Skąpstwo jest nieopłacalne

Tematy nie pasujące do pozostałych działów oraz luźne pogaduchy o wszelkich sprawach, polityka, historia, obyczaje, kultura, rozrywka, rozmaitości

Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez Stały Bywalec » 3 kwi 2011, o 18:28

Skąpstwo jest nieopłacalne!

Tytuł wątku może budzić zdumienie. Bo jakże to - oszczędnością i pracą narody się bogacą - a tu jakiś „Stały Bywalec” stawia tezę o nieopłacalności oszczędzania i jeszcze określa je pejoratywnym mianem „skąpstwa”.

Fakt, teza to dyskusyjna.
A więc na jej poparcie z mojej strony podaję 2 konkretne przykłady.

1 szy przykład
Moja koleżanka po fachu, piastująca dość wysokie stanowisko w administracji samorządowej Torunia, została niedawno spadkobierczynią po cioci. Ciocia, bezdzietna stara panna, była rodzoną siostrą mamy (też już nieżyjącej) owej mojej koleżanki. Dwie zmarłe panie nie miały więcej rodzeństwa, moja koleżanka jest jedynaczką, a więc każdy orientujący się choć trochę w prawie spadkowym wie, że - wobec braku testamentu - jedynym spadkobiercą jest właśnie owa moja znajoma.
Śp. ciocia żyła sobie skromnie z pensji, a później z emerytury, z czasem odeszła od problemów teraźniejszych, a przez to przyziemnych, by zająć się badaniem przeszłości (była humanistką z zacięciem naukowym). Na początku lat 70-tych ub. wieku (to ważne) wyjeżdżała kilkakrotnie do Anglii, gdzie spędziła łącznie ok. kilkanaście miesięcy.
Z rodziną, czyli z moją koleżanką, jej mężem i synem, utrzymywała cały czas dobre stosunki. Niekiedy powtarzała siostrzenicy (czyli właśnie mojej koleżance), że kiedyś, po śmierci, to będą ją bardzo mile wspominać, niech no tylko poszukają w jej mieszkaniu, w miejscu takim to a takim.

Czas szybko płynie. Ciocia zmarła dość nagle, z czym się musi liczyć każdy, kto już przekroczył 70-tkę (młodsi zresztą też, ale chyba jednak nieco rzadziej :| ). Moja znajoma i jej mąż przeszukali mieszkanie i znaleźli we wskazanym miejscu 3 tys. funtów brytyjskich. Następnego dnia powędrowali z nimi do jednego z toruńskich banków, gdzie się dowiedzieli, że są to banknoty wycofane z obiegu jeszcze w latach 70. ub. wieku, a obecnie wymienia je tylko jeden bank w Londynie: bezproblemowo do 1 tys. funtów, a przy większej sumie - po uzyskaniu wiarygodnego oświadczenia o pochodzeniu tych pieniędzy.
I moja koleżanka głowi się teraz, czy ma jechać do Londynu sama, czy może rozparcelować tę gotówkę pomiędzy 3 osoby (siebie, męża i syna).

W czym widzę problem?
Ano w tym, że owe 3 tys. funtów w czasie ich chomikowania miały dużo większą niż obecnie siłę nabywczą, a w Polsce - wręcz kolosalną. Była to wtedy równowartość ok. 9 tys. dolarów amerykańskich, za co można było wówczas w naszym kraju nabyć na wolnym rynku dom jednorodzinny, a i to nie byle jaki. Mój kolega ze studiów, popracowawszy sobie „na czarno” przez rok w Szwecji (wziął urlop dziekański, formalnie oczywiście w innym celu) kupił sobie w 1975 r. w Warszawie na Żoliborzu mieszkanie ok. 50 m kw. za 4 tys. dolarów.
A teraz? Przeliczcie sobie sami. W rachunku uwzględnijcie koszty podróży tam i z powrotem oraz przynajmniej jednego noclegu w Londynie dla 3 osób. I ew. także podatek spadkowy oraz koszt urzędowego tłumaczenia na jęz. angielski (gdyby londyński bank zażyczył sobie odpowiedniego dokumentu pochodzenia owych pieniędzy).

