Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez Stały Bywalec » 3 lut 2010, o 07:58

Ciąg dalszy relacji z pobytu w Bieszczadach w dn. 13.09.- 7.10.2009 r., jaką zacząłem pisać na tamtym forum.


20 września

Żona, która wpadła do Sękowca tylko na kilka dni, dziś już powraca do Warszawy. To nie tylko kwestia urlopu, lecz również obowiązek rodzinny - musi przygotować naszą córkę-studentkę do wyjazdu i dłuższego pobytu zagranicą.
Wyjeżdżamy zatem z Sękowca dość wcześnie rano i jedziemy do Ustrzyk Dolnych we czwórkę. Na podwiezienie do Ustrzyk Dln. załapał się bowiem Jurko, też dziś kończący pobyt w Bieszczadach i powracający przez Warszawę do domu na północno-wschodnich rubieżach kraju. Jedzie z nami także Ojciec Prowadzący, no bo co miałby robić sam w Sękowcu? Dziś jest niedziela, obiecałem Mu udział w nabożeństwie w cerkwi grecko-katolickiej.

Pogoda ładna, droga prawie pusta, czyli warunki do jazdy idealne. Wyjechaliśmy z Sękowca grubo za wcześnie, aby nie spóźnić się na autobus do Warszawy wyjeżdżający z Ustrzyk Dln. o godz. 9:00. Obawiałem się jakichś nieprzewidzianych trudności, w postaci np. kontroli drogowej, częstej na tym obszarze przygranicznym.
Nic takiego jednak nie nastąpiło i do Ustrzyk Dln. dojechaliśmy tuż po godz. 8-mej. Spędziliśmy więc prawie godzinę na przystanku autobusowym przy dworcu PKP. Niedzielny poranek, wszystko jeszcze pozamykane, nawet kawy czy herbaty nie było gdzie wypić.

Odprawiwszy Gosię i Jurka (autobus odjechał punktualnie o 9-tej) przestawiliśmy samochód na parking w centrum miasta i zrobiliśmy sobie mały spacerek po Ustrzykach, w tym poleźliśmy na cmentarz. Jako miłośnik historii przyznam się, że lubię odwiedzać cmentarze. Lektura napisów na starych nagrobkach to nieraz przyczynek do poznania starych dziejów, nie zafałszowanych później propagandowo.

O godz. 10:30 rozpoczęło się nabożeństwo w cerkwi grecko-katolickiej. Poszedłem tam ze względu na ... Ojca Prowadzącego. Osobiście bym bowiem wytrzymał bez "święcenia dnia świętego" (bardzo często ten grzech popełniam), ale wiem, że Rysiek nie darowałby mi, gdybym nie umożliwił Mu pójścia w niedzielę do kościoła. Postanowiłem więc zaprowadzić Go tym razem do kościoła liturgicznie innego, ale przecież podległego papieżowi, a więc do zaakceptowania przez tego mojego "świętojebliwego" kuma.
Raczej domyślawszy się niż rozumiejąc treść nabożeństwa byliśmy w cerkwi ponad godzinę, w dodatku siedząc po lewej czyli niewłaściwej stronie (wśród prawie samych bab).

Po nabożeństwie znów połaziliśmy po Ustrzykach Dln., tym razem oglądając je przez bardziej współczesny pryzmat budownictwa i nieruchomości - co i gdzie niedawno wybudowano, wyremontowano, itp. Wypiliśmy w jakiejś knajpce kawę.
Wracając na parking zauważyliśmy, że pomimo niedzieli i pustego placu targowego kręci się tam jednak kilka pań o złotym uśmiechu i z nieodłącznymi torbami pełnymi wschodniego towaru. Dokupiliśmy więc po flaszce artemiwskiej, przyda się, najwyżej postoi w barku, ale szkłem nie przejdzie.

Obiad zjedliśmy w Krościenku. Przed wjazdem do tej miejscowości znajduje się po prawej stronie szosy (i przy skrzyżowaniu z jakąś drogą wiejską) mały przydrożny bar, w którym można całkiem smacznie i niedrogo zjeść. Co rok go odwiedzam.
Wracając znów przejechaliśmy przez całe Ustrzyki Dln. Zatankowałem samochód w dużej stacji benzynowej przy drodze wylotowej na Sanok, a potem skrótem przez Równię dojechaliśmy do obwodnicy, by przez Czarną oraz Lutowiska powrócić do Sękowca.

