Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Postprzez Stały Bywalec » 15 lis 2011, o 13:30

Narodowe Święto Niepodległości 11 Listopada wypadało w tym roku w piątek i tym samym spowodowało możliwość zorganizowania kolejnego tzw. długiego weekendu. Ja jednak o tej porze roku zazwyczaj nie ruszam się z Warszawy dalej niż do Puszczy Kampinoskiej, chyba że ...
No właśnie. Nieco wcześniej, 1 listopada, zorganizowaliśmy sobie w pięć osób wycieczkę do tejże puszczy i tam pewien kolega namówił nas na wspólny wypad w Bieszczady w dniach 9 - 14 listopada. Był wręcz inicjatorem i głównym współorganizatorem wyprawy - razem ustaliliśmy daty wyjazdu i powrotu, a przede wszystkim załatwiliśmy rezerwację kwatery na 5 noclegów (przy nim zatelefonowałem w tej sprawie, rezerwując także jemu odrębny pokój). Gdyby nie jego inicjatywa, to nawet nie pomyślelibyśmy o wyjeździe.

A trzy dni później zimny prysznic - ów pomysłodawca oświadczył, że ...w ogóle nie pojedzie. Podany powód brzmiał wręcz śmiesznie, był to albo przejaw histerii, albo szukanie pretekstu do rezygnacji z wyjazdu z nami. Za tym drugim przemawia okoliczność, iż kolega jednak dnia 9 listopada w Bieszczady pojechał, tyle że do innej miejscowości. Zachował się więc niczym Kluzik-Rostkowska, która utworzyła partię polityczną, skaptowała do niej ludzi, a potem porzuciła ich i sama dała dyla do innej partii. :P

Pal go sześć. :evil: Co robić? Jechać nam się specjalnie nie chce, ale rezerwacja załatwiona, wprawdzie tylko na gębę i bez zaliczki, ale słowo już dane, odwoływać rezerwacji w ostatniej chwili i bez ważnego powodu nie wypada.
Zatem pojechaliśmy - terenówką Adama. Adaś ze swoją kobietą i ja ze swoją. Wóz maksymalnie dla czterech osób z bagażami. W piątkę takim samochodem na długiej trasie byłoby bardzo niewygodnie, a z bagażami - chyba wręcz niemożliwie. Podróż monotonna. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za widna, czyli przed godz. 16-tą.
Przed nami 4 pełne dni pobytu.
Oto jak je spędziliśmy.

Czwartek, 10 listopada
Nie chciałem towarzystwa zamęczyć już pierwszego dnia, więc zaproponowałem spacerek z Sękowca, przez Zatwarnicę, obok wodospadu na Hylatym, aż do samego końca leśnej drogi pod Połoniną Wetlińską. W obie strony, licząc z Sękowca, to 15,3 km. Żadnych pagórków, a po drodze sklep z piwem. Czyli trasa w sam raz na bieszczadzki rozruch. Temperatura nieco powyżej zera, bezwietrznie, słońce przebija się powoli przez ustępujące zamglenia. Po drodze zdjęcia, filmiki. Adaś twierdzi, że jest reżyserem Polańskim. Mam na końcu języka, że jego kobieta jest „nieco” starsza od tej małolaty z USA, za którą do dziś ścigają tam rzeczywistego Polańskiego, ale w porę gryzę się w język.
Na końcu drogi, już w lesie i przy pozostałościach starego drewnianego mostu, robimy kulinarny postój. Zasiadamy na zwalonych pniach. Nawet nie jest nam zimno.
Potem powrót do kwatery, gdzie nasze panie upichciły coś w rodzaju obiadokolacji dla bezdomnych. :lol: Alkohol tylko symbolicznie, gdyż następnego dnia rano Adaś robi za kierowcę.