2-gi przykład, tym razem z bezpośredniej choć przypadkowej obserwacji
Kilka dni temu byłem w banku. Siedziałem sobie w foteliku oczekując na swoją kolej. Osoba będąca w kolejce tuż przede mną właśnie załatwiała sprawę, z którą przyszła. Była to pani w podeszłym wieku, tak na oko dobrze po 80-tce. Zainteresowanie nią wymusiła sytuacja - pani była lekko głuchawa, mówiła głośno i również głośno (z konieczności) odpowiadała jej urzędniczka banku.
Sprawa ta była dość pospolita, lecz po jej załatwieniu starsza pani jeszcze zapytała, czy może tu wymienić stare pieniądze i nawet wyciągnęła spory plik banknotów z torebki. Urzędniczka odparła, że nie, żeby iść z tym do oddziału PKO BP na Pl. Powstańców Warszawy, chociaż zastrzegła (zapisując staruszce na kartce adres tamtego banku), że nie jest pewna, czy jeszcze tam stare pieniądze wymieniają. Doszło też między nimi do krótkiego dialogu.
- A ile pani tego tam ma? Liczyć nie będę, bo my i tak nie wymienimy.
- 30 tysięcy starych złotych. Ile za to dostanę?
- 3 złote, a i to pod warunkiem, że jeszcze te pieniądze wymieniają.
- Pani chyba żartuje!!! Ja je przecież odłożyłam sobie kiedyś na czarną godzinę!
- To trzeba je było cały czas trzymać na rachunku długoterminowym w banku.
- Ale ...
- Nic pani nie poradzę. Proszę pojechać do tego banku, który pani zapisałam na karteczce, tam się pani więcej dowie. Ale naprawdę proszę nie liczyć na więcej niż 3 złote.

To bynajmniej nie wszystko.
Gdy z kolei ja usiadłem przed ową urzędniczką, tak z rozpędu, i oczywiście tylko ogólnie, zagadnąłem o tamtą poprzednią klientkę. Zażartowałem, że miała spóźniony refleks, bo jeszcze w 1994 r. mogłaby za to kupić kilka butelek piwa.
A pani z banku aż podskoczyła:
- Co pan opowiada!? Widział pan te jej pieniądze?
- Ależ skąd! Siedziałem z boku, ze trzy metry dalej, a nie mam zwyczaju gapić się na cudze rzeczy osobiste.
- A szkoda!!! Bo to były takie banknoty pięćsetzłotowe jeszcze z lat 50-tych i 60-tych! Wtedy to była duża suma pieniędzy!!!

Faktycznie, pamięć o tamtych latach i mnie jest nieobca. Przypomniałem sobie duże, brązowe banknoty o nominale 500 zł, chyba z jakimś górnikiem czy hutnikiem. Pamiętam też, że w pierwszej połowie lat 70-tych średnia miesięczna pensja wynosiła 2500 zł. I już, zdaje się, pod koniec lat 70-tych, owe duże banknoty pięćsetzłotowe zaczęto wycofywać z obiegu, zastępując je innymi - o mniejszym formacie, za to coraz bardziej inflacyjnymi. Aż doszło dn. 1 stycznia 1995 r. do wymiany: 500 starych zł = 5 gr. nowych.

Ale w czasie, gdy je owa pani, dziś staruszka, a wówczas osoba chyba w wieku ok. 35-40 lat, zachomikowała, to kwota 30 tys. zł stanowiła naprawdę dość sporą sumkę.
Mniej więcej porównywalną z dzisiejszymi 30 tysiącami zł.

***
I pomyśleć, że obydwie panie, o których powyżej napisałem, mogły, dzięki posiadanym pieniądzom, swego czasu polepszyć sobie życie (jedna z nich nawet znacznie).
:x
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez lidkru » 3 kwi 2011, o 20:05

ano cóż, staropolskie przysłowie pszczół mówi, ze chytry 2 razy traci, i ma to przełożenie nawet na te dwie -wspomniane przez Bywalca -panie, Mogły sobie wtedy użyć życia czy obkupić w ciuchy, kosmetyki czy domy, a teraz ani zabawy, ani zakupów, ani kasy :cry: Życie...
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3187
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez skazaniec » 3 kwi 2011, o 20:24

Stały Bywalcze zgadzam się z Tobą w 100%. temat wcale nie jest dziwny i nienormalny - ba jest nawet bardzo mądry. Też dorzucę kilka przykładów.

