Widzę, że wkradło się pewne nieporozumienie. Po pierwsze nie chodzi o to, by zamykać Chatę dla wszystkich, którzy mają w plecaku telefon, laptopa czy też w jakiś sposób nie spełniają oczekiwań Gospodarza. To jakieś totalne nieporozumienie wynikające tylko i wyłącznie z nieznajomości Chaty. Są jednak pewne reguły współżycia, które należy w danym miejscu przestrzegać. Np. tak jak w większości schronisk, należy przed wejściem do Chaty zmienić buty, żeby nie nanosić do środka naszego ukochanego bieszczadzkiego błota. Czy mówienie o tym automatycznie oznacza, że turysta który wszedł w górskich ubłoconych butach zamiast herbaty dostanie w mordę? Nic podobnego! Możemy go poprosić, żeby nie wnosił błota do środka i poczęstować herbatą. Jednak gdyby ktoś przebywając w Chacie na dłużej cały czas roznosił po Chacie błoto, pewnie dostałby ultimatum: słuchaj, albo zamiatasz po sobie i zmieniasz buty, albo jutro rano dziękujemy za gościnę. Czy to świadczy o zamykaniu się na ludzi? Czy też jest reakcją na patologię, w celu zapewnienia pozostałym gościom normalnych warunków do funkcjonowania?
Nie do końca rozumiem tą konieczność tłumaczenia oczywistych wydawałoby się rzeczy, ale trudno. Może warto dla uniknięcia niepotrzebnych sporów. Zatem wracając do komórek - jeśli ktoś musi się skontaktować z domem - przecież może w każdym momencie to zrobić wychodząc przed Chatę w miejsce nieco oddalone od innych. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wyszukać przestrzeń z dobrym zasięgiem i zaspokoić swoją potrzebę kontaktu. Dodatkowym czynnikiem przemawiającym za takim rozwiązaniem jest fakt, że w Chacie zasięg jest słaby i rozmawianie przy kominku polega na coraz głośniejszym powtarzaniu "halo? halo? nie słyszę cię! coś przerywa! halo?! halo?!!!" - nie jest to ani komfortowe dla rozmawiającego ani dla osób postronnych.
Piszesz o "delikatnym słuchu, niezdolnym do zniesienia pojedynczego dzwonka telefonu na Otrycie" - otóż nie jest to pojedynczy dzwonek. Włączony telefon zostawiony w kurtce skutkuje powtarzającymi się koncertami, gdy właściciel poszedł akurat po wodę, albo do kibla. O uciążliwości rozmowy w Chacie już wspomniałem. O czynnikach psujących atmosferę wspomniałem w poprzednim wpisie. Zdarza się, że turystka najpierw prowadzi kilka rozmów, następnie wysyła sms-y przy udźwiękowionej klawiaturze, by nie odbierać dzwoniącego telefonu, gdy dzwoni ktoś, z kim ona nie ma ochoty rozmawiać. Sytuacji jest tak wiele jak wiele jest włączonych w Chacie telefonów i nie da się określić jakichś ram kodyfikujących używanie. Przyjęliśmy więc zasadę, że w Chacie po prostu wyłącza się komórki i wtedy nie ma tych różnych akcji, które dla Igrekowskiego są nie do przyjęcia, a dla Iksińskiego jak najbardziej, bo po prostu nie ma takich sytuacji. Odpada jedno pole do konfliktu.
Chata jest specyficznym miejscem, gdzie nie ma prądu, nie ma bieżącej wody ani gazu. Przyczyna nie leży w trudnościach technicznych - możnaby przecież zamontować np. elektrownie wiatrową, albo przeciągnąć kabel. Przyczyna leży w chęci zachowania takiego a nie innego charakteru tego miejsca. Chcesz sobie popracować na laptopie w ciszy z widokiem na góry - skorzystaj z usług agroturystyki. Chcesz się oderwać od cywilizacji i
pobyć z ludźmi w w leśnej Chacie - przyjedź na Otryt. Chata jest dla każdego, kto szuka takich klimatów, jakie są w Chacie. Jeśli ktoś szuka innych klimatów - dlaczego ma nie niszczyć klimat innym? Może przecież wybrać agroturystykę? Czy zwyczaj zdejmowania czapki w kościele jest dyskryminacją? Czy zwyczaj zdejmowania butów w meczecie jest dyskryminacją? Zżymanie się na używanie komórki w Chacie kojarzy mi się z kobietą, która stwierdza: a ja mam ochotę wejść w moich szpilkach i mini do meczetu i co mi zrobią? - no, wyproszą.

Mam nadzieję że wyjaśniłem nieco więcej. Dlatego mogę wrócić do głównego pytania, które jeszcze raz tu powtórzę:
Co zrobić w sytuacji, gdy turysta nie chce się dostosować do zasad, które są uznawane przez znakomita większość gości w Chacie?