Włóczęga na połoninach.

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Re: Włóczęga na połoninach.

Postprzez włóczykij » 30 wrz 2012, o 10:47

Oj takie piękne pisanie zobowiązuje, musisz to ciągnąć dalej:) pozwoliłam sobie podrzucić linka do tego wątku - tu i ówdzie.
włóczykijowy transport http://www.busy-bieszczady.com.pl/
włóczykij
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 180
Dołączył(a): 16 sie 2012, o 06:37
Lokalizacja: Bieszczady

Re: Włóczęga na połoninach.

Postprzez włóczęga » 7 paź 2012, o 11:08

CD

Pradziad włóczęgi III


Jest takie miejsce na mapie, które nazywa się Łopienka. Można poczytać o nim w internecie, ale to nie wiadomości tam znalezione przyciągnęły mnie w te strony. To bardziej opowieści ludzi, których tam zaprowadził szlak, skłoniły mnie do udania się w ten wyjątkowy rejon. Zaprowadziła mnie tam piosenka, którą słyszałem z ust człowieka śpiewającego przy akompaniamencie swojej gitary, o tej wyjątkowej dolinie.
Czego mogłem spodziewać się po dotarciu tam?
Wiedziałem, że to miejsce dawnej wsi, podobnej do Cerkiewne, Łuh, Jaworzec, że to wieś bez ani jednego domu, że ujrzę tylko dolinę i odnowioną greko-katolocką cerkiew.

Przystanąłem na moście w pobliżu skrzyżowania dróg. Na prawą stronę rzeki Solinka prowadziła droga do wsi Zawój, Luh, Jaworzec i dalej. W lewo odbijała droga na Łopienkę. Tam skierowałem swe zmęczone nogi. Idąc wzdłuż niewielkiego potoku myślałem o swoim nędznym losie, który bogaty był tylko w piękne doznania wzroku w tej krainie cudów natury. Po jakimś czasie wśród świeżej, majowej zieleni, spomiędzy złoconych promykami słońca koron drzew wyłoniły się białe ściany cerkwi.

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Wszedłem do środka i pomodliłem się przed ikoną Matki Boskiej. Pomogło mi.

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Poszedłem dalej drogą wśród ubogich zagród, gdzie tylko biegała dzieciarnia i siedzieli starzy ludzie. Młodych nie było. Za domami widać było owocowe drzewa i krzewy, dalej pola uprawne, a wyżej, na tarasach pastwiska. Biedna, ale piękna wieś. Ponad nią zieleniły się lasy, a wyżej zamykało wszystko błękitne sklepienie. Chciałoby się mieć tu swój dom, chciałoby się mieć tu swój spokój. Ale mą drogą jest włóczęga, moim miejscem inne doliny, inne góry, inne miejsca. Może nie lepsze, nie piękniejsze, nie bardziej spokojne, ale ja szukałem i chyba będę szukał już zawsze. Aż kiedyś zamknę swe oczy może gdzieś przy drodze, a może na polu, a może niewiadomo gdzie. A może warto byłoby znaleźć właśnie takie miejsce i w nim pozostać?

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Doszedłem do końca wsi. Usiadłem na zboczach Łopiennika na bielonym kamieniu tuż przy małej kapliczce i przyglądałem się ludziom pracującym w polu, na łąkach i we wsi. Jakaś starowina niosła na plecach chrust. Przystanęła na chwilę, usiadła.
- Jak tu się żyje dobra kobieto? Pięknie tu.
- Pięknie. I bieda. Zimą głód. Tej zimy zmarło troje dzieci….
Opowiedziała krótko, jak to zmieniają się właściciele i zarządcy, jak śnieg i mróz odcina ich od miasta, jak trudno coś zebrać z pola. Machnęła ręką i poszła nie oglądając się.
Na niebie pojawiły się chmury. Pewnie nie pierwszy i ostatni raz. Obraz wsi robił się ciemny. Po niebie krążył wielki, ciemny ptak.


Przez kilka stuleci nad tą wsią przewalały się różne nawałnice. Teraz łatwiej nam poznać piękno tego miejsca, ale łatwiej też jest poznać jego tragiczną historię.
Ktoś może powiedzieć, że takich dolin, takich cichych spokojnych miejsc jest wiele. Pewnie, że prawda, ale pójdźcie tam kiedyś, posłuchajcie strumienia, posłuchajcie wiatru, posłuchajcie ciszy, a wtedy wyraźniej dostrzeżecie to miejsce. To miejsce jest niezwykłe. Tam słychać zwykłą historię, zwykłych ludzi, zwykłego kraju.

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Zjadłem pajdę chleba i zszedłem do wioski.
Od kobiety z dzieckiem na ręku dostałem trochę mleka przyniesionego z ziemianki. Kobieta nawet nic nie powiedziała. Widać nie ufała obcemu, ale chyba mój wygląd poruszył jej serce, bo nie skąpiła mi garczka ożywczego napoju. Gdy wypiłem wcisnęła w dłoń kawałek sera, przeżegnała się i odeszła do izby.
Gdy słońce zaczęło już obniżać się ze swego najwyższego pułapu, opuściłem wieś tą samą drogą, którą przyszedłem. Dotarłem do mostu na Solince i udałem się w stronę wsi Zawój. Przy drodze w dolinie wiła, pieniła się i szumiała Wetlina. Piękna rzeka. Bystry jej nurt rozdzielał zbocza, buki i zdawał się przesuwać kamienie. Piętrzył się przy tym jak szalony, pieniąc się wirując i tworząc pułapki. Na brzegu stał krzyż, który wskazywał, że nurt ten pozbawił życia szesnastoletniej dziewczyny.