W domu nareszcie mogłem zapomnieć o kierownicy i napić się piwa, oczywiście chmilnego micnego.

A wieczorem, jak zwykle, bieszczadzka biesiada. Najpierw przed domkiem Wojtka1121, a potem u gościnnego Piskala w słynnej willi nr 1. Posiedzieliśmy tam trochę dłużej. Ojciec Prowadzący jak zwykle nieco "popłynął", ja się jednak oszczędzałem - ze względu na jutrzejsze kierowanie pojazdem.

Bo na dzień jutrzejszy zaplanowaliśmy ambitną, iście traperską wyprawę z Mucznego, do którego, niestety, trzeba będzie dojechać samochodami. Użyłem liczby mnogiej, jako że jedzie nas tam z Sękowca cała banda, a i po drodze zabieramy Lucy - Banitkę.
Ale o tym będzie już w następnym rozdziale.

CDN

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez lucyna » 3 lut 2010, o 08:06

Jest, jest, jest :)
Nawet nie wiesz jak cieszę się. Dwa odskoki do góry i spadam do czytania długo oczekiwanej relacji.
Witaj Panie Prezydencie KIMB na Forum.
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez Michał » 3 lut 2010, o 11:43

Witaj
Stały Bywalec napisał(a):Ciąg dalszy relacji z pobytu w Bieszczadach w dn. 13.09.- 7.10.2009 r., jaką zacząłem pisać na tamtym forum.
...
CDN

Pozdrawiam
Stały Bywalec

No - zaczekam, aż dojdziesz do 5.10. Ciekawym co wtedy robiłeś, bo czego nie zrobiłeś to wiem :-)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Michał
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 79
Dołączył(a): 19 mar 2009, o 21:42
Lokalizacja: Opole

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez paszczak » 3 lut 2010, o 15:58

Stały Bywalec napisał(a):20 września

Wyjeżdżamy zatem z Sękowca dość wcześnie rano

No proszę, ucięknięto mi! :mrgreen:
Bo oto w porze obiadowej dnia tego wracałem z bieszczadzkiego wora i jakoś tak mną rzuciło, że penetrowałem okolice Sękowca, odwiedzając też ośrodek.
Niestety pozbawiony życia się on objawił więc pojechałem w dalszą drogę z przystankami tu i ówdzie.
Pozdr,
<kubaaa> co robisz ?
<kambys> nic
<kambys> w pracy jestem

Avatar użytkownika
paszczak
Niedzielny turysta bieszczadzki
 
Posty: 52
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 17:30
Lokalizacja: Gliwice

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez Stały Bywalec » 3 lut 2010, o 21:09

21 września, do południa

Na dziś plan mamy bardzo ambitny:
1) znalezienie miejsca po leśniczówce Brenzberg,
2) przejście przez masyw leśny pn. Jeleniowaty,
3) ponowne odwiedzenie Dydiowej w malowniczym zakolu Sanu, gdzie byliśmy dokładnie tydzień temu, lecz w innym wtedy składzie (m.in. z Izą i Piotrem).

Ok. godz. 9-tej wyruszamy z Sękowca dwoma samochodami (tj. Andrzeja627 i moim). Kierowcom towarzyszą: Ojciec Prowadzący, Piskal, Wojtek1121 oraz Wojtek Myśliwiec. Zatrzymujemy się w Stuposianach przy skrzyżowaniu z szosą do Mucznego i Tarnawy Niżnej, gdzie oczekujemy na płeć piękną mającą przyjechać PKS-em z Olszanicy.
Wkrótce nadjeżdża ów autobus, a z niego wysiada nasza Lucy-Banitka.

Tu czas na chwilę zadumy oraz dygresję. Jak uczy historia, z banitami nigdy nic nie wiadomo. Bywa, że powracają w glorii, aby objąć rządy. Mnie po sekwencji wydarzeń z lat 1988-90 nic już nie jest w stanie zadziwić i zaskoczyć, ani w wielkiej, ani małej polityce.
Kto wie - może Lucyna przejmie z czasem tamto forum na własność? Może zostanie ministrem właściwym ds. sportu i turystyki? Może, mając władzę, doprowadzi do ekstradycji z Kanady tamtego Admina, by Go - za swoją krzywdę - sprawiedliwie osądzić i przykładnie ukarać? Jest to tak samo prawdopodobne, jak w czasach PRL byłoby prognozowanie przejścia Polski z Układu Warszawskiego do NATO i z RWPG do Unii Europejskiej (wtedy jeszcze EWG). A jednak stało się!!!