Numer 1 - Moja własna głupota.
W nie tak dawnych czasach studenckich postanowiłem oszczędzać. Wiecie takie tam minimalne oszczędności, jeszcze nie pracowałem, a nie chciałem ciągnąć pieniędzy z domu. Zredukowałem wszelkie wydatki, łącznie z tymi na żywność. Wynik - grypa jakiej nigdy nie zapomnę i wydatek blisko 100zl w aptece (antybiotyki). Zaoszczędziłem? Wątpię.

Numer 2 Opowieści mojej babci - "chytry dwa razy traci"
Babcia odłożyła sobie swego czasu pewna kwotę pieniędzy, wpłacając je na książeczkę bankową - nie pamiętam ile tego dokładnie było. Moja babcia przeliczając to w sobie wiadomy sposób, była księgową w Gminnej Spółdzielni , twierdziła, że byłoby (w latach 80) 10 tureckich dywanów. Pieniążki leżały sobie na lokacie, przeleżały tam hiperinflację, plan Balcerowicza i denominację. Potem poszliśmy na lody, całą rodziną - smakowało :)

Numer 3 Terry Pratchet
W jednej ze swoich książek - nie pamiętam której - pisał, że biednych nie stać na tanie buty. To znalazłem w związku z tym na innym forum:

"Para dobrych firmowych butów ze skóry, czy to sportowych czy zimowych służy mi
przez wiele sezonów, choć początkowo jest to wydatek kilku stów. Ale raz tylko
w życiu kupiłem jesienno-wiosenne takie zwykłe buty w ccc za 69zł i po 3
dniach pękła podeszwa !!! "

Załóżmy, że dobre, drogie buty za jakieś 300zł posłużą mi trzy-cztery (nie niszczę obuwia) sezony. Są dodatkowo bardzo wygodne i dobrze się w nich chodzi. Cena butów tanich to 50 - 60 zl (mówimy cały czas o butach sportowych). szły mi dwie pary na sezon (używane na hali, tylko i wyłącznie). Rachunek 3x120=360 i nigdy nie jest tak wygodnie jak w tych dobrych, ale droższych.

Numer 4 oszczędności znajomych
Jakiś czas temu moja znajoma kupiła synkowi buty w jednym z dyskontów. Może i słusznie dzieciak rośnie, szybko buty zdziera...Mały jest na etapie poznawania świata, zadawania pytań i uczenia się nowych umiejętności. W tym ubierania butów. Byłem zaskoczony, że nie daje sobie rady z tymi butami i ciągle woła matkę. Kiedyś, gdy jej nie było z pomocą przybył wujek (czyli ja). I wiesz co? za chol**e nie wiedziałem, który lewy, a który prawy. Więc wyobraź sobie jakość owego obuwia i to co ono robi z młodymi stopami i młodym człowiekiem. (pominę wywody psychologiczne o traumie i braku poczuciu sprawstwa)

Reasumując - lepiej wydać trochę więcej, ale cieszyć się dobrą jakością produktu/usługi. Jest jeszcze jedno "ale" trzeba wiedzieć czego się potrzebuje i być świadomym nabywcą:)

Edit:
Ja pisałem dysertację, a Lidka ujęła sedno w dwóch zdaniach :P
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez Stały Bywalec » 4 kwi 2011, o 07:13

Skazańcze (Łukaszu, ale żeś sobie nick wybrał, karę więzienia teraz odbywasz? :lol: ), te przykłady z butami są b. trafne i zresztą uniwersalne.

Analogiczny przykład, choć z innej, bo informatycznej branży.

