Relacja z lutego 2010

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Relacja z lutego 2010

Postprzez Piotr_S » 19 lut 2010, o 06:59

Dalszą część relacji umieszczam w nowym wątku, gdyż nie jest to już część "Połazęgowisk". W lutym sypnęło wreszcie śniegiem i pobyt był bardzo przyjemny a jednocześnie intensywny (wycieczki, prelekcje i inne imprezy). Bieszczady zimą są bardzo przyjemne a panująca cisza w co bardziej odludnych miejscach to najlepsza muzyka. Zima ma swój wyjątkowy urok, oczywiście jeśli ktoś lubi łazić po pas w śniegu.

Po wycieczkach w Myczkowcach i na Koziniec, odwiedziliśmy jeszcze cerkiew w Orelcu oraz stojącego od niedawna przy drodze Tołhaja. Kolejnego dnia udaliśmy się w dolinę Osławy z nastawieniem bardziej na objazdówkę, gdyż duło dość mocno. Pierwszym przystankiem był Smolnik, gdzie poszliśmy na pogorzelisko po schronisku - zdjęcia dałem w osobnym wątku. Śnieg tylko do kolan i przed południem na górze nawet nie wiało, dlatego szło się dość fajnie. Po zejściu z powrotem do drogi zadzwoniłem do Kija by... pożyczyć biegówki i spędzić parę godzin "na sportowo". Małe zakupy w Smolniku (jeden z najlepiej zaopatrzonych sklepików w dolinie Osławy) i jesteśmy u Kija. narty zostawił nam w Kirze (Kira to pensjonat w dawnej szkole, tzw. tysiąclatce - obecnie zawiaduje nim Kiju, gdyż właściciel sobie na razie odpuścił). Z tego co pamiętam zmienił nazwę obiektu na "Górska Chata". Dziwacznie nieco, bo ani to chata, ani górska, ale co tam. Upychamy narty w samochodzie i jedziemy na betonówkę koło cmentarza, gdyż nie mamy już zbyt duzo czasu, za 4h się ściemni. Biegówek nie miałem na nogach kilkanaście lat. Podbiegliśmy do końca betonówki na "rondo", co momentami przychodziło z trudem, natomiast zjazd był już dosć fajny. W ogóle zjazdy są fajne i żałuje że w tym momencie góry nie miały samych zjazdów. Biegówki bez wcześniejszej wprawy to ciężka zabawa - trzeba dużo zdrowia i kondycji, kolejnym razem chyba jednak postawimy na zjazdówki, na których czuję się znacznie lepiej a co najważniejsze nie trzeba podchodzić pod górę ;) Stokówki są ubite, ale dość przeorane koleinami ze śniegu, co uniemożliwia poruszanie się "łyżwą" a technika klasyczna imho jest dużo bardziej męcząca.

Po zjechaniu z powrotem pod cmentarz, zrobiliśmy kilka fotek.

Obrazek

Obrazek

Na trasę wolałem nie brać aparatu, bo wygłupy często kończyły się tak:

Obrazek

cdn
Avatar użytkownika
Piotr_S
Administrator
 
Posty: 1365
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:33

Re: Relacja z lutego 2010

Postprzez Stały Bywalec » 19 lut 2010, o 07:06

Dużo tropów zwierzęcych na śniegu widzieliście?
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Relacja z lutego 2010

Postprzez Piotr_S » 19 lut 2010, o 08:58

Stały Bywalec napisał(a):Dużo tropów zwierzęcych na śniegu widzieliście?