Piątek, 11 listopada
Jeszcze w Warszawie Wojtek1121 poinformował mnie, że właśnie tego dnia o godz. 11:11 odbędzie się na Tarnicy spotkanie uczestników forum internetowego. No to idę tam, ale ... niestety sam. Żona i Złotka „wymiękli”, przestraszyli się Tarnicy. Alternatywnie wybrali długi spacer z Wołosatego na Przełęcz Bukowską, do punktu widokowego na Ukrainę. Tys piknie - w obie strony to ponad 17 km.
A ja walę na tę Tarnicę, z półlitrową flaszką gorzały, a jakże. No bo skoro ma być tam zlot, to jakże tak z pustymi rękami. :lol:
Pokonanie całej trasy zabiera mi 1godz. 40 min., licząc od punktu kasowego w Wołosatem. To 25 minut więcej niż mój rekord życiowy, ale dziś trochę mi krępują ruchy długie i grube kalesony. :oops:

Już na ostatnim odcinku, prawie przed wejściem na sam szczyt, spotykam idących już z góry Wojtka1121, Bertranda i Renatę. Nic nie rozumiem. Czyżby ta godz. 11:11 oznaczała zakończenie, a nie rozpoczęcie spotkania? Oni tak to chyba zrozumieli. :shock:
Na szczycie, pod krzyżem, jestem o godz. 11:23. Nieco się spóźniłem, ale jednak w kwadransie akademickim się wyrobiłem.
Pogoda piękna. Jest słonecznie i prawie bezwietrznie. Widoki bajeczne. Siadam sobie na ławeczce, wypijam piwo. Rozglądam się za tymi, z którymi mógłbym wypić ów przyniesiony krupnik (nie będący jednakże zupą :lol: ). Ludzi sporo, ale znajomych, nawet tylko z widzenia, nie dostrzegam. Podpytuję więc dokoła, czy nie słyszeli o organizowanym dziś spotkaniu na Tarnicy o godz. 11:11. Nikt nic nie wie, ludzie tylko oczy wytrzeszczają, każdy tu dotarł turystycznie, ale bez umawiania się przez Internet.
Po jakichś 20 - 25 minutach opuszczam więc szczyt Tarnicy. W lesie, pod wiatą, robię sobie kulinarną przerwę, lecz kanapki popijam tylko herbatą z termosu. Półlitrowa flaszka pozostaje nietknięta. Po prostu nie mam jej z kim wypić. Natomiast staje się ona teraz bezcenna. To nie jest taka sobie zwykła wódka. To jest wódka, która była na Tarnicy! :!:

W Wołosatem tłum ludzi i samochodów, ale „Bar Pod Tarnicą” nieczynny, pomimo wielkiej reklamy przy wjeździe na parking, że (cyt.) „zapraszamy przez cały rok”. Zarobiliby dziś tyle, co przez kilka miesięcy poza sezonem. Za to mały sklepik przeżywa istne oblężenie, kolejka w nim chwilami jak w Polsce Ludowej. Ale sprzedawczyni jest już z III RP - buzia zadowolona, w myślach oblicza utarg.
Czekałem tam ok. 50 minut na żonę i Złotka, aż przywędrują z powrotem z Przełęczy Bukowskiej.

Nie chcieli na nas zarobić w Wołosatem, to trudno. W Ustrzykach Grn. też żyją chyba jak w Grecji przed kryzysem. Czynne było tylko „U Rzeźbiarza”, ale tam z kolei wielki tłok i brak miejsc. Pojechaliśmy więc aż do Wetliny, gdzie w PTTK (u Dworaczków) naprawdę smacznie i niedrogo sobie podjedliśmy. :D

A krupnik z Tarnicy zakończył swój żywot dopiero wieczorem, już na kwaterze.

Dokończenie nastąpi.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Postprzez lidkru » 15 lis 2011, o 15:35

zapowiada się coraz lepiej
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3193
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Postprzez otrok » 16 lis 2011, o 21:17

dawno nie czytaliśmy stałobywalczego pisania

no i przypomnienia, że najpiękniejszą górską miejscowością w Polsce jest?..

;D
otrok
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 335
Dołączył(a): 17 lut 2011, o 09:17
Lokalizacja: Beskid Niski i po górze

Re: Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Postprzez Stały Bywalec » 17 lis 2011, o 17:47

Sobota, 12 listopada
Dziś mamy w planie Krywe.
Wędrujemy z Sękowca do Zatwarnicy, potem wchodzimy na drogę stokową koło kościoła. Robimy skrót przy odwiercie (Kuwejt to nie jest, ale naftą pachnie) i znów jesteśmy na owej stokówce. Idziemy nią aż do skrętu w stronę Mount Ryli. Stoi tam kilka samochodów z lubelską rejestracją. To własność medyków z Lublina, sąsiadów Tosi. Nie odważyli się (i słusznie) na wjazd i zjazd przez Ryli.

