Wreszcie...

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 1 wrz 2011, o 16:14

28.07.11

Dzień trzeci...kryzysowy. Nie szło nam to zbieranie. Nawet fakt, że obudziło nas słoneczko raźnie zaglądające przez szybę już od 6 rano, zebraliśmy się dopiero około 9. Pół godziny asfaltem i jesteśmy na miejscu (zagadka - gdzie?). Na dziś Rawki. Po wczorajszych błotnych wojażach mamy oboje trochę dosyć. Zatem już na początku przystanek na kilka zdjęć. Dziś same Rawki, bez pośpiechu. Jaka piękna woda...
Obrazek
Parę kroków dalej jest jeszcze piękniej i bardziej malowniczo, choć dalej wodniście.
Obrazek
Kładki ułożone na szlaku są zbawienne i to słońce, słoneczko, które dziś tak dzielnie przebija się przez chmury i miło głaszcze skórę - poezja. Zaczęliśmy sobie już myśleć, że to szlak dla emerytów, płasko, kładki (swoją drogą do Hrabiny mogliby je też położyć) - lajcik. Kawka w wiacie i zaczynają się w końcu podejścia. Oj przelewki się też skończyły - kiepsko mi, czuć nadbagaż mięsnia piwnego. Nie dałem jednak za wygraną, przypomniałem sobie prezentację Lidki i szedłem dalej.
Po pierwszym wyjściu z lasu niespodzianka - dwie gadziny

Obrazek

Obrazek

Sesja zdjęciowa nie przeszkadzała naszym nowym znajomym, ba zdawali się wręcz pozować do zdjęć. Błota też jakby ubywało w oczach - cały ten optymizm przełożył się na fakt, że pierwszy raz udało nam się zmieścić w czasach z mapy :) Niech żyje kondycja.

Wielka Rawka zobowiązuje - wiele wiatru, wiele ludzi...Przenikliwy ten wiatr, zakładamy kurtki i wrzucamy na ruszt po batoniku muesli. Widoki do zachwycających nie należały, kiepsko było widać.
Obrazek
Droga na Małą Rawkę minęła bez przygód, spokojnie leciutko i praktycznie bez błocka, o którym jakoś ciężko było zapomnieć. Sporo ludzi po drodze, nawet duża zorganizowana grupa z przewodnikiem (którego nota bene moja Połówka pouczała, nie wiedząc, że jest przewodnikiem, oj głupio jej było potem:)
Mała Rawka przywitała nas ciepłem, słońcem i dużą wrzawą - chyba wszyscy wylegli żeby korzystać z pogody. Przycupnęliśmy z brzegu i wypiliśmy po porządnym kubasie herbaty (kawa się skończyła rano :( ) Co robić dalej, postanowiliśmy dać odpocząć przemoczonym przez ostatnie dwa dni stopom i zejść do Przełęczy Wyżniańskiej. Do bacówki zostało jeszcze trochę błota i od czasu do czasu zdarzyło mi się odtańczyć niesamowitą lambadę. Aż tu nagle - WODOSPAD :) niby wiedziałem, że jest, ale na żywo okazał się jeszcze lepszy niż na zdjęciach.
Obrazek
Po drodze jeszcze kilka ciekawych widoczków i rozpraszające się chmury dające nadzieję
Obrazek