Bardzo dużo, jak to zimą. Ponadto gdy długo nie pada śnieg stare tropy się nie zacierają, powstają nowe, krzyżują - las wygląda jak książka. Tropy głownie zajęcy, lisów i saren / jeleni. Jeśli chodzi o zwierzynę skupiliśmy się tym razem na żubrach. Zanim zjechaliśmy w dolinę Osławy, postanowiliśmy trochę ich poszukać. Próbowaliśmy już w styczniu i grudniu, ale bez rezultatu, mimo że często trafialiśmy na bardzo świeże tropy. Tym razem się poszczęściło, dałem już kilka zdjęć w innym dziale, więcej jest tu:
http://www.twojebieszczady.pl/IMGallery ... 10&start=0
Światełko nie pozwoliło na lepsze foty, poza tym dość krótki obiektyw (105mm) a póki co nie mam doświadczenia z tymi zwierzakami i bałem się podejść całkiem blisko - zwłaszcza że jak widać były tam młode (wyglądały pociesznie - jak małe niedźwiadki) - i krowa mogła reagować różnie. I tak podszedłem na jakieś 20m, były momenty że miałem ciepło a ucieczka po śniegu byłaby raczej słabo skuteczna :D Ciepło miałem gdy utknąłem w rowie po pas w śniegu. Pozycja do fot fajna, bo dobra perspektywa, ale w pewnym momencie jeden z żubrów zainteresował się moją osoba i zaczął zbliżać. Wtedy zdałem sobie sprawę że nie mogę się ruszyć i minie z 5 minut nim się wygramole z tego śniegu. Żubr jednak nie był specjalnie zainteresowany, popatrzył co to za łeb wystaje ze śniegu, podumał i poszedł dalej :)
Avatar użytkownika
Piotr_S
Administrator
 
Posty: 1365
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:33

Re: Relacja z lutego 2010

Postprzez lucyna » 19 lut 2010, o 10:27

Zazdrość i zawiść są mi obce ale... No właśnie ale gdy zobaczyłam zdjęcia coś mnie aż ścisnęło, nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym być wtedy z Wami. To musiało być cudowne przeżycie. Szczególnie dla Justyny, to chyba była Jej pierwsza obserwacja. Nawet nie wiesz jak cieszę się, że Ją po latach tak cudnie Bieszczady przywitały.
W marcu mamy szkolenie z żubrów, będzie chyba prowadzić Ola Wołoszyn z PAN, coś tam wiem, czegoś się poduczę o linii nizinno-górskiej i zabieramy się wszyscy do pracy. Może tu także coś skrobniemy o zwierzakach, tak aby osoby wchodzące na nasze Forum mogły zdobyć podstawowe informacje jak zachować się, gdy żubr czy kuna zastąpi nam drogę. jest tu nas garstka fanatyków więc możemy pociągnąć temat. Co Wy na to?
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

Re: Relacja z lutego 2010

Postprzez Piotr_S » 19 lut 2010, o 10:57

W sobotę rano (13.02) pojechaliśmy znowu w dolinę Osławy. Po drodze z Baligrodu małe zakupy w Cisnej - udało się m.in. kupić żarówki, których w Opolu już nie uświadczysz oraz malutką grzałkę - myślałem że to już przeżytek, ale są, made in China po 7,50, bez problemu mieszczą się w szklance. Przed sklepem dałem jeszcze stałemu bywalcowi (nie mylić z forumowym SB) sklepowych schodków parę papierosów i dorzuciłem się do wina. Pomóc mu to nie pomoże, ale zawsze na chwile się zagrzeje, niech ma.
Jedziemy z Cisnej do Woli Michowej, droga przez przełęcz Przysłup biała, zresztą jak i cały ten odcinek, w przeciwieństwie np. do drogi Lesko - Cisna. W nocy lekko poprószyło, na dzień też zapowiadają się małe opady.
Zatrzymaliśmy się chwilę jeszcze przy wodospadzie Kasarda. Zamarznięty i przysypany, tylko na środku niewielka dziura, gdzie widać leniwie przepływającą rzeczkę. Do rytmu przygrywają pilarki łańcuchowe, które o tej porze grają w całych Bieszczadach. Ścinka i zrywka idzie na dobre.

