Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Tu się umawiamy na różnego rodzaju wspólne imprezy, wyjazdy, wycieczki oraz wspominamy te, które się odbyły

Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Stały Bywalec » 24 maja 2010, o 18:13

Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Relację z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 17 maja br. zamieszczam tu, w tym dziale forum, gdyż właściwie każdego dnia uczestniczyłem w naszych „zlotach i spotkaniach”, towarzyszących IX KIMB.

Opisy podróży z Warszawy do Ustrzyk Grn., tam i z powrotem (9 i 17.05.), pomijam - nic się szczególnego jeszcze wówczas nie wydarzyło. Wielka Woda nastała dopiero po moim powrocie do Warszawy - chociaż podobno odcinek trasy z Tarnobrzega do Sandomierza, którym jechałem jesienią ub. roku, był już dnia 17 maja br. nieprzejezdny.

10 maja

O godz. 9-tej z minutami wybywam z Ustrzyk Górnych - wsiadam do samochodu i udaję się via Berehy Grn., Nasiczne i Dwernik do Sękowca. Tam umówiony jestem z p. Basią, szefową OW w Sękowcu, oraz z Wojtkiem1121, z którym mamy ustalony plan wspólnej wycieczki na dziś.
Okazuje się, że jest już także i Piskal z całą ferajną kujawsko-pomorską, ale są zmęczeni, świeżo po całonocnej podróży.
Basia ma w domu jakichś robotników - instalatorów, więc skracamy tę kurtuazyjną wizytę do minimum. Umawiam się tylko z Nią na jesienny pobyt od 12 września do 6 października, i już nas tam nie ma.

Piskal wędruje z piwem spać, a my z Wojtusiem idziemy z drugą kurtuazyjną wizytą - do Piotra w Hulskiem. Maszerujemy przez Zatwarnicę, koło kościoła, dalej stokówką w górę i w dół aż do ruin cerkwi w Hulskiem. A stamtąd już blisko do chaty pustelnika.
Ów samotnik jest na ogół bardzo niechętny turystom, bywa podobno wobec nich nawet nieprzyjemny. I ma rację. Przyjdzie taka niezapowiedziana stonka z pustymi rękami, zajmie mu czas, pozostawi swoje śmiecie (butelki, puszki) i jeszcze się dziwuje: „Jak pan tu może sam, w takich warunkach mieszkać? Ja bym nie mógł / nie mogła!”.

A przecież wystarczy się tylko po prostu ... odpowiednio zachować. Gdy idzie się z wizytą do znajomych, to na ogół nie z pustymi rękami, prawda? Tak więc i my z Wojtkiem też wkraczamy na ten prywatny teren niosąc ze sobą praktyczne upominki, których łączna wartość odpowiada cenie flaszki pół litra dobrej wódki.
I Gospodarz przyjmuje nas gościnnie, częstuje herbatą zalaną wodą z potoku Hulski - wrzątkiem z czajnika zawieszonego na łańcuchu nad ogniskiem.
Pan Piotr, okazuje się, to nasz rodak z Warszawy. My Mu opowiadamy o tym, co słychać w stolicy, a On nam o ostatniej zimie w Bieszczadach, która - Jego zdaniem - nie odbiegała od innych zim tutejszych. Musiał tylko, jak zwykle, strzec koni przed wilkami.

Po około godzinnej konwersacji żegnamy sympatycznego Gospodarza i udajemy się w drogę powrotną, tyle że inną trasą. Przedzieramy się do ścieżki nad potokiem Hulski, idziemy nią prawie aż do ujścia tego potoku do Sanu, a potem dróżką nad Sanem do samego Sękowca. Owe ścieżki nad Hulskim i Sanem okazują się miejscami trudne do przebycia - są zatarasowane pozwalanymi jeszcze w ubiegłym roku drzewami (to skutki słynnej październikowej wichury).