Mając więc na względzie i taki możliwy scenariusz, ustawiamy się karnie w szeregu, przyjmujemy postawę zasadniczą i służbiście meldujemy się nadchodzącej Lucynie. Ów dryl przychodzi nam łatwo - w końcu każdy z nas kiedyś obejrzał choć jeden film o wojsku. Ponadto Andrzej627 i ja jesteśmy byłymi militarystami wywodzącymi się jeszcze ze Studium Wojskowego Uniwersytetu Warszawskiego, pamiętającymi naukę musztry udzielaną nam przez majora Kuźmę.
Gdy Lucy dała nam komendę "spocznij", wycałowaliśmy i wyściskaliśmy Ją serdecznie, porwali do samochodu i pojechali do Mucznego.
Tam zaparkowaliśmy auta na dużym przyhotelowym parkingu i zaczęliśmy się sposobić do dzisiejszej traperskiej wyprawy. A to przebranie się w inny ciuch lub buty, a to dokupienie napojów w ilości koniecznej na cały dzień, a to ..., itp., itd.

Jeśli macie teraz rozłożoną mapę, to widzicie na niej ścieżkę (oznaczoną drobną przerywaną kreską) wiodącą wzdłuż całego zalesionego grzbietu Jeleniowatego. Do tej właśnie to ścieżki chcieliśmy dojść z Mucznego, aby - idąc nią - osiągnąć pierwszy cel naszej dzisiejszej wyprawy, czyli Brenzberg.
Na mapie widać również inną leśną ścieżkę - prowadzącą z Mucznego aż do tej wyżej wymienionej. Ba, tylko jak tę ścieżkę - wyprowadzającą z Mucznego aż na grzbiet Jeleniowatego - znaleźć?

Chodzimy po szosie i wypatrujemy ścieżki za przydrożnym rowem - strumykiem. Kręcimy się w te i we w te, niczym pies biegający wzdłuż płotu i szukający dziury pod nim. I owej ścieżynki nie znajdujemy.
Przeskakujemy zatem ów przydrożny rów i tyralierą walimy na przełaj - w las i pod górę. Alleluja i do przodu.

Leziemy jakimiś zwierzęcymi ścieżkami, korytami strumyków lub zupełnie przez chaszcze, płosząc ukryte w nich żmije i jaszczurki. Andrzej627 i Wojtek1121 trzymają ustrojstwo nawigacyjne, któremu satelita podpowiada właściwy kierunek naszej trasy. W ten sposób docieramy wreszcie na sam szczyt i do szukanej grzbietowej leśnej ścieżki. W pewnym momencie przechodzimy obaj z Piskalem (pozostali idą bardziej z boku) przez niegdysiejszy Brenzberg, o czym jednak wtedy jeszcze nie wiemy.
Mamy już dosyć Jeleniowatego, postanawiamy zejść z niego - również na przełaj - do leśnej drogi stokowej u północno-wschodniego podnóża tego leśnego masywu. Znów plączemy się w chaszczach, przepadamy w różnych jarach i wądołach, w pewnym momencie po zaplątaniu w chaszcze przewracam się i słychać głuchy trzask. Piskal spogląda z niepokojem, czy aby nie złamałem nogi lub ręki, lecz to był tylko odgłos pękającej suchej gałęzi, na którą się wywaliłem.
Wreszcie jakimś nie całkiem wyschniętym korytem sezonowej rzeczułki schodzimy do leśnej drogi wiodącej północno-wschodnim skrajem Jeleniowatego. Skręcamy nią w lewo, mamy przecież dziś w planie jeszcze dotarcie do Dydiowej.
Na razie jednak postanawiamy odpocząć. Liczymy się - sprawdzając, czy wszyscy wyszli z puszczy, tj. czy nikogo nie pożarł niedźwiedź, którego świeże, wyraźne ślady oglądaliśmy jakieś pół godziny temu. Zasiadamy przy drodze i posilamy się. Jest dopiero około godziny 13-tej.