Samochód zostawiamy u Kija i postanawiamy pójść do Balnicy. Kapliczka w śniegu będzie ciekawie wyglądać, więc warto zajrzeć. Pomału zaczyna się lekka zadymka, silny wiatr daje się we znaki, ale wkrótce na jakiś czas ustaje. W Balnicy skręcamy w ścieżkę prowadzącą do kapliczki. No tu nieźle nasypało i nawiało, mamy początkowo problem z określeniem kierunku mimo że kapliczka jest przecież bardzo blisko. Przez moment idziemy w bardzo głębokim śniegu i po chwili jakby na życzenie padający śnieg ustaje i stajemy przed kapliczką. W środku też przytulnie bo na chwile można schować się przed wiatrem. Zima bardzo ładnie udekorowała samą kapliczkę jak i jej otoczenie, co widać na zdjęciach poniżej. Postanawiamy wracać, gdyż na 16.00 jesteśmy umówieni a wczesniej chcemy jeszcze pojechać coś zjeść, co w tej okolicy proste nie jest. W drodze powrotnej wieje niesamowicie a po drodze szaleją kłęby "białego dymu". Chwile ogrzewamy się przy ogniu i szosą wracamy po samochód.
Obiad "U Harnasia". No jakoś nie możemy się przekonać do innych knajp w Cisnej. Harnaś to nie Zacisze, ale przynajmniej spokój jest i długo się nie czeka na zamówienie. WiFi niestety nie ma - pamiętam że kiedyś gdzieś pisałem że jest, bo tak mnie poinformowano. Tym razem chciałem skorzystać z neta a tu lipa. Zjedliśmy po placku po bieszczadzku i wróciliśmy do Woli Michowej zrealizować wieczorną część planu o czym już wkrótce napiszę i zdjęciami podeprę.

Zawsze jak widzę tę tablicę, to mi się przypomina jak ja stawialiśmy z Kijem prawie 3 lata temu. Dojście do kaplicy było wcześniej nieoznakowane i większość turystów kaplice omijała idąc dalej drogą. Był ubaw - mam gdzieś foty to zapodam jakaś relację jak znajdę chwile czasu.
Obrazek

Justyna dzielnie sobie dawała radę w tym śniegu, ale dla niej śnieg i góry to nie nowość, gorzej natomiast z Brusem. W kółko powtarzał to co zwykle: "pierdzielę, więcej z Wami nie idę, nogi mi do ziemi nie dostają" ;)
Obrazek

Miejscami śniegu było po samą d...
Obrazek

W kaplicy miło było schować się przed wiatrem.
Obrazek

Wnętrze balnickiej kapliczki:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rozgrzewka w drodze powrotnej.
Obrazek

Obrazek

Znów zaczęło wiać.
Obrazek
Avatar użytkownika
Piotr_S
Administrator
 
Posty: 1365
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:33

Re: Relacja z lutego 2010

Postprzez Piotr_S » 19 lut 2010, o 22:13

Sobotnie popołudnie i wieczór postanowiliśmy spędzić nieco bardziej rozrywkowo. U Kija zapowiadała się biesiada oraz kulig - w sam raz aby się nieco rozgrzać i zabawić.
O 16 podeszliśmy pod Górską Chatę vel Kirę, gdzie czekały już sanie i kilkanaście (lub więcej) osób, które postanowiły ten wieczór spędzić podobnie. Obejrzeliśmy sobie jeszcze sam budynek, zastanawiając się na diabła taką dużą szkołę zbudowali w Woli Michowej, no ale to były takie czasy, że co wieś to i szkoła - prawie jak z kościołami. Szkoły powstały nawet w pobliskim Łupkowie czy Radoszycach. Część z nich potem sprzedano w prywatne ręce i zamieniono w obiekty noclegowe, jak choćby znacznie mniejsza szkoła w sąsiednim Smolniku.

A oto nasz pojazd. Pojemność prawie jak w autobusie, maksymalna prędkość nieco mniejsza - i całe szczęście bo łeb by urwało, wiało dziś dość solidnie. W głębi Kiju w stroju sam nie wiem jakim.
Obrazek

