siebie. Podczas tej tortury odczuwałem niesamowity ból. Mój organizm choć młody, silny i wysportowany, czasami nie wytrzymywał. Wówczas traciłem przytomność. Dopiero chluśnięcie wodą w twarz przywracało mi ją. Nawet moi oprawcy doceniali moją odporność mówiąc, że trafiła im się oporna sztuka. ..."
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

Następna strona

Powrót do Mapy, przewodniki i inne wydawnictwa z regionu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

cron