Jeden z moich kolegów postanowił się wreszcie na stare lata zinformatyzować, czyli kupić komputer osobisty, a konkretnie laptopa. Pomysł chwalebny, bo lepiej późno niż wcale. Absolutnie nie jestem specem w tej dziedzinie, ale tłumaczyłem mu, aby kupił jakiś produkt markowy, choć na pewno przez to droższy. I w sklepie firmowym, aby uniknąć niebezpieczeństwa nabycia „podróbki”.
Ale mój kumpel „wiedział swoje” i zakupił w jakimś supermarkecie błyszczące cacko ze sporym i oczywiście „przyjaznym” dla wzroku ekranem, ot, taki bardzo efektywnie wyglądający składak. Zapłacił za niego ok. 1500 zł, podobno była to wielka okazja i promocja. Nawet opiliśmy ten jego nabytek. Przy kielichu „wytłumaczył” mi, że laptop, o jakim ja mu mówiłem, to kosztuje najmniej 3000 zł, a on kupił sprzęt „wcale nie gorszy, popatrz na jego parametry” za połowę tej ceny.

Oczywiście dziś kolega przeklina swoją głupotę, męczy się z tym psującym się badziewiem, sam (nie znając się na informatyce) musi korzystać z odpłatnych usług różnych fachowców. Wydał już na te naprawy kilkaset złotych, a i to jeszcze nie koniec. Ciągle coś się tam we wnętrzu okazuje „niekompatybilne”, komputer zawiesza się na amen, gdy tylko go intensywniej poeksploatować. Jeden z wezwanych fachowców uczciwie przyznał, że aby toto na 100% naprawić, musiałby nad tym pogłówkować i posiedzieć minimum ze dwa dni, co dla niego jest po prostu nieopłacalne. Bo musiałby zażądać za to wynagrodzenia, którego wysokości mój kolega pewnie by nie zaakceptował.

A gwarancja na ów nowy sprzęt przy zakupie oczywiście formalnie była, ale w praktyce okazała się iluzoryczna. Gdy kumpel chciał z niej skorzystać, zaczęto go odsyłać od sprzedawcy ze stoiska do dystrybutora, od dystrybutora do producenta, od producenta do konkretnego wykonawcy, czyli od posła do osła. Ten ostatni z łańcuszka (gdy po wielu staraniach mój kumpel go wreszcie zidentyfikował) odpowiedział, że owszem, „dokona bezpłatnej naprawy”, ale „w terminie do 3 miesięcy” i gdy już dokładnie sprawdzi, czy jego „bezawaryjny sprzęt” przypadkiem nie popsuł się „z powodu eksploatacji niezgodnej z instrukcją użytkowania”.
:lol: :lol: :lol:
:x :x :x
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez skazaniec » 4 kwi 2011, o 08:00

Echh... Mawiasz jak mój promotor pracy magisterskiej. Mój nick to nie kwestia przynależności do subkultury więziennej, tylko preferencji muzycznych. Jest taka piosenka grupy Dżem - skazany na bluesa i stąd właśnie wzięła się moja forumowa tożsamość :)
A co do skąpstwa myślę, że absolutnie nie wartro i konsekwentni trzymam się tego przy eksploatacji mego leciwego auta, które czuje,że na nim nie oszczędzam i odpłaca się niskim spalaniem:)
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez lidkru » 4 kwi 2011, o 09:14

no i m.in. dlatego postanowiłam szastac kasą przy zakupach "wyjeżdżeniowych". Czyli kurtka za całkiem całkiem kasę, kije za duża kasę, a buty to już cały majątek :) tylko na noclegach oszczędzam ;)
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3187
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez skazaniec » 4 kwi 2011, o 15:38

Hehe. Znam to. Ja tak mam przy ciuchach outdoorowych i gitarowej graciarni...mogę na piwo nie pójść, ale struny muszą być dobre.
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez lidkru » 4 kwi 2011, o 16:13

no popatrz, to jednak gitarzysta może zrezygnować z piwa :D o, mój małżonek nie chce wierzyć...
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3187
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez Stały Bywalec » 5 kwi 2011, o 08:06

Rozpoczynając ten wątek nie zastrzegłem, że - aby prawidłowo ocenić czyjeś zachowanie - trzeba wiedzieć, czy dana osoba jest oszczędna w wydawaniu pieniędzy z powodu swojej sytuacji materialnej (brak pracy albo niska pensja, liczna rodzina na utrzymaniu, spłacany duży kredyt, itp.), czy jest to właśnie rezultatem skąpstwa - wg mnie obrzydliwej cechy charakteru.

