Pasjonująca beletrystyka

Tematy nie pasujące do pozostałych działów oraz luźne pogaduchy o wszelkich sprawach, polityka, historia, obyczaje, kultura, rozrywka, rozmaitości

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Stały Bywalec » 22 lip 2014, o 17:38

Mira Jakowienko „Żona enkawudzisty. Spowiedź Agnessy Mironowej”. Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2014.

Wielka miłość pięknej oportunistki i ambitnego kata.

Ta książka to spisana przez przyjaciółkę narracja Agnessy Mironowej (1903-1982) nt. jej życia.

Agnessa z domu Argiropuło, to pół-Greczynka (po ojcu), ćwierć-Jakutka (po babci po kądzieli) i tylko ćwierć-Rosjanka (po dziadku po kądzieli). Wychowana na południu Rosji we względnym dobrobycie - za resztki majątku otrzymanego przez tegoż dziadka w darze od polskich zesłańców syberyjskich. Wykształcona - ukończyła, już podczas wojny domowej, rosyjskie gimnazjum (bynajmniej proszę go nie mylić ze współczesnym polskim) i dwa lata studiów medycznych. Na owe czasy i miejsce nie było to mało. Panienki - absolwentki jej gimnazjum swobodnie szczebiotały po francusku, znały historię, były oczytane w literaturze rosyjskiej i światowej.
Piękna, zmysłowa i bardzo elegancka kobieta. W życiu „zaliczyła” trzech mężów i wszyscy oni kochali ją do szaleństwa. A ona tak naprawdę tylko drugiego z nich - Siergieja Mironowa. Dla niego porzuciła pierwszego męża. A za trzeciego wyszła dopiero po śmierci Siergieja.

Siergiej Mironow (1894-1940), z pochodzenia ukraiński Żyd, też nie był prostaczkiem. Wybuch pierwszej wojny światowej zastał go na studiach handlowych w Kijowie. Mimo swojego pochodzenia awansował na stopień oficerski jeszcze w armii carskiej. Dalsza kariera wojskowa nastąpiła już w Armii Czerwonej - w Konarmii Budionnego.
Od 1921 roku czekista. Związał się z Frinowskim, późniejszym zastępcą Mikołaja Jeżowa. I razem z nim zrobił oszałamiającą karierę w OGPU i NKWD. Gdy mu bliski kuzyn, nb. późniejszy trzeci mąż Agnessy, prywatnie wypominał, że ma ręce po łokcie unurzane we krwi, odpowiadał, że jest psem Stalina. Był wielokrotnym mordercą, należał do ścisłej elity Jeżowa. W 1938 r. Mironowa przeniesiono do służby zagranicznej, na stanowisko w randze wiceministra.

Agnessa dobrze orientowała się, czym zajmował się jej mąż podczas służby w OGPU i NKWD. W swojej narracji - spowiedzi wspomina o tym jednak niechętnie i tylko półgębkiem. Uwielbiała wystawne życie sowieckiej elity, pragnęła towarzysko błyszczeć i otaczać się dworem pochlebców. Inteligentna i sprytna, w gruncie rzeczy nie była to zła kobieta. Zdarzało się jej bezinteresownie pomagać innym, oczywiście wtedy, gdy nie było to związane z większym ryzykiem.

Ostatni przedwojenny Sylwester 1938/1939 na Kremlu był dla tej pary fatalny. Mironowa zauważył tam Beria i przypomniał sobie, że go jeszcze nie zlikwidował. To „niedopatrzenie” :lol: wkrótce usunięto, już w styczniu 1939 roku Mironow został aresztowany, a w lutym 1940 r. - rozstrzelany. W stalinowskim ZSRR nikt bowiem nie mógł czuć się bezpiecznie. Inspiratorzy i wykonawcy jednej czystki sami wkrótce stawali się ofiarami kolejnej.

I tak dla Agnessy skończyły się dobre czasy. Tułała się po mieszkaniach komunalnych w Moskwie i Kujbyszewie. W 1942 r. aresztowano ją, a w 1944 r. - jej trzeciego męża. Wyszła na wolność w 1952 r. (po odbyciu całego wyroku), a jej mąż (trzeci) w 1956 r. w wyniku amnestii. Obydwoje zostali zrehabilitowani. Rehabilitacji Siergieja Mironowa, pomimo starań Agnessy, oczywiście odmówiono.