Boso, boso, bosoterapia i schronisko pod Małą Rawką, zajrzeliśmy, ale jakoś tak smutno, pustawo, nawet koty jakieś takie niemrawe chodziły, ruszyliśmy dalej.
Piękna ta przełęcz i piękne widoki - chyba najbardziej z całych Bieszczadów przypadły mi do gustu te okolice. Snuliśmy rozważania jak pięknie było mieć taki widok z własnego tarasu i oglądać go codziennie przy porannej kawie. Pochłonęło to nas tak, że nie wyciągnęliśmy aparatu, coś magicznego w tym miejscu było.
Powoli leniwie dotarliśmy do parkingu, oj wszyscy się wybrali dziś w góry - nie było gdzie igły wcisnąć. Złapaliśmy busa i wróciliśmy do Ustrzyk. Jako, że pora była przyzwoita to i zakupy się udały, po chwili kiełbaska skwierczała na patelni. No i decyzja - idziemy na piwko. Oj źle wybraliśmy knajpę. Piwko na 3 łyki, bo miło nie było i jeszcze mały spacerek wokół Ustrzyk. Zajazd pod Caryńską zapowiada się imponująco. Noga za nogą, noga za nogą weszliśmy na nasze pięterko.
Ach jak przyjemnie było...wyciągnąć się w łóźku.

I tak minął wieczór i poranek - czwartego dnia
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez lidkru » 1 wrz 2011, o 20:07

ale leniwie mi się zrobiło, pewnie też walnę sie do łóżka , bo coś kicham i kicham :)
a w jakim to temacie pouczała Kasia owego przewodnika??
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3187
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 22 wrz 2011, o 16:24

Po dłuższej przerwie powracam z relacją

29.07.2011
Budzik zadzwonił o 6.30 i...dostał mocno w pysk...wstaliśmy około 8 rano. Poranna toaleta, śniadanko i poranne czynności doprowadzające buty do pełni używalności upłynęły nam na rozmyślaniu i rozważaniu argumentów gdzie się dzisiaj udać. Kiepski nastrój, który wstał dziś z łóżka razem z nami postanowiliśmy zrzucić ze zboczy Połoniny Caryńskiej. Ba, nawet już wpisałem wszystko w książeczkę...A gdzie poszliśmy? Zagadka fotograficzna
Obrazek
Zgadliście - to właśnie Tarnica - macie racje prosto z Wołosatego niebieskim szlakiem. Jak do tego doszło?
Bardzo prosto. Idziemy na parking pod Caryńską i jedzie bus - pomyśleliśmy jak kręci na Wołosate to jedziemy. Piękny (relatywnie) dzień kusił żeby wpaść jeszcze na chwilę na najwyższy szczyt bieszczadzki.

górę.
w
I
Kilka fotek jeszcze przed lasem - ta najbardziej urokliwa niżej
Obrazek

Szło się bardzo ciężko. na samym początku znowu zacząłem marudzić i twierdzić, że położę się i umrę sobie w spokoju...Kaśka była dzielna i znosiła moje biadolenie, puszczając je chyba mimo uszu. Złapałem jednak drugi oddech i dosłownie tryskając potem zacząłem wbiegać na Siodło. Po drodze tylko jeden przystanek - grzechem było nie przyfocić.
Obrazek

Byłem z siebie dumny (Kaśka zresztą też była ze mnie dumna) bo dotarliśmy do celu szybciej, sporo szybciej niż na to wskazywała mapa. Pogoda niestety przestała być już słoneczna zatem zrezygnowaliśmy z kolejnego zdobycia Tarnicy i posileni banankiem po krótkiej dyspucie filozoficzno - teologicznej udaliśmy się w kierunku Krzemienia i dalej przez Bukowe Berdo do Pszczelin. I to był strzał w dziesiątkę. Po kolei jednak. Gdy schodziliśmy z przełęczy naszym oczom ukazały się dwa ciekawe widoki
motylki
Obrazek
i tajemnicza dziura - wejście do Kingsajzu
Obrazek
Podejście na Krzemień wyglądało dużo straszniej niż rzeczywiście było. Swoją drogą dobrze się już miał po pożarze, aczkolwiek było widać ślady. No i mnie wśród zielonej soczystości
Obrazek
Nagroda była bardzo szybka, już wiedzieliśmy, że było warto - no sami powiedzcie, czyż nie pięknie?
Obrazek
Obrazek
I ta roślinność - zakochaliśmy się w tym miejscu
Obrazek
Obrazek

