Kiedy 40 lat temu zaczynałem swoją znajomość z Bieszczadami schroniska były w nich tylko trzy i to marniuteńkie: w Wetlinie, Ustrzykach Górnych i na Połoninie. Nie dało się łazić po tych górach bez namiotu, ale też nikt nikogo nie pytał o pozwolenie biwakowania gdziekolwiek. Dziś to wygląda zupełnie inaczej. Baza schroniskowa jest zupełnie przyzwoitej jakości i wystarczająco gęsta, by organizować nawet spore wędrówki w oparciu wyłącznie o nią. A jak jeszcze dodamy do tego całe mnóstwo pensjonatów, to właściwie... po co namiot?
Są jednak zwolennicy nocowania pod namiotem... Wszak zalety to ma...
A wady...?
Która metoda jest lepsza...?
Którą wybrać na początek...?
Bo jak się już zasmakuje, to i tak każdy sam dla siebie wie najlepiej...!
Zakładam ten wątek by wspólnie zebrać i porównać zalety oraz wady dzisiejszych wędrówek bieszczadzkich z namiotem oraz w oparciu o istniejącą tam już stałą bazę noclegową.
Swoje zdanie o obydwu sposobach oczywiście mam - zasiedziałe w sercu preferencje także, ale może nie będę się z nimi nikomu narzucał. Poczekam na opinie "za i przeciw" oraz ewentualnie potem napiszę coś od siebie.
No, to by było tyle tytułem wstępu...