Żegnam się z Wojtkiem1121 i wracam do Ustrzyk Grn. Na obiad zjadam „suchy prowiant” przygotowany mi jeszcze wczoraj przez troskliwą żonę, a potem umawiam się na wieczór w Zajeździe pod Caryńską - ze Złotkami, czyli Adamem i Anią, którzy dopiero co tu przyjechali z Warszawy.
Jestem w zajeździe pierwszy, piję piwo i czekam na Nich. Wkrótce spostrzegam Ich przez okno, ale widzę, że idą w ... trójkę, jakiś facet Im towarzyszy. Czyżby kogoś przyholowali ze sobą z Warszawy? Może zaczęli swingersować? ;)

Okazuje się jednak, że po drodze przykleił się do Nich autentyczny „zakapior bieszczadzki” przedstawiający się jako Józek Polański. Troszkę nam przeszkadza, ale tylko troszkę. Zawieram z Nim układ, że dostanie ode mnie piwo, ale musi się odkleić. Zgadza się ochoczo, po czym umowy dotrzymuje tylko przez czas picia tego piwa. Później znów się dosiada i nieproszony wesoło nam opowiada o swoim niewesołym bieszczadzkim życiu. Gdy dziewczyna z bufetu grozi Mu wyrzuceniem z lokalu, to ... oświadcza się Jej. Panna czuje się lekko obrażona taką propozycją, ale ja moderuję dyskusję i wszystko się w żart obraca.
Nawet bym Mu postawił to drugie piwo, ale uważam, że teraz kolej na Adama. A poza tym, to przecież Adaś, a nie ja, Go tu przyprowadził. Adaś nie jest jednak tak szczodry. Wykpiwa się złotówką.

W końcu się żegnamy. Umawiam się z Adamem i Anią na dzień jutrzejszy, po czym powracam do Hotelu Górskiego, gdzie kwateruję. Przyjaciele wędrują w przeciwległy kraniec Ustrzyk Grn. Zatrzymali się na prywatnej kwaterze w domu za strażnicą SG.

PS
Wojtek1121 pstryknął kilka zdjęć w Hulskiem, podczas naszego tam „tea time”. Mam nadzieję, że je tu zamieści.

CDN
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Wojtek1121 » 24 maja 2010, o 19:57

W takim miejscu herbata ma nie powtarzalny smak.
Załączniki
Avatar użytkownika
Wojtek1121
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 287
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 15:05

Re: Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Stały Bywalec » 25 maja 2010, o 12:13

11 maja

Rano z Ustrzyk Grn. udaję się do Sękowca. Wkrótce potem za mną pojadą Złotka, które nie dały się namówić na tę podróż jednym samochodem. Tajemnica niebawem się wyjaśnia: Adaś jest, a w zasadzie dopiero zaczyna być, chory. Angina, grypa, przeziębienie - czort wie, co. Złapał to po drodze, albo już wyjechał zainfekowany z Warszawy. Wczoraj wieczorem jeszcze nie było po Nim nic widać, na nic się też nie skarżył.
Szukają po drodze jakichś medykamentów, o co - jak wiadomo - w Bieszczadach nie jest łatwo, zwłaszcza poza sezonem. Mam ze sobą (noszone na wszelki wypadek) 2 tabletki aspiryny Bayerowskiej i Mu je daję. Od razu jedną połyka, a potem poci się jak mysz.

A na miejscu w Sękowcu - istny zlot gwiaździsty. Więcej nas chyba matka nie miała. :D
Całe 11 osób, pozwólcie, że je wymienię:
1 i 2) rzeczone Złotka, czyli Adam z Anią,
3 - 6) Wojtek1121 z piękną Elą, Jej mężem i kolegą męża,
7 i 8) Piskal w roli Romea, to znaczy z Julią,
9) Wojtek Myśliwiec,
10) Dark Angel, czyli merry Kasia, czyli Gargamel,
11) piszący te słowa Stały Bywalec, czyli SB.

I na tym nie koniec. Niebawem dołączą do nas jeszcze 2 osoby.

Dziś mamy do pokonania dość malowniczą trasę: Sękowiec - Dwernik Kamień - wodospad na Hylatym - Zatwarnica - Sękowiec.