CDN

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez lucyna » 4 lut 2010, o 02:26

Stały Bywalec napisał(a):Tu czas na chwilę zadumy oraz dygresję. Jak uczy historia, z banitami nigdy nic nie wiadomo. Bywa, że powracają w glorii, aby objąć rządy. Mnie po sekwencji wydarzeń z lat 1988-90 nic już nie jest w stanie zadziwić i zaskoczyć, ani w wielkiej, ani małej polityce.
Kto wie - może Lucyna przejmie z czasem tamto forum na własność? Może zostanie ministrem właściwym ds. sportu i turystyki? Może, mając władzę, doprowadzi do ekstradycji z Kanady tamtego Admina, by Go - za swoją krzywdę - sprawiedliwie osądzić i przykładnie ukarać? Jest to tak samo prawdopodobne, jak w czasach PRL byłoby prognozowanie przejścia Polski z Układu Warszawskiego do NATO i z RWPG do Unii Europejskiej (wtedy jeszcze EWG). A jednak stało się!!!

Iii tam.
Odkąd Lucy została babą bieszczadzką to tylko rezyduje na wypale w wiadomym celu.
Bud'me

Co za Forum, nawet kieliszka tu porządnego nie maja :mrgreen:
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez Stały Bywalec » 5 lut 2010, o 07:58

lucyna napisał(a):Iii tam.
Odkąd Lucy została babą bieszczadzką to tylko rezyduje na wypale w wiadomym celu.
Bud'me

Lucy, to chyba kiepskie miejsce. Nie lepiej w miejskiej kawiarni ?

Ad rem.
21 września, druga połowa dnia

Ruszamy dalej. Dochodzimy do skrzyżowania z drugą, podobną do naszej, leśną bitą drogą - tą, która wije się wzdłuż Sanu, przechodząc obok torfowisk Dźwiniacz i Łokieć. Mijamy to skrzyżowanie, po ok. 1,5 km zbliżamy się do Sanu. Wypatrujemy po prawej stronie uwidocznionej na mapie ścieżki (równoległej do naszej drogi na tym krótkim odcinku), która pozwoliłaby nam skrócić wędrówkę do Dydiowej (ścieżka ta przecina potok Muczny).

I znajdujemy nią, włazimy teraz w totalną dzicz, pełno tu tropów i odchodów zwierzęcych.
Po jakimś czasie dochodzimy do krzyżówki dwóch leśnych ścieżek, niestety nie zaznaczonej na mapie. Andrzej627 sugeruje, aby skręcić w prawo, tak mu doradza urządzenie nawigacyjne. Ja jednak boję się, że w ten sposób wkrótce dotrzemy do Sanu, do drogi tylko dla pograniczników. Na tym podmokłym leśnym skrzyżowaniu odbijamy więc w lewo i wkrótce ... wychodzimy na naszą poprzednią bitą drogę, tyle że już tuż przed Młyniszczem (nieistniejącą wsią). Chwila konsternacji, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Przekraczamy mostek na potoku Muczny i po kilkuset metrach, przed terenem b. wsi Czerenna, dochodzimy naszą drogą do ścieżki wiodącej w prawo w kierunku Dydiowej. Tu już nie może być żadnych wątpliwości, tędy wędrowałem tydzień temu z Izą, Lucy, Ojcem Prowadzącym i Piotrem.

Idziemy zatem do Dydiowej, ten odcinek pokonuje się średnim tempem w około godzinę. Nam zabrało to chyba parę minut więcej, jesteśmy już nieco zmęczeni (Lucy zaproponowała nawet, aby Dydiową sobie dziś w ogóle odpuścić, ale Ją przegłosowaliśmy). Poza tym im liczniejsza grupa, tym mniejsza średnia prędkość marszu - takie prawo kinematyki odkryłem łażąc przez lata po różnych puszczańskich wertepach. Najszybciej mi się idzie, gdy wędrujemy we dwóch z Ojcem Prowadzącym, który zap... naprawdę jak koń huculski.

W Dydiowej zachodzimy do chatki ("Dydiówki"), z dumą pokazuję w zeszycie nasze wpisy sprzed tygodnia. Dokonujemy oczywiście również wpisów aktualnych - naszej dziś dość licznej grupy.
Odpoczywamy, podjadamy, popijamy. Z Andrzejem627 smętnie obserwujemy, jak Piskal wyciąga z plecaka chyba już 10-te piwo, a i pozostali nie są dużo gorsi - pokrzepiają się ukraińskim koniakiem. Cóż, wolno im, oni nie prowadzą dziś samochodów.

