Wreszcie...

Opisy i fotorelacje z pobytu w Bieszczadach

Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 23 sie 2011, o 11:41

W końcu nadszedł ten czas...jedziemy w Bieszczady na kilka dni...Cały rok na to czekałem - ponad tysiąc postów upłynęło na rozmowach ze znawcami i sympatykami tych gór...pierwsze przygotowania i zakupy już dawno za nami. W aucie solidny zapas konserw, zupek chińskich i tego typu śmieci. Jeszcze tylko weekend, jeszcze tylko wesele koleżanki i już...w góry...w końcu...wreszcie...
Wyjeżdżamy rano...niespiesznie...mamy czas...kurs na Przemyśl, a potem na Kalwarię Pacławską. W owym miejscu kultu Matki Boskiej Słuchającej spędzamy ponad godzinkę oglądając kapliczki, kościół i oddychając przedsmakiem tego co nas czeka przez cały wyjazd.
Idziemy za sanktuarium na punkt widokowy. Nieco tu tłumniej niż za pierwszym razem kiedy tu byłem, zaczęły się spotkania młodych - wszystko jasne. Na tarasie widokowym przykra niespodzianka, zamknęli wieżę widokową. Cóż zdjęcie z dolin...
Obrazek
Po chwili przerwy, wykonaniu kilku telefonów ruszamy dalej...tym razem kurs obieramy na Arłamów, bocznymi dróżkami w strugach rzęsistego deszczu docieramy w końcu do dobrze nam znanych Ustrzyk Dolnych, wiele się tu od roku nie zmieniło - choć zamknęli pewną stację paliw, w związku z czym udajemy się na Orlen, jeszcze raz przez UD i powoli zgodnie z przepisami (pamiętając o zeszłorocznym mandacie), napawając się widokami...NADCIĄGAMY...
Lasy parują po deszczu, cudownie to wygląda - zdjęć nie ma bo nie oddają tego jak się czuliśmy...Jest nasz kurort:) Ustrzyki Górne - Zakopane się chowa. Odnajdujemy kwaterę i aklimatyzujemy się...Szalenie głodni udajemy się do Eskulapa - zestaw placek po bieszczadzku i pierogi smakuje cudnie. Tylko jakoś tak dziwnie się czujemy - ja w półbutkach (sportowych) a Kaśka w japonkach. Hehehe - cudnie pasowaliśmy do klimatu:) Klimatu, który mimo sprzeciwów mej Połowicy ochładzał się w moim mniemaniu...Na wycieczkę zatem - w góry, szkoda dnia
Hitem wycieczkowym pierwszego dnia okazało się... - łóżko
Obrazek
Wyłożyło mnie choróbsko - dreszcze i temperatura...z wycieczki nici, a słońce świeci...Szlag...choroba na cały urlop? Nie dam się tak łatwo - nie ja...wyzdrowieję. Pomogły końskie dawki aspiryny, gripexu i rutinoscorbinu oraz niezrównane...
Obrazek
herbatki i opieka mojej prywatnej Siostry Miłosierdzia

I tak minął wieczór i poranek...pierwszego dnia...CDN wkrótce
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez krzyś » 23 sie 2011, o 16:56

Współczuję, tak zacząć urlop... :(
Może c.d. będzie weselszy... czekamy!!!
... i w ogóle...
Avatar użytkownika
krzyś
Bieszczadzki ekspert
 
Posty: 1431
Dołączył(a): 17 cze 2010, o 11:03

Re: Wreszcie...

Postprzez Agnieszka » 24 sie 2011, o 14:14

Ja rozumiem, że autor nadrabia zaległości w domu, w pracy itp. :D
Ale my czekamy na ciąg dalszy ....
plissssss.
Agnieszka
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 257
Dołączył(a): 25 maja 2010, o 16:08

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 24 sie 2011, o 19:52

Już piszę...już...