Z tyłu dawna szkoła w Woli Michowej. Ludzie pomału zaczęli się zbierać i można było ruszać. Miałem przeczucie że wiatr da się nam we znaki - i dobrze sądziłem, do dziś nie mogę się wyleczyć z przeziębienia, mimo że ubrań na sobie mieliśmy sporo przewidując że na saniach może nieźle ... tu mi zabrakło odpowiedniego regionalnego słowa. W opolskiem mówi się: piździć i bynajmniej nie jest to przekleństwo.
Ruszyliśmy saniami na szosę i pojechali do końca Woli Michowej. Osobiście preferuję samochód, ale od czasu do czasu taki pojazd też może być całkiem niezły. Przy cerkwisku w tył zwrot, przystanek przy sklepie i skręcamy w drogę prowadzącą na p.Żebrak. Obok sań biegnie Kola (a może: Cola, kto go tam wie jak się to pisze), niewielki, zabawny kundelek. Gdy dojeżdżamy do ostatniego zabudowania po prawej stronie przeczuwam że będą kłopoty, bo znam to już na pamięć. Długo nie trzeba było czekać - wielki, ale na szczeście młody jeszcze kaukaz przeszedł przez dziurawe jak sito ogrodzenie i dopadł psiaka. Było dużo pisku, ale Kola jakoś z tego wyszedł. Pani właścicielka stała obok domu i wołała swojego pieska. Oczywiście piesek miał swoja panią w d..., wcale się mu zresztą nie dziwię. Sytuacja ta trwa od lat (odkąd tu przyjechała, bodajże z w-wy), najpierw był inny pies / psy, teraz będzie ten kaukaz. Głupich nie sieją a za taką właśnie, niereformowalną i bezmózgową uważam tę panią. Drogą biegnie również szlak rowerowy - to tylko kwestia czasu, kiedy pies kogoś poturbuje. Dziwię się, bo sami mieszkańcy też od lat o tym problemie mówią. Psa, który przechodzi ogrodzenie i atakuje powinno się odstrzelić i tak aż do skutku. Zresztą sądzę że z tymi psami ktoś prędzej czy później zrobi porządek. A jeśli ja tam będę szedł z psem i sytuacja się powtórzy, to sam to zrobię.
Obrazek

Teraz już bez przeszkód dojechaliśmy na jeden z placów, na którym czekało na nas ognisko. Nie - nie to widoczne na zdjęciu na pierwszym planie :D To Marian zmarzł w nogi więc włączył w saniach ogrzewanie. Muszę ten patent wprowadzić w samochodzie, nie trzeba będzie czekać aż się silnik zagrzeje ;)
Obrazek

Podeszliśmy do przygotowanego wcześniej ogniska. Nareszcie można się było ogrzać a zmarzliśmy okrutnie. Kiju rozdawał kiełbaski i częstował doskonałym grzańcem. Kubek grzańca od razu postawił większość osób na nogi. Część nie poprzestała na kubku, dopingując się jeszcze czymś chłodniejszym po drodze, toteż wkrótce wśród bieszczadzkiej ciszy, na melodię "Popod turnie, popod lasy", rozległo się z ust człeka zwanego "Doktorem":

"jestem stary, niedołężny,
ale wytrysk mam potężny"

Las się zarumienił, ale nic nie powiedział. Koniom było obojętne a Kola nie słyszał. Słychać było za to zapewne w Woli. Też przyzwyczajeni, więc można uznać, że przyśpiewka była na miejscu.
Obrazek

Obrazek

Przy ognisku przygrywał i śpiewał jeden z członków zespołu Kremenaros (z Mokrego chyba). Całkiem profesjonalnie, nie tylko dobrze grał mimo chłodu, ale przede wszystkim śpiewał bez nuty fałszu.
Obrazek

Obrazek

Gdy wszyscy się już najedli, napili i na dobre rozgrzali, gospodarze zagrali sygnał do powrotu:
Obrazek

Ponieważ było już całkiem ciemno, wracaliśmy z pochodniami. Całkiem to przyjemny widok i ma swój urok.
Obrazek

Obrazek
Ostatni etap trasy, gdzieś tak od zjazdu w stronę mostu na Osławie. Ponieważ akordeonista pojechał samochodem i nie było komu grać, uczestnicy zaczęli domagać się muzyki. problem został rozwiązany prosto, aczkolwiek już mniej klimatycznie. Przez Wolę Michową jechaliśmy my na saniach, z pochodniami a 5 metrów przed nami Hilux z otwartymi wszystkimi drzwiami - przez co wyglądał jak samolot - i muzyką disco na full. Dudniło tak że było słychać w Smolniku, albo i dalej. Ludziska w Duszatynie pewnie myśleli że nowe jeziorko powstaje ;) Ale co tam - czasem poszaleć też trzeba a nie tylko po chaszczach i śniegu łazić.
Avatar użytkownika
Piotr_S
Administrator
 
Posty: 1365
Dołączył(a): 2 mar 2009, o 18:33


Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.