Zdobywamy ten pagórek :D i skręcamy w lewo oznakowaną ścieżką prowadzącą do ruin cerkwi. Powolutku nią schodzimy. Słońce świeci a nawet ciut grzeje (mimo dzisiejszej daty). Chmurki na niebie - żadnej. Wiatru - brak. Temperatura powietrza w cieniu ok. 4 st. C.
Przepiękny widok bieszczadzkiej doliny, drugi taki można znaleźć tylko w Dydiowej. :D
Liczne tropy zwierzęce, panie zaczynają piszczeć, że boją się niedźwiedzia. Każemy być im cicho, bo jeszcze go zbudzą. :D

Spotykamy dwoje turystów zdążających w przeciwnym kierunku (potem jeszcze zobaczymy tylko jakąś rodzinkę przy cerkwi, i to już wszystko, przez cały dzień wędrowania).

Przy ruinach cerkwi odpoczynek. Siadamy w słońcu, raczymy się kanapkami i krupnikiem, jednakże już z innej flaszki, nie tej nobilitowanej na Tarnicy. Robi się ciepło, aż się musimy porozpinać. Popasamy tak około godziny.
Na moje zapytanie, czy chcą wracać po ciemku, wszyscy się podrywają i wyrażają gotowość natychmiastowego wymarszu. :lol:

Na Ryli wracamy tą samą ścieżką. Już na górze proponuję lekką modyfikację trasy powrotnej. Zamiast wracać na stokówkę, złazimy w dół kolejną ścieżką - wiodącą przez las do potoku Hulski. Ścieżka ta robi się z czasem coraz trudniejsza do przejścia, jest pozawalana w poprzek drzewami. To zapewne robota tamtejszych dwóch mieszkańców, pragnących w ten sposób zniechęcić wszędobylskich turystów. :evil: Chociaż to jeszcze nie ich prywatny teren.

Chciałem w ten sposób wykierować ekipę na ruiny cerkwi w Hulskiem, ale nie udało się. :oops:
Przeprawiliśmy się w miarę łatwo przez potok i zaraz wyszliśmy z lasu na łąkę, kilkadziesiąt metrów od mostu (miejsca, gdzie opisana powyżej droga stokowa przecina potok Hulski). Adam, cały czas kontrolujący trasę z GPS-em w dłoni, proponował wcześniej, jeszcze przed przejściem przez potok, aby kierować się na bród (zaznaczony na mapie wgranej do urządzenia), ale odradziłem ten kierunek. Nie byłem pewien, czy przypadkiem ów bród na rzeczce, albo wiodąca z niego potem droga, nie znajdują się już na prywatnej posesji p. Schumachera. A kłótni o byle co chciałem uniknąć.

Potem znów wędrujemy stokówką, aż do skrótu w kierunku nafciarzy. A tamtędy w dół i już jesteśmy przy kościele. Jeszcze tylko niecałe 2 km i mamy most na Sanie. A w płyciutkim Sanie 2 krowy, ignorujące rozpaczliwe wrzaski pastuszka z brzegu. Dochodzi godz. 16-ta, zbliża się zmrok.
Przeszliśmy dziś ok. 16 km.

W domu znów byle jaki obiad, :evil: ale za to mamy do niego 3 wina i kilka piw.

Niedziela, 13 listopada
Ekipa się buntuje i stwierdza, że ma dość łażenia. Trzy dni pod rząd po dobrych kilkanaście kilometrów dziennie, w tym ten wczorajszy survival ;) (zejście przez chaszcze z Rylego i przeprawa po kamieniach przez rzeczkę), to dla nich stanowczo za dużo. Ja nie oponuję, też jeszcze czuję przedwczorajszą wyprawę na Tarnicę.

Do ok. godz. 11-tej obijamy się więc po domu, a potem wsiadamy do Adamowej terenówki i jedziemy do Wetliny. Zostawiamy samochód u Dworaczków (PTTK), awizując tam chęć zjedzenia obiadu, ale jeszcze nie teraz. Pieszo udajemy się przez Stare Sioło w stronę Połoniny Wetlińskiej, dochodzimy do punktu kasowego BdPN. Tam troszkę siedzimy na słoneczku, potem wracamy na dół, ale przez Manhattan. Pogoda przepiękna. Taka późna polska złota jesień. :) Jednak w cieniu zimno.
Jeszcze spacerek po Wetlinie (chodnikiem wzdłuż szosy) i już dochodzi godz. 14-ta. Wracamy do Dworaczków na obiad i się wprost obżeramy. :D

Potem powrót do Sękowca na kwaterę. W TV oglądamy relacje z warszawskiego kryterium ulicznego :lol: dnia 11 listopada.
A o godz. 21:10 w TVP2 mój ulubiony serial pt. „Czas honoru”. :D Przeżywamy okupacyjne perypetie czterech głównych bohaterów, jednak chyba tylko mnie to tak naprawdę interesuje.