I wiecie co? Schowaliśmy aparat, migawka jakoś zakłócała spokój...Po prostu chcieliśmy chłonąć atmosferę miejsca całymi sobą...i góry też chyba od nas tego chciały...po prostu nie wypadało robić zdjęć.
Postanowiliśmy nie spieszyć się do domu, znaleźliśmy zakątek dla siebie, za wiatrem, za skałą i rozłożyliśmy się na obiad...i długo się nie składaliśmy, pusto było, nikt nie przechodził tylko góry szemrały, szeptały wiatrem i otulały powoli chmurami. Tak tu pięknie, tak inaczej, tak nienachalnie i pusto.
Do chmur wrócę, gdy się już zebraliśmy do dalszej drogi wywiązała się ciekawa dyskusja, na temat czy widać, że okrywa nas chmura. No i góry nas wysłuchały (dzień spełniania marzeń?) Po chwili staliśmy otoczeni gęściejącym mlecznym obłokiem. Widoki były jednak intrygujące, choć na pewno nie przestrzenne.
Obrazek
Momentami wiało nawet filmem grozy
Obrazek

Droga na dół była raczej upierdliwa, ciągłe zapasy z błotem nie ustawały. Szliśmy długo...bardzo długo...
Gdzie.
Ten.
Koniec.
Mokrawo było, ale raźniej, bo co raz spotykalismy się z tą samą ekipą. A to my ich wyprzedziliśmy, a to oni nas. Jakaś więź się z tego zrodziła i nawet dzięki nim złapaliśmy intrygującego zabytkowego stopa - DZIĘKI!!!
Tego dnia nie brakowało niczego, na zakończenie nawet piwo...barszcz był...z uszkami. Mówię Wam rewelacja! Choć nieco bałem się o zdrowie mojej Lepszej Połówki. Ale może to zmęczenie?
Dzień się kończył, gorąca czekolada czekała już w kubku zachęcająco parując.
Obrazek

Na jutro planów jeszcze brak...
wyjdą w praniu...
czas spać...
tak...

I tak minął wieczór i poranek - piątego dnia
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 29 lis 2011, o 10:54

30.07.2011
Budzik dzwoni - w nocy znowu lało. Jakoś nam to wstawanie nie szło, tak jak i planowanie dnia. Zeszliśmy na śniadanie i podczas niego zapadła decyzja - dzień wolny, odpuszczamy.
Wczorajsza chmurna wędrówka dała nam w kość i zwiastowała ich obniżenie się. Dziś kompletnie nic nie widać - biało. Nie chce nam się wędrować, tak bez widoków, bez tej nagrody.
Na jutro Caryńska, na osłodę i koniec wędrówki Wetlińska od Smereka. Żeby nie kisić się w czterech ścianach nawiedzamy miejsce lokalnego folkloru - jedziemy do Cisnej.
Jak każdego dnia jedzie z nami termos z herbatą, przyjaciel nieodłączny. Na dworze 13 stopni i diablo niskie cisnienie - aura dobijająca.
Po drodze zabieramy parę autostopowiczy - ledwo się zmieściliśmy w naszym małym jeździdełku. Nasi nowi znajomi opowiadają o swojej wyprawie do Rumunii. Fajnie się jedzie i fajnie się gada. Docieramy szybko do Cisnej życząc sobie szczęścia i powodzenia w dalszych wędrówkach, choć z racji rozległości terytorialnej miejscowości p.t. Cisna wpadamy na siebie jeszcze kilkukrotnie.
Cisna wita nas zgiełkiem, straganami z ciapami i miniparkiem rozrywki. Napawamy się atmosferą i klimatem tego miejsca (pachnie alkoholem - orzekła Kasia). Łazimy bez celu, spotykamy kilku zakapiorów, kilka słów zamieniamy, zaglądamy do galeryjek, knajp (Siekierezada) i w jednej z nich lądujemy na ciepłym obiedzie - och jaka to miła odmiana po konserwach.
Robimy jeszcze szybkie zakupy w lokalnym markecie. Nieco nas przytłacza ta Cisna, jakoś te "nasze" Ustrzyki bardziej bieszczadzkie...turystyczne...A tu Pani z pieskiem marki york spaceruje i jakoś tak czuliśmy się jak wół w karecie.
Droga powrotna wlecze się niemiłosiernie. Samochodów na parkingach jeszcze mniej niż rano. Zniechęca turystów ta pogoda. Zdjęć tego dnia nie robiliśmy, lądujemy szybko na kwaterze. Kawa nie pomaga, Kaśka zasypia a ja schodzę do kuchni kilka słów do relacji napisać i wypić kubek herbaty przed snem.
Dziwny to dzień był, niechże się szybko kończy!