Jak było do przewidzenia, rozciągamy się po drodze, każdy idzie swoim tempem. I jak też było do przewidzenia, na Dwernik Kamień (Holicę) jako pierwsi dochodzimy we dwóch - ja z Wojtkiem Myśliwcem.
A co, pochwalić się nie wolno? :)

Ale tak naprawdę, to wcale nie jesteśmy tam pierwsi. Na szczycie bowiem już sobie grzecznie siedzą Bertran236 z Renatką, którzy dotarli tu przed nami, tyle że weszli od strony Nasicznego (gdzie pozostawili samochód). Witamy się serdecznie. Wkrótce dołącza spocony Adaś z drugim Złotkiem, a za kilkanaście minut cała reszta ekipy. Jest nas już teraz razem 13 osób.

Każdy gdzieś się rozsiada, wyciąga kanapki, napoje, słodycze, i co tam jeszcze zabrał ze sobą.
W kulminacyjnym momencie Wojtek1121 podchodzi (na oczach wszystkich) do słupa wbitego tu, na szczycie, i wygrzebuje spod niego ... flaszkę 0,5 l dobrej wódki. Owa butelka tkwiła tu od zeszłej jesieni, żaden niedomyślny turysta się nią nie zainteresował. A była umieszczona naprawdę płytko - nie trzeba było kopać, wystarczyło tylko wygrzebać skraj foliowego worka i mocno go pociągnąć.

Z Dwernika Kamienia schodzimy w dół oznakowaną ścieżką turystyczną wiodącą od razu ze szczytu w dół, pierwsze kilkadziesiąt metrów to nawet dość strome zejście, spotykamy tam żmiję. Nie chce nam ustąpić, więc ją delikatnie spycham kijkiem, niezadowolona odpełza zygzakiem.
Dzielimy się (znów w sposób naturalny) na dwie grupy: 5 + 8. Wędruję w tej pierwszej wraz z Kasią Dark Angel, Wojtkiem Myśliwcem i Złotkami. Zasuwamy dość szybko, świadomi, że sklep w Zatwarnicy zamykany jest już o godzinie 16-tej.
Szybko, to nie znaczy, że na oślep i aby do przodu. Gdzie trzeba, tam przystajemy i podziwiamy krajobraz. Przy wodospadzie na Hylatym (Szepit) robimy sobie nawet kilkunastominutowy odpoczynek.

Ostatecznie jesteśmy przy sklepie o godz. 15:55. Czynimy zakupy (głównie napoje, i to w dużej ilości) oraz uprzedzamy panią, aby - broń Boże - jeszcze nie zamykała sklepu, gdyż niedługo tu przybędzie 8 maruderów. Przychodzą o godz. 16:35 i też powodują pewien ubytek w sklepowym zaopatrzeniu.
Siedzimy wszyscy pod kultową wiatą, tego dnia jakoś nie zajętą przez miejscową inteligencję. :D Humory wszystkim dopisują, no, może Julia jest nieco nie w formie (dzisiejsza wycieczką Ją chyba zmęczyła). Zatem pani sklepowa odwozi Ją samochodem do Sękowca, nie musi jeszcze wędrować tych ostatnich ok. 2 km.

Po dobrej godzinie wypoczęci i napojeni pokonujemy już ostatni odcinek (od sklepu w Zatwarnicy do OW w Sękowcu) dzisiejszej trasy.
W Sękowcu żegnamy się. Wracając do Ustrzyk Grn. podrzucam do Nasicznego Bertranda i Renatę, gdzie rano pozostawili swój samochód.
A potem już samotnie dojeżdżam do Ustrzyk i hotelu.