Potem przez niewielkie wzgórze dochodzimy do ... (postanawiam jednak przemilczeć, dokąd to naszą ekipę doprowadziłem). W każdym razie dotarliśmy również do Sanu, na sam brzeg rzeki. Rzeka tu wąziutka, a za nią już Ukraina. Trochę tez tu popasamy, robimy zdjęcia, zachwycamy się malowniczą okolicą.
Następnie szerokim łukiem, przez przepiękną łąkę powracamy do naszej ścieżki. Lucy i Piskal, jak opętani, cały czas zbierają dorodne kanie, nie wiedziałem, że są takim zapalonymi grzybiarzami.

Ścieżką dochodzimy aż do szosy. Pozostawiamy z Andrzejem627 nasze towarzystwo przy wypale, a sami wędrujemy do Mucznego po samochody. Usiłujemy złapać jakąś okazję, ale ruch tu jest wręcz znikomy. A ci bardzo nieliczni, co jadą, to nie chcą się zatrzymać albo nie mają wolnych dwóch miejsc. Dopiero po przejściu ok. 3 km udaje nam się zatrzymać auto jakiejś sympatycznej pary z centralnej Polski, pierwszy raz goszczącej na tym terenie. Rewanżujemy się im informacją, gdzie mogą zakwaterować, gdzie warto by tu pochodzić, itp.
W pewnym momencie Andrzej627 zapytał ich, czy - przejeżdżając szosą obok wypału - nie widzieli grupy turystów (miał oczywiście na myśli naszych przyjaciół). Państwo ci, nieświadomi swojego faux-pas, odpowiedzieli, że turystów to nie, ale zauważyli tam grupę jakichś miejscowych pijaków, wśród których była kobieta ciemnej karnacji.
Zatkało nam dech z oburzenia, ale akurat już dojeżdżaliśmy do Mucznego.

Przesiedliśmy się do naszych małolitrażowych limuzyn i pojechaliśmy po owych ... pijaków.
Kobietę o ciemnej karnacji odwiozłem do Ustrzyk Dolnych, w towarzystwie Ojca Prowadzącego i Wojtka1121. Natomiast Andrzej627 pojechał z resztą ekipy od razu do Sękowca.

Drogę powrotną z Ustrzyk Dln. przebyliśmy już po ciemku i ... we mgle. Jaka to jest "przyjemność" dla prowadzącego auto, zdają sobie sprawę tylko kierowcy.
Później jeszcze po małym piwku u Wojtka1121, a potem już tylko powrót do domu oraz siusiu, paciorek i spać.

CDN

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez lucyna » 5 lut 2010, o 08:43

Wrrr jaka kawiarnia, no jaka ja się pytam? Babę bieszczadzką chcą ucywilizować, co za upadek dobrych obyczajów.
Jeszcze słówko, a doniosę na Ciebie Miśce z Otrytu. ;) :D
To wcale tak nie było. Relacja Pana Prezydenta jest ocenzurowana (ustawa o wychowaniu w trzeźwości :lol: )
Było tak
viewtopic.php?f=12&t=158start=60" target="_blank
Nawet link nie działa, no za trzeźwe Forum. Człek se tu nie popije. Spadam na wypał.
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez andrzej627 » 5 lut 2010, o 15:46

Stały Bywalec napisał(a):dotarliśmy również do Sanu, na sam brzeg rzeki. Rzeka tu wąziutka, a za nią już Ukraina. Trochę tez tu popasamy, robimy zdjęcia, zachwycamy się malowniczą okolicą.

Ten moment można zobaczyć tutaj:
Znowu w Dydiowej
Avatar użytkownika
andrzej627
Ekspert bieszczadzki
 
Posty: 571
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 21:48

Re: Relacja z pobytu we wrześniu i październiku 2009 r.

Postprzez Stały Bywalec » 5 lut 2010, o 22:10

Lucy podała powyżej namiar chyba zbyt ogólny, odsyłający aż do 1-szej strony tamtego wątku.
Szybciej Jej relację z naszej wyprawy dn. 21.09. znajdziecie tu:

viewtopic.php?f=12&t=158&start=60" target="_blank" target="_blank
(zob. 3 posty Lucy z dn. 21. i 22.09.)

A swoją drogą, bardzo fajnie się czyta inną relację z tej samej wędrówki.
:D
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Następna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.