I tak minął wieczór i poranek - szóstego dnia
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez lidkru » 29 lis 2011, o 11:11

:D
dobry tytuł dałeś ;)
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3187
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 29 lis 2011, o 11:30

31.07.2011

Budzimy się z nadzieją na lepszą pogodę i samopoczucie, a tu nic z tego. No samopoczucie lepsze, bo dzień przerwy pozwolił zregenerować siły, ale chmury niiiiisko - o widokach można zapomnieć. Nic to, nie przyjechaliśmy siedzieć tu na tyłkach tylko po górach chodzić - czujecie jaki optymizm z nas wieje?
Wychylamy nosy z domu i zgodnie z planem udajemy się w stronę parkingu by zdobyć Caryńską...później się zobaczy.

Widoków brak, ale las zachęcający, pełen tajemnic i zwierzyny, bo turystów brak. Pierwszym napotkanym żywym duchem był puchacz, który przysiadł na gałęzi nad szlakiem i dzielnie pozował Kasi do zdjęć.
Obrazek

I tak szliśmy przez ten las, pod prąd płynących drogą strumyczków
Obrazek
Na granicy lasu spotykamy samotnego Turystę. Bardzo się ucieszył na nasz widok. Opowiedział o uciekających jeleniach i tropach misia, które znalazł. Rzeczywiście kilka kroków dalej spotykamy na błotnistej ścieżce odciśnięte ślady dużego zwierza. Czy to był niedźwiedź? Nie wiem, nie znam się. Uwierzyłem spotkanemu wędrowcowi. I tak szliśmy we trójkę w swoich tępach, co jakiś czas się wyprzedzając. Jako, że tych dalekich widoków brakowało, suzkaliśmy tych mikrowidoków, a Kaśka była w tym całkiem niezła. Sami zobaczcie:
Obrazek
Obrazek
Zdobyliśmy Caryńską w chmurach naradzając się z naszym towarzyszem postanowiliśmy nie schodzić do Berehów. Wybraliśmy zielony szlak prowadzący do prz. Wyżnej. Rezygnujemy z pierwotnego pomysłu odwiedzenia wsi Caryńskie i decydujemy się na podejście na Małą Rawkę. Schodząc z Caryńskiej doświadczyliśmy szczęścia - widoki!!!! Pokazały się równie szybko jak znikły. Imponujące nie były
Obrazek
Miało to jednak swoją magię, na krótką chwilę pojawił się w tym oczku w chmurach orlik. Krzyknął i poleciał dalej. Rozmawialiśmy cały czas z naszym towarzyszem o butach, górach, puszczach i tym podobnym i aniśmy się obejrzeli...
Obrazek
...gdy dotarliśmy do schroniska pod Małą Rawką. Przy bacówce obiad, wyciągamy co mamy, częstujemy się i jemy sobie specyjały plecakowe. Bardzo przyjemna to była godzinka, podczas której udało nam się zdopingować naszego towarzysza do wejścia na Rawkę.
W zasadzie zadziałaliśmy jako katalizator. Chowamy aparat bo siąpi, a sprzęt nie jest wodoodporny. Podejście straszne nie jest, ale marudzę Kaśce dla zasady, że położę się i umrę sobie tutaj...
Błota jakby nieco mniej, chociaż są miejsca gdzie słychać charakterystyczne>>mlask<< przy wyciąganiu buta. Na szczycie wiatr urywa głowę i przetacza tumany chmur. Czekamy parę minut na naszego kompana - tu nasze drogi rozchodzą się. Żegnamy się dziękując sobie za wspólną wyprawę. Nasz towarzysz decyduje się wrócić do bacówki wyraźnie rozradowany ze zdobycia Rawki.
Postanowiliśmy domknąć naszą pętle i dotrzeć piechotą do domu. Darowaliśmy sobie Krzemieniec, późno już było, a i warunki atmosferyczne coraz gorsze...zdrowy rozsądek wygrał. Poza tym chcieliśmy jeszcze do Kościoła zdążyć - coby Bozi, co do niej tu bliżej, podziękować za to, że możemy pokonywać nasze trudy.
Schodzimy - w upadkach 2:1 dla Kasi, ach te kładki na zejściu z Wielkiej Rawki:) Przy wiacie spotykamy kilka osób i ucinamy sobie krótką pogawędkę. Pustki dziś na szlakach, przez dzień cały spotkaliśmy zaledwie 8 osób.
Docieramy do domu, szybkie suszenie i biegiem na mszę. A w kościele niespodzianka - facet spod wiaty to ksiądz i mszę odprawia:) Wychodzimy z myślą, że chyba lepszy z niego turysta niż ksiądz bo kazanie mu się wybitnie nie kleiło:) Wracamy z małymi zakupami i pakujemy graty...ostatnia noc na kwaterze...Jutro Wetlińska i nocleg w Chatce...
Kolacja patriotyczna - z Perłą na zagrychę...na dworze deszcz i tak aż do rana...
I tak minął wieczór i poranek - siódmego dnia...
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez lidkru » 29 lis 2011, o 11:38

