Życie jako ciągły proces poszukiwań

0
220

Proces poszukań jest ściśle spleciony z życiem człowieka. Charakteryzuje jego osobowość, powoduje, że jego struktura ma charakter wielowątkowy. Od pytań do odpowiedzi-los człowieka usłany jest ciągłym poszukiwaniem lepszego świata, w domyśle mającego spełnić sprecyzowane zadanie, dać wytchnienie i spokój. Ciekawość świata powoduje, że sam proces poszukiwań nie ma końca, a jego specyficzny charakter trwale kształtuje definicję człowieka. Poszukujemy dosłownie wszystkiego-szczęścia, bogactwa, spokoju, wrażeń, emocji, wieczności, Boga, samego siebie, sensu własnego istnienia. Aby rozpocząć proces poszukiwań, musimy wiedzieć, czego szukamy. W tym kontekście wyznaczamy sobie zadanie z jasno określonym planem, mającym zrealizować nasze zamiary.

Konkretyzujemy i wartościujemy proces poszukiwania, jest istotą naszego życia. Dziwnym trafem, zawsze, gdy czegoś szukamy, musimy wiedzieć, czego szukamy. Nasza wiedza o tym, czego szukamy, jest pierwotna wobec aktu poznania, momentu, gdy ten cel odnajdziemy. Jaką obrać w życiu drogę, aby nie okazała się ślepą drogą lub, co gorsza drogą okraszoną pięknymi widokami, łatwą do pokonania, ale zakończoną stromym urwiskiem? Skąd wiemy, że ten nasz cel jest tym, co nam daje wytchnienie w tej uciążliwej podróży zwanej życiem? Nasza wiedza pochodzi z tradycji, religii, kultury, społecznych przyzwyczajeń. To, co było, narzuca nam wizję tego, co ma być. Jak się wymigać z tego zaklętego kręgu wróżenia z fusów?

Każdy z wielkich myślicieli próbował wydobyć na powierzchnię świadomości to, co uważał za ważne i niezbędne dla człowieka, określając zespół myśli, konstruując teorie czy koncepcyjne systemy, które w jakiś sposób miały zatrzymać to, co pożądane na linii czasu. Zatrzymać, czyli dać możliwość realizacji i spełnienia tych samych właściwości idei, które miały miejsce przed zakuciem jej w kajdany, odporne na upływ czasu. Hipnotyzując to, co miało miejsce w przeszłości, próbowano określić to, co będzie w przyszłości, aby w teraźniejszości sycić się efektami swojej pracy. Przeszłość jest nam dostępna tylko w obszarze naszych wyobrażeń, na kartach pamięci, gdzie wywoływaczem i łącznikiem tego, co było, w jakąś spójną całość, są nasze emocje wiążące się z nimi. O ile możliwe jest, aby na bazie obrazu z przeszłości wysuwać wnioski i konstruować system, o tyle niemożliwe jest, abyśmy w przypadku zastosowania go w przyszłości, mogli zachować ważny punkt całego systemu, czyli założenia. Są one podstawą każdej metody, filarem, bez którego cała konstrukcja jawi się jako domek z kart. Powodem jest fakt, że zawsze ten swoisty obraz konsumujemy w teraźniejszości, która nie jest statyczna, i dlatego powstaje nam swoista niespójność czasowa. Przeszły obraz jest nieruchomy i możemy dokładnie wyodrębnić z niego wszelkie właściwości. Jeżeli dokładnie odniesiemy je do współrzędnych rzeczywistości, w których chcemy umiejscowić nasz obraz, staną się one niemalże namacalne. Takie jest przynajmniej życzenie tych, co trwają w przekonaniu, że to, co było, może się powtórzyć w całej swej krasie. Jednak, aby te nasze właściwości ponownie odczuć, musimy osadzić je w tych samych współrzędnych, z których były wyniesione. Zrobić tego nie możemy, ponieważ to, co było, już minęło, a wszelkie relacje określające takie współrzędne są relatywne i uzależnione od siebie nawzajem. Trzeba przyjąć do wiadomości, że eksploatacja modelu odbywa się tylko w czasie teraźniejszym, który na bieżąco jest określany przez nowe dodatkowe założenia i skutki działań nieujętych w przeszłym modelu.