Agnessie los nie oszczędził więc wielkich wzlotów i równie wielkich upadków. Wielka dama moskiewskich salonów przeżyła później piekło łagrów, w tym zabieg aborcji dokonany ukradkiem w obozowych warunkach.

W „Posłowiu” książki Agnessę przyrównano do Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”. Uważam, że to bardzo trafne porównanie.
Książkę czyta się jak sensacyjną powieść - oczywiście pod warunkiem, że ma się wiedzę historyczną o wydarzeniach w Rosji i ZSRR w XX wieku. Proszę się jednak tym zastrzeżeniem nie zrażać - osobom słabszym z historii bardzo pomogą dość szczegółowe przypisy, umieszczone na końcu książki.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Stały Bywalec » 6 sie 2014, o 04:48

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski „Kret w Watykanie. Prawda Turowskiego” Wydawca: Agora S.A., 2013

Książkę polecam wszystkim osobom zainteresowanym służbami specjalnymi PRL, działającymi zagranicą w ostatnim już dwudziestoleciu Polski Ludowej. Poznajemy bardzo specyficzny odcinek służby wywiadu MSW - przygotowanie i funkcjonowanie kadrowych oficerów wywiadu, kierowanych do innych państw pod tzw. operacyjnym przykryciem, niemającym nic wspólnego z ich rzeczywistym statusem. To „nielegałowie”, których w razie wpadki nie ochroni immunitet dyplomatyczny. Trafią na długie lata do więzienia i ewentualnie mogą tylko liczyć na uwolnienie w ramach późniejszej wymiany szpiegów.
Tomasz Turowski (ur. 1948) został właśnie takim nielegałem. Zwierzchnicy określili jego predyspozycje (intelektualne, psychiczne i fizyczne) jako pasujące do podjęcia działalności w zakonie Jezuitów. Wstąpił do zakonu, złożył trzy śluby zakonne, jednak bez tego najważniejszego, czwartego, i bez przyjęcia święceń kapłańskich.
Uczył się i pracował tam, gdzie go skierował zakon - najpierw w Watykanie, później we Francji. Równolegle utrzymywał łączność i wykonywał zadania przekazywane mu z Departamentu I MSW (czyli wywiadu tzw. cywilnego, w odróżnieniu od wywiadu wojskowego usytuowanego w strukturze MON).
Intelektualista, ze zdolnościami lingwistycznymi. Jeszcze w kraju, przed podjęciem służby operacyjnej, ukończył Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Krakowie, uzyskując z wynikiem bardzo dobrym tytuł magistra filologii rosyjskiej. Studia zagraniczne, na które został skierowany przez Jezuitów, dodatkowo go wzbogaciły intelektualnie, wręcz uduchowiły. I o ile wstąpił do zakonu jako osoba niewierząca, to po latach wystąpił z niego już jako wierzący katolik.
W 1985 r. nagle przerywa obydwa nurty swojej działalności. Występuje z zakonu Jezuitów oraz bez wiedzy przełożonych porzuca służbę operacyjną we Francji i powraca do kraju.

Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski dali książce celny podtytuł „Prawda Turowskiego”. Swoją decyzję tłumaczy bowiem bardzo subiektywnie - rozterkami duchowymi i obiekcjami moralnymi. A ja po prostu przypuszczam, że we Francji zaczął mu się palić grunt pod nogami - faktycznie, albo takiego błędnego przekonania nabierał. Zainteresował się nim kontrwywiad francuski, o czym sam parokrotnie wspomina. Obawiając się, że przełożeni z MSW nie wyrażą zgody na wystąpienie z zakonu i opuszczenie Francji, postawił ich przed faktem dokonanym.

Książkę czyta się jednym tchem, bo jest to powieść szpiegowska, aczkolwiek w specyficznej formie wywiadu - rzeki. Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski ciągną Tomasza Turowskiego za język, nie pozwalając mu na przemilczenia niewygodnych faktów. Zarazem jednak pan oficer wywiadu zna granicę swojej wylewności i niekiedy odmawia odpowiedzi interlokutorom. Postępuje tak również jako dżentelmen, nie wypowiada się bowiem na temat wątków damsko-męskich, obecnych przecież w życiu tego młodego mężczyzny.