marudzę Kaśce dla zasady, że położę się i umrę sobie tutaj...


nie mogę :lol: chyba wszyscy faceci w damskim towarzystwie tak mają :mrgreen:
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3187
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 29 lis 2011, o 12:02

01.08.2011-02.08.2011
Oj, nie chce mi się dzisiaj wstawać. Oczy się same zamykają, słońca ani widu, chmury jakby wyżej...Zbieramy graty z pokoju i ładujemy do auta. Poczciwy opel zostanie tu na noc, a my udajemy się na PKSa coby do Wetliny dojechać. Oj chyba nie pojedziemy - nie ma podwody. Nie będziemy tak stac szkoda czasu, wieczorme chcemy znaleźć się w Chatce, a południe się zbliża. Decydujemy się na spacer, złapiemy jakiegoś stopa. Duch w narodzie chyba jednak umarł bo gdyby nie BUS nikt by nas chyba nie zabrał. Dojeżdzamy pod sklep ABC w Wetlinie i wspominamy jak to się rok temu pod nim suszylismy.
Ruszamy żółtym szlakiem na przełęcz Orłowicza, dużo tu wspomnień z poprzendiego wypadu. Najpierw niespodzianka - szlak przeskakuje kilkoma susami sarna, której nie zauważa para turystów idąca przed nami.
Ciężko mi się idzie...pada a ja marudzę, zmęczenie wychodzi i postępuje z każdym krokiem. Docieramy do granicy lasu i spotykamy miłośnika psów z owczarkiem niemieckim na smyczy, później mijamy sie z miłośnikiem zbójników - niesie w ręku puszkę Harnasia...
Odbijamy w lewo, chcemy zdobyć Smerek, zaliczyć to co nam nie udało się rok temu. Nieciekawa ta droga gdy widoków brak. Mieścimy się w czasach i gonimy do Chatki. Nieprzyjemnie deszczem zacina a to jeszcze spory kawałek do Lutka więc spinamy się, zaciskamy zęby i maszerujemy.
Gdy już powoli zaczynamy wątpić czy dotrzemy do celu dzisiaj przed nami jakby nigdy nic wyrasta charakterystyczny kształt
Obrazek - (za to zdjęcie nawet nagrodę w konkursie mBanku zdobyłem)
CHATKA!!!! wyrywa się z młodych piersi wędrowców przemokłych. Ładujemy się do środka i chwilę ociekamy, by w końcu dostać się za magiczne żółte drzwi. Ciepło rzeczywiście jest magiczne...buty pod piecyk, w buty papiery z zeszytu w którym relację piszę. Ciuchy na sznurki, jednym słowem suszymy się.
Prócz nas w schronisku trzech zabawnych Czechów, którzy od Krzemieńca szli międzynarodowo. Jeden z nich okazał się gentelmanem i odstąpił nam szersze łóżko. Po chwili dociera dwie dziewczyny. a za minut 15 wparowuje jakaś zorganizowana grupa z dzieciakami, która mnóstwo hałasu i rozgardiaszu robi...