Poprzez powtarzanie pewnych warunków wstępnych chcemy uzyskać określony efekt. Efekt, który określimy w założeniach, jest możliwy do uzyskania, ale może jawić się nam jako kawałek rzeczywistość zaklętej w granicach założeń. Gdy zdamy sobie sprawę z trudności, jakie niesie za sobą proces spełniania naszych oczekiwań i pragnień, łatwy do wyobrażenia staje się fakt, że proces powtarzalności niesie za sobą wyjałowienie. Pojawia się ono wtedy, gdy rośnie rozbieżność między realiami, z których ruszaliśmy, a realiami, w których przyszło nam realizować ten proces. Im większa odległość pomiędzy dwoma skrajnymi punktami, tym jądro procesu przeistacza się z okazałej oazy pełnej życiodajnej wody, w stos krzaków wyrastających w płytkiej kałuży. Dlatego historycznie rzecz ujmując, każda idea zaprzęgnięta w służbę ludzi, wykazywała po pewnym czasie oznaki zużycia. Fakt ten nie wynikał z wyczerpania możliwości, jakie niesie ze sobą idea, bo byt idealny nigdy nie zmienia swoich właściwości. Zmurszała jedynie warstwa pożądania, szczelnie przykrywająca ten dziwny twór. Główną przyczyną utraty blasku pożądania nie była utrata sił niezbędnych do jego podtrzymania, bo w kwestii mocy pożądania czegokolwiek, człowiek nie ma sobie równych, ale fakt, że tak skonstruowany model do zaspokojenia potrzeb człowieka, nie sprawdzał się w działaniu. Kryzys odnosi się nie tylko do kwestii osobistych, ale wychodzi poza nie. Brak możliwości permanentnego zaspokojenia własnych ambicji, które powinny być synonimem potrzeby nieprzerwanego odczuwania tego, co konieczne, był zawsze tłumiony poprzez zaspokajanie ambicji krótkotrwałych i niekoniecznych. Ta niedogodność w życiu człowieka spowodowała, że rozwiązanie chwilowe opanował do perfekcji i stosuje je nieprzerwanie od narodzin do śmierci. Ból powodowany tęsknotą za czymś trwałym, tłumiony jest częstymi, ale chwilowymi euforiami. Dla ludzi umiejących i mających siły do samodzielnego poszukiwania ten kryzys odnosi się do sfery osobistej, czyli tam gdzie rozgrywa się walka o lepsze jutro. Niestety cała większość potrzebuje zewnętrznej inicjatywy, ukazującej się w krótkich i prostych wyznacznikach, determinujących to, co ma być uważane za ważne i istotne dla społeczeństwa. Na tym polu brak możliwości zaspokojenia zbiorowych pragnień wyznacza znacznie większe granice kryzysu społeczeństwa.

Szukając naczelnej zasady, nie można opierać się na żadnych założeniach, albowiem suponują one nie tylko rozwiązanie, ale również warunki, w jakich do niego dojdzie. Człowiek operując w linii czasu, jest przekonany, że w procesie poszukiwań istotny jest początek, punkt zaczepienia, bo to on dobrze wybrany jest gwarantem sukcesu całego przedsięwzięcia. Pułapka, jaką stawia czas, powoduje, że trudzi się on tylko po to, aby odnaleźć tylko to, co sam chce znaleźć. Obiekt wierzeń, niespełnionych nadziei, górnolotnych oczekiwań-tylko do tego możemy dotrzeć, stosując proces ogólnie ujętych powtórzeń, jako skuteczną realizację naszych zamierzeń.

Analizując proces poszukiwania warto zadać sobie trud i odpowiedzieć nie tylko na pytanie, dlaczego szukamy, ale gdzie jest miejsce do wartościowych poszukiwań.