Książkę przeczytać trzeba, zwłaszcza że w przekazie publicznym funkcjonuje sporo mitów nt. Tomasza Turowskiego. Główną przyczyną powstania owych mitów jest okoliczność, iż Tomasz Turowski był w 2010 r. polskim dyplomatą w Rosji i pamiętnego dnia 10 kwietnia 2010 r. oczekiwał na lotnisku w Smoleńsku na Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Wierzący w owe mity mają więc teraz okazję dowiedzieć się (z ostatniego rozdziału książki), że i sam Tomasz Turowski był pierwotnie na projektowanej liście pasażerów prezydenckiego tupolewa - miał w czasie lotu do Smoleńska przedstawić Prezydentowi RP najbardziej aktualną, zwięzłą informację nt. sytuacji w Rosji. Ale ponieważ chętnych na ów lot było więcej, więc dla pana Turowskiego ostatecznie zabrakło miejsca na pokładzie samolotu.
Przyjemnej lektury.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Stały Bywalec » 29 paź 2014, o 07:12

Edward Radziński „Apokalipsa Koby. Wspomnienia przyjaciela Stalina” Wydawnictwo Magnum sp. z o.o., Warszawa 2014.

Jest to zbeletryzowana biografia Stalina na tle najważniejszych wydarzeń politycznych w carskiej Rosji, ZSRR i Europie w czasie jego życia. Wszystkie fakty i postacie występujące w książce są autentyczne, historyczne. Wszystkie - poza Fudżim, tj. głównym bohaterem, zarazem narratorem opowieści. Ów Fudżi to rówieśnik i przyjaciel Stalina - od dziecięcych lat aż do samej śmierci Wodza. W czasach rządów przyjaciela jest, jakżeby inaczej, wysoko postawionym czekistą pracującym głównie na odcinku zagranicznym. Czytaj: szpiegiem i dywersantem. Często jednak i w kraju pełni funkcję oficera do zadań specjalnych, zlecanych mu przez samego Stalina.
Podczas długiej (886 stron), ale bardzo pasjonującej lektury (w stylu trochę pamiętnika, trochę powieści sensacyjnej) domyślamy się, a pod koniec dowiadujemy, że ów Fudżi to dla Koby-Stalina więcej niż przyjaciel. Ale szczegółów nie będę zdradzał. Napiszę tylko, że autor książki, podobnie jak znakomita większość innych historyków, nie wierzy, aby szewc pijaczyna Wissarion Dżugaszwili był biologicznym ojcem sławnego a złowrogiego Józefa Wissarionowicza.

Autor książki Edward Radziński (rosyjski literat i historyk, o polskich korzeniach) jest znanym „stalinologiem” - pod koniec ub. wieku napisał obszerną biografię Stalina, w Polsce wydaną również przez Wydawnictwo Magnum (pt. „Stalin. Pierwsza pełna biografia oparta na rewelacyjnych dokumentach z tajnych archiwów rosyjskich”). W jakimś sensie „Apokalipsa Koby” jest powtórzeniem tamtego opracowania. O ile jednak tamta książka została pomyślana jako popularnonaukowy esej, to obecna - poprzez nadanie jej formy pamiętnika i wprowadzenie fikcyjnego narratora w roli świadka epoki - jest raczej powieścią beletrystyczną. Ale, powtarzam, fikcyjny jest jedynie Fudżi, natomiast wszystkie zadania służbowe, które jako czekista wykonuje, a także wszystkie opisane wydarzenia i postacie występujące w książce, są autentyczne.

Jak nadmieniłem, lektura jest obszerna. Szczegółowe wymienienie wszystkich historyczno-sensacyjnych wątków zajęło by mi tu zbyt dużo miejsca. Dlatego, gwoli zachęty, podam tylko kilka.
- Realne opisy wydarzeń i postaci przedrewolucyjnej konspiracji bolszewickiej.
- Geneza i prawdziwy przebieg tzw. rewolucji październikowej.
- Opis ostatnich miesięcy życia schorowanego Lenina i droga Stalina do władzy w tym czasie.
- Wykończenie prawie wszystkich „starych bolszewików”, z Lwem Trockim na czele.
- Ostatnie dni życia Jagody i Jeżowa.
- Tajne spotkanie Stalina z Hitlerem w październiku 1939 r. we Lwowie.
- Egzekucja polskich oficerów w 1940 r.
- Zapięte na ostatni guzik przygotowania do III wojny światowej (miała wybuchnąć w 1953 r.).
- Ostatnie dni życia Stalina.