Mimo, że ciepło to jakoś nie czujemy tej wewnętrznej radości...Może się narażę, ale brak tu klimatu...o nocleg musieliśmy mocno poprosić - mimo, że miejsca zostawały...jakoś tak nijak...czyżby ekipa się wypaliła? A może my nie byliśmy wystarczająco bieszczadzcy? nie wiem.
Piec jednak grzeje, a ja wiem, że miłość do Bieszczadów nie przeminie, wiatr duje głośno i wlatuje do serca, choć pewnie w tym roku nie zobaczymy wschodu słońca nad połoniną to wiem, że tu wrócę, że zawsze będę wracał...sen przychodzi szybko, a ogień w piecu głośno traska
Obrazek

Poranek...za oknem to samo co wieczorem, chmury nisko...zbieramy się. Razem z Czechami dokonujemy porannej toalety i żegnamy się ruszając każdy w swoją stronę.
Schodzimy z Poloniny i co? Chmury się podnoszą i "niebo nade mną jak aksamit" jak śpiewał poeta
Obrazek
Zmęczeni schodzimy w stronę Berehów. Nieszczególnie dziś wyglądamy
Obrazek
Obrazek
Po drodzę napotykamy zorganizowaną grupę, której przewodnika Kaśka poucza, że juz niedaleko i mało stromizm. Trzeba było widzieć ich miny. Przewodnika w trakcie pouczania, a Kaśki gdy doszło do niej kogo poucza. Krótkie "Oj!" mej Lubej rozładowuje sytuacje. Rozstajemy się ze śmiechem.
Malowniczy był i sam powrót z Panem Busiarzem w czapce kapitana żeglugi wielkiej, kamizelce harleyowca, o sztucznej szczęce, a w dodatku miłośnika disco polo. I wierzcie lub nie, nawet mi te Biełyje Rozy nie przeszkadzały. Po raz pierwszy poczułem się turystą...i pewne jest, że wracać w Bieszczad będę. Tak pewne jak to, że po deszczu na szlakach płyną strumyczki....
Obrazek


KONIEC
Ostatnio edytowano 29 lis 2011, o 12:12 przez skazaniec, łącznie edytowano 1 raz
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 29 lis 2011, o 12:04

Chciałem podziękować Lidce za motywację do dokończenia relacji :)
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez lidkru » 29 lis 2011, o 12:23

.i pewne jest, że wracać w Bieszczad będę


my napaliliśmy się na drugą połowę maja :D a plan minimum to Halicz i Bukowe Berdo , bo ( oczywiście z powodu pogody jakże podobnej do Twojej) to nam nie wyjszło :mrgreen: Doączycie?

Ja dziękuję , ze w końcu doczekałam całosci relacji po .... jakim to czasie? :roll: ja swoją pisałam bodaj 3 dni :P
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3187
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.