Środa 26.07.11
O 7.00 zadzwonił budzik...późno bo późno, ale wstajemy wypoczęci a moja pechowa osoba w pełni sił fizycznych i umysłowych. Zaczęliśmy się zbierać. Wiecie poranna toaleta i te sprawy. Pogoda mało zachęcająca - szarawo...ale w końcu jesteśmy w Bieszczadach...WRESZCIE.
Na pierwszy ogień poszła najdłuższa trasa. Nie pytajcie dlaczego. Po prostu wyszliśmy z domu i poczuliśmy, że chcemy iść do Wołosatego i zrobić bieszczadzki worek. Plan był prosty...asfaltem do Wołosatego, a potem GSB, słynny czerwony szlak. Po drodze trochę siąpiło - chociaż pogodynka twierdziła co innego. Gdy doszliśmy do punktu kasowego (swoją drogą malowniczy człowiek sprzedaje tam bilety i pierdółki) nieźle się rozpadało. Przeczekaliśmy w wiacie...tu lekkie drugie śniadanie, uzbrojenie w kurtki i naprzód.

I dobrze by się szło...
...asfaltem.
I w miarę mało ludnie...
...idzie za nami tylko jedna para, aż dziw bierze, taki słynny szlak.

Pozostając nonkonformistami nie skręcamy bezpośrednio na szlak do prz. Siodło naszym pierwszym celem ma być prz. Bukowska. Po drodze napotykamy urocze jeziorko
Obrazek
Myśmy napotkali jeziorko, a nas napotkała...
kap,kap,kap
KAP,KAP
LUUUUUUUUUUU
..ulewa. Rzęsiste opady przesłaniały widoczność i miały nieelegancki zwyczaj moczyć każdą część naszej garderoby...Nasi towarzysze dzielnie trzymają się z tyłu...No wiata miała być? gdzie jest? Noga, za nogą docieramy przemoczeni do suchej nitki do wiaty i tu dwie niespodzianki:
1. Pełno ludzi
2. Przestało padać, o ironio.

Niektórzy z wędrowców mieli więcej szczęścia przeczekując ulewę pod gościnnym dachem wiaty, po chwili nadciągają nasi towarzysze, oj mokro nam. Kaśka budzi swoim zachowaniem entuzjazm braci i sióstr spod wiaty - wylewa wodę z butów. Po tej samej operacji przeszedłem do kurtki, do której wlało mi się sporo wody wywietrznikami pod pachami.
Reasumując - zimno, mokro, nie bardzo się jest w co przebrać, a to początek wędrówki. Po zmianie garderoby, wyciśnięciu skarpetek i uzupełnieniu płynów nisko i wysokoprocentowych (rozumiecie - po łyku z piersiówki na rozgrzewkę) czas na decyzję. Te są różne, część osób zawraca, część udaje się w dalszą drogę.

My idziemy dalej. Nie po to zmokliśmy by zawracać! Chwilę później rekompensata
Obrazek
Lasy zaczynają parować a widok jest niesamowity. Rozsypaniec postanowił powitać nas słoneczkiem...i dobrze nam z tym cieplutko...powoli wysychamy. Widoki niesamowite. Zapominamy o tym, że jesteśmy przemoczeni i delektujemy się wędrówką.

Docieramy do kolejnego celu naszej wędrówki - na Haliczu spotykamy naszych towarzyszy spod wiaty, zatrzymujemy się na dłużej - wiadomo obiad :) Ech...konserwy nigdy nie smakują tak jak na szlaku :)
Obrazek
Korzystając z barierek suszę kurtkę - ktoś mi cholera chyba membranę odwrotnie wszył - wodę przepuszcza, a pot zatrzymuje.
Największy zawód przeżywamy na przełęczy Goprowców. Nie ma ich :( A moja pieczątka w GOTowej książeczce??? Ucinamy sobie krótką pogawędkę ze starszym małżeństwem pod szlakowskazem na przełęczy i zmieniamy plan. Państwo odradzili nam zejście do Wołosatego - ponoć woda sobie ładnie szlakiem płynie - wybieramy zatem dłuższy wariant i zejście Szerokim Wierchem.