Epoka dominacji człowieka przyzwyczaiła nas do tego, że codziennie dowiadujemy się o postępach społeczeństwa w eksploracji zewnętrznego świata. News za newsem wypełnia karty przeglądarek. Świadectwa siły, zdolności, uporu i żelaznej konsekwencji systematycznie budują wizerunek właściwej, godnej do naśladowania jednostki. Bez najmniejszego sprzeciwu otwieramy się na zewnętrzny świat, jako na miejsce, gdzie powinna być skierowana nasza cenna uwaga. Gdzie znajdują się odpowiedzi na najcenniejsze dla nas pytania. Dużo prościej przecież pytać o to, co jest na zewnątrz, bo wtedy nie jesteśmy sami. Poczucie samotności koryguje nasze postępowanie o tyle, że nie tylko trudno nam dzisiaj zdobyć się na odwagę, aby móc pobyć z samym sobą, ale mozolnie nam idzie czerpanie korzyści z tego spotkania. Mamy oparcie w kulcie wiedzy, tradycji, codziennych przyzwyczajeniach. Nasza pewność utarta powtarzanym codzienne schematem jest odskocznią, dzięki której eksploracja tego, co na zewnątrz nas przybiera na sile i tempie wykorzystania zasobów. Nic prostszego niż podążać tą ścieżką. Można wznosić okazałe budowle, tworzyć wielopoziomowe społeczne konstrukcje, powiększać status majątkowy oraz społeczny, bronić ważnych dla nas wartości, wielbić to, co dla nas cenne. Wiele punktów zaczepienia do rozwoju własnej osobowości. Pole do popisu szerokie, bo widownia przy odrobinie wysiłku może być pełna. Ma kto oceniać, krytykować, chwalić-jednym słowem stawianie kolejnych warstw tej budowli, nierzadko dzieła życia nie przychodzi nam z trudem. Każda poprzednia warstwa jest odskocznią do kolejnej, bo przecież to, co jest pewne i przez to istnieje, wyznacza metodę postępowania, która tym samym okazuje się sprawdzać w działaniu. Rutyna i przyzwyczajenie wyznaczają ścieżkę, po której idziemy. Nie na zasadzie udostępnienia nam możliwości wyboru, ale w ramach zawężania ścieżki decyzyjnej. Zmechanizowane życie zabiera nam możliwość decydowania nie tyle o własnym losie, ale o tym, z czego zbudujemy fundamenty naszej podróży życiowej.

Pewni swego istnienia szybko zapominamy o tym, co stanowi nasz rdzeń. Poszukujemy każdego dnia tego, co wydaje się niedoścignione, podczas gdy to, co powinno być naszym celem, jest przykryte pod płaszczykiem naszych mniemań.

Dlaczego mamy szukać na zewnątrz siebie, gdy na każdym kroku widać niedoskonałości tego działania? Potrzeba własnego bezpieczeństwa każe przeć naprzód, podczas gdy to my sami nie potrafimy siebie eksplorować. Nasza niedogodność bierze się stąd, że uznajemy to, co jest wewnątrz nas za niepewne, inne, budzące lęk i brak nam motywacji, aby tam zaglądać. Bo jest to głupie, byle jakie i nikomu do niczego nie potrzebne. Nie można dotknąć, zmierzyć, a często powtórzyć. Zakamarki własnej duszy są naszym elementem, którym pochwalić się nie możemy, ale na zewnątrz nas z pewnością nie natrafimy na oczekiwaną odpowiedź. Eksplorując siebie, musimy mieć świadomość, że proces ten wymusza na nas ciągłą zmianę. Świadomość struktury własnej istoty pozwala nam określić położenie względem świata zewnętrznego. Jednakże zmieniając opis samego siebie poprzez uzyskiwanie odpowiedzi na zadane pytania, nieustannie będziemy tę pozycję zmieniać. Lęk przed jakąkolwiek zmianą każe nam iść w stronę pewną, szukać tam, gdzie to my sami nadamy warunki zagospodarowania odpowiedzi, gdzie odpowiedź wymusi na nas zmiany tylko w ramach przez nas akceptowanych. Pomimo to, samo zjawisko zmiany jest na stałe splecione z naszym istnieniem i wydaje się nie do okiełznania.