To był piękny i udany dzień. Ciekawa trasa wycieczki, miłe, wesołe towarzystwo i cały czas ładna, słoneczna pogoda. :D :D :D

CDN
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Wojtek1121 » 26 maja 2010, o 19:11

Zdjęcia z odpoczynku po wędrówce z Dwernik Kamienia.
Załączniki
Avatar użytkownika
Wojtek1121
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 287
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 15:05

Re: Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Stały Bywalec » 27 maja 2010, o 10:48

12 maja

Dziś ma miejsce kombinacja na 2 samochody. Jako że jest dość „skomplikowana”, przedstawiam ją w punktach: :)

1. Wojtek1121 przyjeżdża po mnie z Sękowca (gdzie jeszcze wciąż kwateruje) do Ustrzyk Grn.

2. Podjeżdżamy pod dom, w którym zamieszkują Złotka (Adam i Ania) i czekamy, aż się załadują do samochodu (również terenowego) Adama.

3. Podróżujemy już teraz zatem dwoma autami, Wojtusiowym i Adasiowym, z Ustrzyk Grn. do Wetliny.

4. W Wetlinie pozostawiamy na parkingu „U Dworaczków” terenówkę Wojtka.

5. Przesiadamy się do samochodu Adama i całą czwórką jedziemy przez Brzegi Grn., Nasiczne i Dwernik do Sękowca.

6. W Sękowcu zabieramy jeszcze Wojtka Myśliwca i przez Zatwarnicę walimy wprost do Suchych Rzek, do stacji edukacji ekologicznej BdPN.

7. Tam pozostawiamy samochód Adama wraz z Adamem, który - z racji stanu zdrowia (o czym już w tym wątku pisałem i jeszcze napiszę) - zrezygnował z dzisiejszej pieszej wycieczki.

8. Adam, po dłuższej i ciekawej konwersacji z tamt. pracownikiem BdPN, powraca do Ustrzyk Grn., aby sobie spokojnie pochorować.

9. Cała czwórka, tj. (przypomnę) Ania, obaj Wojtkowie i ja, wędruje żółtym szlakiem przez Przełęcz Orłowicza do Wetliny (Starego Sioła).

10. W Wetlinie wsiadamy do samochodu Wojtka1121 i wracamy do Ustrzyk Grn. Dojeżdżając, podwozimy Anię pod sam dom.

11. We trzech podjeżdżamy do Zajazdu pod Caryńską, gdzie zjadamy obiad. Potem Wojtki udają się już do Sękowca, a ja idę sobie powoli (nażarty pod sam korek) do Hotelu Górskiego.

Tyle w skrócie. Teraz nieco rozwinięcia.

Pogoda jest nadal znośna, jeszcze nie pada. Po drodze na Połoninę Wetlińską zatrzymujemy się na dłuższy odpoczynek w nowej, zbudowanej w ub. roku dużej wiacie turystycznej. Tam spożywamy (z wyłączeniem pana kierowcy) zawartość mojej piersiówki, i nie tylko. :lol: Humory nad wyraz dopisują, nawet nie zauważamy, kiedy dochodzimy na Przełęcz Orłowicza.
Na przełęczy jest kilka osób, z których jedna okazuje się być fanem filmowych dokonań Wojtka1121. Rozpoznaje Go i okazuje Mu należny podziw oraz szacunek. :D Pan hrabia nadyma się z dumy jak paw, dzięki czemu łatwiej będzie Mu zejść z przełęczy do Wetliny.

Już po drugiej („wetlińskiej”) strony przełęczy dochodzi do małego nieporozumienia.
Zatrzymaliśmy się przy skałkach na krótki odpoczynek i zarazem „postój technologiczny” (a raczej fizjologiczny). Ania, nic nam nie powiedziawszy i w ogóle nie uprzedziwszy, po wykonaniu owego „pójścia na stronę”, powędrowała sobie dalej w dół żółtym szlakiem.
A my nadal siedzimy przy skałkach i na Nią czekamy. Wobec przedłużającej się nieobecności dywagujemy, że widocznie poszła zrobić nie tylko siku, lecz i kupę. :oops:
Później zaczynamy się jednak już poważnie niepokoić. To w końcu Bieszczady, a nie Puszcza Kampinoska, gdzie co najwyżej żmija może ukąsić. Tu mieszkają misie, wilczki, można też spaść ze skały lub wpaść do jakiegoś wykrotu. Wędruje tu też dużo więcej turystów, wśród których (zgodnie z prawem wielkich liczb) może trafić się jakiś groźny :twisted: dewiant.
Wołamy, krzyczymy - na próżno. Komórka nie odpowiada - jesteśmy już w lesie, poza połoniną, brak jest zasięgu.
Cóż robić? Wysyłamy Myśliwca szybkim krokiem w dół, aby Ją dogonił - jeśli hipoteza Jej samowolnego odejścia szlakiem jest prawdziwa. A sami penetrujemy las w tej części, gdzie się „na stronę” oddaliła, cały czas Ją nawołując.
W końcu i my zaczynamy schodzić w stronę Wetliny.
Wkrótce nawiązujemy kontakt telefoniczny (odnalazł się zasięg tel. kom.) z Wojtkiem Myśliwcem, który dogonił Ankę. A więc już spokojnie wędrujemy za nimi do Starego Sioła.

