przez Stały Bywalec » 16 sie 2011, o 06:05
Wczoraj przeszliśmy się już 28-my raz w tym roku po Puszczy Kampinoskiej, zaliczając trasę ok. 16 km ze Starej Dąbrowy do Cisowego i z powrotem. Spoglądaliśmy z niepokojem w niebo, na szczęście nie spadła już ani kropla deszczu. Nie o tej wycieczce chcę jednak napisać, tylko tej o przedwczorajszej - w niedzielę 14 sierpnia.
Był to prawdziwy survival.
Zaczęło się bardzo łagodnie. Wystartowaliśmy z Roztoki, poszliśmy czerwonym szlakiem na południowy zachód. Mieliśmy w planie dojść do Karpat (to nie pomyłka, Karpaty są również w Puszczy Kampinoskiej, można to sprawdzić na dokładnej mapie), stamtąd do Górek, by potem okrężną drogą przez Budy powrócić do Roztoki.
Po przejściu niecałych 4 km zaczęło się chmurzyć, potem padać. Akurat znaleźliśmy się na posadzie Łubiec, gdzie jest duża nowa wiata turystyczna, więc pod nią przeczekaliśmy deszcz.
Podjąłem jednak decyzję o radykalnym skróceniu wycieczki, z zaplanowanych ok. 17 km do 8-9 km. Chmur nie ubywało, drugi raz na szczęście w postaci wiaty turystycznej nie mogliśmy liczyć. Wchodzimy zatem na szlak żółty, docieramy nim do zielonego, a zielony prowadzi już nas do Roztoki, gdzie mamy samochód.
I tak to rzeczywiście było.
A ów survival to właśnie zielony szlak (na ww. odcinku), który po niedawnych ulewach zamienił się w pojezierze. Szybko przemoczyliśmy buty, potem wpadaliśmy w wodę po kostki, następnie po kolana, a raz nawet woda mi sięgnęła do pół uda (wpadłem w jakiś niewidoczny pod wodą dół). Nie wiedząc, ile takich podtopień jeszcze przed nami, cały czas brnęliśmy naprzód, za każdym razem licząc, że to być może już ostatnie jeziorko. Byliśmy mokrzy, wracać nie było sensu. Rozlewiska były bardzo szerokie, obejście szlaku łukiem nic nie dawało. Było tam równie głęboko, a ponadto bardziej zdradliwie.
Gdy w końcu dotarliśmy do zakrętu owego „wodnego” szlaku, weszliśmy na prowadzącą pod górę leśną drogę działową i tam dopiero odetchnęliśmy z ulgą. Wylaliśmy wodę z butów, wyżęliśmy spodnie i skarpetki. Na szczęście było b. ciepło, więc owo totalne przemoczenie (od pół uda w dół) nie spowodowało najmniejszego nawet przemarznięcia. Potem na parkingu jeszcze trochę posiedzieliśmy na słoneczku, które akurat wyszło.
Oczywiście następnego dnia (w poniedziałek 15 sierpnia, czyli wczoraj) udaliśmy się do puszczy już w innych butach, gdyż te przedwczorajsze jeszcze nie wyschły. W niedzielę wieczorem zdążyliśmy nawet pójść do „Decathlonu” na Szczęśliwicach (z domu mamy tam jakieś 2 km), czynnego do godz. 20-tej. Żona nie miała bowiem odpowiednich butów na zmianę, dopiero musieliśmy je kupić.
Jaka jest najpiękniejsza górska miejscowość w Polsce?
Podpowiedź: 4 sylaby, w tym pierwsza: "Za".
Jeśli jednak myślisz o Zakopanem, to jesteś w błędzie.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Zatwarnica.
Pozdrawiam
Stały Bywalec