A wszystko to na tle (przedstawionego realistycznie) przedwojennego, wojennego i powojennego terroru stalinowskiego w ZSRR i państwach satelickich.

Wystarczy? :D
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Stały Bywalec » 17 sty 2015, o 16:26

Ken Follet „Trylogia Stulecie. Krawędź wieczności”. Wydawnictwo Albatros. Andrzej Kuryłowicz S.C. Warszawa 2014.

Trzecia i ostatnia część „Trylogii Stulecie” Kena Folleta (po „Upadku gigantów” i „Zimie Świata”). Akcja toczy się w latach 1961-89 w USA, Wielkiej Brytanii, ZSRR, RFN, NRD, na Węgrzech i Kubie, oraz w ... Polsce. Głównymi bohaterami są już potomkowie głównych postaci z pierwszej i drugiej części Trylogii. Znajomość dwóch poprzednich książek jest dla czytelnika oczywiście wskazana, ale jednak niekonieczna. Autor czyni bowiem w tekście zwięzłe dygresje wprowadzające nas w pochodzenie i dzieje rodziców i dziadków głównych bohaterów „Krawędzi wieczności”.

Jak wszystkie książki Kena Folleta, również i ta bazuje na faktach historycznych, poza tym stara się wiernie odwzorowywać realia epoki (różne w różnych miejscach Świata). Obok postaci całkowicie fikcyjnych pojawiają się bohaterowie jakby „skopiowani” z osób autentycznych (np. płk Stanisław Pawlak ma wiele wspólnego z płk. Ryszardem Kuklińskim), jak też występują postacie stricte historyczne: John („Jack”) Kennedy, jego brat Robert Kennedy, Nikita Chruszczow, pastor Martin Luther King, Lyndon Johnson, Richard Nixon, Ronald Reagan i ... Michaił Gorbaczow (tego ostatniego autor zdaje się chyba darzyć największą sympatią).

Owo odwzorowanie realiów historycznych autorowi wychodzi dość dobrze - jednak z kilkoma małymi „ale”.
Kto jak kto, ale autor powieści szpiegowskich powinien wymyśleć bardziej wiarygodny sposób nawiązania kontaktu polskiego płk. Stanisława Pawlaka z amerykańską CIA. Tymczasem w powieści płk Pawlak zwierza się ze swoich „zdradzieckich” planów dopiero co poznanej reporterce ... moskiewskiej agencji TASS, a ta na przyjęciu dyplomatycznym powiadamia o tym nieznajomego Amerykanina (którego słusznie podejrzewa, że nie jest attache kulturalnym, za jakiego się podaje).
Drugim przykładem braku rozeznania w minionych socjalistycznych realiach jest ocena przez Folleta gen. Jaruzelskiego. Wg autora gen. Jaruzelski wprowadził w Polsce stan wojenny, ponieważ wcześniej przywódcy ZSRR odrzucili jego prośbę o dokonanie radzieckiej interwencji. Tego to by chyba nawet pan minister Macierewicz nie wymyślił. :lol:
Także niektóre detale robienia kariery na Kremlu wydają się mocno wątpliwe - autor jakby nie zauważał potężnej radzieckiej biurokracji i przenosił amerykański sposób powierzania ważnych funkcji politycznych młodym absolwentom na grunt radziecki. Chyba za mało pan Ken Follet poczytał sobie sowietologów.

Ale realia amerykańskie, brytyjskie i niemieckie opisane są już na piątkę. Autor (ur. w 1949 r.) zna je z własnego podwórka, przecież dorastał i robił karierę dziennikarską oraz pisarską w wolnym świecie zachodnim.
Nie zawiodą się również melomani - zajrzą za kulisy drogi do światowej kariery zespołów rockowych. Dwóch bohaterów książki, Dave’a Williamsa i Walli’ego Francka, autor uczynił bowiem światowej sławy rockmenami.
Czytelnik znajdzie też kilka dość śmiałych opisów scen erotycznych, w książce beletrystycznej jak najbardziej dozwolonych, a nawet wskazanych. :lol:

Reasumując, polecam to długie i pasjonujące „czytadło” (1135 stron) na długie zimowe wieczory, awaryjnie na urlop (gdybyśmy nie trafili w pogodę), albo na „ułóżkowienie” z powodu grypy czy przeziębienia (jako właśnie mi się przydarzyło :( ).
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Stały Bywalec » 4 mar 2015, o 08:34

Baruch Milch „Testament”. Ośrodek KARTA, Warszawa 2012.

