Jest chyba paradoksem że X KIMB (Kongres Internautów Miłośników Bieszczadu), już przeszedł do historii a ja zaczynam przedstawiając przygotowania do tej pięknej i pożytecznej imprezy.
W moim przypadku przygotowania zaczynam już w lutym, przestając się golić, bowiem już sześć lat temu uznałem że przyjazd na KIMB bez brody nie uchodzi. W końcu jestem zakapiorem honoris causa,nominowanym do tego zaszczytu przez samego Bogusia Sikorkę.
Procedura nie była zresztą nadmiernie skomplikowana a egzamin składał się z jednego pytania - "czy lubię sobie potrzymać za ka....."). Odpowiedź twierdząca spowodowała że zostałem uznany za pełnoprawnego zakapiora (i sponsora).
Tegoroczny wyjazd do końca stał pod znakiem zapytania z powodu kłopotów zdrowotnych ale także z powodu niechęci do celebrowania tej imprezy w sposób nie do końca akceptowalny, myślę że nie tylko przeze mnie. Bo KIMB to spotkanie konkretnych ludzi, organizowany przez konkretne osoby. Właśnie ta powtarzalnośc ma dla mnie znaczenie i tego się będę trzymał. Dla mnie KIMB jest projektem autorskim kolegi Stałego Bywalca, tak jak np. Powsimordy są autorskim projektem kolegi Marcowego! Cóż, trzeba się tylko cieszyć że na każdym prawie forum znajdzie się jakis ambitny User, gotowy pomagać do upadłego!
Jednak zobowiązania do pewnych działań przeważyły,chorobę, zwłaszcza tą dyplomatyczną zwalczyłem i na KIMB wyruszyłem.
Co roku postaje otwarta sprawa z kim! Oczywiście zaprosiłem zarówno moje córki jaki tą moją Katastrofę. Żeby ułatwić podjęcie decyzji córkom powiedziałem,może nieco nieprecyzyjnie,że średnia wieku Uczestników zbliżona jest do mojego rocznika. Małżonka, usłyszawszy kilkakrotnie terminy - "kongres, tezy, wystąpienie, prelekcja,dyskusja" - w ostatniej chwili przypomniała sobie że oczekuje nieoczekiwanej wizyty siostry, no i niestety............
No to w końcu pojechałem z Browarem, który wprawdzie do KIMB-u ma podejście, noo........ mało entuzjastyczne ale kierunek się Mu podobał.
Już od dłuższego czasu,własnie pod wpływem sugestii kolegi Browara, planując trasę w Bieszczady, zawsze staram się jechać "dołem" tzn. jak najwięcej trasy przez Beskid Niski. Tym razem też obraliśmy taką trasę, za 1 azymut "robiła" pewna zaprzyjaźniona leśniczówka w dawnym Karolowie.
.......................... Pozdrawiam! + Pastor ręką własną