Gdy dochodziliśmy do punktu kasowego BdPN, zaczęło padać. Ale to był taki nieduży i krótkotrwały deszczyk.

***
A wieczorem gościliśmy się wzajemnie z Adamem i Anią. Najpierw Oni odwiedzili mnie w hotelu, potem poszliśmy do Nich - na tę ich kwaterę za strażnicą SG. Wódka, wino, piwo - wszystko było. Adaś wprawdzie chory, ale cały czas „na chodzie”. Gdy Mu mówiłem, że ma do piątku wyzdrowieć (wycieczka do Lwowa), kiwał tylko niejednoznacznie głową.

CDN
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Stały Bywalec » 28 maja 2010, o 04:50

13 maja

Obudziłem się o 5-tej rano z raczej niewyraźnym samopoczuciem, ale 2 tabletki etopiryny popite gorącą herbatą postawiły mnie na nogi. A już o godz. 8-mej, w sam raz w porze śniadaniowej, nawet powrócił mi apetyt. :)

Złotka pojechały do lekarza do Ustrzyk Dln. :(

Dziś mamy w planie wycieczkę do malowniczej doliny Sanu w okolicach Dydiowej. Nawet piękniejszej niż w Krywem, trudniej jednak jest się tam dostać.
Wojtek1121 też dzisiaj odpoczywa od kierownicy. Obaj zabieramy się samochodem Bertranda236, któremu jak zawsze towarzyszy nieodłączna a piękna Renata.

Jedziemy do Stuposian, gdzie (już przy szosie do Mucznego) oczekuje nas druga część ekipy: Piskal z Julią Piskalową (a może Piskaliną - to też poprawna choć już archaiczna forma językowa), Kasia Dark Angel i Wojtek Myśliwiec.
Kasię powinienem w zasadzie wymienić w pierwszej kolejności. Ona bowiem jest posiadaczem i kierowcą samochodu, nieco już poturbowanego podczas tego pobytu w Bieszczadach. To właśnie Ona przywiozła w Bieszczady tę silną grupę kujawsko-pomorską.

Dojeżdżamy do miejsca wypału węgla drzewnego (ulubionego miejsca Lucy), gdzie - po postaraniu się o zgodę ;) pracującego tam dżentelmena - pozostawiamy obydwa samochody.
Wędrujemy ścieżką w kierunku Dydiowej. Trasa ta zawsze, nawet jesienią po suchym lecie, jest błotnista, ale teraz to chyba strzałka osiąga już najwyższy poziom na skali „bieszczadzkiego nabłotnienia”. Skaczemy raz po jednej, raz po drugiej stronie ścieżki, czepiamy się drzew i krzaków, a mimo to jesteśmy zabłoceni po kostki. Poza tym śmierdzi. Ktoś wcześniej ponarzucał tu dużo świeżych sosnowych gałęzi, teraz to wszystko gnije i wydaje nieprzyjemny zapach.

Po około godzinie tej może niezbyt ciężkiej (jak na trasy bieszczadzkie), ale raczej nieprzyjemnej drogi, wreszcie osiągamy piękną nadsańską dolinę. Naprawdę jest czym zachwycić wzrok.

Postanawiamy tu dłużej popasać. Postój zaplanowałem w dwóch miejscach.