A skąpy zawsze w ostatecznym rachunku straci. Następne przykłady poniżej.

Jeden z moich kolegów potrafiący maskować tę brzydką cechę (oczywiście do czasu, bo to zawsze na jaw wyjdzie) sam nieźle zarabia, co przy jego bezdzietności i stanie starokawalerskim daje mu całkiem dobrą sytuację finansową i pokaźne oszczędności na koncie. Jakieś 10 lat temu chciał sobie powiększyć mieszkanie, tj. kupić większe (mieszka w kawalerce). Brakowało mu kilkudziesięciu tysięcy zł, radziłem mu - weź kredyt. A on na to, że jeszcze sobie dozbiera, nie będzie odsetkami wzbogacał żadnego banku.
Wkrótce RPP zaczęła znacznie obniżać stopę redyskonta, kredyty staniały, kolejne rządy powprowadzały różne ułatwienia w spłatach kredytów mieszkaniowych, w rezultacie czego ceny rynkowe mieszkań w dużych miastach poszybowały w górę. Zgodnie z podstawową zasadą ekonomii, że cenę równowagi rynkowej wyznacza układ sił podaży i popytu. Bo podaż mieszkań na rynku była w stanie wzrosnąć wolniej i nie tak znów dużo, a popyt, że ho, ho ...
I mój kolega już nie kupi sobie nowego większego mieszkania. 10 lat temu mógł je nabyć po cenie ok. 4 tys. zł/m kw., dziś musiałby zapłacić 10 tys. zł/m kw. (to warszawskie ceny i bynajmniej nie najwyższe). A to głównie realny wzrost cen, przecież dużej inflacji w międzyczasie nie było.

Ów mój znajomy mógł też swego czasu znacznie awansować w pracy (o czym skrycie marzył), co jeszcze bardziej poprawiłoby jego sytuację finansową. I ten awans mu się należał, bo naprawdę jest dobrym fachowcem w swojej branży. Cóż jednak z tego, skoro - jak wszyscy wiemy (a jak nie wiemy, to się dowiemy) - o awansach decydują niestety także i inne okoliczności. Kolega jest towarzyski, jak najbardziej, umie się znaleźć w towarzystwie, także wśród znajomych z pracy. Gdy się jednak zorientowano, że robi różne uniki przy płaceniu rachunków, nie zrzuca się na nieformalne „imprezy integracyjne”, przestano go tam zapraszać. Sam się w ten sposób wyalienował, co w końcu zadecydowało o braku awansu. Tzw. pleców wśród wyższej „góry” nie miał, a w konkretnym środowisku zawodowym żaden mądry szef nie wybierze na swojej zastępcę (i często później następcę) osoby, do której nie ma pełnego zaufania, której nie zna także od strony prywatnej.

To był przykład z Warszawy. A teraz z Lublina.

Od początku lat 80-tych ub. miałem kumpla z Lublina, który się do mnie „przykleił” z racji podległości zawodowej - ja byłem urzędnikiem w centralnej instytucji w Warszawie, a on w wojewódzkiej, w Lublinie. Żaden z nas wówczas nie piastował tzw. stołka, ale jednak co centrala, to centrala, ów koleżka bardzo mi się podlizywał. Z czasem zacząłem go zapraszać do domu (gdy był w Warszawie w delegacji) na tzw. męską wódkę. Tak się składało, że ta wódka (przekąska zresztą też) była moja, on nigdy nic konkretnego nie przynosił, poza jakimiś reprezentacyjnymi „gadżetami” z pracy, typu proporczyk czy popielniczka, w które wyposażał go szef, wysyłając do stolicy. Szybko zorientowałem się, że kolega jest liczykrupą, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. W końcu to ja bywałem gospodarzem i obowiązek nakrycia stołu na mnie spoczywał. Zresztą kolega przez cały ten czas gorąco i namolnie zapraszał mnie do Lublina (pewnie będąc przekonanym, że tam nie pojadę :lol: ).