Dobra dobra...Siodło trzeba zdobyć....Oj kryzys, KRYZYS nawet...Ja się tu położę i umrę - dobrze Kasia?...Do walki zagrzewa mnie jednak mała ptaszyna, drozd chyba (nie dał sobie zrobić zdjęcia). Zacząłem żartować, że to mój Anioł Stróż. Po drodze spotykamy jeszcze całkiem malowniczą grupę, chyba terapeutyczną...Zanim zdobędzie się Tarnicę trzeba dobrze zjeść - zatem dojadamy co nam zostało w plecakach (zostawiając oczywiście żelazną rezerwę i wdrapujemy się na najwyższy szczyt. Widoki piękne
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Późno się robi więc ruszamy dalej, jeszcze tu wrócimy, jak będzie lepsza pogoda (marny ze mnie prorok) :) Bez zbędnych przystanków przemierzamy Szeroki Wierch...Las zaczyna nas już nieco frustrować ...ileż cholera mozna tym lasem (oj można dłużej co się jeszcze okaże). W końcu dotarliśmy
Ja zmęczony
Obrazek
Kaśka refleksyjna
Obrazek

Kierujemy się do Eskulapa - będziem przechodzić rehabilitację. Nie, nie Szanowni Czytelnicy, nie piwem. Przepysznym barszczem z uszkami, do dziś pamiętam ten smak. Dziś też kilka spojrzeń w naszą stronę, ale już takie inne, akceptujące...dobrze nam z tym...jeszcze tylko parę chwil i kwatera...ciepło i sucho...myjemy buty...myjemy się...wskakujemy pod kołderkę i zapadamy w głęboki sen....

I tak minął dzień, wieczór i poranek, drugiego dnia
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 26 sie 2011, o 18:18

27.07.11

Śpimy...Oj dał nam w kość wczorajszy dzień w górach. Budzik dzwoni dopiero o 9 i niespieszno nam jakoś wstawać. Po porannej toalecie okazuje się, że buty nie doszły jeszcze do siebie. Sięgamy zatem po obuwie zapasowe licząc na łaskawszą aurę tego dnia. Na dziś mała odmiana wybieramy się do Sianek. Trochę dolin zachciało nam się obejrzeć tych innych Bieszczadów mniej górzystych. To też okazja do odpoczynku - 20km po płaskim to pryszcz (całe szczęście obyło się bez pryszczy).
Jako już rzekłem - dziś jest dzień bez pośpiechu. Na miejsce docieramy około 13, a cały czas jeszcze siąpi. Cóż decyzja może być jedna - idziemy, w końcu po to przyjechaliśmy, nie będziemy siedzieć na tyłku. Początkowo trasa spacerowa, asfalt...nie pada...widoki nawet ładne, takie inne niż wczoraj...
Obrazek
no i zdjęcia, dużo zdjęć roślinek - osty nas ujęły szczególnie
Obrazek
Co jakiś czas pada deszcz, czasem nawet wygląda słońce. Do Beniowej jednak docieramy już w nieco jesiennej pogodzie. Chwila zadumy...intryguje nas płyta z rybą...Nie ma jednak czasu na postój gdyż zaczyna się robić zimno - trzeba się ruszać. Idziemy sobie (już w mokrych butach, ach te wysokie trawy) rozmawiając i dziwiąc się jak te Bieszczady różnią się od tych widzianych wczoraj. Przypada mi to do gustu coraz bardziej. Więcej tu śladów cywilizacji, ale te już one jakby nieco przytarte znakiem czasu.
W Beniowej wyprzedziła nas niebiesko żółta para turystów w plastikowych płaszczach, nie zatrzymując się przy cerkwisku idą dalej. Po drodze instruujemy też pewnego rowerzystę, który zgubił ścieżkę. Całkiem radośnie podchodzimy do zapasów z błotem jakie przyszło nam toczyć. Kiedy błoto zaczyna być lekko napastliwie narzucające się dopada mnie malkontencki nastrój i chęć powrotu. Kaśka nalega żebyśmy szli dalej - prawdziwa próba sił w związku dwojga ludzi.
Idziemy (ja nie jestem pantoflarzem, ja tylko czasem pozwalam mojej Połówce na swobodę ;) ) Las w miarę ciekawy, choć cała uwaga poświęcona temu żeby nie wylądować tyłkiem w kałuży koloru błotnego. W pewnej chwili dobiegają do nas krzyki kobiece. Cóż - u wyprzedzającej nas wcześniej pary pojawił się kryzys i Pani dała upust swojej złości i frustracji na partnera, który niefortunnie wybrałbył na dziś trasę niezgodną z jej potrzebami.
Ubłoceni niemalże po kolana wychodzimy z lasu, ku naszemu przemożnemu zdziwieniu na całkiem miłą i suchą drogę nieopodal schronu pod Negrylowem. Krótkie spojrzenie na mapę dyskusja i decyzja powrotu utwardzoną drogą popychają nas naprzód. Najpierw przerwa, suszymy się, i posilamy snując w międzyczasie plany dzierżawy schronu - oj mało realne czasami. Pogniewana na siebie Para zawraca nie atakując dalszej części szlaki. My pielgrzymujemy dalej. Wiata i znowu błoto. Tocząc te nasze błotne boje zastanawiamy się jak oni cholera jasna tam ową Hrabinę po jej śmierci zanieśli...
W końcu dotarliśmy, ubłoceni powyżej kolan, ale szczęśliwi z osiągnięcia celu...Kawa przywraca pełen optymizm...Nawet słońcu, które oświetla grobowiec
Obrazek
i rzeczce, która raźniej szumi i jakaś mniej zimna się wydaje
Obrazek
I nawet droga powrotna nie wydaje się już taka straszna
Obrazek
Nie decydujemy się iść do źródeł Sanu - zbyt późna już pora. Zawracamy.
Mlask, mlask - znacie ten odgłos chodzenia po błocie? Docieramy w końcu do wiaty - tradycyjnie kawa. Po krótkiej przerwie i domyciu nieco łydek żwawym krokiem ruszamy drogą za każdym zakrętem upatrując parkingu - oj dała nam dziś prytka w kość. Po drodze mijamy jeszcze sprytnie ukryty w gęstwinie ciągnik - mimo, że czerwony ledwo go widać. Po drodze wyprzedzamy jeszcze jakichś wieczornych spacerowiczów i docieramy do parkingu, na którym czeka Pan ze Służby Leśnej, bardzo zresztą intrygujący i rozmowny. Gadamy sobie dobre pół godziny o badaniach przyrodniczych jakie Pan prowadził na Lubelszczyźnie.W między czasie z łowów powraca dwóch fotografów - jak sami o sobie mówią zakapiorów z Piaseczna. Oj malowniczo wyglądali w kapeluszach obwieszonych kitami i z brodami niemal po pas (aż mi się Pastor przypomniał). Pożegnaliśmy się i udaliśmy się do domu

