Jaworzec, gdzie poznałem dwie urocze studentki:

z którymi następnego dnia wybrałem się do źródeł Sanu.
koło schronu nad Negrylowem:

Niestety późno położyliśmy się spać, więc i późno wstaliśmy i doszliśmy tylko do grobu hrabiny:

Wracając zwróciły naszą uwagę wydzierające się żurawie.
Gdy popatrzyliśmy w górę, żurawie ucichły i zaczęły zmieniać konfiguracje klucza.
Przestaliśmy na nie patrzeć, gdy zniknęły za drzewami więc znów zaczęły się drzeć - nikt na nie nie patrzył.
Po wycieczce udaliśmy się na nocleg do "U Oli", gdzie się okazało, że nie warto było nigdzie łazić, bo pod wiatą w Kalnicy była świetna impreza z wyborną obsadą. Impreza, której odprysk, spowodował, że na drugi dzień nigdzie się nie ruszyłem, popijałem tylko piwo, jedyną aktywnością było krojenie kapusty z uolowymi dziewczynami, fajne są takie wspólne roboty kuchenne, nawet mycie naczyń było dla mnie atrakcją.