Klasyczny (i drastyczny) przykład literatury pamiętnikarskiej. Autor (ur. 1907 r.) to polski Żyd z Podola, przedwojenny lekarz. Inteligent w pierwszym pokoleniu, pochodzący z nieźle sytuowanej rodziny rzemieślniczej - Żydów niezasymilowanych (w domu rozmawiano w jidysz). Stąd, mimo polskiej matury, jego język polski jest nieco chropawy, ale przecież nie walory literackie świadczą o doniosłości tego pamiętnika.
Latem 1943 r. autor siedzi ukryty, wraz ze szwagrem (również lekarzem), na strychu wiejskiego budynku gospodarczego i czeka na nadejście Armii Radzieckiej. Ma dużo wolnego czasu, choć spędzanego w nieustającym stresie. Przelewa wtedy na papier swoją biografię oraz różnorakie wspomnienia i osobiste refleksje. Tak właśnie powstał ten pamiętnik - po wielu latach (w 1988 r.) „odkryty” w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Pierwszym (chronologicznie) wątkiem tematycznym są dzieje galicyjskiej społeczności żydowskiej podczas I wojny światowej i w okresie II Rzeczypospolitej, opisane z uwzględnieniem (a nawet zaakcentowaniem) pełzającego polskiego antysemityzmu. Autor doświadcza go osobiście - nie może podjąć studiów medycznych w Polsce, a po ich ukończeniu w czeskiej Pradze, ma w Polsce duże kłopoty z nostryfikacją dyplomu i podjęciem praktyki lekarskiej (mimo braku lekarzy w przedwojennej Polsce, szczególnie na prowincji).

Przez opis tzw. pierwszej okupacji sowieckiej (od końca września 1939 r. do zajęcia Podola przez Niemców latem 1941 r.) Baruch Milch nieco się prześlizguje. Wygląda na to, że gdyby nie siłą wprowadzane radzieckie „reformy” ustrojowe, to nawet by wolał tę nową rzeczywistość niż dawną polską, przedwojenną.

Atak Niemiec na ZSRR (22 czerwca 1941 r.) zastaje go w Tłustem - małym, kilkutysięcznym miasteczku na Podolu, którego ludność stanowią Polacy, Ukraińcy i Żydzi (mniej więcej po 1/3). Jest tam uznanym lekarzem, co w ostatecznym rozrachunku uratuje mu (ale nie jego najbliższej rodzinie) życie.

O Holokauście wiemy bardzo dużo. Znamy (w przybliżeniu) kilkumilionową liczbę żydowskich ofiar, orientujemy się (z grubsza), jak hitlerowcy dokonali, na skalę masową i w sposób „przemysłowy”, tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.
Ale nie wszyscy mają świadomość, jak dokonywano Holokaustu w mikroskali, na małomiasteczkowych żydowskich społecznościach. A to właśnie Baruch Milch przedstawia, niejako „na gorąco”, w swoim pamiętniku. Drobiazgowo i szczegółowo opisuje ludzkie zezwierzęcenie i zbydlęcenie, na żywo przez niego obserwowane u Niemców, Ukraińców, a nawet niektórych Żydów (przedstawicieli wysługującego się Niemcom samorządu żydowskiego i policji pomocniczej).
Źle napisałem, używając powyżej wyrazów „zezwierzęcenie i zbydlęcenie” - w ten sposób obrażam zwierzęta, bydło. Ale chyba nie ma w ludzkim języku właściwego określenia na tamte szatańskie zachowania już nie poszczególnych psychopatycznych jednostek, ale całych ludzkich zbiorowości. A książka zawiera bardzo drastyczne opisy właśnie takich patologicznych zachowań - w tym kontekście nie jest przeznaczona dla czytelnika o słabych nerwach.