Najpierw siedzimy przy chatce „Dydiówce”, gdzie wypijamy połowę naszych dzisiejszych zapasów. Wpisujemy się oczywiście do zeszytu turystycznego, pozostaje tu więc także i niewirtualne potwierdzenie naszej dzisiejszej wycieczki. Humory wszystkim dopisują, już zapomnieliśmy o tym przeklętym błocie. :D

Po ponad półgodzinie przemieszczamy się przez pagórek do domku myśliwskiego, oczywiście zamkniętego na cztery spusty. I bardzo dobrze, po co ktoś niepowołany miałby tam włazić.
My zasiadamy przy dużym stole na zewnątrz, gdzie spożywamy drugą połowę posiadanych dziś trunków. Wesoły nastrój sięga prawie zenitu, :D zwłaszcza że i miejsce jest urokliwe, a pogoda piękna.

Sceptycznego czytelnika niniejszym jednak zapewniam, że nikt się nie upił, oraz że ani wcześniej przy chatce, ani teraz przy domku myśliwskim, nie pozostawiliśmy po sobie najmniejszego śladu - wszystkie puste puszki i butelki powędrowały z powrotem do plecaków. :!:

To jeszcze nie koniec naszego w tym miejscu odpoczynku. Zeszliśmy nad sam San, sporo dziś szerszy w tym miejscu niż jesienią ub. roku, gdy byłem tu dwa razy.
Piękne zakole Sanu. Ukraina - o rzut beretem. Oprócz nas tylko jakieś drapieżne ptaki w górze, badające, czy aby na pewno nie nadajemy się do podziobania.
Już teraz, pisząc te słowa (dn. 28 maja), zapragnąłem w to przepiękne miejsce jeszcze w tym roku powrócić.

Czas już na nas. Chociaż chętnie posiedzielibyśmy tu do nocy.
Postanowiłem oszczędzić ekipie owego śmierdzącego błota, przez które tu przyleźliśmy. Przypomniałem sobie trasę, którą przyszedłem do Dydiowej kilka lat temu wraz z Ojcem Prowadzącym. Wędrowaliśmy wówczas od strony Dźwiniacza, początkowo stokówką, następnie leśną ścieżką. Na ścieżkę tę trudno trafić idąc drogą stokową, natomiast tu, w Dydiowej, jest ona dość dobrze widoczna - już z łąki można dostrzec, jak wcina się w las.
Włazimy zatem na tę nieznaną wszystkim drogę. Ja też wędrowałem tędy tylko jeden jedyny raz, bodajże jesienią 2004 r., w dodatku w odwrotnym kierunku. :idea:

Wybór okazał się trafny. Błota tu o wiele mniej, żadnych nieprzyjemnych zapachów, a i ukształtowanie terenu wygodniejsze dla zmęczonego (niekoniecznie tylko marszem :lol: ) piechura. Cały czas łagodne zejście, aż do stokówki wiodącej od strony Dźwiniacza.
Na końcu owej ścieżki czeka nas jednak mały survival - w postaci potoku Muczny, który trzeba przebyć w bród. Rzeczka, którą normalnie przeskakuje się po kamieniach, po ostatniej śnieżnej zimie zaczęła udawać San.
Część z nas przełazi w butach mocząc nogi, część buty ściąga.

Jesteśmy zatem już na drugim brzegu Mucznego (potoku). Drogą stokową wędrujemy jeszcze ok. 2 km do jej skrzyżowania z szosą do Mucznego (miejscowości), a tam już znajduje się ów wypał, gdzie pozostawiliśmy samochody.

Teraz nasza ekipa znów się rozdziela. Grupa toruńsko-bydgoska odjeżdża do Sękowca, a warszawsko-poznańska udaje się na późny obiad do Mucznego. Do będącej w likwidacji, ale wciąż jeszcze czynnej Wilczej Jamy. Oprócz gospodarzy spotykamy pracującego tu kolegę z forum - Jacka („jacekp”).