***

I to by było na tyle. Weekend has gone with the wind. Czas wracać do Warszawy.
Wyjeżdżamy rano w poniedziałek, 14 listopada, ok. godz. 9-tej. Jeszcze tylko nieudana próba porwania kota, na którego zabranie Adam i Ania (Złotka) zdecydowali się w ostatniej chwili, a gospodyni wyraziła zgodę. Kotek jest jednak dość dziki, woli głodować w Bieszczadach niż jeść do syta w Warszawie. Gospodyni nie udało się go złapać, mimo że pomagał jej w tym pies (suka „Ruda”). Bilans końcowy był taki, że kot ugryzł gospodynię, a kota ugryzł pies. :cry:
A my wsiedliśmy do samochodu i z żalem w sercach wyjechaliśmy z Sękowca.

Kota przytuliliśmy już w domu. Własnego. Pod naszą nieobecność opiekowała się nim córka.
A Adaś i Ania muszą sobie poszukać innej „kociej” okazji. :lol:
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Postprzez lucyna » 17 lis 2011, o 18:07

Troje biszczadników mam do rozdania. Od trzech dni oprócz mleczka mamy podjadają prawdziwe kocie pożywienie. Spokojne, kulturalne aczkolwiek uwielbiają się bawić. Na razie samodzielnie bez pac na pupę lub bok robią kilkanaście kroków. Olga jest piękna szaro-biała, Szagi jest biała z szarymi plamkami, a Matiasz to takie kocie chuchro zdominowane przez siostry. Mają jedną wadę po tatusiu, są gadatliwe i podobnie jak on lubią komentować to co do nich mówię.
Avatar użytkownika
lucyna
Zbanowany
 
Posty: 2158
Dołączył(a): 1 lut 2010, o 10:04
Lokalizacja: Góry Sanocko-Turczańskie

Re: Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Postprzez bertrand236 » 19 lis 2011, o 22:25

Pamiątkowe zdjęcie było ustalone na godzinę 11:11 i o tej godzinie było zrobione. Znajomych o tej godzinie nie było, więc nie było powodu tam tkwić zwłaszcza, że trochę czasu tam spędziliśmy. Słoneczko świeciło ale było zimno i wiało okrutnie. Zmarzliśmy na szczycie mocno. Twoja relacja potwierdza, że pogoda w górach zmienia się z minuty na minutę. Cieszę się, ze 12 minut później już nie wiało. Miałeś więcej szczęścia niż my...

Pozdrawiam Cię serdecznie
Pozdrawiam

bertrand236

www.lesneoko.pl
bertrand236
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 9
Dołączył(a): 11 mar 2009, o 21:35

Re: Weekend niepodległościowy w Bieszczadach

Postprzez Stały Bywalec » 20 lis 2011, o 19:01

Faktycznie tak było.
Idąc jeszcze lasem pytałem schodzących, jak jest na górze. Odpowiadali, że dosyć tam p...dzi. :oops:
Na przełęczy nasunąłem kaptur na głowę, ale na szczycie stwierdziłem, że już mi nie jest potrzebny. Wystarczy czapka (i to bez obawy, że wcześniej ode mnie wróci do Wołosatego :lol: ).

Siedząc na ławce (wyschła w słońcu błyskawicznie) i popijając piwo w ogóle nie czułem zimna. Z minuty na minutę stawało się coraz cieplej. W końcu to słońce w górach (pomimo listopada).

Wg mnie dużo za wcześnie tam weszliście (podobno ok. 40 minut przed umówionym terminem godz. 11:11). :|
No i trzeba było jednak ten przysłowiowy kwadransik (przynajmniej) na górze zaczekać. Byłem b. zdziwiony, gdy Was ujrzałem (była chyba godz. 11:18, spojrzałem na zegarek) już schodzących ze szczytu - w pierwszej chwili pomyślałem, że może coś się stało.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 940
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45


Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.