O ile w niektórych osobistych refleksjach (ogólnospołecznych, historycznych, etc.) Baruch Milch się niekiedy myli, to w opisie przeżywanych zdarzeń jest wiarygodny aż do bólu. Świadczy m.in. o tym okoliczność, że i samego siebie absolutnie nie oszczędza - nic nie przemilcza. Bynajmniej nie chce się przedstawić czytelnikowi jako ocalały z rzezi bohater. Ukrywani na strychu siedzą wraz ze szwagrem jako dwaj upodleni, także z wielkimi wyrzutami sumienia, zgnojeni mężczyźni. Gdyż Holokaust to nie tylko fizyczne wyniszczenie kilku milionów ludzkich istnień. To degradacja ludzkich charakterów, obserwowana także u osób walczących o swoje ocalenie. Degradacja postępująca stopniowo i dość powoli - w miarę jak Niemcy i ich ukraińscy pomocnicy systematycznie zaciskali swoim żydowskim ofiarom obręcz śmierci.

Do Polaków autor odnosi się - „letnio” (w skali temperatury od „zimno” do „gorąco”). Współczuje ich wojennemu losowi, ale nie wybacza im antysemityzmu. Jest szczerze wdzięczny dwóm polskim rodzinom za uratowanie życia, ale jednocześnie przypadkowo podsłuchuje wyraźnie antysemickie rozmowy innych tamtejszych Polaków (toczone przecież w pamiętnym roku 1943).

Nie napiszę „przyjemnej lektury”, gdyż to lektura fragmentami wręcz straszna. Ale dla osób uważających się za myślące - wskazana (z uprzednim zastrzeżeniem, że raczej nie dla czytelnika o słabych nerwach).
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Przelotowy » 4 mar 2015, o 11:28

Pewnie przeczytam nieprędko ale dziękuję za przedstawienie tej propozycji. Chyba już wiem czego się spodziewać i wolę, że główny bohater ocenia moją nację "letnio" niż miałby zaliczyć ją do grona oprawców.
Mam pytanie do forumowiczów: czy wyczytali gdzieś o tym, żeby UPA ratowała ludność żydowską przed pogromami?
Przelotowy
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 102
Dołączył(a): 6 lis 2012, o 22:20

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez amstaf358 » 5 mar 2015, o 08:17

Wydaje mi się że jestem dosyć kumaty w temacie OUN-UPA ale z tym się nie spotkałem .Nie ma czegoś takiego....no chyba że tak twierdzą przedstawiciele UPA ,ale to inna bajka...
Bieszczady może nie są wszystkim,ale wszystko bez Bieszczad jest niczym!.....
amstaf358
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 191
Dołączył(a): 18 lip 2012, o 12:43
Lokalizacja: z piekła rodem/sercem Polańczyk..i Terka przed masakrą

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Stały Bywalec » 10 mar 2015, o 18:46

Wolfgang Leonhard „Dzieci rewolucji”. Ośrodek KARTA, Warszawa 2013.

Wspomnienia napisane raczej beznamiętnie, brak w nich większego dramatyzmu, tak charakterystycznego w innych utworach literackich opisujących tamtą epokę. Ale mimo to książka bardzo wciąga - autor po latach nie tylko wiernie opisuje własne losy w latach 1935-1949, ale również odwzorowuje swoje ówczesne myśli, poglądy i refleksje.

A przyszło mu żyć w niezwykle ciekawych miejscach i czasach. W 1935 r., w wieku 14 lat, trafił wraz z matką (emigrantką polityczną) do ZSRR. Rok później matka padła ofiarą stalinowskiej „wielkiej czystki” i na 12 lat zniknęła w syberyjskich łagrach.
Osieroconego w ten sposób piętnastolatka jednak nie prześladowano - nadal przebywał w luksusowym (jak na radzieckie warunki) domu dziecka dla dzieci komunistycznych emigrantów politycznych. Ośrodek ten rozwiązano w 1939 r. po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow, gdy młody Wolfgang (używający wówczas rosyjskiego imienia Władimir) poszedł na studia lingwistyczne.