Gospodarze informują, że przenoszą się z Mucznego do Smolnika nad Sanem - już wkrótce tam znajdzie się Wilcza Jama bis, gdzie będzie można kwaterować lub choćby tylko wpaść na posiłek.

Wracamy do Ustrzyk Grn.
Późnym wieczorem wpadam jeszcze do Złotek. Dowiaduję się, że pani doktor z Ustrzyk Dln. stwierdziła u Adasia anginę, i że w związku z tym nie pojedzie On jutro do Lwowa. :shock: Namawiam Anię, aby chociaż Ona pojechała, dając tym samym Adamowi spokojnie pochorować. Zajmują w końcu niewielki pokój, w którym przebywanie cały dzień z chorym staje się krępujące (i dla chorego, i dla zdrowego).
Jak się nazajutrz okazało, moje namawianie Ani było bezskuteczne. :evil:

Wracając do hotelu zahaczam jeszcze o Zajazd pod Caryńską, gdzie po raz kolejny potwierdzam, że jutro na pewno pojedziemy na Ukrainę. :D

CDN
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45

Re: Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Wojtek1121 » 28 maja 2010, o 19:15

Pierwsze dwa zdjęcia z wycieczki przez Przełęcz Orłowicza , następne z Dydiowej. Najciekawszy był powrót "krótszą" drogą i pokonanie strumienia, nie którym dobrze chlupało w butach.
Załączniki
Avatar użytkownika
Wojtek1121
Wyrypiarz bieszczadzki
 
Posty: 287
Dołączył(a): 12 mar 2009, o 15:05

Re: Wspomnienia z IX KIMB, i nie tylko

Postprzez Stały Bywalec » 30 maja 2010, o 06:44

14 maja

O wycieczce do Lwowa proszę poczytać oraz obejrzeć zdjęcia tu:

ix-kimb-piatek-14-maja-wycieczka-do-lwowa-t528-30.html

A gdyby kogoś zainteresowało, jak ta wyprawa doszła do skutku, jakie były jej szczegóły organizacyjne, to zachęcam go do przeczytania tamtego wątku tematycznego już od pierwszej strony, tj. od 1-go postu z dn. 31 stycznia br.

***

Późnym wieczorem, już po powrocie ze Lwowa, wpadłem jeszcze do Zajazdu pod Caryńską, a tam - tłum istny! IX KIMB stał się faktem. Już ta „wigilijna” frekwencja świadczy o dużym zainteresowaniu naszą imprezą, zapowiada jutrzejszy rekord liczebności uczestnictwa w KIMB.
„W kuluarach” umawiamy się na jutrzejsze wycieczki (odbyło się ich kilka). Ja oczywiście opiszę tylko tę, w której sam uczestniczyłem.

15 maja - do wieczora

Była to wyprawa ambitna, na Tarnicę. Wybraliśmy się na nią w składzie: Andrzej627, Christian 77, Jurko, Wojtek Myśliwiec oraz piszący te słowa.

Busikiem podjechaliśmy do Wołosatego, skąd weszliśmy niebieskim szlakiem na przełęcz. Potem żółtym wdrapaliśmy się na Tarnicę, po dłuższym tam pobycie powróciliśmy na przełęcz, a następnie przez Tarniczkę i Szeroki Wierch pomaszerowaliśmy szlakiem czerwonym do Ustrzyk Górnych.
Pogoda była ładna - słonecznie, ciepło i bezwietrznie. Niebo nieco zachmurzone i lekko przymglone, czyli - jak się orientują znawcy gór - coś wisiało w powietrzu. Na szczęście to coś „spadło” dopiero wieczorem, gdy dawno powróciliśmy z wycieczki.