Ale życie czyni niespodzianki. Ożeniłem się z lublinianką. Zadecydowaliśmy z żoną, że urlop macierzyński i wychowawczy (łącznie ponad 3 lata) spędzi ona z naszą córeczką u swoich rodziców w Lublinie, gdzie ja też będę cotygodniowym gościem. I faktycznie, przez cały ten okres warszawiakiem bywałem tylko w dni powszednie. Nawet samochód (malucha :lol: ) parkowałem w Lublinie, aby jeździć z żoną i córką na sobotnie i niedzielne wycieczki podmiejskie.
Przypomniałem się też wtedy owemu koledze. Niby się ucieszył, nawet mnie u teściów odwiedził, nie muszę dodawać, że z pustymi rękami (nawet kwiatka teściowej nie przyniósł).
Nie był to mój dom, nie wypadało mi więc go częściej zapraszać. Czekałem zatem na zaproszenie z jego strony. I przez ten cały okres (powyżej 3 lat) się nie doczekałem. A raz to się nawet telefonicznie „przymówiłem”, przypominając jego wcześniejsze, liczne zaproszenia. Udał, że do niego to nie dotarło. :evil: No więc i ja, gdy bywał służbowo w Warszawie, też go już do siebie nie zapraszałem. Nasze poprzednie kumplowskie stosunki stały się oficjalnymi, choć oczywiście poprawnymi, relacjami kolegów z pracy.

Znów minęło ładnych parę lat. PRL odeszła do historii, nastała III RP, a z nią przeróżne zawirowania kadrowe. Ja swoją szansę wykorzystałem. Dostrzegł to mój koleżka z Lublina, któremu jakoś nie szło (pewnie z tego samego powodu, co i warszawskiemu znajomemu, powyżej tu opisanemu). Zatelefonował z nieśmiałą sugestią, czy bym mu nie pomógł.
A ja wtedy porozmawiałem z nim o pogodzie.
:lol:
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Skąpstwo jest nieopłacalne

Postprzez skazaniec » 5 kwi 2011, o 09:11

ech i teraz się pojawi stereotyp skąpego Lubelaka :P będę się bronił :P
@Stały Bywalec
Co do tego co piszesz obaj panowie padli przy budowaniu tzw. kapitału relacji. Trudno tu już według mnie nawet mówić o skąpstwie. Nazwałbym to raczej niewłaściwym podejściem inwestycyjnym. Inwestowanie w relacje to bardzo ważna sprawa - choć PRL odszedł, dostrzegam mocno na mojej młodej skórze, która to PRL pamięta z opowieści, nieco mniej z autopsji, że dobre "plecy" pomagają wiele rzeczy łatwiej dokonać. Prosty przykład, swego czasu ubiegałem się o stypendium unijne. Poszedłem do odpowiedniego urzędu aby dowiedzieć się czegoś więcej. Szczęście chciało, że spotkałem tam swojego znajomego, który to "był na stołku" po kilku zdaniach pokierował mnie do odpowiedniego pokoju, gdzie to mężczyzna w moim mniej więcej wieku zaczął opowiadać mi o stypendium. Opowiadał jednak tak, aby niczego nie zrozumieć - podawał mniej informacji niż na stronie www, ignorując moje pytania. Sytuacja zmieniła się gdy wszedł ów wspomniany znajomy. Zasób wiedzy odpowiadającego mi urzędnika niesamowicie szybko wzrósł. Kapitał relacji pomógł.

Piszesz też Stały Bywalcze o takich normach kulturowych, o których moja babcia mawia "nie przyłazić z gołą ręką". Pytanie, które mi się nasuwa - czy to skąpstwo, czy brak elementarnej kultury? Pewnie i jedno i drugie

Co do skąpstwa i oszczędzania - tutaj też trzeba zachować umiar, żadne przegięcie nie jest dobre. Sam, jako osoba bez stałej pracy dostrzegam potrzebę oszczędzania i kontrolowania wydatków - m.in. na edukację, w którą cały czas inwestuję. Stąd też posiadam żelazny zapas na tzw. "czarną godzinę".

@lidkru

Wyobraź sobie, że może sobie odmówić, może :). Chociaż nie do końca odmówić - odroczyć ową przyjemność w czasie :) hehe to już jutro:)
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Następna strona

Powrót do Offtop

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.