I dalej jakoś radził sobie w radzieckich realiach. W 1941 r. po napaści Niemiec na ZSRR i ewakuacji większości instytucji z Moskwy los rzucił go do Kazachstanu, gdzie kontynuował studia. Niemieckie pochodzenie najpierw mu utrudniało życie, by następnie ... bardzo mu pomóc. Związał się z grupą Waltera Ulbrichta (komunistycznego emigranta, późniejszego stalinowskiego namiestnika w radzieckiej strefie okupacyjnej w Niemczech). Ukończył szkołę Kominternu, pracował w niemieckojęzycznej radiostacji, a dosłownie w ostatnich dniach II wojny światowej przerzucono go do Niemiec. Tam organizował administrację i samorząd Berlina wschodniego, został ważnym aparatczykiem partii komunistycznej. W 1949 r. miał jednak dosyć stalinizmu i uciekł do Jugosławii.

Tyle w telegraficznym skrócie. To powyższe „streszczenie” książki powinno zachęcić do jej przeczytania. Jej walor polega bowiem na poznawaniu radzieckich realiów lat 1935-1945, a potem wschodnioniemieckich lat 1945-1949, widzianych oczami młodego i bardzo inteligentnego człowieka - najpierw walczącego o utrzymanie się na powierzchni, a później robiącego polityczną karierę.

Autor kończy swoją opowieść na przybyciu do Jugosławii w 1949 r. Już tylko z posłowia i notki na obwolucie dowiadujemy się, że Wolfgang Leonhard z czasem stał się znanym sowietologiem, wykładowcą na zachodnioeuropejskich i amerykańskich uczelniach.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez Stały Bywalec » 12 mar 2015, o 18:45

Joachim Ceraficki „Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu”. Ośrodek KARTA, Warszawa 2014.

Zamiast recenzji garść refleksji.

Ale najpierw cytaty:
Z obwoluty: „Ważne świadectwo tego, jak dalekie od stereotypowych wyobrażeń mogły być wojenne losy Polaków ze Śląska i Pomorza”.
Str. 228 i 229 - cyt. z posłowia autorstwa prof. dra hab. Ryszarda Kaczmarka: „Liczba Polaków powołanych w czasie II wojny do Wehrmachtu, do różnych jednostek, nie została do dziś precyzyjnie ustalona. (...) ... co dawałoby w sumie w Wehrmachcie 450 tysięcy Polaków pochodzących z terenów wcielonych.”.

Ta liczba tuż powyżej, to chyba suma liczebności Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz I i II Armii Wojska Polskiego, razem wziętych, nicht wahr? A może nawet więcej?

Oczywiście wiem, wiem, że sporo z nich należałoby tu policzyć podwójnie - gdyż dezerterowali z Wehrmachtu na stronę polską do Andersa lub Berlinga. Choć od tego drugiego to ruch był również i w drugą stronę - pod Lenino kilkuset żołnierzy I DP przeszło na stronę niemiecką.

Autor książki jest niezwykle wstrzemięźliwy w opisie swoich czynów bojowych. Ale do zastrzelenia radzieckiego snajpera w zasadzie się przyznał (zob. na str. 163). A przecież tenże snajper mógłby (gdyby go Ceraficki nie wyeliminował) jeszcze więcej żołnierzy niemieckich powystrzelać.

A na zakończenie dowcip z lat 70-tych:
Na Górnym Śląsku Heini i Rudi idą zapisać się do ZBoWiD-u (organizacji kombatantów w PRL - wyjaśniam tym młodszym). Członkostwo w ZBoWiD uprawniało do podwyższenia emerytury.
- Ale co my im powiemy, jak to uzasadnimy?
- Jak to - jak? Ja powiem, że byłem w AK.
- Ty??? W Armii Krajowej??? Nie żartuj!
- Nie żartuję i nie skłamię. To był Afrika Korps Erwina Rommla, ale powiem w skrócie „AK”, może się nie kapną. A ty?
- No to ja powiem, że byłem w szeregach GL.
- Ale jak uzasadnisz, że należałeś do Gwardii Ludowej?
- Tak samo jak ty - powiem tylko w skrócie „GL”. Może się nie doszperają, że to faktycznie Goering Luftwaffe.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Pasjonująca beletrystyka

Postprzez beura » 25 mar 2015, o 11:39

na mnie duże wrażenie zrobił Archipelag Gułag, warto poczytać, trudna książka, ale można się sporo dowiedzieć o łagrach sowieckich
beura
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 11
Dołączył(a): 24 mar 2015, o 20:01

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Offtop

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.