I tak minął dzień - wieczór i poranek, trzeciego dnia
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez lidkru » 29 sie 2011, o 14:39

a gdzie reszta?
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3193
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Wreszcie...

Postprzez jerzumarian » 29 sie 2011, o 22:17

lidka Ty zyjesz??
Wrócilem z Bieszczadów. Raz na zawsze.
jerzumarian
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 2088
Dołączył(a): 27 mar 2011, o 18:32
Lokalizacja: Jawor

Re: Wreszcie...

Postprzez lidkru » 31 sie 2011, o 16:18

ja żyję, ale Skazanca chyba wsadzili ,albo ten bieszczadzki wyjazd był taki krótki, ...
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3193
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Re: Wreszcie...

Postprzez skazaniec » 31 sie 2011, o 19:07

Lidka brakowalo mi Ciebie:) i Twoich postow:) nie mam chwilowo czasu, wrocilem po miesiacu w gorach i masa spraw do uregulowania...jutro bedzie ciag dalszy specjalnie dla Ciebie:)
Wędrowny Psychopata Gawędziarz
Avatar użytkownika
skazaniec
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 1534
Dołączył(a): 13 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Lublin

Re: Wreszcie...

Postprzez lidkru » 1 wrz 2011, o 05:33

:D
...Właśnie przed chwilą zbiegłam z zakładu
Dla niepoprawnych marzycieli...
Avatar użytkownika
lidkru
Zakapior bieszczadzki
 
Posty: 3193
Dołączył(a): 15 lut 2011, o 13:36
Lokalizacja: Kujawy

Następna strona

Powrót do Relacje z Waszych pobytów i wypraw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

cron