Stały Bywalec napisał(a):Reasumując, można nie lubić dopełniaczowej formy "Bieszczad", ale proszę nie wmawiać, że jest ona niepoprawna.
Można też nie lubić formy poszłem, wyszłem, zeszłem - ale wielu tak mówi. Mnie to gryzie, bo jest nie po polsku, podobnie jak forma, którą forsujesz bezkrytycznie na podstawie jakichś słowników. To nie ma się Piotrowi podobać, tylko warto mówić poprawnie po polsku, dla siebie i dla czystości języka.
Owszem słowniki dopuszczają taką formę. Nie rozumiem jednak dlaczego mam bezkrytycznie przyjmować wszystko co językoznawcy (a czasem - i jak sądzę w tym przypadku - "językoznawcy") tam ustalą.
Pochodzenie i znaczenie tego słowa jest znane i nie ma sensu tu tego przytaczać. Forma "z Bieszczad" czy tam "Kongres Miłośników Bieszczad" wypłynęła i zakorzeniła się w zasadzie dopiero po II wojnie światowej.
Bezmyślnie powtarzana, zwłaszcza w mediach, gdy Bieszczady zaczęły robić się modne, gdy powstawały "Kolorowe zawroty głowy", itp. zakorzeniła się w języku - bo i jak się miała nie zakorzenić skoro była wszędzie w tej formie klepana a Ci, którzy ją rozpowszechniali pojęcia zielonego nie mieli o jej poprawności, pochodzeniu i znaczeniu.
Profesorowie jak to profesorowie - jak jeden powie że czarne jest czarne, to drugi będzie przeprowadzał dowody że jest białe. Żeby zabłysnąć, żeby pokazać że jest mądrzejszy od pierwszego lub przynajmniej nie głupszy. Dlatego też w słownikach mamy obie formy poprawne.
Różnica między nami jest taka, że jeśli za chwilę wpiszą do słownika przytoczone wcześniej formy "poszłem, wyszłem, itp.) jako poprawne, to będziesz uważał je za poprawne a ja nadal będę twierdził że nie.
Bieszczad i Beskid to słowo tożsame - wyobrażasz sobie Kongres Internautów Miłośników Beskid? Pewnie nie - ale ja uważam (i nie tylko ja, bo to w końcu nie o mnie chodzi), że należy być konsekwentnym i wówczas tak mówić. Jeśli ktoś mówi "z Bieszczad" i jednocześnie "z Beskidów" to brzmi po prostu śmiesznie.