Tego, co jest wewnątrz nas, szukać nie trzeba, ale musimy to odkryć na nowo, a to, co z zewnątrz prosi o zdobycie, okazuje się nie do zdobycia, bo w rzeczywistości prezentuje się jako zlepek naszych pragnień i przyzwyczajeń, które nie są na dłuższą metę w stanie zaspokoić i wypełnić naszej pustki.

Niezaspokojeni z efektów własnych poszukiwań, obwiniamy sami siebie za małą skuteczność. Bierzemy na własną klatę fakt, że sami nie podołamy temu zadaniu i potrzebujemy kogoś, kto wyręczy nas w tym zadaniu. Często zdarza się w naszym życiu, że na naszej drodze staje ktoś, kto wie lepiej i będzie chciał nam dać ten wyjątkowy klucz do wrót świata. Klucz do spełnienia naszych marzeń, wieńczący nasze starania o lepsze jutro. Pragnienie posiadania tego wytrychu olśniewa tak bardzo, że mało kto zdaje sobie sprawę, jaką mu przyjdzie zapłacić za to cenę. Wielki akt łaski ze strony obdarowującego nie jest oczywiście darmowy. Wyrzeczenia, niemoc, cierpienie, brak sił do dalszej walki, niespełnione obietnice, przeplatają się z naszą wizja szczęśliwej krainy, gdzie spełnią się nasze marzenia. Klucz jest symbolem utylitarności współczesnego społeczeństwa, ponieważ zawiera w sobie możliwość zaspokojenia wielu potrzeb jednocześnie: wiedzy-jako elementu ładu społecznego, spoiwa działającego ponad podziałami ideowymi i społecznymi; elitarności-zmodyfikowanej potrzebie tożsamości opartej na wąskiej i unikalnej płaszczyźnie porozumienia; strukturalizmu-nadając ciągu zdarzeń pewną symboliczną więź, tworząc zamknięty, odizolowany całokształt, neguje się jednocześnie wszystko to, co przeszkadza w urzeczywistnieniu tej struktury. W tym miejscu warto zadać sobie pytanie, czy ktoś może mieć to coś, czego my nie mamy, a chcemy mieć? Oddanie swoje wolności w posiadanie komuś innemu, nie daje nam żadnej skuteczności w naszych poszukiwaniach. Ten akt wolności, którego się tak szybko pozbywamy, powinien stanowić źródło naszej motywacji, aby krok po kroku zaglądać tam, gdzie nikt z zewnątrz nie ma wstępu.

Czy można efektywnie szukać, godząc się na to, że już na starcie wiemy, czego chcemy? Jeżeli mamy szukać elementu rzeczywistości mającego właściwości konieczne, bo tylko taki jest wart naszej uwagi i wysiłku, to dlaczego zakładamy, że musimy go szukać? Potrzeba szukania przez nas odpowiedzi na ważne dla nas pytania wynika ze specyfiki procesu charakteryzującego wykorzystywanie zdobytych przez nas danych. Szukamy, bo mamy nadzieję, że to, co zdobędziemy, będziemy w stanie wykorzystywać wielokrotnie, modyfikując końcowe warunki zastosowania, tak aby miały sprzyjający charakter. Wyuczona eksploracja świata przynosi nam wiele nowych zdobyczy, którym trudno się oprzeć. Dlatego wszystko to, co człowiek uzna za wartościowe i po wielu trudach uda mu się do tego dotrzeć i zawładnąć tym, ma cechy operacji chwilowej i ulotnej. Można ją uznać za element niekonieczny w jego życiu, bo wynika z jego cech nabytych i wyuczonych, a nie wrodzonych, bo takich nie posiada.

Pragnienie posiadania idei tłumaczącej wszystko zawsze była elementem pożądanym w jadłospisie człowieka. Jest jak choroba zakaźna. Czy można posiadać to, co jest naszym źródłem? Dlaczego cząstki rzeczywistości potrzebują klucza, aby być tożsame w jej obrębie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here