Znaleźć jakąś "bieszczadzką" pozycję, której na tym forum by nie przedstawiono, to chyba mało prawdopodobne

Trudno mi wydawać opinie na temat map czy przewodników, skoro przeszłam raptem parę szlaków na krzyż, ale o jakiejś powieści w stylu Pana Samochodzika- to już prędzej

Aczkolwiek zmieniłam plan, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że na tym forum "urzędują" głównie osoby nienastoletnie

Ponieważ mam bzika na punkcie tego, co ma w nazwie "bieszczadzkie", gdy tylko w księgarni zobaczyłam książkę Jerzego Janickiego "Opowieści bieszczadzkie", zakupiłam ją nawet bez uprzedniego sprawdzenia, czy ma wszystkie kartki

Zapewne wielu z Was ją zna od dawna, bo doczytałam się, że pierwsze wydanie tej pozycji pojawiło się już w 1997 r pod tytułem "Nieludzki doktor", ale dla mnie to jest nowość. Przeczytałam oczywiście od deski do deski w 2 dni zaniedbując rozpieszczanie nie tylko własnej rodziny, ale nawet psa

( ach ten wyrzut w spanielowych oczach). Potem zaczęłam czytać od początku smakując niemalże każdą stronę. Dla tych, co jednak tej książki nie znają, krótka notatka w stylu-co to za zwierzę. Ano jest to zbiór 7 opowiadań, z których każde jest o czyms innym, ale łączą je bohaterowie: Kopera, Gawełek, Ruina, Podwójny, Wibracyjny...Akcja oczywiście dzieje się w niedostępnych i dzikich Bieszczadach- krainie bez Boga i milicji, pełnej ludzi kryjących się przed prawem. W każdym opowiadaniu czuję TEN klimat. Ktoś spyta: co za TEN? No właśnie, i tu mam problem: jak opisać klimat tych opowiastek? Może przyszedłby mi z pomocą Stały Bywalec ze swoją miłością do Zatwarnicy, bo jakoś tak mi to pasuje.
A już z największą chyba przyjemnością wracam do opowiadania "Wolna sobota". Bałwochwalczym uwielbieniem obdarzyłam Miecia Gawełka- wozaka parku konnego nr 7. Jego chęć niesienia pomocy poszkodowanemu przez dziką przyrodę (czyt> ugryzionego przez żmiję) turyście i w czasach obecnych może służyć za przykład . Turysta - w oczach Gawełka to po prostu szkodnik. Utłukł żmiję kamieniem. I co na to Miecio? Zacytuję:
a kto myszy w polu rąbie? a krety?a szczury? Panie, nam więcej żmije potrzebne jak turyści!
Dalej nie opowiem, sami przeczytajcie

Dodam tylko, ze za chęć pomocy bliźniemu dostał Gawełek wezwanie do prokuratury. A z sądem, jak wiadomo, żartów nie ma. Ale logika bieszczadzkiego furmana przebiła nawet kodeksy dostępne prawnikom.
Czytając to opowiadanie uśmiałam się do łez , głównie wyobrażając sobie miny prokuratora i poszkodowanego turysty. I najbardziej mi żal ,że nie znam na tyle Bieszczadów, by móc jakoś umiejscowić park konny nr 7. Może faktycznie Zatwarnica?
Książkę polecam ze wszech sił. Ja mam wydanie trzecie z 2009 r (Wydawnictwo BOSZ) kosztowała mnie 19 zł, ale warta jest znacznie wiecej