Już w Wołosatem i potem jeszcze raz na Tarnicy spotkaliśmy naszego wczorajszego polskiego przewodnika wycieczki do Lwowa, co nas (i chyba jego również) bardzo ucieszyło. Wstępnie umówiliśmy się na przyszłoroczną wyprawę na Ukrainę.
Na przełęczy, przy początku ścieżki na Tarnicę, Jurko zauważył i wskazał mi piękne kobiety. A może zresztą było odwrotnie, niewykluczone, że to ja je pierwszy dostrzegłem. :D Jakież było nasze przyjemne zdziwienie kilka godzin później, gdy spotkaliśmy je na KIMB-ie. Jedna z nich grała nawet trochę na gitarze.
Dość długo siedzieliśmy na szczycie Tarnicy, napawając się cudownym widokiem świata oglądanego z góry. Może i zabawilibyśmy tam jeszcze dłużej, ale przecież mieliśmy w planie wędrówkę - po odkrytym terenie - przez Szeroki Wierch, co w razie załamania pogody (na co się już zanosiło) stanowiłoby pewne ryzyko. Poszliśmy więc tą trasą w miarę szybko, tak, aby zdążyć przed ewentualną burzą lub deszczem. Cały czas jednak podziwialiśmy piękne krajobrazy, które - mam taką nadzieję - są większości z Was znane. W końcu to dosyć popularna trasa.

Później, schodząc już terenem leśnym, wyraźnie zwolniliśmy. Posiedzieliśmy nawet ok. pół godziny pod nową wiatą turystyczną, gdzie wypiliśmy puszkę piwa, zachomikowaną jeszcze, o dziwo, przez Jurka. Próbowaliśmy podrywać tam jakieś Czeszki czy Słowaczki, ale one cały czas się śmiały, :lol: nie wiadomo, czy do nas, czy z nas.

Muszę pochwalić Andrzeja627, który systematycznie podnosi swoją formę. Dziś zdobył Tarnicę, co jeszcze w 2007 r., gdy Go poznałem, oceniałbym jako raczej niemożliwe. W przyszłym roku - mam taką nadzieję - obaj wejdziemy na Pikuj.
I w ten sposób sam sobie nieopatrznie ukręciłem powróz na szyję. W ub. roku bezczelnie bowiem napisałem (na tamtym forum), że jeżeli On wejdzie na Pikuj, to ja na Mount Everest.
Cóż, chyba będę z Andrzejem renegocjował ten mój lekkomyślny „kontrakt”. Na początek proponuję zamiast Mount Everestu - Mount Ryli pomiędzy Hulskiem a Krywem. :idea:

Chyba około godz. 16:30 byliśmy już na dole, w centrum Ustrzyk Grn.
W knajpie, do której poszedłem na obiad z Wojtkiem Myśliwcem, spotkaliśmy Wukę. A tak w ogóle, to w tym „lokalu gastronomicznym” serwują bardzo smaczne i niedrogie dania. I nie jest to tylko moje zdanie. Następnego dnia natknąłem się tam na Długiego z Joanną. Nie napiszę jednak, o który to lokalik chodzi. Nie chcę wspierać konkurencji Zajazdu pod Caryńską.

***
Jak już napisałem, była to tylko jedna z kilku wycieczek, na które wybrali się „kongresmeni”. Mam prośbę, aby także inne nasze wspólne wyprawy zostały uwiecznione opisowo i (lub) fotograficznie. Obojętne, na którym forum, byleby to nastąpiło!
A w celu łatwiejszego odnajdywania takich relacji warto by powklejać na obu forach odpowiednie linki.

CDN
Ostatnio edytowano 24 maja 2011, o 10:30 przez Piotr_S, łącznie edytowano 1 raz
Powód: link
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.

Pozdrawiam
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Prezydent na uchodźstwie
 
Posty: 925
Dołączył(a): 30 sty 2010, o 13:45


Powrót do Zloty i spotkania

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 0 gości


Loading

O F I C J A L N E    F O R U M    D Y S K U S Y J N E    S E R W I S Ó W:
               

Forum bieszczadzkieforum.pl używa plików typu cookies do poprawnego działania strony, w celach statystycznych, reklamowych, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz by umożliwić logowanie zarejestrowanym użytkownikom. Korzystanie z forum bieszczadzkieforum.pl, bez zmian ustawień w używanej przez Państwa przeglądarce internetowej oznacza zgodę na wykorzystywanie technologii cookies i zapisywanie ich w pamięci Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.