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Wypłoszyłem jakieś sarny chcąc obmyć swą zmęczoną twarz.

Poszedłem dalej. Dotarłem do wsi. Na wzgórzu cerkiew, a w dole po obu stronach domostwa. I znowu bieda i znowu proste życie. I znowu ponad tym wszystkim chmury. Coraz groźniejsze. W dali słychać już było złowrogie grzmoty.
„Dobrze byłoby, żeby ktoś mnie przygarnął na noc. Może choć w jakiejś szopie.”


Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us


Wróciłem do punktu dzisiejszego wyjścia na szlak. Uważam, że dzień był wyjątkowo udany, tym bardziej, że po zeszło-dniowej, ośmio- godzinnej trasie potrzebowałem czegoś łatwiejszego, krótszego i mniej forsownego. Ten dzień faktycznie mnie nie zmęczył, ale dał wyjątkowo silne wrażenia emocjonalne.
Do tej pory chodziłem tylko po górach i tam szukałem piękna, adrenaliny, wysiłku. Mogły być to góry wysokie, lub niższe, ale szukałem tylko tego.
Od zeszłego roku, gdy przyjechałem w te góry, trochę zainteresowałem się historią i etnografią tego terenu. To pomogło mi spojrzeć na niektóre miejsca z dwóch stron. Całość dała mi prawdziwy obraz magicznych zakątków Bieszczadów. Po powrocie do domu jeszcze bardziej zajrzałem do różnych źródeł. Nie powiem żebym wszystko chłonął, ale chciałem poznać trochę szczegółów tego krajobrazu. Przecież ja zawsze oglądam tylko otaczające nas tło i ono wydaje mi się piękne, a przecież na całość obrazu życia składają się ludzie, ich codzienność, ich szczęście i troski, ich bogactwa i nędza, ich przodkowie i dzieci.
Dlatego Łopienka tak przemówiła do mnie swoją ciszą. Kilkadziesiąt domostw, setki ludzi, codzienny ich trud … po prostu zniknęły, ulotniły się, a właściwie nie … rozdarto, wysiedlono, spalono, zapomniano.
Siedząc przy drodze w Łopience widziałem, jak to wszystko gdzieś wokół krąży. Jak ten ptak, jak wiatr, jak myśl. Może nauczyłem się dostrzegać coś więcej niż góry i doliny? Może nauczyłem się patrzeć nie tylko oczami? Może nauczyłem się dostrzegać prawdziwe piękno?

Pojedźcie tam i sprawdźcie, czy tam jest rzeczywiście tak pięknie.
włóczęga
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 28
Dołączył(a): 28 maja 2011, o 17:03

Re: Włóczęga na połoninach.

Postprzez włóczęga » 9 gru 2012, o 18:23

Na końcu świata.

Skończył się mój czterodniowy pobyt w Bieszczadach. Rano wyjeżdżałem do domu i pracy. Pomyślałem jeszcze, żeby spojrzeć jeszcze raz na połoniny. Było już późno i słońce zniżało się coraz bardziej. A ja ruszyłem na spotkanie nocy.
Znaną mi ścieżką kroczyłem coraz wyżej, by dotrzeć do przestrzeni dającej wolność i spokój.
Stanąłem na przełęczy, a po niedługim czasie na łagodnym szczycie. Popatrzyłem dookoła. Na zachodzie słońce niemal dotykało gór. Coraz bardziej czerwony krążek zbliżał się do zamglonej zieleni, jakby szykując się do spalenia leśnych gałązek. Niebo barwiło się na czerwono, a w dole zapadała ciemna cisza. Nic nie mąciło tego obrazu. Stałem jak posąg i owiewał mnie wiatr. Jakiś wielki ptak przeszybował na tle nieba. Jeszcze było słychać mniejsze skrzydlate stworzenia szykujące się na nocny spoczynek, a ja stałem i wcale nie miałem zamiaru opuszczać tego miejsca. Bo tu miałem wszystko, czego szukałem. Gdzieś w dole maleńkie jasne punkciki wskazywały, że w ciepłych fotelach siedzą mieszkańcy Wetliny i Smerka. W moim domu też zapewne paliło się światło i żona krzątała się po mieszkaniu. Ale ja w tej chwili wolałem być tu. Na bezludziu, wśród traw, ponad codziennością. U mych stóp znikały w mroku obowiązki, problemy, kredyty. Zostały gdzieś w dole gazety, komputer, praca. Oddalała się rodzina, znajomi, szef. Byłem tylko ja. Chyba to nie jest egoizm, że widziałem siebie, jako tego najważniejszego. Liczyłem się tylko ja, niebo, wiatr, zachodzące słońce i wolna przestrzeń. Choć na jedną godzinkę. Udało mi się uciec. Odizolować. Stanąć na końcu świata.

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us
włóczęga
Stonka bieszczadzka
 
Posty: 28
Dołączył(a): 28 maja 2011, o 17:03

Poprzednia strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

cron